Rozdział.13.
Zbudziło mnie czyjeś poszturchiwanie w ramię. Odkąd parę dni temu Cichy Brat przekazał mi diagnozę nie odstępowałam Sebastiana na krok. Cały czas myślałam, że to okaże się pomyłką. Jednak on ani razu się nie obudził. Leżał tak bez ruchy cały blady i chłodny, jakby umierał. Nie! On nie mógł umrzeć ! Odrzuciłam od siebie tę myśl od razu.
W Instytucie panował ponury nastrój. Charlotte cały czas rozmawiała z Cichymi Braćmi, szukając leku. Nate i Daniel zajmowali się swoimi sprawami,a dodatkowo ten pierwszy był widocznie szczęśliwy. Zazdrościłam mu, bo mój ukochany leżał zatruty i nie mogłam nic zrobić, aby się obudził. W dodatku dotarła do mnie wiadomość, że to nie był zwykły wypadek,a pułapka. Nie wiadomo było tylko na kogo. Nie miałam już na to siły, ale wciąż wierzyłam, że on do mnie wróci.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam twarz Daniela. Jego oczy wyrażały troskę i smutek. Sama nie wiedziałam czy był szczery czy nie. Wpatrywał się we mnie z dłonią na moim ramieniu. Przez to wszystko zapomniałam,że on też został ranny.
- Idź odpocznij. Ja tu posiedzę-powiedział spokojnie, siadając na drugim krześle przy łóżku. Pokiwałam przecząco głową. Jakaś dziwna gula stanęła mi w gardle i nie mogłam nic mówić. W dodatku mój głos był ochrypły od łez wylanych po nocach ze strachu.
- No idź. On by nie chciał, abyś się wykończyła- spróbował znowu, a ja spojrzałam na śpiącą twarz Sebastiana. Wyglądał tak spokojnie, że aż można by uwierzyć, że po prostu śpi. Niestety tak nie było. Ścisnęłam znowu jego chłodną dłoń, którą cały czas trzymałam, ale nic się nie wydarzyło.
-Wiem-mruknęłam pod nosem,wiedząc, że usłyszał.
- Ale i tak nie pójdziesz, prawda ?-spytał, znając odpowiedź. Mimowolnie kąciki moich ust drgnęły. Trochę mnie znał.
- Dobra.- poddał się i spojrzał na brata widocznie zamyślony.
-Wiesz jak to się stało ?- spytał po dłuższej chwili, a ja pokiwałam przecząco głową. Znałam tylko fakt, że belka nad altanką była przecięta i dlatego się zawaliła. No i, że drewno było zatrute. Daniel westchnął, przeczesując swoje blond włosy. Spojrzał mi prosto w oczy i zaczął mówić:
- Rozmawialiśmy i weszliśmy do altanki.Gadaliśmy o wszystkim i o niczym, ale Sebastian był widocznie zamyślony. Wciąż wpatrywał się w dach altanki. Myślałem, że nie ma ochoty na rozmowę ze mną, ale teraz wiem, że on coś przeczuwał. Tylko czemu nie powiedział!-przerwał na chwilę. Jego głos załamał się na chwilę, ale zaraz się opanował i znów mówił spokojnym tonem bez emocji - Potem wszystko stało się tak szybko. Pamiętam tylko,że usłyszeliśmy trzask,a potem Sebastian odepchnął mnie tak, że zleciałem po schodach altanki na ziemię. Sam... nie zdążył. Usłyszałem tylko cichy jęk,a potem film mi się urwał.-dokończył, a ja myślałam. Oczywiście! Sebastian zawsze ratował innych, nie myśląc o sobie. Nie byłam na niego zła. Ani na Daniela. Tylko po prostu moje serce z każdym oddechem dawało mi odczuć straszny ból, a ja miałam dość.
- Nie ty zatrułeś belki-powiedziałam, ale on chyba uznał to za pytanie, bo zaraz odpowiedział.
- Nie! Nigdy bym nie zrobił tego bratu. Może nasza matka uważała go za potwora, ale dla mnie on nim nie jest. Jest moim starszym bratem, który zawsze musi zgrywać bohatera-powiedział z kwaśnym uśmiechem, patrząc na brata. Coś w jego głosie i oczach sprawiło, że uwierzyłam w jego słowa.
- On nie może odejść-szepnęła do siebie i poczułam świeże łzy na policzkach, Myślałam,że już nie miałam czym płakać. Znowu się pomyliłam. Momentalnie poczułam ramiona chłopaka przytulające mnie. Nie odepchnęłam go. Tak bardzo potrzebowałam się w kogoś wtulić. Schowałam twarz w jego koszulkę i płakałam,
- Ej nie płacz no. On cię nie zostawi. Zbyt ważna dla niego jesteś.-powiedział, a ja tylko pokiwałam głową, podnosząc wzroku. Po chwili chwycił mnie za podbródek i uniósł twarz do góry tak, że musiałam patrzeć mu w oczy.
- Nie pozwoli, aby to ja cię miał-dodał z uśmieszkiem. Sama również lekko się uśmiechnęłam. Jednak po chwili odsunęłam się od niego. Jakoś tak zrobiło się dziwnie.
- To co pójdziesz się wyspać ?-zapytał,zerkając na mnie z boku. Poddałam się. Sen był mi potrzebny, bo ledwo co ustawałam na nogach.
- Zgoda, ale jakby cokolwiek się stało masz mnie budzić rozumiesz ?-spytałam,a on zasalutował jak żołnierz. Wstałam, więc i na chwiejnych nogach i wyszłam z pokoju.
Jakimś cudem dotarłam do swojego bez upadku. Zamknęłam drzwi za sobą i bezwiednie padłam na łóżko. Teraz kiedy byłam sama opadłam całkiem z sił. Przestałam udawać twardą. Po prostu się rozkleiłam. Łzy ciekły strumieniami po mojej twarzy, a ja ich nie powstrzymywałam. Nie miałam po co i nie miałam na to siły. Wiedziałam z komody nasze wspólne zdjęcie z Paryża i przycisnęłam je do piersi, zanosząc się szlochem. Tak bardzo bolała mnie ta niepewność i strach. Chciałam tylko, aby on ułożył się obok mnie, objął i przytulił. Szepnął uspokajające słówka i pocałował w czoło. Tak bardzo pragnęłam jego obecności!
Po pewnym czasie moje powieki stały się strasznie ciężkie, a oczy piekły mnie od łez. Powoli traciłam świadomość, odpływając w sen.
**********************************
Daniel siedział na krześle obok łóżka z nieprzytomnym Sebastianem. Wpatrywał się w niego,ale z jego oczu,ani twarzy nie szło nic wyczytać. Była po prostu bez wyrazu. Jego kąciki ust drgnęły jakby chciał się roześmiać.
- Czy ty zawsze musisz zgrywać takiego bohatera ?-zapytał z wyrzutem, wiedząc, że mu nie dostanie odpowiedzi.
- Zawsze byłeś tym silniejszym, mądrzejszym i lepszym Nocnym Łowcą, ale teraz widzę co innego..-zamilkł na chwilę, rozglądając się i upewniając, że jest sam w pokoju. Po chwili znów spojrzał na brata i kontynuował:
- Ale teraz jesteś taki słaby. Taki bezbronny-mówił niemal z zachwytem na te słowa.
-Tak łatwo byłoby cię wykończyć, Tak łatwo-powiedział rozmarzony, chwytając za sztylet u swojego boku.
- Ale nie... Nie mogę. Isabell by mnie znienawidziła. Poczekam. Jestem cierpliwy,a wątpię, aby znaleźli antidotum na tą twoją truciznę- uznał oschle, a na jego ustach błąkał się sarkastyczny uśmieszek. W jego oczach czaił się zapał i coś jeszcze co wcale nie było dobre. Wpatrywał się w brata, a w jego wzroku nie było ani trochę żalu czy współczucia.
- Spokojnie poczekamy i wyprawimy się ceremonię na którą zasługujesz. I nie martw się..-zaczął, kładąc dłoń na chłodnym ramieniu Sebastiana. Czuł ledwo dostrzegalne ciepło od jego ciała,które coraz bardziej znikało. Wygasało z niego tak jak jego życie.
- Nie martw się zajmę się Izzy-dokończył z szerokim uśmiechem na ustach, myśląc na tym co będzie mógł zrobić.
- Będzie ze mną miała jak w niebie.W końcu mamy tą samą krew. Nie zazna różnicy. A ja zaopiekuję się nią. Będzie moja-powiedział te ostatnie słowa z naciskiem, jakby chciał koniecznie, aby wszyscy go usłyszeli i zrozumieli. Wpatrywał się w brata w tym zwycięskim uśmiechem na ustach i mnóstwem myśli w głowie.
