Rozdział.12.
Spacerowałam po Instytucie od rana. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Sebastian nie przyszedł, czyli pewnie długo rozmawiał z matką i bratem. Martwiłam się i chciałam go zobaczyć, lecz nie wiedziałam jak odnaleźć jego pokój. Nie chciałam nikogo budzić, aby mnie informował. Chodziłam więc, snując się korytarzami i podziwiając cały budynek. Był ogromny i nie miałam pojęcia jak oni orientują się skąd dokąd dojść. Ja już się najprawdopodobniej zgubiłam, ale nie martwiłam się tym. Jakoś wrócę. Korytarze były o ciemnych ścianach, a na nich mnóstwo obrazów przedstawiających najróżniejsze sceny. Tu Anioł wstający z jeziora ze złotym kielichem w dłoniach. Gdzie indziej obraz przedstawiający połyskujące demoniczne wieże w stolicy kraju Nocnych Łowców Alicante. I wiele innych. Na niektórych rozpoznawałam Cichych Braci, czyli Nefilim, którzy przeszli rytuał i żyli w Mieście Kości. Mieli zwykle zaszyte usta i oczy. Zajmowali się sama nie wiedziałam dokładnie czym. Pamiętałam coś z książki, że "pilnowali" Miecza Anioła i zajmowali się zwłokami Nocnych Łowców. Byli nieśmiertelni, więc najkrócej, mówiąc, gdy tak jakby kamienieli to zakopywano ich żywcem. Czy coś w tym stylu. Nie skupiałam się na nich za bardzo, bo przerażała mnie myśl, że potrafią czytać w myślach i sami porozumiewają się właśnie, przesyłając nam swoje myśli. Na samą myśl przechodziły mnie ciarki. Na innych malunkach były bitwy Nocnych Łowców z demonami. Były także obrazy przedstawiające cztery postacie. Pierwszy był mężczyzna o bardzo bladej cerze niczym marmur, idealnych rysach twarzy i dobrze zbudowany. Można by go uznać za nastolatka, gdyby nie to, że z jego ledwo rozchylonych ust wystawały kły. Ostre i śnieżnobiałe, a oczy miały barwę miedzi. Nim przeczytałam podpis pod nim wiedziałam kim był. Dziecko Nocy-wampir. Następny był mężczyzna o umięśnionym ciele i wysoki. Ciemne włosy lekko się lokowały, a zarost miał już co najmniej ponad tygodniowy. Jego oczy miały złotawą barwę, a ręce były zakończone pazurami. Likantrop czyli Dziecko Księżyca. Następna była kobieta o mlecznej cerze i bardzo długich rudych włosach. Były piękne. Jej ciało było owinięte w płaszcz z motyli, a oczy dumnie utkwione przed siebie. Cała postawa świadczyła o dumie z samej siebie, To musiała być jedna z Fearie. Ostatnia była kobieta o morskim odcieniu skóry i falowanych blond włosach. Miała zielone oczy,a jej dłonie były jak u żaby.Dziecko Lilith- kobieta czarownik. Cztery postacie ze świata podziemi z, którymi Clave miało podpisany pokój.
Potrząsnęłam głową, aby nie myśleć tyle o tym całym Clave, bo pewnie niedługo będę musiała spotkać się z przedstawicielem na "pogadankę". Ciekawe jak to będzie wyglądało ?
Stanęłam niepewnie przed wielkimi dębowymi drzwiami przyciągana jakimś impulsem. Otworzyłam je i ujrzałam ogromny pokój. Na samych środku stał duży stół, a przy nim krzesła. Pod wysokimi oknami stały półki z książkami,a przy jednym z nich potężne ciemne biurko ze stertą papierów. Nogi biurka były w kształcie aniołów. Tak jakby to anioły trzymały blat mebla. Rozejrzałam się i z każdej strony było mnóstwo ogromnych półek z książkami. Biblioteka! Trafiłam w miejsce, gdzie zawsze mogłam sobie spokojnie pomyśleć i odpocząć. Pomieszczenie były piękne,a taka ilość książek przyprawiała mnie o zawroty głowy.
