Jego wargi były znajome i ciepłe. Kiedyś kochałam, gdy stykały się z moimi, ale teraz już nie. Przygryzłam jego dolną wargę, odpychając go. Roześmiał się, zlizując kropelkę krwi z ust. Zamruczał, przysuwając się bliżej mnie. Odsunęłam się w górę łóżka i kopnęłam go w szczękę. Zachwiał się i zaskoczony spojrzał na mnie.
- Spadaj stąd szczurze !-krzyknęłam zła.Jak mogłam mu w ogóle pozwolić się dotknąć ?! Jak !?! Przecież kocham tylko Sebastiana!!! Tylko jego!!!
- Ale....- zaczął, ale przerwałam mu.
-Nie ma,ale ! Zrozum to nie kocham cię !-powiedziałam ostro,a po jego twarzy przebiegł wyraz bólu, który zaraz zniknął w jego oczach. Nie chciałam go ranić, ale taka była prawda.
- Ale ja ciebie tak. Wiem, że zachowałem się jak dupek, ale daj mi drugą szanse proszę-powiedział drżącym głosem. Moje serce łamało się na pół, widząc go takiego,ale jak mogłam mu powiedzieć,że może jest szansa, kiedy jej nie było ? To nie miało sensu.
- Przykro mi Daniel, ale nie-powiedziałam stanowczo,a jego twarz znowu przybrała ten nieprzenikniony wyraz. Wstał i, mrucząc coś pod nosem wyszedł z pokoju. Westchnęłam i przejechałam dłońmi po twarzy. Co to miało być ? Jak mógł mnie pocałować ? Jak ja mam to powiedzieć Sebastianowi ??? Stracę go jeżeli się przyznam,a tego nie chce ! Nie mogę mu nic powiedzieć. Tylko czy dam radę żyć z tym poczuciem winy ? Czy Daniel nie wygada ? Oby nie! Boże co ja narobiłam, znowu!! Czy chociaż raz nie może być dobrze !?!
Opadłam nagle zmęczona na łóżko. Co miałam zrobić ? Sebastian uważał,że chcę się z nim tylko kochać. A to nie było prawdą ! Myślał, że nie zależy mi na nim. A mi zależało i to jak bardzo ! Co miałam zrobić z Danielem ? Nie mogłam po prostu powiedzieć, że nie chcę go widzieć, bo musiałabym to uzasadnić, a nie dałabym rady spojrzeć w te niebieski oczy i powiedzieć,że go zdradziłam. Nie umiałam! Nie miałam na to wszystko siły !
Zamknęłam oczy i poczułam łzy na policzkach. Łzy winy i wstydu. Powinnam go od razu wygonić z pokoju ! Nie powinnam pozwolić, aby usiadł obok mnie. Nie powinnam pozwolić, aby cokolwiek mówił. Aby powiedział te słowa. Nie powinnam dać się pocałować! A, jednak zrobiłam to i sama nie wiedziałam czemu !!! Miałam dość samej siebie !!!
**********************************
Obudziłam się, oddychając ciężko po koszmarze. Czemu mam tak głupie sny! Tym razem, że zaatakowały nas demony. Ja walczyłam z jednym, a za chwilę ten demon miał twarz Daniela. Co to miało być ?! Uspokajałam oddech, patrząc w sufit.
Podniosłam się i usiadłam na łóżku, sprawdzając godzinę na telefonie. 4 nad ranem. Nie umiem spać bez niego. Śnią mi się wtedy koszmary i mam ochotę płakać. Chciałam, aby mnie objął i uspokoił jak zawsze. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie i spokojnie. A teraz byłam sama w ciemności. Podwinęłam nogi pod brodę i oparłam czoło na kolanach. Usłyszałam, jak ktoś porusza się w drzwiach. Myśląc, że to Daniel gwałtownie podniosłam głowę i spojrzałam na drzwi. Jednak nie on tam stał. Miał on blond włosy anioła i błękitne jak bezkres oceanu oczy. Jego koszula miała trzy rozpięte guziki od góry i ukazywała skrawek umięśnionego torsu, Wpatrywał się we mnie jakby skruszony. Ścisnęło mi się serce z bólu i radości zarazem. Nie wiedziałam jak mam się zachować po ostatniej wymianie zdań.
- Miałaś zły sen ?-zapytał w końcu, robiąc krok do przodu i zamykając drzwi za sobą. Marzyłam, aby znaleźć się w jego ramionach i móc się rozkoszować jego ciepłem i zapachem. Ale nie śmiałam powiedzieć tego w prost. Pokiwałam tylko głową i spuściłam wzrok. Nagle między nami było takie strasznie ciężkie napięcie, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Co zrobić, aby ono znikło.Usłyszałam jak podłoga skrzypi pod jego ciężarem i po chwili poczułam, że jest obok. Spojrzałam w bok.Stał obok łóżka, patrząc na mnie, a w jego oczach widziałam smutek. Nie chciałam tego.