- Jest tylko moja-wyszeptał, patrząc na swoje dłonie.
********************************
Obudził mnie ruch za mną na łóżku. Zaspana obróciłam się i ujrzałam męską sylwetkę, wpatrującą się we mnie. Jego złote włosy były lekko mokre, a ciało wciąż blade, choć widać było, że już biło od niego ciepło. Niezwykle błękitne oczy wpatrywały się we mnie z miłością i tęsknotą. Moje serce momentalnie przyspieszyło, a ja gwałtownie usiadłam, nie zwracając uwagi na to, że jestem w samym staniku.
- Sebastian?-spytałam niepewnie, przyglądając się uważnie postaci w ciemności. Na jego twarzy wykwitł ten anielski uśmiech, a moje serce niemal wyskoczyło z klatki piersiowej.
- Kochana-odpowiedział lekko ochrypłym głosem, a ja nie wytrzymałam.To był on! Poczułam łzy na policzkach, ale nie wycierałam ich. To były łzy ulgi i szczęścia. Chyba.
Momentalnie rzuciłam się na niego, zarzucając ręce na szyję i oplatając. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie i przycisnął do siebie. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy, wdychając jego cudowny zapach. Głaskał mnie po plecach, chowając głowę w moje splątane włosy. Jego oddech łaskotał mnie w szyję, a ja uśmiechałam się lekko. Powoli przestawałam płakać, ciesząc się,że on tu był.
-Tak strasznie cię kocham-wyszeptałam, unosząc głowę i patrząc w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło co przyprawiło mnie o dreszcze. Kciukiem otarł moje zaschnięte łzy, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- Ja ciebie mocniej Isabell-odpowiedział i musnął moje usta swoimi. Poczułam fale ciepła wlewającą się we mnie. Oddałam pocałunek, wplątując ręce w jego złote włosy.
- Tęskniłem-wyszeptał, przerywając pocałunek i kładąc głowę w zagłębieniu mojej szyi. Pocałował ją tam delikatnie, a ja zadrżałam. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy. Poczułam jego dłonie na mojej pupie. Podniosły mnie i wygodnie ułożyły na jego kolanach. Czułam się bezpieczna i spokojna, a wyczerpanie wzięło górę.
- Bałam się, że mnie zostawisz-przyznałam, ziewając. Poczułam jeszcze kilka łez, ale byłam już na granicy świadomości.
- Nigdy cię nie opuszczę obiecuję-usłyszałam jeszcze pewny głos Sebastiana, a potem zasnęłam w ramionach ukochanego, czując spokój...
Gwałtownie usiadłam na łóżku, rozglądając się po pokoju. Byłam całkiem sama. Objęłam się dłońmi, drżąc z zimna. Znowu zaczęłam płakać. To był tylko sen. Tylko sen. Teraz czułam jeszcze większy ból w sercu. Tęsknota i pustka sprawiały, że każdy oddech brałam z trudem. Miałam ochotę przestać oddychać. Ale nie mogłam. Szybko wstałam, wycierając łzy z polików i ubierając bluzkę. Założyłam szybko balerinki i wyszłam z pokoju.
Po cichu otworzyłam drzwi pokoju Sebastiana i weszłam do środka. Na krześle siedział Daniel, z głową opartą o dłoń. Przysnął. Spojrzałam na ukochanego. Jego twarz była teraz szara,a ciało blade. Wszystkie żyłki odznaczały się wyraźnie. Złote włosy jakby zblakły i były całe poplątane. Serce łamało mi się coraz bardziej, widząc go takiego. Powstrzymałam, jednak łzy cisnące się do oczu i na palcach podeszłam do łóżka.
- Daniel-powiedziałam delikatnie, szturchając go w ramię. Podniósł głowę i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Hej-powiedział zaspany.
-Hej. Dzięki,że przy nim siedziałeś-odpowiedziałam, a on uśmiechnął się szerzej, przeciągając się przy czym napiął swoje mięśnie. Nie zwróciłam, jednak na to uwagi, bo wpatrywałam się w twarz Sebastiana.
-Nie ma za co. Ale teraz pójdę chyba się odświeżyć-powiedział, wstając i klepiąc mnie w ramię. Uśmiechnęłam się lekko, ale wyglądało to na grymas.
-Okej-powiedziałam tylko, a on przyjrzał mi się uważnie.
- Nie martw się wyjdzie z tego- pocieszył mnie i wyszedł. Westchnęłam i spojrzałam z powrotem na śpiącego chłopaka. Ścisnęłam jego dłoń i trzymałam tak, czekając na jakiś cud.
-Śniłeś mi się. Mam nadzieję, że to byłeś naprawdę ty i dotrzymasz słowa-wyznałam drżącym głosem. Ścisnęło mi się gardło z bólu,a z oczu poczułam łzy. Cholera! Ile można było płakać!?
- Cholera Sebastian nie daję rady, rozumiesz ? Kocham cię, a twoja nieobecność mnie wykańcza. Ja wiem, że to nie twoja wina, ale błagam wróć do mnie. Znajdź w sobie siłę i zwalcz to cholerstwo. Wróć, błagam-powiedziałam łamiącym się głosem, kładąc głowę na jego zimnej klacie. Czułam słabe bicie serca, które już ledwo dawało sobie radę z trucizną. Cisi Bracia musieli znaleźć antidotum. Musieli! On nie mógł umrzeć! Nie mógł mnie zostawić!
Siedziałam tak długi czas, aż drzwi otworzyły się z trzaskiem. Stanął w nich zdenerwowany Daniel.
- Co jest ?-spytałam, przyglądając mu się uważnie. Był nieźle zdenerwowany.
- Lucy odeszła-odpowiedział tylko, opadając na krzesło obok mojego. Zerknęłam na niego z boku zdziwiona.
- Jak to odeszła ?-spytałam niepewna, a on westchnął i podał mi kartkę."Było fajnie, ale mam dość. Żyjcie sobie jak tam chcecie, ale beze mnie" Przeczytałam, otwierając coraz szerzej oczy. Ona na serio od nas odeszła! Jak mogła ? Czemu ? Co jej się stało ???
- Widziałeś ją ? Rozmawiałeś ?-zapytałam po chwili, oddając mu kartkę. Wzruszył ramionami, patrząc na litery.
- Nie. Kartka była na jej drzwiach. Nie rozumiem czemu-powiedział z wyrzutem. Wpatrywałam się w niego, widząc, że jest zły.
- Ej wszystko okej ?-spytałam po chwili. Zszokowało mnie to, ale nie miałam siły na zamartwianie się nią. Starczył mi strach o Sebastiana.
-Nie wiem. Znałem ją od małego, ale bardziej martwię się o Nate'a. Muszę mu to powiedzieć- odpowiedział bez emocji,a ja poklepałam go po plecach.
- Iść z tobą ?-zapytałam, a on pokiwał przecząco głową. Wstał i zdenerwowany wyszedł, a ja znowu zostałam sama.
*************************************
Po paru godzinach zaczęłam przysypiać. Za oknem było już ciemno, a ja nie słyszałam żadnych odgłosów z korytarza. Nie wiedziałam jak poszło z Nate'm, a martwiłam się. Jeszcze więcej smutku to już przegięcie. Czułam wyrzuty sumienia, wstając z krzesła i puszczając dłoń ukochanego.
Spojrzałam jeszcze raz na szarą twarz Sebastiana i skierowałam się do wyjścia. Chociaż wciąż pamiętałam to co zrobił mi Daniel to teraz nie miałam siły, aby go znienawidzić. Miałam nadzieję, że on zrozumiał i przestanie kombinować. Nie chciałam jakiś kłótni, ani nieprzyjemnych scen.
Po tym jak usłyszałam "Proszę" weszłam do pokoju Daniel i rozejrzałam się niepewnie. Jego pokój był taki jak Sebastiana tyle, że z masą plakatów na ścianie i bałaganem na biurku.
- Coś nie tak ?- spytał, wpatrując się we mnie. Pokiwałam głową i podeszłam do łóżka.
- A jak poszło z Nate'm ?-zapytałam, siadając obok niego. Teraz zauważyłam, że nie miał na sobie koszulki. Jego wyrzeźbione mięśnie były kuszące, ale wciąż nie były lepsze od Sebastiana. Nigdy nie będą.
- Tak sobie. Niby nic go nie zabolało, ale ja wiem swoje. Parabatai nie oszuka-stwierdził głosem bez emocji. Przyjrzałam mu się uważnie, a on uśmiechnął się do mnie, przysuwając się.
- Cieszę się, że przyszłaś.-przyznał, kładąc dłoń na moim udzie. Spięłam się, ale nic nie zrobiłam.