Zaczęłam przechadzać się koło półek, przeglądając tytuły. Było mnóstwo o Świecie Cieni, o zaklęciach, o runach, o legendach i innych różnościach. Mnóstwo także łaciny i greki, której w życiu się nie uczyłam. Na szczęście była też literatura bardziej dla młodzieży.
Przechadzałam się pomiędzy półkami, dotykając grzbietów książek i myśląc o Sebastianie. Byłam ciekawa co teraz robił. Czy jeszcze rozmawiał z Charlotte ? A może z Danielem ? Byłam strasznie ciekawa czemu wczoraj do mnie nie przyszedł. Zamiast tego... No właśnie Nate. To było strasznie dziwne, że w środku nocy przeszedł do mnie. I to po radę w takiej sprawie! Nie byłam dobra w udzielaniu rad, ale miałam nadzieje,że mu pomogłam. Dla niego ta sprawa była naprawdę ważna i widziałam, że był pewny na 100%. Ciekawa tylko byłam czy zdobędzie się na odwagę. Miałam nadzieję, że tak.
Nagle usłyszałam za sobą kaszlnięcie i aż podskoczyłam z zaskoczenia. Powoli obróciłam się i ujrzałam Charlotte. Ubraną w jak zwykle nienaganny strój. Jej oczy wpatrywały się w moje, ale nie umiałam z nich nic wyczytać. Na jej ustach pojawił się wymuszony uśmiech tak jak na moich. Na prawdę wolałabym jej nie spotkać.
- Dzień dobry. Masz chwilę ? Chciałabym z tobą porozmawiać.-odezwała się po chwili uprzejmym tonem, a ja wzruszyłam ramionami. Nie miałam nic innego do roboty, więc mogłam z nią pogadać.
- To dobrze, choć usiądźmy-powiedziała i ruszyła do stołu. Zajęłam jedno z wielu miejsc, a ona naprzeciw mnie. Czułam się dziwnie spięta, chociaż nie miałam czym. No,ale jednak to matka mojego chłopaka, a w dodatku szefowa Instytutu. Jak coś źle powiem to mogę wylecieć. A tego nie chciałam.
Odchrząknęłam, gdyż cisza się przedłużała,a ona spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Cóż za fałszywy uśmiech. Już ja znam takie.
- Więc chciałam się ciebie spytać o Sebastiana. Znasz go trochę, tak ?-zapytała spokojnym tonem. Spojrzałam jej w oczy i pokiwałam głową. Co ona ode mnie chciała ?
- Lubcie się, prawda ?-spytała,a ja znów pokiwałam głową. Mimowolnie moje kąciki ust się uniosły. Jacy dorośli byli staromodni.
- Jesteście dość blisko, więc może powiesz mi coś o nim ?-zapytała niemal obojętnym tonem. Czemu mi się wydawało, że mówienie o Sebastianie sprawiało jej trudność, jakby on umarł.A on żył i miał się dobrze ! Wzięłam, głęboki oddech, uspokajając moje nerwy i odpowiedziałam spokojnie:
- Ale co chciałaby pani wiedzieć ?
- Nie wiem. Jak on się zachowuje ? Czy ma jakieś... no niekontrolowane wybuchy ?-spytała spokojnie,ale mi już ciśnienie skoczyło w górę. Do czego ona zmierzała ?!
- Sebastian jest opiekuńczy, kochany, troskliwy, szczery, pomocny, miły, uprzejmy i opanowany!-powiedziałam to ostatnie słowo podniesionym tonem. Jak ona śmiała ? Już wiedziałam do czego ona zmierzała!
- Ale czy nie zachowuje się jak.....
-Potwór ?-przerwałam jej niemal, sycząc na nią.