- Wszystko w porządku ?-spytałam lekko zachrypłym głosem. Usiadłam na kolanach i podniosłam się, aby lepiej go widzieć. Jego dłoń lekko przejechała po moim policzku, przyprawiając o dreszcz. Dotknął delikatnie moich ust kciukiem jakby bał się, że mu odmówię. Kochałam go i to się nie zmieni nigdy!!! Wpatrywałam się w niego, czekając na odpowiedzieć.
- Nie. Zachowałem się jak dupek. Przepraszam wcale tak nie myślę-wyznał,a ja wiedziałam o co mu chodzi. Uśmiechnęłam się i złapałam jego dłoń, która teraz bawiła się kosmykiem moich włosów.
- Rozumiem, ale ja naprawdę cię kocham i chce abyś był szczęśliwy. Chcę pomóc-powiedziałam,a na jego twarzy pojawił się zarys tego anielskiego uśmiechu. Pocałował mnie w czoło i przewrócił na łóżko. Uśmiechnęłam się, gdy usiadł na mnie okrakiem, wpatrując w moje oczy. Wysunęłam się, jednak trochę z pod niego,aby móc usiąść.
- Sam powiedziałeś... Nie chcę abyś tak myślał. Chcę ci pomóc naprawdę-powiedziałam, a on uśmiechnął się szerzej i objął mnie, przyciągając do siebie.
- Aniołku ja tak nie myślę. Byłem zły. Przepraszam ty mi naprawdę pomagasz. Kocham cię Isabell-powiedział z ustami tuż przy moich. Musnął je delikatnie, a mnie przeszły ciarki. Położyłam dłonie na jego koszuli, czując bijące serce pod nią. Schodził pocałunkami po lini szczęki, aż zatrzymał się na szyi. Zaczął tam kreślić wolne pocałunki, co mnie rozpraszało.
-Przez ciebie tracę rezon.-przyznałam,a on się zaśmiał. Jednak ja naprawdę się martwiłam o niego. Wzięłam jego twarz w dłonie i uniosłam, aby spojrzał na mnie.
-Powiedz mi co się stało. Gadałeś z matką ?-spytałam,a on tylko pokiwał głową. Jego dłonie mocniej zacisnęły się na mojej talii, jakby bał się, że ucieknę albo chociaż odsunę się od niego.
- I co ?-dopytywałam. Wziął głęboki oddech i odwrócił wzrok ode mnie. Nie miał dobrym wieści.
- Chcę,abym pojechał z nimi do Instytutu-odpowiedział po dłuższej chwili,a ja napięłam się. Miał wyjechać. Sam. Zostawić mnie, a ja tego bym nie przeżyła. Ale nie mogłam mu kazać zostać. To była jego rodzina i miał prawo z nią być. Musiał wyczuć mój strach, bo spojrzał na mnie swoimi oczętami i przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Pochylił się w moją stronę,a jego oczy znajdowały się tuż przed moimi.
- Bez ciebie nigdzie nie pojadę-powiedział twardo, a mi trochę ulżyło. Nie chciał mnie zostawić!
- Ale twoja matka... ona nie będzie chciała mnie tam-powiedziałam, ukrywając żal w głosie. Bałam się, że będzie mu kazać wybierać,a nie mogłam być pewna, że wybierze mnie.
-Będzie musiała. Nie pojadę bez ciebie. Jesteś moim sercem-powiedział, kładąc moją dłoń na swoim sercu.- A bez serca nigdzie się nie ruszę-dokończył,a na mojej twarzy wykwitł uśmiech.
- Ja nie chcę zostać bez ciebie-wyznałam drżącym głosem. Wziął moją twarz w dłonie i pocałował w czubek nosa.
- Albo razem, albo wcale. Tak jej powiem i tyle-obiecał, a ja pocałowałam go. Nie chciał mnie zostawiać !
Wtuliłam się w niego, chowając głowę w jego klatę. Cichy głos w mojej głowie wciąż uparcie powtarzał " Nie zasługujesz na niego. Zdradziłaś go. Okłamałaś. Jak możesz teraz tak po prostu udawać, że nic się nie stało " I chociaż miał rację to nie chciałam teraz o tym myśleć. Nie mogłam mu powiedzieć, bo bym go zraniła. Na razie miał już dość spraw na głowie. Zamknęłam oczy i wdychałam jego zapach. Ciepło jego ciała i ramiona głaszczące mnie po plecach uspokajały mnie i sprawiały, że odpływałam w błogi sen....
*************************
Siedziałam na kanapie w salonie obok Sebastiana. Moje ręce leżały płasko na kolanach, a jego dłoń bawiła się moją, robiąc kołka na wierzchu. Byłam cała spięta nadchodzącą rozmową, bo nie wiedziałam jak ona przebiegnie. No i nie wiedziałam co z Danielem. Co jeżeli powie coś ? Oby nie. Nie wiedziałam dlaczego mu pozwoliłam, ale przez tą krótką chwile czułam znowu to co kiedyś. Ale przy Sebastianie było to 10 razy silniejsze. Jednak czułam ogromną winne, bo byłam winna. Zdradziłam go i w dodatku okłamuje. Nie powinnam, ale nie mam odwagi tego wyznać. Zbyt się boję. Poza tym w Instytucie będę musiała widzieć go codziennie. A nie wiedziałam czy to zniose. No, ale jak on chce jechać i próbować naprawić konakt z bratem i matką to ja mu nie mogłam zabronić. Tylko czy......
Nagle do pokoju weszła Charlotte z niepewną miną. Sebastian kiwnął głową, a ona usiadła na jednym z fotelii.
-Rozumiem, że podjąłeś decyzje. Mogę ją poznać ?- spytała ostrożnie kobieta, a chłopak obok mnie spiął się. Czyżby nadal się zastanawiał ? Nie chciałam, aby toczył ze sobą wojnę,a wiedziałam, że robi to. Jedna jego strona chciała spróbować, a druga wciąż się opierała. Tylko, która przeważyła?
- Nie zapomniałem i nigdy nie zapomnę co zrobiłaś-odezwał się w końcu, patrząc jej w oczy. Z jej twarzy powoli odpływały kolory, jakby już znała dalszą część.
- Ale mimo tego, chcę spróbować. Mój ojciec,powiedział co uczynił,ale powiedział,że to nie znaczy, że muszę być potworem. Prosił, abym nie rezygnował z rodziny i osób dla mnie ważnych. A ja chcę chociaż spróbować, jednak niczego ci nie obiecuję-dokończył poważnym tonem, a kąciki ust Charlotte mimowolnie drgnęły. Widziałam, jej dłonie ułożone na kolanach, które lekko drżały. Ale cała postawa mówiła,że jest pewna, silna i poważna. Zupełnie jak u Sebastiana. Tylko małe szczególiki mogły zdradzić co tak naprawdę czuli. Siedziałam, zerkając na Sebastiana. Nie chciałam się odzywać. To była ich rozmowa nie moja. Kobieta spojrzała na mnie i chciała coś powiedzieć, ale wtedy w drzwiach stanął Daniel z szerokim uśmiechem. Zerknął tylko na mnie i ledwo widocznie kiwnął głową, a ja nie wiedziałam czy to ma znaczyć, że nic nie powie czy wręcz odwrotnie. Miałam nadzieję, że to pierwsze.
- To jak możemy się pakować, bo zaczynam podejrzewać, że Nate przerobił mi pokój-powiedział żartem, ale tylko jego matka uśmiechnęła się do niego tym matczynym uśmiechem. Sebastian wpatrywał się raz w nią, a raz w brata. Czekał cierpliwie, aż jego rodzicielka się odezwie.
- To jak Sebastianie ?-zapytała, patrząc na syna. Ten zerknął na mnie i uśmiechnął się uspokajająco i splótł swoją dłoń z moją. Odprężyło mnie to trochę. Ścisnęłam ją i patrzyłam na niego.
- Pojadę, ale nie sam-odpowiedział po chwili twardo, a Charlotte wydała się zaskoczona. Naprawdę myślała,że on nawet o mnie nie pomyśli ? Ja sama się tego bałam, ale wierzyłam, że jednak mnie nie zostawi.
- To znaczy ? Wiesz, że Clave nie będzie zadowolone....
- W dupie mam Clave !-przerwał jej ostro, a Daniel znudzony westchnął i opadł na drugi fotel. Czułam jego zaintrygowany wzrok na sobie. Sebastian chciał coś powiedzieć, ale uprzedził go jego młodszy brat.
- Powiemy Clave, że znalazł ją w zaułku umierającą i nie myśląc nałożył runy, i okazało się, że jest jedną z nas. Czyż nie tak było ?-zapytał z chytrym uśmieszkiem, a ja zdziwiłam się skąd tyle wie.
- Mniej więcej-powiedziałam sucho pod nosem. Skąd wiedział ? Jakoś musiał się dowiedzieć, tylko jak ?
- Jeżeli będzie trzeba zeznam pod mieczem Anioła.-powiedział, pewnie mój chłopak, a ja ścisnęłam mocno jego dłoń. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Nie uspokoiło mnie to. Czytałam na czym to polega. Dają ci w dłonie miecz Anioła, który zmusza do mówienia prawdy. Nie da się skłamać, trzymając go w dłoniach, a w dodatku to strasznie boli. Nie chciałam, aby to przechodził.