- Izzy wiesz ja....-zamilkł na chwilę, a ja spojrzałam prosto jego oczy. Pochylił głowę i nagle jego usta zmiażdżyły moje. Poczułam dreszcze na to doznanie i zapomniałam się. Odwzajemniałam pocałunek, a on przygryzł moją dolną wargę. Jęknęłam mimowolnie, a ona uniósł mnie tak, że usiadłam okrakiem na jego nogach. Wplótł dłonie w moje włosy i pogłębił pocałunek.
***************************
Przepraszam, że tak długo, ale nie będę kłamać. Po prostu miałam załamke i nie chciało mi się nic pisać. Gdy już mój kotek poprawił mi humor to nie miałam dostępu do lapka. Także dopiero dzisiaj nowy rozdział. Przepraszam was i postaram się, aby już te moje załamania nie wpływały na blog. Jeszcze raz przepraszam.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i czekam na wasze opinie. Naprawdę każdy komentarz to więcej weny dla mnie. Także proszę o komentarze i szczere opinie. Możecie po mnie jechać do woli. :*
Ps. Przepraszam za błędy. A następny rozdział postaram się dodać w ciągu tygodnia.
- LoVe Is NoT GaMe
Będe tutaj dodawać różne posty. Moje przemyślenia na dany temat, opinie książek/filmów. No i nie raz historyjki/opowiadania. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Czekam na wasze komentarze :D Mój poprzedni blog gdyby ktoś chciał zajrzeć -----> http://opowiada-nia.blogspot.com/
czwartek, 26 lutego 2015
sobota, 14 lutego 2015
Sekret Nate'a
No skoro dziś Walentynki to życzę
Wam bardzo dużo szczęścia miłości !!!
Abyście znaleźli swoje drugie połówki i byli z nimi szczęśliwi !!
Jak najmniej kłótni,a jak najwięcej uśmiechu na twarzach !!!!
No i moja niespodzianka. Jak wiadomo Nate rozmawiał o czymś z Isabell. Specjalnie nie pisałam co, bo chciałam to ukryć, ale mamy Walentynki to mogę dać. To takie oderwane i pisane z innej perspektywy opowiadanie. Mam nadzieję, że dzięki temu nie zabijecie mnie za rozdział 12 :D No dobrze więcej was nie męczę tylko daję opowiadanie :*
Nate był bardzo zestresowany. Stał na środku polany, a za nim była przygotowana cała niespodzianka. Mały stolika nakryty czerwonym obrusem i białą zastawą. Stał także wazon z czerwonymi różami. Stolik był przygotowany dla dwóch osób. Za nim stał piękny biały łuk opleciony krzewami białych i czerwonych róż. Dróżka od wejścia lasu, aż do samego krzesła była wysłana płatkami róż. Nate wszystko sam przygotował, a teraz stał pośrodku, ściskając za kieszeń marynarki. Ubrał się odświętnie w czarny garnitur i białą koszulę z jedwabiu. Włosy gładko zaczesał do tyłu. Ręce mu drżały w oczekiwaniu. Wpatrywał się w wyjście na polanę, czekając na nią. Zaczął przestąpywać z nogi na nogę. Rano zostawił jej liścik przy łóżku, aby ubrała się ładnie i przyszła na ich polanę. Wiedziała, gdzie ma przyjść, bo od małego tam biegali i trenowali.
W końcu ją ujrzał. Wyszła na skraj lasu ubrana w piękną, krótką fioletową sukienkę bez ramiączek. Jej blond rozpuszczone włosy rozwiewał wiatr. Uwielbiał się w nie wtulać. Na jej widok na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech tak jak na jej. Powoli szła w jego stronę. Wpatrywał się zauroczony,a serce waliło mu coraz szybciej Zrób to. Zrób to-powtarzało mu z każdym uderzeniem. Opuścił dłonie wzdłuż ciała i cierpliwie czekał.
Kiedy tylko znalazła się na odległości jego ręki złapał ją w delikatnie w pasie i przyciągnął do siebie. Pochylił się i złożył delikatny pocałunek na jej zaróżowionych ustach. Odwzajemniła go i wplotła dłonie w jego włosy jak zawsze. Całowali się jeszcze chwilę, aż ona odchyliła głowę i spojrzała za niego z szerokim uśmiechem.
- Co to za okazja ?-zapytała ciekawa, patrząc mu w oczy, a on uśmiechnął się zagadkowo i pocałował ją w czoło.
- Bez okazji. Chciałem sprawić ci niespodziankę.Podoba się ?-spytał, a on zarzuciła mu ręce na szyję i mocno pocałowała.
- Bardzo-szepnęła z ustami przy jego ustach. Uśmiechnął się, trzymając ją w ramionach. Trzymając ją przy sobie miał swój cały świat. Nic więcej nie potrzebował i był tego pewny !
- Może wpierw zjemy to co przygotowałem-zaproponował, a ona się roześmiała. Złapał ją za rękę i poprowadził do stolika. Jak przystało na dżentelmena pomógł zająć jej miejsce, a potem sam usiadł naprzeciw.
********************************
Przez całą kolację rozmawiali i śmiali się ze wszystkiego. Uwielbiał widzieć jej uśmiech i słyszeć jej śmiech. Kochał ją i wiedział, że zawsze tak będzie. Gdy skończyli w końcu jeść tylko gwiazdy dawały im światło i mała świeczka zapalona na stoliku. Nate splótł swoją dłoń z jej przez stół i wziął głęboki oddech. Pudełko w jego kieszeni boleśnie domagało się wyjścia na świat. Powoli wstał wciąż, trzymając jej dłoń. Stanął przed nią i uklęknął, wyciągając czerwone pudełko w kształcie serca.
-Nate co ty....- Clary zamilkła na widok pudełka. Wpatrywała się w twarz swojego chłopaka, a w jej oczach wezbrały łzy. Nate zatopił się w jej oczach i stracił mowę. Jednak po chwili wrócił na ziemię. Kciukiem otworzył pudełko, a w jego środku był rodowy pierścień jego rodziny. Taka była tradycja Nocnych Łowców. Przełknął ślinę i zaczął mówić:
- Clarisso kocham cię i zawszę tak będzie obiecuje. I chciałbym spytać się czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie ?-zapytał drżącym z emocji głosem. Clary była tak szczęśliwa, że żadne słowa nie chciały przejść jej przez gardło. Nate wpatrywał się w jej oczy, a w jego pojawiał się niepokój i obawa. Chciał coś powiedzieć, ale wtedy ona uśmiechnęła się szeroko i ścisnęła jego dłoń.
-Oczywiście, że za ciebie wyjdę-powiedziała głosem tak pełnym szczęścia. Chłopak założył pierścień na palec dziewczyny, a potem wziął ją w ramiona, tuląc strasznie mocno ze szczęścia. Schował głowę, wdychając jej cudny zapach. Pocałował ją w szyję delikatnie ssąc,a ona zachichotała. Złapała za jego podbrudek i uniosła do góry. Pochylił się i pocałował ją bardzo namiętnie. Wtedy cały świat znikł, a zostali tylko oni dwoje. Nic innego się nie liczyło. Ich miłość zapełniała cały ich świat!
piątek, 13 lutego 2015
Rozdział.12.
Spacerowałam po Instytucie od rana. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Sebastian nie przyszedł, czyli pewnie długo rozmawiał z matką i bratem. Martwiłam się i chciałam go zobaczyć, lecz nie wiedziałam jak odnaleźć jego pokój. Nie chciałam nikogo budzić, aby mnie informował. Chodziłam więc, snując się korytarzami i podziwiając cały budynek. Był ogromny i nie miałam pojęcia jak oni orientują się skąd dokąd dojść. Ja już się najprawdopodobniej zgubiłam, ale nie martwiłam się tym. Jakoś wrócę. Korytarze były o ciemnych ścianach, a na nich mnóstwo obrazów przedstawiających najróżniejsze sceny. Tu Anioł wstający z jeziora ze złotym kielichem w dłoniach. Gdzie indziej obraz przedstawiający połyskujące demoniczne wieże w stolicy kraju Nocnych Łowców Alicante. I wiele innych. Na niektórych rozpoznawałam Cichych Braci, czyli Nefilim, którzy przeszli rytuał i żyli w Mieście Kości. Mieli zwykle zaszyte usta i oczy. Zajmowali się sama nie wiedziałam dokładnie czym. Pamiętałam coś z książki, że "pilnowali" Miecza Anioła i zajmowali się zwłokami Nocnych Łowców. Byli nieśmiertelni, więc najkrócej, mówiąc, gdy tak jakby kamienieli to zakopywano ich żywcem. Czy coś w tym stylu. Nie skupiałam się na nich za bardzo, bo przerażała mnie myśl, że potrafią czytać w myślach i sami porozumiewają się właśnie, przesyłając nam swoje myśli. Na samą myśl przechodziły mnie ciarki. Na innych malunkach były bitwy Nocnych Łowców z demonami. Były także obrazy przedstawiające cztery postacie. Pierwszy był mężczyzna o bardzo bladej cerze niczym marmur, idealnych rysach twarzy i dobrze zbudowany. Można by go uznać za nastolatka, gdyby nie to, że z jego ledwo rozchylonych ust wystawały kły. Ostre i śnieżnobiałe, a oczy miały barwę miedzi. Nim przeczytałam podpis pod nim wiedziałam kim był. Dziecko Nocy-wampir. Następny był mężczyzna o umięśnionym ciele i wysoki. Ciemne włosy lekko się lokowały, a zarost miał już co najmniej ponad tygodniowy. Jego oczy miały złotawą barwę, a ręce były zakończone pazurami. Likantrop czyli Dziecko Księżyca. Następna była kobieta o mlecznej cerze i bardzo długich rudych włosach. Były piękne. Jej ciało było owinięte w płaszcz z motyli, a oczy dumnie utkwione przed siebie. Cała postawa świadczyła o dumie z samej siebie, To musiała być jedna z Fearie. Ostatnia była kobieta o morskim odcieniu skóry i falowanych blond włosach. Miała zielone oczy,a jej dłonie były jak u żaby.Dziecko Lilith- kobieta czarownik. Cztery postacie ze świata podziemi z, którymi Clave miało podpisany pokój.