- Nie! On nie jest potworem za jakiego wszyscy go uważacie!-niemal krzyczałam. Wzięłam trzy głębokie oddechy, patrząc w oczy Charlotte. Nieźle mnie zdenerwowała. Jaki to trzeba było mieć tupet, żeby tak mówić i to o własnym synu.
- Ja myślałam, że pani na nim zależy. Że chcę odzyskać syna i sprawić, abyście byli rodziną,ale pani nadal uważa go za potwora! On to nie pani mąż!-dodałam zła podniesionym tonem. Patrzyła na mnie,a w jej oczach widziałam złość. Otworzyła usta, aby mi odpowiedzieć,ale wtedy drzwi biblioteki otworzyły się z hukiem z stanął w nich zgrzany Nate. Koszule nie dość, że miał na odwrót to jeszcze krzywo zapiętą. Moje rady chyba podziałały.
Jednak nie cieszyłam się, bo w jego oczach widziałam przerażenie.
- Daniel... i Sebastian...-wydyszał,a ja momentalnie cała się spięła. Wstałam,a przez moją głowę przelatywały już najgorsze myśli.
- Co się stało ?-spytałam drżącym głosem. Nie próbowałam ukryć strachu o Sebastiana. Jeżeli coś mu się stało....
- Są w skrzydle szpitalnym. W ogrodzie zawalił się na nich dach altanki-powiedział szybko chłopak, a ja momentalnie poczułam jak po całym moim ciele przechodzą dreszcze. Był ranny! Po moich plecach pociekła stróżka zimnego potu.
- Zaprowadź mnie tam!-powiedziałam o ton za głośno. Spojrzał na mnie i pokiwał głową, ale Charlotte była szybsza. Wyszła już z pomieszczenia i pośpiesznie szła korytarzami. Bez słowa kiwnęłam na Nate'a, a on wyszedł. Ja ruszyłam w jego ślady cała przerażona. Błagałam, aby był cały i nic poważnego mu nie było. Czułam łzy w oczach,ale nie chciałam się teraz rozklejać. Musiałam być twarda. Nocni Łowcy nie płaczą praktycznie nigdy! A ja byłam jedną z nich.
Idąc zerknęłam na Nate'a. Jego twarz była cała blada,a mięśnie napięte. Szedł pośpiesznie. Widocznie był przerażony jak ja. No tak ! Daniel był jego parabatai! Zaczęłam mu współczuć, ale bardziej myślałam o Sebastianie.
Moje serce zaczęło kuć mnie boleśnie, jakby wiedziało coś czego ja nie wiedziałam. Nie podobało mi się to. Chciałam już go zobaczyć!
*******************************
Kiedy dotarłam do drzwi skrzydła szpitalnego Charlotte stała tam już i rozmawiała z Cichym Bratem. Ubrany był w długą szarą szatę,a gdy odwrócił twarz, spoglądając na mnie omal nie krzyknęłam. Jego twarz była blada,a oczy i usta zszyte. Po co im to robiono ?!?
- Co jest z Danielem i Sebastianem ?-zapytał Nate, gdy stanęliśmy przed nimi. Cała się trzęsłam ze strachu o niego.
Daniel teraz odpoczywa i z nim jest wszystko w porządku. Gorzej z drugim chłopakiem-odezwał się chłodny głos Brata w moim umyśle. Wciągnęłam powietrze z sykiem. To było przerażające. Jakby ktoś buszował w mojej głowie. Chciałam uciekać od niego, ale słowa, które usłyszałam zmusiły mnie do zapanowania nad sobą.
- Co z Sebastianem ?-spytałam łamiącym się głosem. Charlotte spojrzała na mnie,a ja jej wzrok był zimny. Nienawidziła mnie byłam tego pewna, ale mało mnie to obchodziło.W bibliotece powiedziałam to co myślę. I tyle. Nie miałam zamiaru przepraszać za to !
Pan Grigori ma ciała obce w plecach. Musimy mu je wyjąć,ale czekamy na sprzęt.-odpowiedział w mojej głowie Cichy Brat. Chciałam coś powiedzieć,ale szefowa Instytutu mnie ubiegła.
- Nie możemy narysować iratze bo w zagojonych ranach zostałyby odłamki i jeszcze bardziej uszkodziły jego plecy. A poza tym on nie chcę widzieć nikogo z rodziny-powiedziała zimnym tonem, a ja poczułam kolejne ukłucie w sercu. Jednak postanowiłam spróbować coś zrobić. Chciałam być przy nim.
- Nie jestem z rodziny. Mogę wejść ?-spytałam, olewając Charlotte. Wiedziałam, że ona by się nie zgodziła, ale to nie ona miała tam władzę. Spojrzałam niechętnie na zakapturzoną postać, która wpatrywała się we mnie. Poczułam, jakby jakaś dłoń chwyciła za mój umysł co zabolało,ale momentalnie ustało.
Zgoda. Może pani wejść,ale sama- zastrzegł Brat, a ja pokiwałam głową i pośpiesznie ruszyłam za nim do sali.
Tylko ostrzegam panią, że chłopak nie jest w dobrym stanie i może nie być miły- odezwał się Brat Jeremiasz w mojej głowie. Pokiwałam tylko głową. Myślami byłam już przy nim.
Gdy weszliśmy do sali zobaczyłam rząd białym łóżek. Tylko dwa były zajęte.Na jednym spał Daniel wygodnie rozwalony z bandażem na klacie. Zerknęłam tylko i mój wzrok sam powędrował do łóżka zasłoniętego parawanem. Wiedziałam kto na nim był.
Brat podszedł szybciej i odsunął zasłonę, a ja stanęłam jak posąg. Na łóżku leżał mój ukochany. Leżał na brzuchu,a z pleców wystawały wbite kawałki szkła i drewna. Z ran wolno sączyła się krew. Na boku widziałam runy spowalniające krwawienie, jednak dużo one nie dawały. Twarz miał ułożoną na zgiętych rękach, ale widziałam, że cierpiał. Dłonie zaciskał w pięści,a oddech miał nierównomierny. Moje serce zaczęło boleć trzy razy mocniej, widząc go takiego. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie mogłam. Musiałam być silna.
Podeszłam do łóżka, a jego głowa przekręciła się w moją stronę. Spojrzał na mnie z zarysem tego anielskiego uśmiechu na ustach. Chciał coś powiedzieć, ale ubiegłam go.
- Nic nie mów. Wszystko będzie dobrze-zapewniłam, a on wpatrywał się we mnie oczami pełnymi miłości. Stanęłam bliżej jego głowy i odgarnęłam mokre kosmyki włosów z jego twarzy.
Możemy zaczynać. Jesteś gotowy?- odezwał się Brat Jeremiasz w naszych głowach.
- Tak-odpowiedział ledwo słyszalnie Sebastian. Z powrotem oparł głowę o dłonie i zamknął oczy. Wpatrywałam się zastygła jak Brat wyciągał pierwszy odłamek nad łopatką. Mój ukochany krzyknął cicho w poduszkę, ale zaraz zamilkł. Gdy drugi odłamek został wyciągnięty z jego pleców usłyszałam znowu zdławiony krzyk w poduszkę. Chciałam krzyczeć, aby przestał, ale wiedziałam, że muszą wyciągnąć wszystkie. Jeżeli narysowaliby iratze rany zagoiłyby się z odłamkami i sprawiły jeszcze gorsze rany. Chwyciłam, więc dłoń Sebastiana i splotłam ze swoją, ściskając ją mocno.
