czwartek, 26 lutego 2015

                                              Rozdział.13.
       Zbudziło mnie czyjeś poszturchiwanie w ramię. Odkąd parę dni temu Cichy Brat przekazał mi diagnozę nie odstępowałam Sebastiana na krok. Cały czas myślałam, że to okaże się pomyłką. Jednak on ani razu się nie obudził. Leżał tak bez ruchy cały blady i chłodny, jakby umierał. Nie! On nie mógł umrzeć ! Odrzuciłam od siebie tę myśl od razu.
W Instytucie panował ponury nastrój. Charlotte cały czas rozmawiała z Cichymi Braćmi, szukając leku. Nate i Daniel zajmowali się swoimi sprawami,a dodatkowo ten pierwszy był widocznie szczęśliwy. Zazdrościłam mu, bo mój ukochany leżał zatruty i nie mogłam nic zrobić, aby się obudził. W dodatku dotarła do mnie wiadomość, że to nie był zwykły wypadek,a pułapka. Nie wiadomo było tylko na kogo. Nie miałam już na to siły, ale wciąż wierzyłam, że on do mnie wróci.
   Spojrzałam w górę i zobaczyłam twarz Daniela. Jego oczy wyrażały troskę i smutek. Sama nie wiedziałam czy był szczery czy nie. Wpatrywał się we mnie z dłonią na moim ramieniu. Przez to wszystko zapomniałam,że on też został ranny.
- Idź odpocznij. Ja tu posiedzę-powiedział spokojnie, siadając na drugim krześle przy łóżku. Pokiwałam przecząco głową. Jakaś dziwna gula stanęła mi w gardle i nie mogłam nic mówić. W dodatku mój głos był ochrypły od łez wylanych po nocach ze strachu.
- No idź. On by nie chciał, abyś się wykończyła- spróbował znowu, a ja spojrzałam na śpiącą twarz Sebastiana. Wyglądał tak spokojnie, że aż można by uwierzyć, że po prostu śpi. Niestety tak nie było. Ścisnęłam znowu jego chłodną dłoń, którą cały czas trzymałam, ale nic się nie wydarzyło.
-Wiem-mruknęłam pod nosem,wiedząc, że usłyszał.
- Ale i tak nie pójdziesz, prawda ?-spytał, znając odpowiedź. Mimowolnie kąciki moich ust drgnęły. Trochę mnie znał.
- Dobra.- poddał się i spojrzał na brata widocznie zamyślony.
-Wiesz jak to się stało ?- spytał po dłuższej chwili, a ja pokiwałam przecząco głową. Znałam tylko fakt, że belka nad altanką była przecięta i dlatego się zawaliła. No i, że drewno było zatrute. Daniel westchnął, przeczesując swoje blond włosy. Spojrzał mi prosto w oczy i zaczął mówić:
- Rozmawialiśmy i weszliśmy do altanki.Gadaliśmy o wszystkim i o niczym, ale Sebastian był widocznie zamyślony. Wciąż wpatrywał się w dach altanki. Myślałem, że nie ma ochoty na rozmowę ze mną, ale teraz wiem, że on coś przeczuwał. Tylko czemu nie powiedział!-przerwał na chwilę. Jego głos załamał się na chwilę, ale zaraz się opanował i znów mówił spokojnym tonem bez emocji - Potem wszystko stało się tak szybko. Pamiętam tylko,że usłyszeliśmy trzask,a  potem Sebastian odepchnął mnie tak, że zleciałem po schodach altanki  na ziemię. Sam... nie zdążył. Usłyszałem tylko cichy jęk,a potem film mi się urwał.-dokończył, a ja myślałam. Oczywiście! Sebastian zawsze ratował innych, nie myśląc o sobie. Nie byłam na niego zła. Ani na Daniela. Tylko po prostu moje serce z każdym oddechem dawało mi odczuć straszny ból, a ja miałam dość.
- Nie ty zatrułeś belki-powiedziałam, ale on chyba uznał to za pytanie, bo zaraz odpowiedział.
- Nie! Nigdy bym nie zrobił tego bratu. Może nasza matka uważała go za potwora, ale dla mnie on nim nie jest. Jest moim starszym bratem, który zawsze musi zgrywać bohatera-powiedział z kwaśnym uśmiechem, patrząc na brata. Coś w jego głosie i oczach sprawiło, że uwierzyłam w jego słowa.
- On nie może odejść-szepnęła do siebie i poczułam świeże łzy na policzkach, Myślałam,że już nie miałam czym płakać. Znowu się pomyliłam. Momentalnie poczułam ramiona chłopaka przytulające mnie. Nie odepchnęłam go. Tak bardzo potrzebowałam się w kogoś wtulić. Schowałam twarz w jego koszulkę i płakałam,
- Ej nie płacz no. On cię nie zostawi. Zbyt ważna dla niego jesteś.-powiedział, a ja tylko pokiwałam głową, podnosząc wzroku. Po chwili chwycił mnie za podbródek i uniósł twarz do góry tak, że musiałam patrzeć mu w oczy.