- Inkwizytor może nawet nie chcieć o tym słyszeć. Może lepiej, aby wróciła do siebie-zaproponowała Charlotte, a ja skamieniałam. Nie myślałam o domu, o rodzicach, bo nie chciałam. Wiedziałam,że jestem winna, bo zostawiłam ich bez żadnych wieści, ale ja nie należałam do ich świata. Taka była prawda. Nie wyobrażałam sobie tam wrócić. Za bardzo związałam się z Sebastianem i tym światem. Czułam,że w Świecie Cieni jest moje miejsce. Blondyn ścisnął moją dłoń i powiedział ostro:
- Albo razem, albo w ogóle- Charlotte wydała się zła. Zacisnęła dłonie w pięści i przez dłuższą chwilę milczała. Daniel westchnął poirytowany i oparł łokcie na kolanach, a głowę na dłoniach.
-Będziemy tak tu siedzieć przez wieczność? Co nam szkodzi mamo ? Może się szkolić na Nocną Łowczynię i zdać test-powiedział znudzony, a jego matka spojrzała na niego. Widziałam, że kocha go najmocniej w świecie i jest jej oczkiem w głowie. Całym jej światem. W końcu kobieta odetchnęła i spojrzała na mnie. Choć jej twarz wyrażała spokój, w oczach kryła się złość. Ona mnie nie lubiła na pewno. Z resztą wice wersa.
- Zgoda. W takim razie wyjeżdżamy za godzinę. Przygotujcie się-powiedziała, wstając. Nie dodała nic więcej tylko wyszła z salonu. Sebastian patrzył za nią chwilę, a potem spojrzał na mnie. W jego oczach widziałam ulgę. Na jego ustach wykwitł ten anielski uśmiech. Pocałował mnie w czoło,a potem zamknął oczy.
- Gołąbki nie przy mnie-powiedział ze skwaszoną miną Daniel. Spojrzał na brata, a ten uśmiechnął się półgębkiem. Widziałam, że zależy mu na bracie. Zawsze tak jest. Niby rodzeństwo się kłóci, bije i nie znosi, ale jak dochodzi co do czego to starszy oda życie za młodszego. Taka dziwna miłość rodzeństwa.
- Dobra dobra bąbel idź się pakuj-powiedział Sebastian tym typowym braterskim tonem. Daniel uśmiechnął się jakoś tak inaczej. Szczerze ? Może. Uśmiechnęłam się,a gdy tylko drzwi się za nim zamknęły spytałam:
-Bąbel ?
- Tak go kiedyś nazywałem, bo non stop robił bąble. Wszędzie. W herbacie, wannie. Wszędzie-powiedział z uśmiechem, a ja się roześmiałam.
- No nieźle-skomentowałam, a on nadal uśmiechał się szeroko. Czule odgarnął kosmyk moich włosów za ucho, pochylając się w moją stronę.
- Czyli wyjeżdżamy ?-zapytał, jakby sam nie był pewny. Pokiwałam głową, a on lekko musnął moje wargi, przyprawiając o dreszcze.
*************************************
Instytut był ogromny i przypominał trochę mi świątynie Sagrada Familie z lekcji historii czy geografii. Długie, strzeliste wieże. Zbudowany z kilku może kilkunastu pięter z mnóstwem okien. Całość wykonana z ciemnego kamienia. Wyglądał jak stara średniowieczna budowla, połączona z Sagradą Familią. Był piękny i przerażający zarazem. Na około niego był mur, a za nim ogród. Widać, że ktoś zajmował się dbaniem o niego, bo kwiaty i krzewy pięknie wyglądały,a trawa była przycięta. Do głównym drzwi z jakiegoś ciemnego drewna, prowadziły masywne schody.A na samych drzwiach, było pełno run. Mój umysł sam podpowiadał, że to runy ochronne. Pewnie służyły do ukrywania Instytutu przed wzrokiem ludzi i uniemożliwiały wejście podziemnym do środka. Z tego co wyczytałam, pomiędzy Nocnymi Łowcami, a Podziemnymi trwał rozejm,ale wiadomo, że nie każdy go przestrzegał. A to było zabezpieczenie.
Gdy szliśmy po schodach, poczułam dłoń Sebastiana na swojej. Splotłam ją ze swoją i ścisnęłam. Od wyruszenia bramą milczał i wydawał się myślami miliony kilometrów stron. Pewnie myślał o swoim dzieciństwie. Nie chciałam, aby cierpiałam. Ale nie wiedziałam co mogę zrobić. Mówienie mu "nie myśl o tym" nie miało sensu, bo wiem, że to nic nie da. Mogłam tylko go wspierać, pocieszać i trwać przy nim.
- Ale mimo tego, chcę spróbować. Mój ojciec,powiedział co uczynił,ale powiedział,że to nie znaczy, że muszę być potworem. Prosił, abym nie rezygnował z rodziny i osób dla mnie ważnych. A ja chcę chociaż spróbować, jednak niczego ci nie obiecuję-dokończył poważnym tonem, a kąciki ust Charlotte mimowolnie drgnęły. Widziałam, jej dłonie ułożone na kolanach, które lekko drżały. Ale cała postawa mówiła,że jest pewna, silna i poważna. Zupełnie jak u Sebastiana. Tylko małe szczególiki mogły zdradzić co tak naprawdę czuli. Siedziałam, zerkając na Sebastiana. Nie chciałam się odzywać. To była ich rozmowa nie moja. Kobieta spojrzała na mnie i chciała coś powiedzieć, ale wtedy w drzwiach stanął Daniel z szerokim uśmiechem. Zerknął tylko na mnie i ledwo widocznie kiwnął głową, a ja nie wiedziałam czy to ma znaczyć, że nic nie powie czy wręcz odwrotnie. Miałam nadzieję, że to pierwsze.