- Ściskaj tak ja mocno boli- szepnęłam do niego, on ledwo dostrzegalnie kiwnął głową. Kiedy Brat wyciągnął trzeci odłamek chłopak ścisnął moją rękę tak, że poczułam w niej pulsowanie. Jednak to było nic w porównaniu z bólem w sercu na widok cierpiącego chłopaka,który skradł moje serce.
Pa paru godzinach wszystkie odłamki były już wyciągnięte. Na plecach Sebastiana pojawiły się runy leczące. Chłopak skrzyżował swoje spojrzenie z moim i uśmiechnął się widocznie odprężony. Ból ustał. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Moja dłoń ściskana przez niego straciła czucie, ale nie martwiłam się tym. Pochyliłam się nad nim, odgarniając jego złote włosy i całując mocno w czoło.
- Powinieneś odpocząć-szepnęłam,a on uniósł dłoń i dotknął nią mojego rozgrzanego polika.Chciało mi się płakać. Ze strachu, przerażenia, ulgi i radości. Wszystko naraz!
-Nie chcę.-powiedział tylko, a ja uniosłam jedną brew do góry. Widziałam, że był zmęczony i to bardzo. Kątem oka widziałam jak Brat Jeremiasz wpatrywał się w odłamki na tacy. Co go tak zaciekawiło? Odłamki we krwi ?
Pójdę porozmawiać z Charlotte. Mogłabyś zabandażować go-odezwał się nagle chłodny głos Brata w mojej głowie, a ja odruchowo cała się spięłam. Pokiwałam tylko głową niezdolna mówić. Cichy Brat bezszelestnie niczym duch wyszedł z sali, zostawiając nas samych. Spojrzałam z powrotem na Sebastiana, który uśmiechał się, wpatrując się we mnie.
- Pani doktor.A gdzie strój ?-zapytał żartem, a ja uśmiechnęłam się. Podeszłam bliżej niego i musnęłam jego usta swoimi. Takie styknięcie,a już wywołało przyjemne dreszcze. Oblizał dolną wargę z uśmieszkiem.
- hmhmm Słodko.-skomentował, a ja uśmiechnęłam się szerzej.
- No dobrze. Dasz radę usiąść, abym cię opatrzyła ?-spytałam z troską, a on bez słowa powoli usiadł. Nie obeszło się to bez syknięć, ale był twardy. Jednak ja strasznie się bałam. Podeszłam do stolika obok łóżka i wzięłam zwinięty bandaż. Stanęłam przy nim i zaczęłam opatrywać. Powoli, uważając, aby nie przydusić ran. Może i miał iratze, ale jeszcze nie zagoiło ono wszystkich ran. Sebastian wpatrywał się cały czas we mnie,a ja zerkałam na niego co chwila.
W końcu skończyłam i zabezpieczyłam bandaż, aby się nie rozpiął. Spojrzałam mu w oczy i spytałam zaniepokojona:
- Wszystko w porządku ? Bardzo boli ?
- Już tak. Da się przeżyć-odpowiedział spokojnie. Złapał mnie za biodra i przysunął do siebie. Oparł głowę o mój brzuch i wtulił się w niego. Instynktownie wplotłam dłonie w jego miękkie włosy i zaczęłam głaskać.
- Prześpij się proszę-powiedziałam cicho po dłuższej chwili, a on uniósł głowę, patrząc na mnie.
- A ty ?-zapytał,a ja uśmiechnęłam się, dotykając jego policzka.
-Posiedzę tutaj i popilnuje cię-odpowiedziałam,a on potarł nosem o materiał mojej bluzki.
- Kocham cię Isabell-powiedział nagle, a ja na te słowa poczułam jak moje serce szybciej bije.
- Ja ciebie też. A teraz idź spać-poleciłam, a on posłusznie położył się na boku i zerknął jeszcze na mnie z uśmiechem po czym zamknął swoje cudne oczy.
Usiadłam na krześle obok i wpatrywałam się w niego, rozmyślając.