Potrząsnęłam głową, aby nie myśleć tyle o tym całym Clave, bo pewnie niedługo będę musiała spotkać się z przedstawicielem na "pogadankę". Ciekawe jak to będzie wyglądało ?
Stanęłam niepewnie przed wielkimi dębowymi drzwiami przyciągana jakimś impulsem. Otworzyłam je i ujrzałam ogromny pokój. Na samych środku stał duży stół, a przy nim krzesła. Pod wysokimi oknami stały półki z książkami,a przy jednym z nich potężne ciemne biurko ze stertą papierów. Nogi biurka były w kształcie aniołów. Tak jakby to anioły trzymały blat mebla. Rozejrzałam się i z każdej strony było mnóstwo ogromnych półek z książkami. Biblioteka! Trafiłam w miejsce, gdzie zawsze mogłam sobie spokojnie pomyśleć i odpocząć. Pomieszczenie były piękne,a taka ilość książek przyprawiała mnie o zawroty głowy.
Zaczęłam przechadzać się koło półek, przeglądając tytuły. Było mnóstwo o Świecie Cieni, o zaklęciach, o runach, o legendach i innych różnościach. Mnóstwo także łaciny i greki, której w życiu się nie uczyłam. Na szczęście była też literatura bardziej dla młodzieży.
Przechadzałam się pomiędzy półkami, dotykając grzbietów książek i myśląc o Sebastianie. Byłam ciekawa co teraz robił. Czy jeszcze rozmawiał z Charlotte ? A może z Danielem ? Byłam strasznie ciekawa czemu wczoraj do mnie nie przyszedł. Zamiast tego... No właśnie Nate. To było strasznie dziwne, że w środku nocy przeszedł do mnie. I to po radę w takiej sprawie! Nie byłam dobra w udzielaniu rad, ale miałam nadzieje,że mu pomogłam. Dla niego ta sprawa była naprawdę ważna i widziałam, że był pewny na 100%. Ciekawa tylko byłam czy zdobędzie się na odwagę. Miałam nadzieję, że tak.
Nagle usłyszałam za sobą kaszlnięcie i aż podskoczyłam z zaskoczenia. Powoli obróciłam się i ujrzałam Charlotte. Ubraną w jak zwykle nienaganny strój. Jej oczy wpatrywały się w moje, ale nie umiałam z nich nic wyczytać. Na jej ustach pojawił się wymuszony uśmiech tak jak na moich. Na prawdę wolałabym jej nie spotkać.
- Dzień dobry. Masz chwilę ? Chciałabym z tobą porozmawiać.-odezwała się po chwili uprzejmym tonem, a ja wzruszyłam ramionami. Nie miałam nic innego do roboty, więc mogłam z nią pogadać.
- To dobrze, choć usiądźmy-powiedziała i ruszyła do stołu. Zajęłam jedno z wielu miejsc, a ona naprzeciw mnie. Czułam się dziwnie spięta, chociaż nie miałam czym. No,ale jednak to matka mojego chłopaka, a w dodatku szefowa Instytutu. Jak coś źle powiem to mogę wylecieć. A tego nie chciałam.
Odchrząknęłam, gdyż cisza się przedłużała,a ona spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Cóż za fałszywy uśmiech. Już ja znam takie.
- Więc chciałam się ciebie spytać o Sebastiana. Znasz go trochę, tak ?-zapytała spokojnym tonem. Spojrzałam jej w oczy i pokiwałam głową. Co ona ode mnie chciała ?
- Lubcie się, prawda ?-spytała,a ja znów pokiwałam głową. Mimowolnie moje kąciki ust się uniosły. Jacy dorośli byli staromodni.
- Jesteście dość blisko, więc może powiesz mi coś o nim ?-zapytała niemal obojętnym tonem. Czemu mi się wydawało, że mówienie o Sebastianie sprawiało jej trudność, jakby on umarł.A on żył i miał się dobrze ! Wzięłam, głęboki oddech, uspokajając moje nerwy i odpowiedziałam spokojnie:
- Ale co chciałaby pani wiedzieć ?
- Nie wiem. Jak on się zachowuje ? Czy ma jakieś... no niekontrolowane wybuchy ?-spytała spokojnie,ale mi już ciśnienie skoczyło w górę. Do czego ona zmierzała ?!
- Sebastian jest opiekuńczy, kochany, troskliwy, szczery, pomocny, miły, uprzejmy i opanowany!-powiedziałam to ostatnie słowo podniesionym tonem. Jak ona śmiała ? Już wiedziałam do czego ona zmierzała!
- Ale czy nie zachowuje się jak.....
-Potwór ?-przerwałam jej niemal, sycząc na nią.
- Nie! On nie jest potworem za jakiego wszyscy go uważacie!-niemal krzyczałam. Wzięłam trzy głębokie oddechy, patrząc w oczy Charlotte. Nieźle mnie zdenerwowała. Jaki to trzeba było mieć tupet, żeby tak mówić i to o własnym synu.
- Ja myślałam, że pani na nim zależy. Że chcę odzyskać syna i sprawić, abyście byli rodziną,ale pani nadal uważa go za potwora! On to nie pani mąż!-dodałam zła podniesionym tonem. Patrzyła na mnie,a w jej oczach widziałam złość. Otworzyła usta, aby mi odpowiedzieć,ale wtedy drzwi biblioteki otworzyły się z hukiem z stanął w nich zgrzany Nate. Koszule nie dość, że miał na odwrót to jeszcze krzywo zapiętą. Moje rady chyba podziałały.
Jednak nie cieszyłam się, bo w jego oczach widziałam przerażenie.
- Daniel... i Sebastian...-wydyszał,a ja momentalnie cała się spięła. Wstałam,a przez moją głowę przelatywały już najgorsze myśli.
- Co się stało ?-spytałam drżącym głosem. Nie próbowałam ukryć strachu o Sebastiana. Jeżeli coś mu się stało....
- Są w skrzydle szpitalnym. W ogrodzie zawalił się na nich dach altanki-powiedział szybko chłopak, a ja momentalnie poczułam jak po całym moim ciele przechodzą dreszcze. Był ranny! Po moich plecach pociekła stróżka zimnego potu.
- Zaprowadź mnie tam!-powiedziałam o ton za głośno. Spojrzał na mnie i pokiwał głową, ale Charlotte była szybsza. Wyszła już z pomieszczenia i pośpiesznie szła korytarzami. Bez słowa kiwnęłam na Nate'a, a on wyszedł. Ja ruszyłam w jego ślady cała przerażona. Błagałam, aby był cały i nic poważnego mu nie było. Czułam łzy w oczach,ale nie chciałam się teraz rozklejać. Musiałam być twarda. Nocni Łowcy nie płaczą praktycznie nigdy! A ja byłam jedną z nich.
Idąc zerknęłam na Nate'a. Jego twarz była cała blada,a mięśnie napięte. Szedł pośpiesznie. Widocznie był przerażony jak ja. No tak ! Daniel był jego parabatai! Zaczęłam mu współczuć, ale bardziej myślałam o Sebastianie.
Moje serce zaczęło kuć mnie boleśnie, jakby wiedziało coś czego ja nie wiedziałam. Nie podobało mi się to. Chciałam już go zobaczyć!
*******************************
Kiedy dotarłam do drzwi skrzydła szpitalnego Charlotte stała tam już i rozmawiała z Cichym Bratem. Ubrany był w długą szarą szatę,a gdy odwrócił twarz, spoglądając na mnie omal nie krzyknęłam. Jego twarz była blada,a oczy i usta zszyte. Po co im to robiono ?!?
- Co jest z Danielem i Sebastianem ?-zapytał Nate, gdy stanęliśmy przed nimi. Cała się trzęsłam ze strachu o niego.
Daniel teraz odpoczywa i z nim jest wszystko w porządku. Gorzej z drugim chłopakiem-odezwał się chłodny głos Brata w moim umyśle. Wciągnęłam powietrze z sykiem. To było przerażające. Jakby ktoś buszował w mojej głowie. Chciałam uciekać od niego, ale słowa, które usłyszałam zmusiły mnie do zapanowania nad sobą.
- Co z Sebastianem ?-spytałam łamiącym się głosem. Charlotte spojrzała na mnie,a ja jej wzrok był zimny. Nienawidziła mnie byłam tego pewna, ale mało mnie to obchodziło.W bibliotece powiedziałam to co myślę. I tyle. Nie miałam zamiaru przepraszać za to !
Pan Grigori ma ciała obce w plecach. Musimy mu je wyjąć,ale czekamy na sprzęt.-odpowiedział w mojej głowie Cichy Brat. Chciałam coś powiedzieć,ale szefowa Instytutu mnie ubiegła.
- Nie możemy narysować iratze bo w zagojonych ranach zostałyby odłamki i jeszcze bardziej uszkodziły jego plecy. A poza tym on nie chcę widzieć nikogo z rodziny-powiedziała zimnym tonem, a ja poczułam kolejne ukłucie w sercu. Jednak postanowiłam spróbować coś zrobić. Chciałam być przy nim.
- Nie jestem z rodziny. Mogę wejść ?-spytałam, olewając Charlotte. Wiedziałam, że ona by się nie zgodziła, ale to nie ona miała tam władzę. Spojrzałam niechętnie na zakapturzoną postać, która wpatrywała się we mnie. Poczułam, jakby jakaś dłoń chwyciła za mój umysł co zabolało,ale momentalnie ustało.
Zgoda. Może pani wejść,ale sama- zastrzegł Brat, a ja pokiwałam głową i pośpiesznie ruszyłam za nim do sali.
Tylko ostrzegam panią, że chłopak nie jest w dobrym stanie i może nie być miły- odezwał się Brat Jeremiasz w mojej głowie. Pokiwałam tylko głową. Myślami byłam już przy nim.
Gdy weszliśmy do sali zobaczyłam rząd białym łóżek. Tylko dwa były zajęte.Na jednym spał Daniel wygodnie rozwalony z bandażem na klacie. Zerknęłam tylko i mój wzrok sam powędrował do łóżka zasłoniętego parawanem. Wiedziałam kto na nim był.
Brat podszedł szybciej i odsunął zasłonę, a ja stanęłam jak posąg. Na łóżku leżał mój ukochany. Leżał na brzuchu,a z pleców wystawały wbite kawałki szkła i drewna. Z ran wolno sączyła się krew. Na boku widziałam runy spowalniające krwawienie, jednak dużo one nie dawały. Twarz miał ułożoną na zgiętych rękach, ale widziałam, że cierpiał. Dłonie zaciskał w pięści,a oddech miał nierównomierny. Moje serce zaczęło boleć trzy razy mocniej, widząc go takiego. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie mogłam. Musiałam być silna.
Podeszłam do łóżka, a jego głowa przekręciła się w moją stronę. Spojrzał na mnie z zarysem tego anielskiego uśmiechu na ustach. Chciał coś powiedzieć, ale ubiegłam go.
- Nic nie mów. Wszystko będzie dobrze-zapewniłam, a on wpatrywał się we mnie oczami pełnymi miłości. Stanęłam bliżej jego głowy i odgarnęłam mokre kosmyki włosów z jego twarzy.
Możemy zaczynać. Jesteś gotowy?- odezwał się Brat Jeremiasz w naszych głowach.
- Tak-odpowiedział ledwo słyszalnie Sebastian. Z powrotem oparł głowę o dłonie i zamknął oczy. Wpatrywałam się zastygła jak Brat wyciągał pierwszy odłamek nad łopatką. Mój ukochany krzyknął cicho w poduszkę, ale zaraz zamilkł. Gdy drugi odłamek został wyciągnięty z jego pleców usłyszałam znowu zdławiony krzyk w poduszkę. Chciałam krzyczeć, aby przestał, ale wiedziałam, że muszą wyciągnąć wszystkie. Jeżeli narysowaliby iratze rany zagoiłyby się z odłamkami i sprawiły jeszcze gorsze rany. Chwyciłam, więc dłoń Sebastiana i splotłam ze swoją, ściskając ją mocno.
- Ściskaj tak ja mocno boli- szepnęłam do niego, on ledwo dostrzegalnie kiwnął głową. Kiedy Brat wyciągnął trzeci odłamek chłopak ścisnął moją rękę tak, że poczułam w niej pulsowanie. Jednak to było nic w porównaniu z bólem w sercu na widok cierpiącego chłopaka,który skradł moje serce.
Pa paru godzinach wszystkie odłamki były już wyciągnięte. Na plecach Sebastiana pojawiły się runy leczące. Chłopak skrzyżował swoje spojrzenie z moim i uśmiechnął się widocznie odprężony. Ból ustał. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Moja dłoń ściskana przez niego straciła czucie, ale nie martwiłam się tym. Pochyliłam się nad nim, odgarniając jego złote włosy i całując mocno w czoło.
- Powinieneś odpocząć-szepnęłam,a on uniósł dłoń i dotknął nią mojego rozgrzanego polika.Chciało mi się płakać. Ze strachu, przerażenia, ulgi i radości. Wszystko naraz!
-Nie chcę.-powiedział tylko, a ja uniosłam jedną brew do góry. Widziałam, że był zmęczony i to bardzo. Kątem oka widziałam jak Brat Jeremiasz wpatrywał się w odłamki na tacy. Co go tak zaciekawiło? Odłamki we krwi ?
Pójdę porozmawiać z Charlotte. Mogłabyś zabandażować go-odezwał się nagle chłodny głos Brata w mojej głowie, a ja odruchowo cała się spięłam. Pokiwałam tylko głową niezdolna mówić. Cichy Brat bezszelestnie niczym duch wyszedł z sali, zostawiając nas samych. Spojrzałam z powrotem na Sebastiana, który uśmiechał się, wpatrując się we mnie.
- Pani doktor.A gdzie strój ?-zapytał żartem, a ja uśmiechnęłam się. Podeszłam bliżej niego i musnęłam jego usta swoimi. Takie styknięcie,a już wywołało przyjemne dreszcze. Oblizał dolną wargę z uśmieszkiem.
- hmhmm Słodko.-skomentował, a ja uśmiechnęłam się szerzej.
- No dobrze. Dasz radę usiąść, abym cię opatrzyła ?-spytałam z troską, a on bez słowa powoli usiadł. Nie obeszło się to bez syknięć, ale był twardy. Jednak ja strasznie się bałam. Podeszłam do stolika obok łóżka i wzięłam zwinięty bandaż. Stanęłam przy nim i zaczęłam opatrywać. Powoli, uważając, aby nie przydusić ran. Może i miał iratze, ale jeszcze nie zagoiło ono wszystkich ran. Sebastian wpatrywał się cały czas we mnie,a ja zerkałam na niego co chwila.
W końcu skończyłam i zabezpieczyłam bandaż, aby się nie rozpiął. Spojrzałam mu w oczy i spytałam zaniepokojona:
- Wszystko w porządku ? Bardzo boli ?
- Już tak. Da się przeżyć-odpowiedział spokojnie. Złapał mnie za biodra i przysunął do siebie. Oparł głowę o mój brzuch i wtulił się w niego. Instynktownie wplotłam dłonie w jego miękkie włosy i zaczęłam głaskać.
- Prześpij się proszę-powiedziałam cicho po dłuższej chwili, a on uniósł głowę, patrząc na mnie.
- A ty ?-zapytał,a ja uśmiechnęłam się, dotykając jego policzka.
-Posiedzę tutaj i popilnuje cię-odpowiedziałam,a on potarł nosem o materiał mojej bluzki.
- Kocham cię Isabell-powiedział nagle, a ja na te słowa poczułam jak moje serce szybciej bije.
- Ja ciebie też. A teraz idź spać-poleciłam, a on posłusznie położył się na boku i zerknął jeszcze na mnie z uśmiechem po czym zamknął swoje cudne oczy.