- Nie pozwoli, aby to ja cię miał-dodał z uśmieszkiem. Sama również lekko się uśmiechnęłam. Jednak po chwili odsunęłam się od niego. Jakoś tak zrobiło się dziwnie.
- To co pójdziesz się wyspać ?-zapytał,zerkając na mnie z boku. Poddałam się. Sen był mi potrzebny, bo ledwo co ustawałam na nogach.
- Zgoda, ale jakby cokolwiek się stało masz mnie budzić rozumiesz ?-spytałam,a on zasalutował jak żołnierz. Wstałam, więc i na chwiejnych nogach i wyszłam z pokoju.
Jakimś cudem dotarłam do swojego bez upadku. Zamknęłam drzwi za sobą i bezwiednie padłam na łóżko. Teraz kiedy byłam sama opadłam całkiem z sił. Przestałam udawać twardą. Po prostu się rozkleiłam. Łzy ciekły strumieniami po mojej twarzy, a ja ich nie powstrzymywałam. Nie miałam po co i nie miałam na to siły. Wiedziałam z komody nasze wspólne zdjęcie z Paryża i przycisnęłam je do piersi, zanosząc się szlochem. Tak bardzo bolała mnie ta niepewność i strach. Chciałam tylko, aby on ułożył się obok mnie, objął i przytulił. Szepnął uspokajające słówka i pocałował w czoło. Tak bardzo pragnęłam jego obecności!
Po pewnym czasie moje powieki stały się strasznie ciężkie, a oczy piekły mnie od łez. Powoli traciłam świadomość, odpływając w sen.
      **********************************
      Daniel siedział na krześle obok łóżka z nieprzytomnym Sebastianem. Wpatrywał się w niego,ale z jego oczu,ani twarzy nie szło nic wyczytać. Była po prostu bez wyrazu. Jego kąciki ust drgnęły jakby chciał się roześmiać.
- Czy ty zawsze musisz zgrywać takiego bohatera ?-zapytał z wyrzutem, wiedząc, że mu nie dostanie odpowiedzi.
- Zawsze byłeś tym silniejszym, mądrzejszym i lepszym Nocnym Łowcą, ale teraz widzę co innego..-zamilkł na chwilę, rozglądając się i upewniając, że jest sam w pokoju. Po chwili znów spojrzał na brata i kontynuował:
- Ale teraz jesteś taki słaby. Taki bezbronny-mówił niemal z zachwytem na te słowa.
-Tak łatwo byłoby cię wykończyć, Tak łatwo-powiedział rozmarzony, chwytając za sztylet u swojego boku.
- Ale nie... Nie mogę. Isabell by mnie znienawidziła. Poczekam. Jestem cierpliwy,a wątpię, aby znaleźli antidotum na tą twoją truciznę- uznał oschle, a na jego ustach błąkał się sarkastyczny uśmieszek. W jego oczach czaił się zapał i coś jeszcze co wcale nie było dobre. Wpatrywał się w brata, a w jego wzroku nie było ani trochę żalu czy współczucia.
- Spokojnie poczekamy i wyprawimy się ceremonię na którą zasługujesz. I nie martw się..-zaczął, kładąc dłoń na chłodnym ramieniu Sebastiana. Czuł ledwo dostrzegalne ciepło od jego ciała,które coraz bardziej znikało. Wygasało z niego tak jak jego życie.
- Nie martw się zajmę się Izzy-dokończył z szerokim uśmiechem na ustach, myśląc na tym co będzie mógł zrobić.
- Będzie ze mną miała jak w niebie.W końcu mamy tą samą krew. Nie zazna różnicy. A ja zaopiekuję się nią. Będzie moja-powiedział te ostatnie słowa z naciskiem, jakby chciał koniecznie, aby wszyscy go usłyszeli i zrozumieli. Wpatrywał się w brata w tym zwycięskim uśmiechem na ustach i mnóstwem myśli w głowie.
- Jest tylko moja-wyszeptał, patrząc na swoje dłonie.
             ********************************
      Obudził mnie ruch za mną na łóżku. Zaspana obróciłam się i ujrzałam męską sylwetkę, wpatrującą się we mnie. Jego złote włosy były lekko mokre, a ciało wciąż blade, choć widać było, że już biło od niego ciepło. Niezwykle błękitne oczy wpatrywały się we mnie z miłością i tęsknotą. Moje serce momentalnie przyspieszyło, a ja gwałtownie usiadłam, nie zwracając uwagi na to, że jestem w samym staniku.