**************************
Obudziłam się jakoś w nocy. Sebastian nadal spał. Jednak ja czułam dziwne kłucie w sercu. Jakby strach, ale przecież wszystko było w porządku. Zapaliłam lampkę i spojrzałam na chłopaka na łóżku. Był cały blady i trząsł się.Przykryłam go dokładniej kołdrą, ale coś mi nie pasowało. Sprawdziłam mu puls. Był słaby i nie równy. A oddech płytki. Coś było nie tak! Przerażona wstałam i wybiegłam jak najszybciej umiałam z sali. Skierowałam się do pokoju Charlotte. Zaczęłam walić w drzwi, aż otworzyły się i pojawiła się w nich Charlotte. Ubrana w czarne leginsy i tunikę. Była zaspana. Przetarła oczy i spojrzała na mnie nienawistnym wzrokiem.
- Czego?-spytała sucho, a ja wzięłam głęboki oddech.
- Coś jest nie tak z Sebastianem.-odpowiedziałam, ona momentalnie się spięła.
- Zaczekaj przy nim. Ja wezwę Brata Jeremiasza-powiedziała od razu, a ja pokiwałam głową. Nie czekając na nic więcej ruszyłam biegiem w drogę powrotną do skrzydła szpitalnego. Musiałam być przy nim.Nie mogło mu się nic stać! Nie mogło!
Wbiegłam do sali i momentalnie znalazłam się przy nim.Oddychał, ale płytko. Co się stało? Przecież wyjęli wszystkie odłamki, a iratze i inne runy powinny wszystko uleczyć. Więc co poszło nie tak ? Ścisnęłam jego chłodną dłoń i poczułam jedną dłoń na poliku.
- Proszę cię nie zostawiaj mnie. Musisz być silny. Wytrzymaj błagam-szeptałam przerażona łamiącym się głosem. Powstrzymałam łzy pewna, że zaraz pojawi się tu Charlotte z Cichym Bratem. Nie myliłam się. Po niecałych dziesięciu minutach drzwi się otworzyły i stanęła w nich ona z Bratem u boku. Ten bez słowa podszedł do łóżka, a ja ustąpiłam mu niechętnie miejsca. Patrzyłam jak bada Sebastiana rożnymi przyrządami. Byłam cała napięta i przerażona. Całe moje ciało drżało w oczekiwaniu na słowa Brata. Po plecach ciekły mi stróżki zimnego potu. Błagam nic poważnego.Błagam niech on wyzdrowieje-powtarzałam jak mantrę.
W końcu Cichy Brat wyprostował się i wpatrując się w nieprzytomnego chłopaka powiedział w moich myślach :
Chłopak jest otruty. W jego krwi krążą toksyny niszczące go, a my nie wiemy jakie, więc nie znamy antidotum.
***************************
Wiem nienawidzicie mnie za te zakończenia :D Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale no trochę brak czasu. Teraz mam ferie, więc postaram dodawać się częściej. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów. Piszcie komentarze :) Wszelką krytykę przyjmuję na klatę i dziękuje za nią, bo uczę się w ten sposób :* Mam jeszcze dla was małą niespodziankę jutro z okazji Walentynek i mam nadzieję, że uda mi się ją dać tutaj jutro.
A teraz spadam, bo muszę poprawić opowiadanie na konkurs. Życzcie mi powodzenia :D Hahah nie no tak wyślę, może coś wyjdzie :)
No także jutro mam nadzieję dostaniecie niespodziankę,a teraz czekam na wasze opinie :*
- LoVe Is NoT GaMe
Opinie...chyba nie potrafię napisać nic poza "Super" xD Nic złego mi się nie rzuciło w oczy (tylko w tym jednym zdaniu druga dłoń mi nie pasuje ;) "Ścisnęłam jego chłodną dłoń i poczułam jedną dłoń na poliku" może miało być łzę?). Tyle ode mnie, weny życzę :)
OdpowiedzUsuń