Usiadłam na krześle obok i wpatrywałam się w niego, rozmyślając.
**************************
Obudziłam się jakoś w nocy. Sebastian nadal spał. Jednak ja czułam dziwne kłucie w sercu. Jakby strach, ale przecież wszystko było w porządku. Zapaliłam lampkę i spojrzałam na chłopaka na łóżku. Był cały blady i trząsł się.Przykryłam go dokładniej kołdrą, ale coś mi nie pasowało. Sprawdziłam mu puls. Był słaby i nie równy. A oddech płytki. Coś było nie tak! Przerażona wstałam i wybiegłam jak najszybciej umiałam z sali. Skierowałam się do pokoju Charlotte. Zaczęłam walić w drzwi, aż otworzyły się i pojawiła się w nich Charlotte. Ubrana w czarne leginsy i tunikę. Była zaspana. Przetarła oczy i spojrzała na mnie nienawistnym wzrokiem.
- Czego?-spytała sucho, a ja wzięłam głęboki oddech.
- Coś jest nie tak z Sebastianem.-odpowiedziałam, ona momentalnie się spięła.
- Zaczekaj przy nim. Ja wezwę Brata Jeremiasza-powiedziała od razu, a ja pokiwałam głową. Nie czekając na nic więcej ruszyłam biegiem w drogę powrotną do skrzydła szpitalnego. Musiałam być przy nim.Nie mogło mu się nic stać! Nie mogło!
Wbiegłam do sali i momentalnie znalazłam się przy nim.Oddychał, ale płytko. Co się stało? Przecież wyjęli wszystkie odłamki, a iratze i inne runy powinny wszystko uleczyć. Więc co poszło nie tak ? Ścisnęłam jego chłodną dłoń i poczułam jedną dłoń na poliku.
- Proszę cię nie zostawiaj mnie. Musisz być silny. Wytrzymaj błagam-szeptałam przerażona łamiącym się głosem. Powstrzymałam łzy pewna, że zaraz pojawi się tu Charlotte z Cichym Bratem. Nie myliłam się. Po niecałych dziesięciu minutach drzwi się otworzyły i stanęła w nich ona z Bratem u boku. Ten bez słowa podszedł do łóżka, a ja ustąpiłam mu niechętnie miejsca. Patrzyłam jak bada Sebastiana rożnymi przyrządami. Byłam cała napięta i przerażona. Całe moje ciało drżało w oczekiwaniu na słowa Brata. Po plecach ciekły mi stróżki zimnego potu. Błagam nic poważnego.Błagam niech on wyzdrowieje-powtarzałam jak mantrę.
W końcu Cichy Brat wyprostował się i wpatrując się w nieprzytomnego chłopaka powiedział w moich myślach :
Chłopak jest otruty. W jego krwi krążą toksyny niszczące go, a my nie wiemy jakie, więc nie znamy antidotum.
***************************
Wiem nienawidzicie mnie za te zakończenia :D Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale no trochę brak czasu. Teraz mam ferie, więc postaram dodawać się częściej. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów. Piszcie komentarze :) Wszelką krytykę przyjmuję na klatę i dziękuje za nią, bo uczę się w ten sposób :* Mam jeszcze dla was małą niespodziankę jutro z okazji Walentynek i mam nadzieję, że uda mi się ją dać tutaj jutro.
A teraz spadam, bo muszę poprawić opowiadanie na konkurs. Życzcie mi powodzenia :D Hahah nie no tak wyślę, może coś wyjdzie :)
No także jutro mam nadzieję dostaniecie niespodziankę,a teraz czekam na wasze opinie :*
- LoVe Is NoT GaMe
Spacerowałam po Instytucie od rana. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Sebastian nie przyszedł, czyli pewnie długo rozmawiał z matką i bratem. Martwiłam się i chciałam go zobaczyć, lecz nie wiedziałam jak odnaleźć jego pokój. Nie chciałam nikogo budzić, aby mnie informował. Chodziłam więc, snując się korytarzami i podziwiając cały budynek. Był ogromny i nie miałam pojęcia jak oni orientują się skąd dokąd dojść. Ja już się najprawdopodobniej zgubiłam, ale nie martwiłam się tym. Jakoś wrócę. Korytarze były o ciemnych ścianach, a na nich mnóstwo obrazów przedstawiających najróżniejsze sceny. Tu Anioł wstający z jeziora ze złotym kielichem w dłoniach. Gdzie indziej obraz przedstawiający połyskujące demoniczne wieże w stolicy kraju Nocnych Łowców Alicante. I wiele innych. Na niektórych rozpoznawałam Cichych Braci, czyli Nefilim, którzy przeszli rytuał i żyli w Mieście Kości. Mieli zwykle zaszyte usta i oczy. Zajmowali się sama nie wiedziałam dokładnie czym. Pamiętałam coś z książki, że "pilnowali" Miecza Anioła i zajmowali się zwłokami Nocnych Łowców. Byli nieśmiertelni, więc najkrócej, mówiąc, gdy tak jakby kamienieli to zakopywano ich żywcem. Czy coś w tym stylu. Nie skupiałam się na nich za bardzo, bo przerażała mnie myśl, że potrafią czytać w myślach i sami porozumiewają się właśnie, przesyłając nam swoje myśli. Na samą myśl przechodziły mnie ciarki. Na innych malunkach były bitwy Nocnych Łowców z demonami. Były także obrazy przedstawiające cztery postacie. Pierwszy był mężczyzna o bardzo bladej cerze niczym marmur, idealnych rysach twarzy i dobrze zbudowany. Można by go uznać za nastolatka, gdyby nie to, że z jego ledwo rozchylonych ust wystawały kły. Ostre i śnieżnobiałe, a oczy miały barwę miedzi. Nim przeczytałam podpis pod nim wiedziałam kim był. Dziecko Nocy-wampir. Następny był mężczyzna o umięśnionym ciele i wysoki. Ciemne włosy lekko się lokowały, a zarost miał już co najmniej ponad tygodniowy. Jego oczy miały złotawą barwę, a ręce były zakończone pazurami. Likantrop czyli Dziecko Księżyca. Następna była kobieta o mlecznej cerze i bardzo długich rudych włosach. Były piękne. Jej ciało było owinięte w płaszcz z motyli, a oczy dumnie utkwione przed siebie. Cała postawa świadczyła o dumie z samej siebie, To musiała być jedna z Fearie. Ostatnia była kobieta o morskim odcieniu skóry i falowanych blond włosach. Miała zielone oczy,a jej dłonie były jak u żaby.Dziecko Lilith- kobieta czarownik. Cztery postacie ze świata podziemi z, którymi Clave miało podpisany pokój.
Potrząsnęłam głową, aby nie myśleć tyle o tym całym Clave, bo pewnie niedługo będę musiała spotkać się z przedstawicielem na "pogadankę". Ciekawe jak to będzie wyglądało ?
Stanęłam niepewnie przed wielkimi dębowymi drzwiami przyciągana jakimś impulsem. Otworzyłam je i ujrzałam ogromny pokój. Na samych środku stał duży stół, a przy nim krzesła. Pod wysokimi oknami stały półki z książkami,a przy jednym z nich potężne ciemne biurko ze stertą papierów. Nogi biurka były w kształcie aniołów. Tak jakby to anioły trzymały blat mebla. Rozejrzałam się i z każdej strony było mnóstwo ogromnych półek z książkami. Biblioteka! Trafiłam w miejsce, gdzie zawsze mogłam sobie spokojnie pomyśleć i odpocząć. Pomieszczenie były piękne,a taka ilość książek przyprawiała mnie o zawroty głowy.
Zaczęłam przechadzać się koło półek, przeglądając tytuły. Było mnóstwo o Świecie Cieni, o zaklęciach, o runach, o legendach i innych różnościach. Mnóstwo także łaciny i greki, której w życiu się nie uczyłam. Na szczęście była też literatura bardziej dla młodzieży.
Przechadzałam się pomiędzy półkami, dotykając grzbietów książek i myśląc o Sebastianie. Byłam ciekawa co teraz robił. Czy jeszcze rozmawiał z Charlotte ? A może z Danielem ? Byłam strasznie ciekawa czemu wczoraj do mnie nie przyszedł. Zamiast tego... No właśnie Nate. To było strasznie dziwne, że w środku nocy przeszedł do mnie. I to po radę w takiej sprawie! Nie byłam dobra w udzielaniu rad, ale miałam nadzieje,że mu pomogłam. Dla niego ta sprawa była naprawdę ważna i widziałam, że był pewny na 100%. Ciekawa tylko byłam czy zdobędzie się na odwagę. Miałam nadzieję, że tak.
Nagle usłyszałam za sobą kaszlnięcie i aż podskoczyłam z zaskoczenia. Powoli obróciłam się i ujrzałam Charlotte. Ubraną w jak zwykle nienaganny strój. Jej oczy wpatrywały się w moje, ale nie umiałam z nich nic wyczytać. Na jej ustach pojawił się wymuszony uśmiech tak jak na moich. Na prawdę wolałabym jej nie spotkać.
- Dzień dobry. Masz chwilę ? Chciałabym z tobą porozmawiać.-odezwała się po chwili uprzejmym tonem, a ja wzruszyłam ramionami. Nie miałam nic innego do roboty, więc mogłam z nią pogadać.
- To dobrze, choć usiądźmy-powiedziała i ruszyła do stołu. Zajęłam jedno z wielu miejsc, a ona naprzeciw mnie. Czułam się dziwnie spięta, chociaż nie miałam czym. No,ale jednak to matka mojego chłopaka, a w dodatku szefowa Instytutu. Jak coś źle powiem to mogę wylecieć. A tego nie chciałam.
Odchrząknęłam, gdyż cisza się przedłużała,a ona spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Cóż za fałszywy uśmiech. Już ja znam takie.
- Więc chciałam się ciebie spytać o Sebastiana. Znasz go trochę, tak ?-zapytała spokojnym tonem. Spojrzałam jej w oczy i pokiwałam głową. Co ona ode mnie chciała ?
- Lubcie się, prawda ?-spytała,a ja znów pokiwałam głową. Mimowolnie moje kąciki ust się uniosły. Jacy dorośli byli staromodni.
- Jesteście dość blisko, więc może powiesz mi coś o nim ?-zapytała niemal obojętnym tonem. Czemu mi się wydawało, że mówienie o Sebastianie sprawiało jej trudność, jakby on umarł.A on żył i miał się dobrze ! Wzięłam, głęboki oddech, uspokajając moje nerwy i odpowiedziałam spokojnie:
- Ale co chciałaby pani wiedzieć ?
- Nie wiem. Jak on się zachowuje ? Czy ma jakieś... no niekontrolowane wybuchy ?-spytała spokojnie,ale mi już ciśnienie skoczyło w górę. Do czego ona zmierzała ?!
- Sebastian jest opiekuńczy, kochany, troskliwy, szczery, pomocny, miły, uprzejmy i opanowany!-powiedziałam to ostatnie słowo podniesionym tonem. Jak ona śmiała ? Już wiedziałam do czego ona zmierzała!
- Ale czy nie zachowuje się jak.....
-Potwór ?-przerwałam jej niemal, sycząc na nią.
- Nie! On nie jest potworem za jakiego wszyscy go uważacie!-niemal krzyczałam. Wzięłam trzy głębokie oddechy, patrząc w oczy Charlotte. Nieźle mnie zdenerwowała. Jaki to trzeba było mieć tupet, żeby tak mówić i to o własnym synu.
- Ja myślałam, że pani na nim zależy. Że chcę odzyskać syna i sprawić, abyście byli rodziną,ale pani nadal uważa go za potwora! On to nie pani mąż!-dodałam zła podniesionym tonem. Patrzyła na mnie,a w jej oczach widziałam złość. Otworzyła usta, aby mi odpowiedzieć,ale wtedy drzwi biblioteki otworzyły się z hukiem z stanął w nich zgrzany Nate. Koszule nie dość, że miał na odwrót to jeszcze krzywo zapiętą. Moje rady chyba podziałały.
Jednak nie cieszyłam się, bo w jego oczach widziałam przerażenie.
- Daniel... i Sebastian...-wydyszał,a ja momentalnie cała się spięła. Wstałam,a przez moją głowę przelatywały już najgorsze myśli.
- Co się stało ?-spytałam drżącym głosem. Nie próbowałam ukryć strachu o Sebastiana. Jeżeli coś mu się stało....
- Są w skrzydle szpitalnym. W ogrodzie zawalił się na nich dach altanki-powiedział szybko chłopak, a ja momentalnie poczułam jak po całym moim ciele przechodzą dreszcze. Był ranny! Po moich plecach pociekła stróżka zimnego potu.
- Zaprowadź mnie tam!-powiedziałam o ton za głośno. Spojrzał na mnie i pokiwał głową, ale Charlotte była szybsza. Wyszła już z pomieszczenia i pośpiesznie szła korytarzami. Bez słowa kiwnęłam na Nate'a, a on wyszedł. Ja ruszyłam w jego ślady cała przerażona. Błagałam, aby był cały i nic poważnego mu nie było. Czułam łzy w oczach,ale nie chciałam się teraz rozklejać. Musiałam być twarda. Nocni Łowcy nie płaczą praktycznie nigdy! A ja byłam jedną z nich.
Idąc zerknęłam na Nate'a. Jego twarz była cała blada,a mięśnie napięte. Szedł pośpiesznie. Widocznie był przerażony jak ja. No tak ! Daniel był jego parabatai! Zaczęłam mu współczuć, ale bardziej myślałam o Sebastianie.
Moje serce zaczęło kuć mnie boleśnie, jakby wiedziało coś czego ja nie wiedziałam. Nie podobało mi się to. Chciałam już go zobaczyć!
*******************************
Kiedy dotarłam do drzwi skrzydła szpitalnego Charlotte stała tam już i rozmawiała z Cichym Bratem. Ubrany był w długą szarą szatę,a gdy odwrócił twarz, spoglądając na mnie omal nie krzyknęłam. Jego twarz była blada,a oczy i usta zszyte. Po co im to robiono ?!?
- Co jest z Danielem i Sebastianem ?-zapytał Nate, gdy stanęliśmy przed nimi. Cała się trzęsłam ze strachu o niego.
Daniel teraz odpoczywa i z nim jest wszystko w porządku. Gorzej z drugim chłopakiem-odezwał się chłodny głos Brata w moim umyśle. Wciągnęłam powietrze z sykiem. To było przerażające. Jakby ktoś buszował w mojej głowie. Chciałam uciekać od niego, ale słowa, które usłyszałam zmusiły mnie do zapanowania nad sobą.
- Co z Sebastianem ?-spytałam łamiącym się głosem. Charlotte spojrzała na mnie,a ja jej wzrok był zimny. Nienawidziła mnie byłam tego pewna, ale mało mnie to obchodziło.W bibliotece powiedziałam to co myślę. I tyle. Nie miałam zamiaru przepraszać za to !
Pan Grigori ma ciała obce w plecach. Musimy mu je wyjąć,ale czekamy na sprzęt.-odpowiedział w mojej głowie Cichy Brat. Chciałam coś powiedzieć,ale szefowa Instytutu mnie ubiegła.
- Nie możemy narysować iratze bo w zagojonych ranach zostałyby odłamki i jeszcze bardziej uszkodziły jego plecy. A poza tym on nie chcę widzieć nikogo z rodziny-powiedziała zimnym tonem, a ja poczułam kolejne ukłucie w sercu. Jednak postanowiłam spróbować coś zrobić. Chciałam być przy nim.
- Nie jestem z rodziny. Mogę wejść ?-spytałam, olewając Charlotte. Wiedziałam, że ona by się nie zgodziła, ale to nie ona miała tam władzę. Spojrzałam niechętnie na zakapturzoną postać, która wpatrywała się we mnie. Poczułam, jakby jakaś dłoń chwyciła za mój umysł co zabolało,ale momentalnie ustało.
Zgoda. Może pani wejść,ale sama- zastrzegł Brat, a ja pokiwałam głową i pośpiesznie ruszyłam za nim do sali.
Tylko ostrzegam panią, że chłopak nie jest w dobrym stanie i może nie być miły- odezwał się Brat Jeremiasz w mojej głowie. Pokiwałam tylko głową. Myślami byłam już przy nim.
Gdy weszliśmy do sali zobaczyłam rząd białym łóżek. Tylko dwa były zajęte.Na jednym spał Daniel wygodnie rozwalony z bandażem na klacie. Zerknęłam tylko i mój wzrok sam powędrował do łóżka zasłoniętego parawanem. Wiedziałam kto na nim był.
Brat podszedł szybciej i odsunął zasłonę, a ja stanęłam jak posąg. Na łóżku leżał mój ukochany. Leżał na brzuchu,a z pleców wystawały wbite kawałki szkła i drewna. Z ran wolno sączyła się krew. Na boku widziałam runy spowalniające krwawienie, jednak dużo one nie dawały. Twarz miał ułożoną na zgiętych rękach, ale widziałam, że cierpiał. Dłonie zaciskał w pięści,a oddech miał nierównomierny. Moje serce zaczęło boleć trzy razy mocniej, widząc go takiego. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie mogłam. Musiałam być silna.
Podeszłam do łóżka, a jego głowa przekręciła się w moją stronę. Spojrzał na mnie z zarysem tego anielskiego uśmiechu na ustach. Chciał coś powiedzieć, ale ubiegłam go.
- Nic nie mów. Wszystko będzie dobrze-zapewniłam, a on wpatrywał się we mnie oczami pełnymi miłości. Stanęłam bliżej jego głowy i odgarnęłam mokre kosmyki włosów z jego twarzy.
Możemy zaczynać. Jesteś gotowy?- odezwał się Brat Jeremiasz w naszych głowach.
- Tak-odpowiedział ledwo słyszalnie Sebastian. Z powrotem oparł głowę o dłonie i zamknął oczy. Wpatrywałam się zastygła jak Brat wyciągał pierwszy odłamek nad łopatką. Mój ukochany krzyknął cicho w poduszkę, ale zaraz zamilkł. Gdy drugi odłamek został wyciągnięty z jego pleców usłyszałam znowu zdławiony krzyk w poduszkę. Chciałam krzyczeć, aby przestał, ale wiedziałam, że muszą wyciągnąć wszystkie. Jeżeli narysowaliby iratze rany zagoiłyby się z odłamkami i sprawiły jeszcze gorsze rany. Chwyciłam, więc dłoń Sebastiana i splotłam ze swoją, ściskając ją mocno.
- Ściskaj tak ja mocno boli- szepnęłam do niego, on ledwo dostrzegalnie kiwnął głową. Kiedy Brat wyciągnął trzeci odłamek chłopak ścisnął moją rękę tak, że poczułam w niej pulsowanie. Jednak to było nic w porównaniu z bólem w sercu na widok cierpiącego chłopaka,który skradł moje serce.
Pa paru godzinach wszystkie odłamki były już wyciągnięte. Na plecach Sebastiana pojawiły się runy leczące. Chłopak skrzyżował swoje spojrzenie z moim i uśmiechnął się widocznie odprężony. Ból ustał. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Moja dłoń ściskana przez niego straciła czucie, ale nie martwiłam się tym. Pochyliłam się nad nim, odgarniając jego złote włosy i całując mocno w czoło.
- Powinieneś odpocząć-szepnęłam,a on uniósł dłoń i dotknął nią mojego rozgrzanego polika.Chciało mi się płakać. Ze strachu, przerażenia, ulgi i radości. Wszystko naraz!
-Nie chcę.-powiedział tylko, a ja uniosłam jedną brew do góry. Widziałam, że był zmęczony i to bardzo. Kątem oka widziałam jak Brat Jeremiasz wpatrywał się w odłamki na tacy. Co go tak zaciekawiło? Odłamki we krwi ?
Pójdę porozmawiać z Charlotte. Mogłabyś zabandażować go-odezwał się nagle chłodny głos Brata w mojej głowie, a ja odruchowo cała się spięłam. Pokiwałam tylko głową niezdolna mówić. Cichy Brat bezszelestnie niczym duch wyszedł z sali, zostawiając nas samych. Spojrzałam z powrotem na Sebastiana, który uśmiechał się, wpatrując się we mnie.
- Pani doktor.A gdzie strój ?-zapytał żartem, a ja uśmiechnęłam się. Podeszłam bliżej niego i musnęłam jego usta swoimi. Takie styknięcie,a już wywołało przyjemne dreszcze. Oblizał dolną wargę z uśmieszkiem.
- hmhmm Słodko.-skomentował, a ja uśmiechnęłam się szerzej.
- No dobrze. Dasz radę usiąść, abym cię opatrzyła ?-spytałam z troską, a on bez słowa powoli usiadł. Nie obeszło się to bez syknięć, ale był twardy. Jednak ja strasznie się bałam. Podeszłam do stolika obok łóżka i wzięłam zwinięty bandaż. Stanęłam przy nim i zaczęłam opatrywać. Powoli, uważając, aby nie przydusić ran. Może i miał iratze, ale jeszcze nie zagoiło ono wszystkich ran. Sebastian wpatrywał się cały czas we mnie,a ja zerkałam na niego co chwila.
W końcu skończyłam i zabezpieczyłam bandaż, aby się nie rozpiął. Spojrzałam mu w oczy i spytałam zaniepokojona:
- Wszystko w porządku ? Bardzo boli ?
- Już tak. Da się przeżyć-odpowiedział spokojnie. Złapał mnie za biodra i przysunął do siebie. Oparł głowę o mój brzuch i wtulił się w niego. Instynktownie wplotłam dłonie w jego miękkie włosy i zaczęłam głaskać.
- Prześpij się proszę-powiedziałam cicho po dłuższej chwili, a on uniósł głowę, patrząc na mnie.
- A ty ?-zapytał,a ja uśmiechnęłam się, dotykając jego policzka.
-Posiedzę tutaj i popilnuje cię-odpowiedziałam,a on potarł nosem o materiał mojej bluzki.
- Kocham cię Isabell-powiedział nagle, a ja na te słowa poczułam jak moje serce szybciej bije.
- Ja ciebie też. A teraz idź spać-poleciłam, a on posłusznie położył się na boku i zerknął jeszcze na mnie z uśmiechem po czym zamknął swoje cudne oczy.
Usiadłam na krześle obok i wpatrywałam się w niego, rozmyślając.
**************************
Obudziłam się jakoś w nocy. Sebastian nadal spał. Jednak ja czułam dziwne kłucie w sercu. Jakby strach, ale przecież wszystko było w porządku. Zapaliłam lampkę i spojrzałam na chłopaka na łóżku. Był cały blady i trząsł się.Przykryłam go dokładniej kołdrą, ale coś mi nie pasowało. Sprawdziłam mu puls. Był słaby i nie równy. A oddech płytki. Coś było nie tak! Przerażona wstałam i wybiegłam jak najszybciej umiałam z sali. Skierowałam się do pokoju Charlotte. Zaczęłam walić w drzwi, aż otworzyły się i pojawiła się w nich Charlotte. Ubrana w czarne leginsy i tunikę. Była zaspana. Przetarła oczy i spojrzała na mnie nienawistnym wzrokiem.
- Czego?-spytała sucho, a ja wzięłam głęboki oddech.
- Coś jest nie tak z Sebastianem.-odpowiedziałam, ona momentalnie się spięła.
- Zaczekaj przy nim. Ja wezwę Brata Jeremiasza-powiedziała od razu, a ja pokiwałam głową. Nie czekając na nic więcej ruszyłam biegiem w drogę powrotną do skrzydła szpitalnego. Musiałam być przy nim.Nie mogło mu się nic stać! Nie mogło!
Wbiegłam do sali i momentalnie znalazłam się przy nim.Oddychał, ale płytko. Co się stało? Przecież wyjęli wszystkie odłamki, a iratze i inne runy powinny wszystko uleczyć. Więc co poszło nie tak ? Ścisnęłam jego chłodną dłoń i poczułam jedną dłoń na poliku.
- Proszę cię nie zostawiaj mnie. Musisz być silny. Wytrzymaj błagam-szeptałam przerażona łamiącym się głosem. Powstrzymałam łzy pewna, że zaraz pojawi się tu Charlotte z Cichym Bratem. Nie myliłam się. Po niecałych dziesięciu minutach drzwi się otworzyły i stanęła w nich ona z Bratem u boku. Ten bez słowa podszedł do łóżka, a ja ustąpiłam mu niechętnie miejsca. Patrzyłam jak bada Sebastiana rożnymi przyrządami. Byłam cała napięta i przerażona. Całe moje ciało drżało w oczekiwaniu na słowa Brata. Po plecach ciekły mi stróżki zimnego potu. Błagam nic poważnego.Błagam niech on wyzdrowieje-powtarzałam jak mantrę.
W końcu Cichy Brat wyprostował się i wpatrując się w nieprzytomnego chłopaka powiedział w moich myślach :
Chłopak jest otruty. W jego krwi krążą toksyny niszczące go, a my nie wiemy jakie, więc nie znamy antidotum.
***************************
Wiem nienawidzicie mnie za te zakończenia :D Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale no trochę brak czasu. Teraz mam ferie, więc postaram dodawać się częściej. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów. Piszcie komentarze :) Wszelką krytykę przyjmuję na klatę i dziękuje za nią, bo uczę się w ten sposób :* Mam jeszcze dla was małą niespodziankę jutro z okazji Walentynek i mam nadzieję, że uda mi się ją dać tutaj jutro.
A teraz spadam, bo muszę poprawić opowiadanie na konkurs. Życzcie mi powodzenia :D Hahah nie no tak wyślę, może coś wyjdzie :)
No także jutro mam nadzieję dostaniecie niespodziankę,a teraz czekam na wasze opinie :*
- LoVe Is NoT GaMe
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)