- To jak możemy się pakować, bo zaczynam podejrzewać, że Nate przerobił mi pokój-powiedział żartem, ale tylko jego matka uśmiechnęła się do niego tym matczynym uśmiechem. Sebastian wpatrywał się raz w nią, a raz w brata. Czekał cierpliwie, aż jego rodzicielka się odezwie.
- To jak Sebastianie ?-zapytała, patrząc na syna. Ten zerknął na mnie i uśmiechnął się uspokajająco i splótł swoją dłoń z moją. Odprężyło mnie to trochę. Ścisnęłam ją i patrzyłam na niego.
- Pojadę, ale nie sam-odpowiedział po chwili twardo, a Charlotte wydała się zaskoczona. Naprawdę myślała,że on nawet o mnie nie pomyśli ? Ja sama się tego bałam, ale wierzyłam, że jednak mnie nie zostawi.
- To znaczy ? Wiesz, że Clave nie będzie zadowolone....
- W dupie mam Clave !-przerwał jej ostro, a Daniel znudzony westchnął i opadł na drugi fotel. Czułam jego zaintrygowany wzrok na sobie. Sebastian chciał coś powiedzieć, ale uprzedził go jego młodszy brat.
- Powiemy Clave, że znalazł ją w zaułku umierającą i nie myśląc nałożył runy, i okazało się, że jest jedną z nas. Czyż nie tak było ?-zapytał z chytrym uśmieszkiem, a ja zdziwiłam się skąd tyle wie.
- Mniej więcej-powiedziałam sucho pod nosem. Skąd wiedział ? Jakoś musiał się dowiedzieć, tylko jak ?
- Jeżeli będzie trzeba zeznam pod mieczem Anioła.-powiedział, pewnie mój chłopak, a ja ścisnęłam mocno jego dłoń. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Nie uspokoiło mnie to. Czytałam na czym to polega. Dają ci w dłonie miecz Anioła, który zmusza do mówienia prawdy. Nie da się skłamać, trzymając go w dłoniach, a w dodatku to strasznie boli. Nie chciałam, aby to przechodził.
- Inkwizytor może nawet nie chcieć o tym słyszeć. Może lepiej, aby wróciła do siebie-zaproponowała Charlotte, a ja skamieniałam. Nie myślałam o domu, o rodzicach, bo nie chciałam. Wiedziałam,że jestem winna, bo zostawiłam ich bez żadnych wieści, ale ja nie należałam do ich świata. Taka była prawda. Nie wyobrażałam sobie tam wrócić. Za bardzo związałam się z Sebastianem i tym światem. Czułam,że w Świecie Cieni jest moje miejsce. Blondyn ścisnął moją dłoń i powiedział ostro:
- Albo razem, albo w ogóle- Charlotte wydała się zła. Zacisnęła dłonie w pięści i przez dłuższą chwilę milczała. Daniel westchnął poirytowany i oparł łokcie na kolanach, a głowę na dłoniach.
-Będziemy tak tu siedzieć przez wieczność? Co nam szkodzi mamo ? Może się szkolić na Nocną Łowczynię i zdać test-powiedział znudzony, a jego matka spojrzała na niego. Widziałam, że kocha go najmocniej w świecie i jest jej oczkiem w głowie. Całym jej światem. W końcu kobieta odetchnęła i spojrzała na mnie. Choć jej twarz wyrażała spokój, w oczach kryła się złość. Ona mnie nie lubiła na pewno. Z resztą wice wersa.
- Zgoda. W takim razie wyjeżdżamy za godzinę. Przygotujcie się-powiedziała, wstając. Nie dodała nic więcej tylko wyszła z salonu. Sebastian patrzył za nią chwilę, a potem spojrzał na mnie. W jego oczach widziałam ulgę. Na jego ustach wykwitł ten anielski uśmiech. Pocałował mnie w czoło,a potem zamknął oczy.
- Gołąbki nie przy mnie-powiedział ze skwaszoną miną Daniel. Spojrzał na brata, a ten uśmiechnął się półgębkiem. Widziałam, że zależy mu na bracie. Zawsze tak jest. Niby rodzeństwo się kłóci, bije i nie znosi, ale jak dochodzi co do czego to starszy oda życie za młodszego. Taka dziwna miłość rodzeństwa.
- Dobra dobra bąbel idź się pakuj-powiedział Sebastian tym typowym braterskim tonem. Daniel uśmiechnął się jakoś tak inaczej. Szczerze ? Może. Uśmiechnęłam się,a gdy tylko drzwi się za nim zamknęły spytałam:
-Bąbel ?
- Tak go kiedyś nazywałem, bo non stop robił bąble. Wszędzie. W herbacie, wannie. Wszędzie-powiedział z uśmiechem, a ja się roześmiałam.
- No nieźle-skomentowałam, a on nadal uśmiechał się szeroko. Czule odgarnął kosmyk moich włosów za ucho, pochylając się w moją stronę.
- Czyli wyjeżdżamy ?-zapytał, jakby sam nie był pewny. Pokiwałam głową, a on lekko musnął moje wargi, przyprawiając o dreszcze.
*************************************
Instytut był ogromny i przypominał trochę mi świątynie Sagrada Familie z lekcji historii czy geografii. Długie, strzeliste wieże. Zbudowany z kilku może kilkunastu pięter z mnóstwem okien. Całość wykonana z ciemnego kamienia. Wyglądał jak stara średniowieczna budowla, połączona z Sagradą Familią. Był piękny i przerażający zarazem. Na około niego był mur, a za nim ogród. Widać, że ktoś zajmował się dbaniem o niego, bo kwiaty i krzewy pięknie wyglądały,a trawa była przycięta. Do głównym drzwi z jakiegoś ciemnego drewna, prowadziły masywne schody.A na samych drzwiach, było pełno run. Mój umysł sam podpowiadał, że to runy ochronne. Pewnie służyły do ukrywania Instytutu przed wzrokiem ludzi i uniemożliwiały wejście podziemnym do środka. Z tego co wyczytałam, pomiędzy Nocnymi Łowcami, a Podziemnymi trwał rozejm,ale wiadomo, że nie każdy go przestrzegał. A to było zabezpieczenie.
Gdy szliśmy po schodach, poczułam dłoń Sebastiana na swojej. Splotłam ją ze swoją i ścisnęłam. Od wyruszenia bramą milczał i wydawał się myślami miliony kilometrów stron. Pewnie myślał o swoim dzieciństwie. Nie chciałam, aby cierpiałam. Ale nie wiedziałam co mogę zrobić. Mówienie mu "nie myśl o tym" nie miało sensu, bo wiem, że to nic nie da. Mogłam tylko go wspierać, pocieszać i trwać przy nim.
Charlotte stanęła przed drzwiami, dotykając ich,a te rozpoznając jej dotyk otworzyły się. Chłopak obok mnie spiął się,ale spokojnym krokiem wszedł do środka, ze mną u bogu. Wnętrze było ogromne. To był sam korytarz, a wielkości mojego salonu, kuchni i łazienki. Po prawej stronie znajdowały się szerokie kręcone schody. Co parę stopni w ścianie była lampa w kształcie pochodni. Na wprost nas prowadził długi korytarz i nie mogłam dostrzec co w nim się znajduję. Natomiast po lewej były dwie pary drzwi. Ciekawe, gdzie prowadziły ? Może kiedyś się dowiem. Podłoga z ciemnego drewna,a ściany o ciemno-bordowym kolorze. Całość była... mroczna,ale tak żyli Nefilim. Czarny to ich kolor do polowań i nie lubili zbytnio jasnych kolorów. Trochę dziwne, ale ja też nie przepadałam za jaskrawymi kolorami. Usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach. Gdy tylko nas zauważyła zatrzymała się. Miała na sobie krótkie dżinsowe spodenki i czerwoną bokserkę. Jej ramiona, dekolt i nogi znaczyły runy. Jej piękne czarne włosy sięgały do ramion. Postawa jak u każdego Nocnego Łowcy była czujna i opanowana. Spojrzała prosto w moje oczy,a ja poczułam jak cała się spinam. Lucy. Nie widziałam, jej od pobytu w poprawczaku,a tamtego okresu wolałabym nie wspominać. Nie powiem polubiłam ją, ale ona także mnie okłamała. Nie myślałam o niej, bo wtedy pojawiały mi się myśli o Danielu, a chciałam o nim zapomnieć. No cóż.. chciałam, ale się nie udało. Teraz będę musiała go znosić codziennie.Jakoś muszę się z tym uporać,ale co z Lucy ? Nie brałam nawet takiej opcji pod uwagę, że znowu ją spotkam,ale cóż....
- Lucindo proszę zaprowadź pannę Cames do swojego pokoju-powiedziała sztywno Charlotte, a po twarzy dziewczyny przeszedł grymas złości.
- Nie nazywaj mnie mnie tak mówiłam-syknęła i podeszła do mnie.
- A co z Grigorim ?-zapytała oschle, a ja musiałam chwilę pomyśleć, aby ogarnąć o kim mówiła. Sebastian wziął nazwisko ojca. Grigori. A Daniel i jego matka swoje czyli Briel.
- Ja się zajmę bratem, przy okazji sprawdzę czy nie muszę zabić Nate'a-powiedział z tym chamskim uśmiechem Daniel. Unikałam patrzenia na niego, bo wiedziałam, że co rusz wgapia się we mnie. Lucy pociągnęła mnie za ramie,a ja odruchowo przylgnęłam do Sebastiana. Ten uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
-Znajdę cie nie martw się-szepnął mi do ucha, a ja trochę się uspokoiłam. Niechętnie puściłam jego dłoń i ruszyłam za Lucy z opuszczoną głową.Nie wiedziałam, jak się przy niej zachować.
- To co przerzuciłaś się na starszego-odezwała się dziewczyna, obok mnie, gdy szłyśmy schodami. Zerknęłam na nią. Uśmiechała się, więc uznałam to za żart. Również się uśmiechnęłam. Włożyłam ręce do kieszeni dżinsów. O czym mam z nią gadać?
- Ej, ale powiesz mi coś szczerze ?-zapytała po chwili poważnie. Kiwnęłam głowę i spojrzałam na nią, ale ona unikała mojego wzroku.
- Możemy się jeszcze przyjaźnić?- spytała po chwili lekko drżącym głosem. Zależało jej ? Nie wiedziałam co powiedzieć. W poprawczaku dobrze mi się z nią przyjaźniło. Choć różniłyśmy się to... no nie wiem fajnie mieć przyjaciółkę. A w sumie ona nie mogła powiedzieć kim jest, bo zostałaby ukarana. Z resztą ja pewnie i tak bym nie uwierzyła. Więc może....
- Tak-odpowiedziałam po dłuższej chwili, a ona odetchnęła z ulgą, uśmiechając się do mnie.
-To dobrze, bo lubię cię Iz-wyznała,a ja uśmiechnęłam się.
- Ja ciebie też Lucy-powiedziałam. Zatrzymała się przed pokojem z numerem "69".
- To twój pokój. Mój jest na końcu korytarza jakby coś-powiedziała, a ja uśmiechnęłam się i bez słowa weszłam do środka.
Pokój miał ściany w kolorze bordowym,a podłogę z jasnej deski. Na środku stało duże łóżko,a po bokach szafki nocne. Dostałam też komode, biurko i drzwi pewnie do łazienki. Bez większego zastanowienia padłam na łóżko i zamknęłam oczy. Niby nie robiłam nic specjalnego, ale czułam się wyczerpana. Nim zdążyłam się obejrzeć sama opłynęłam w sen...
**************************************
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Myślałam, że to Sebastian, więc wstałam, przecierając oczy. Z ociąganiem podeszłam do drzwi po drodze, zapalając światło.Otworzyłam je i zaniemówiłam, na widok osoby w drzwiach. To nie był Sebastian,a Nate. Ale czego on mógł chcieć po 5 w nocy ?! Spojrzałam na niego zaspanym wzorkiem,a on wydał mi się dziwnie speszony.
- Nate wszystko okej ?-spytałam, a on przyjrzał mi się uważnie, a potem zlustrował pokój dokładnie, jakby, szukając kogoś prócz mnie. O co mu chodziło ?
- Lucindo proszę zaprowadź pannę Cames do swojego pokoju-powiedziała sztywno Charlotte, a po twarzy dziewczyny przeszedł grymas złości.
- Nie nazywaj mnie mnie tak mówiłam-syknęła i podeszła do mnie.
- A co z Grigorim ?-zapytała oschle, a ja musiałam chwilę pomyśleć, aby ogarnąć o kim mówiła. Sebastian wziął nazwisko ojca. Grigori. A Daniel i jego matka swoje czyli Briel.
- Ja się zajmę bratem, przy okazji sprawdzę czy nie muszę zabić Nate'a-powiedział z tym chamskim uśmiechem Daniel. Unikałam patrzenia na niego, bo wiedziałam, że co rusz wgapia się we mnie. Lucy pociągnęła mnie za ramie,a ja odruchowo przylgnęłam do Sebastiana. Ten uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
-Znajdę cie nie martw się-szepnął mi do ucha, a ja trochę się uspokoiłam. Niechętnie puściłam jego dłoń i ruszyłam za Lucy z opuszczoną głową.Nie wiedziałam, jak się przy niej zachować.
- To co przerzuciłaś się na starszego-odezwała się dziewczyna, obok mnie, gdy szłyśmy schodami. Zerknęłam na nią. Uśmiechała się, więc uznałam to za żart. Również się uśmiechnęłam. Włożyłam ręce do kieszeni dżinsów. O czym mam z nią gadać?
- Ej, ale powiesz mi coś szczerze ?-zapytała po chwili poważnie. Kiwnęłam głowę i spojrzałam na nią, ale ona unikała mojego wzroku.
- Możemy się jeszcze przyjaźnić?- spytała po chwili lekko drżącym głosem. Zależało jej ? Nie wiedziałam co powiedzieć. W poprawczaku dobrze mi się z nią przyjaźniło. Choć różniłyśmy się to... no nie wiem fajnie mieć przyjaciółkę. A w sumie ona nie mogła powiedzieć kim jest, bo zostałaby ukarana. Z resztą ja pewnie i tak bym nie uwierzyła. Więc może....
- Tak-odpowiedziałam po dłuższej chwili, a ona odetchnęła z ulgą, uśmiechając się do mnie.
-To dobrze, bo lubię cię Iz-wyznała,a ja uśmiechnęłam się.
- Ja ciebie też Lucy-powiedziałam. Zatrzymała się przed pokojem z numerem "69".
- To twój pokój. Mój jest na końcu korytarza jakby coś-powiedziała, a ja uśmiechnęłam się i bez słowa weszłam do środka.
Pokój miał ściany w kolorze bordowym,a podłogę z jasnej deski. Na środku stało duże łóżko,a po bokach szafki nocne. Dostałam też komode, biurko i drzwi pewnie do łazienki. Bez większego zastanowienia padłam na łóżko i zamknęłam oczy. Niby nie robiłam nic specjalnego, ale czułam się wyczerpana. Nim zdążyłam się obejrzeć sama opłynęłam w sen...
**************************************
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Myślałam, że to Sebastian, więc wstałam, przecierając oczy. Z ociąganiem podeszłam do drzwi po drodze, zapalając światło.Otworzyłam je i zaniemówiłam, na widok osoby w drzwiach. To nie był Sebastian,a Nate. Ale czego on mógł chcieć po 5 w nocy ?! Spojrzałam na niego zaspanym wzorkiem,a on wydał mi się dziwnie speszony.
- Nate wszystko okej ?-spytałam, a on przyjrzał mi się uważnie, a potem zlustrował pokój dokładnie, jakby, szukając kogoś prócz mnie. O co mu chodziło ?
W końcu powrócił wzrokiem do mojej twarzy i wziął głęboki wdech po czym spytał niepewnie:
-Możemy pogadać ?
******************************
I tak oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów i podoba się. Czekam na wasze odpowiedzi ! I kolejny postaram dodać się w tygodniu, choć niczego nie obiecuje! :* Liczę, że bardzo źli nie jesteście i wybaczycie mi to, że dopiero dziś :* I przepraszam, za błędy nie miałam siły poprawiać. Sprawy osobiste :*
-LoVe Is NoT GaMe
-Możemy pogadać ?
******************************
I tak oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów i podoba się. Czekam na wasze odpowiedzi ! I kolejny postaram dodać się w tygodniu, choć niczego nie obiecuje! :* Liczę, że bardzo źli nie jesteście i wybaczycie mi to, że dopiero dziś :* I przepraszam, za błędy nie miałam siły poprawiać. Sprawy osobiste :*
-LoVe Is NoT GaMe
Awww :3
OdpowiedzUsuńKocham <3
A teraz do rzeczy XD
Temat: Poprawność tekstu.
Pozbyłaś się już większych błędów, a interpunkcja, chociaż czasem widać niedociągnięcia, jest całkiem niezła. Przechodzimy więc na powtórzenia ;)
W tym rozdziale użyłaś słowa "być", nie licząc, z trzydzieści razy. Tekst wydaje się być przez to toporny i niezbyt przyjemny. Spróbuj znaleźć zamienniki. Zamiast "podłoga była z drewna" napisz "podłogę zrobiono z drewna", itd. Dzięki temu będzie się to lepiej czytać :)
No i punkt drugi - stylistyka. Często mówisz o dwóch osobach jednocześnie, używając tego samego rodzajnika do obu. Zdania się mieszają, przez co dość trudno się połapać, o kim tak na prawdę mowa. Spróbuj wyłapać to i jakoś zredagować.
Wymienione przeze mnie niedociągnięcia, jeśli się nieco przejmiesz tym komentarzem, pomogą ci z wypracowaniami w szkole i na egzaminach. Ja sama poległam właśnie na stylistyce (z piętnaście błędów). Przejrzyj tekst na spokojnie i popraw go ;)
No, a teraz plusy :D
Jak zwykle zaskakujesz pomysłami ;) Instytut... omg, nie mogę się doczekać akcji XD Ciekawe, kto zginie :P
Jeśli Daniel się wygada, to już zawczasu możesz mu strzelić z liścia ode mnie ;)
Sebastian... nadal jest dla mnie zagadką :)
Nie mogę się doczekać nn ;)
Dużo weny i żelków życzę
Żelcio
Ps. Jak zwykle przepraszam, jeśli komentarz wyda się niemiły... nie chcę być be :) chcę tylko pomóc ;)
Pps. Zapraszam na kolejny rozdział ;) ---> http://sunterstory.blogspot.com/?m=1
Dzięki bardzo doceniam krytykę naprawdę. Postaram się poprawić :D Cieszę się, że się podoba :*
UsuńSuper,super ja chcę kolejny rozdział. Weny życzę.
OdpowiedzUsuń