- Sebastian?-spytałam niepewnie, przyglądając się uważnie postaci w ciemności. Na jego twarzy wykwitł ten anielski uśmiech, a moje serce niemal wyskoczyło z klatki piersiowej.
- Kochana-odpowiedział lekko ochrypłym głosem, a ja nie wytrzymałam.To był on! Poczułam łzy na policzkach, ale nie wycierałam ich. To były łzy ulgi i szczęścia. Chyba.
 Momentalnie rzuciłam się na niego, zarzucając ręce na szyję i oplatając. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie i przycisnął do siebie. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy, wdychając jego cudowny zapach. Głaskał mnie po plecach, chowając głowę w moje splątane włosy. Jego oddech łaskotał mnie w szyję, a ja uśmiechałam się lekko. Powoli przestawałam płakać, ciesząc się,że on tu był.
-Tak strasznie cię kocham-wyszeptałam, unosząc głowę i patrząc w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło co przyprawiło mnie o dreszcze. Kciukiem otarł moje zaschnięte łzy, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- Ja ciebie mocniej Isabell-odpowiedział i musnął moje usta swoimi. Poczułam fale ciepła wlewającą się we mnie. Oddałam pocałunek, wplątując ręce w jego złote włosy.
- Tęskniłem-wyszeptał, przerywając pocałunek i kładąc głowę w zagłębieniu mojej szyi. Pocałował ją tam delikatnie, a ja zadrżałam. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy. Poczułam jego dłonie na mojej pupie. Podniosły mnie i wygodnie ułożyły na jego kolanach. Czułam się bezpieczna i spokojna, a wyczerpanie wzięło górę.
- Bałam się, że mnie zostawisz-przyznałam, ziewając. Poczułam jeszcze kilka łez, ale byłam już na granicy świadomości.
- Nigdy cię nie opuszczę obiecuję-usłyszałam jeszcze pewny głos Sebastiana, a potem zasnęłam w ramionach ukochanego, czując spokój...
           Gwałtownie usiadłam na łóżku, rozglądając się po pokoju. Byłam całkiem sama. Objęłam się dłońmi, drżąc z zimna. Znowu zaczęłam płakać. To był tylko sen. Tylko sen. Teraz czułam jeszcze większy ból w sercu. Tęsknota i pustka sprawiały, że każdy oddech brałam z trudem. Miałam ochotę przestać oddychać. Ale nie mogłam.  Szybko wstałam, wycierając łzy z polików i ubierając bluzkę. Założyłam szybko balerinki i wyszłam z pokoju. 
Po cichu otworzyłam drzwi pokoju Sebastiana i weszłam do środka. Na krześle siedział Daniel, z głową opartą o dłoń. Przysnął. Spojrzałam na ukochanego. Jego twarz była teraz szara,a ciało blade. Wszystkie żyłki odznaczały się wyraźnie. Złote włosy jakby zblakły i były całe poplątane. Serce łamało mi się coraz bardziej, widząc go takiego. Powstrzymałam, jednak łzy cisnące się do oczu i na palcach podeszłam do łóżka.
- Daniel-powiedziałam delikatnie, szturchając go w ramię. Podniósł głowę i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Hej-powiedział zaspany.
-Hej. Dzięki,że przy nim siedziałeś-odpowiedziałam, a on uśmiechnął się szerzej, przeciągając się przy czym napiął swoje mięśnie. Nie zwróciłam, jednak na to uwagi, bo wpatrywałam się w twarz Sebastiana.
-Nie ma za co. Ale teraz pójdę chyba się odświeżyć-powiedział, wstając i klepiąc mnie w ramię. Uśmiechnęłam się lekko, ale wyglądało to na grymas.
-Okej-powiedziałam tylko, a on przyjrzał mi się uważnie.
- Nie martw się wyjdzie z tego- pocieszył mnie i wyszedł. Westchnęłam i spojrzałam z powrotem na śpiącego chłopaka. Ścisnęłam jego dłoń i trzymałam tak, czekając na jakiś cud.
-Śniłeś mi się. Mam nadzieję, że to byłeś naprawdę ty i dotrzymasz słowa-wyznałam drżącym głosem. Ścisnęło mi się gardło z bólu,a z oczu poczułam łzy. Cholera! Ile można było płakać!?
- Cholera Sebastian nie daję rady, rozumiesz ? Kocham cię, a twoja nieobecność mnie wykańcza. Ja wiem, że to nie twoja wina, ale błagam wróć do mnie. Znajdź w sobie siłę i zwalcz to cholerstwo. Wróć, błagam-powiedziałam łamiącym się głosem, kładąc głowę na jego zimnej klacie. Czułam słabe bicie serca, które już ledwo dawało sobie radę z trucizną. Cisi Bracia musieli znaleźć antidotum. Musieli! On nie mógł umrzeć! Nie mógł mnie zostawić! 
Siedziałam tak długi czas, aż drzwi otworzyły się z trzaskiem. Stanął w nich zdenerwowany Daniel.
- Co jest ?-spytałam, przyglądając mu się uważnie. Był nieźle zdenerwowany.
- Lucy odeszła-odpowiedział tylko, opadając na krzesło obok mojego. Zerknęłam na niego z boku zdziwiona. 
- Jak to odeszła ?-spytałam niepewna, a on westchnął i podał mi kartkę."Było fajnie, ale mam dość. Żyjcie sobie jak tam chcecie, ale beze mnie" Przeczytałam, otwierając coraz szerzej oczy. Ona na serio od nas odeszła! Jak mogła ? Czemu ? Co jej się stało ???
- Widziałeś ją ? Rozmawiałeś ?-zapytałam po chwili, oddając mu kartkę. Wzruszył ramionami, patrząc na litery.
- Nie. Kartka była na jej drzwiach. Nie rozumiem czemu-powiedział z wyrzutem. Wpatrywałam się w niego, widząc, że jest zły.
- Ej wszystko okej ?-spytałam po chwili. Zszokowało mnie to, ale nie miałam siły na zamartwianie się nią. Starczył mi strach o Sebastiana.
-Nie wiem. Znałem ją od małego, ale bardziej martwię się o Nate'a. Muszę mu to powiedzieć- odpowiedział bez emocji,a ja poklepałam go po plecach.
- Iść z tobą ?-zapytałam, a on pokiwał przecząco głową. Wstał i zdenerwowany wyszedł, a ja znowu zostałam sama. 
           *************************************
     Po paru godzinach zaczęłam przysypiać. Za oknem było już ciemno, a ja nie słyszałam żadnych odgłosów z korytarza. Nie wiedziałam jak poszło z Nate'm, a martwiłam się. Jeszcze więcej smutku to już przegięcie. Czułam wyrzuty sumienia, wstając z krzesła i puszczając dłoń ukochanego.
Spojrzałam jeszcze raz na szarą twarz Sebastiana i skierowałam się do wyjścia. Chociaż wciąż pamiętałam to co zrobił mi Daniel to teraz nie miałam siły, aby go znienawidzić. Miałam nadzieję, że on zrozumiał i przestanie kombinować. Nie chciałam jakiś kłótni, ani nieprzyjemnych scen. 
          Po tym jak usłyszałam "Proszę" weszłam do pokoju Daniel i rozejrzałam się niepewnie. Jego pokój był taki jak Sebastiana tyle, że z masą plakatów na ścianie i bałaganem na biurku. 
- Coś nie tak ?- spytał, wpatrując się we mnie. Pokiwałam głową i podeszłam do łóżka.
- A jak poszło z Nate'm ?-zapytałam, siadając obok niego. Teraz zauważyłam, że nie miał na sobie koszulki. Jego wyrzeźbione mięśnie były kuszące, ale wciąż nie były lepsze od Sebastiana. Nigdy nie będą.
- Tak sobie. Niby nic go nie zabolało, ale ja wiem swoje. Parabatai nie oszuka-stwierdził głosem bez emocji. Przyjrzałam mu się uważnie, a on uśmiechnął się do mnie, przysuwając się.
- Cieszę się, że przyszłaś.-przyznał, kładąc dłoń na moim udzie. Spięłam się, ale nic nie zrobiłam.
- Izzy wiesz ja....-zamilkł na chwilę, a ja spojrzałam prosto jego oczy. Pochylił głowę i nagle jego usta zmiażdżyły moje. Poczułam dreszcze na to doznanie i zapomniałam się. Odwzajemniałam pocałunek, a on przygryzł moją dolną wargę. Jęknęłam mimowolnie, a ona uniósł mnie tak, że usiadłam okrakiem na jego nogach. Wplótł dłonie w moje włosy i pogłębił pocałunek.
                                              ***************************
   Przepraszam, że tak długo, ale nie będę kłamać. Po prostu miałam załamke i nie chciało mi się nic pisać. Gdy już mój kotek poprawił mi humor to nie miałam dostępu do lapka. Także dopiero dzisiaj nowy rozdział. Przepraszam was i postaram się, aby już te moje załamania nie wpływały na blog. Jeszcze raz przepraszam.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i czekam na wasze opinie. Naprawdę każdy komentarz to więcej weny dla mnie. Także proszę o komentarze i szczere opinie. Możecie po mnie jechać do woli. :*
Ps. Przepraszam za błędy. A następny rozdział postaram się dodać w ciągu tygodnia.
                                                                                        - LoVe Is NoT GaMe












1 komentarz: