piątek, 16 października 2015

Zajrzycie na bloga ? Nowa historia :D Może akurat przypadnie wam do gustu :D Zachęcam :* 

     http://fantasylovee.blogspot.com/

sobota, 30 maja 2015

                                                         Koniec....
               Przykro mi,ale kończę z tym blogiem. Wiem, że zostało mi pare rozdziałów, ale ja nie dam rady ich wstawić. Po prostu teraz koniec roku i wakacje, a ja nie daję rady. Mam problemy w swoim życiu i muszę je ogarnąć tak jak samą siebie !!! Muszę pogodzić się z tym, że ludzi mają mnie w dupie i żyć dalej po swojemu. Przepraszam was możecie mnie nienawidzić, ale ja już nie będę pisać. Wątpię, abym kiedykolwiek wróciła do pisania blogów. Przepraszam, ale ja już nie mam siły do życia nawet, a co dopiero do bloga. Przykro mi, ale chyba ewidentnie kończę z pisaniem blogów. Przepraszam was wszystkich jeżeli ktoś to czytał. Zrozumcie mnie i wybaczcie. Ja teraz mam inne sprawy i zadania. Nadal chcę pisać, ale jakoś nie mam już do tego, tego czegoś. Sama muszę się uporać ze sobą i ze swoim życiem, bo widzę że na innych nie mogę liczyć (Jest Jeden Wyjątek ♥). Ja wiem, że was zawiodłam. Próbowałam pisać ten rozdział. Zabierałam się do niego nie raz, ale nie wychodzi mi. Po prostu straciłam ten sens. W głowie mam złe myśli i z nimi chcę się uporać, a potem zobaczę. Wątpię abym skończyła historię, więc przepraszam, bo już tu nie wrócę. Bardzo mi przykro. Ja.... powtarzam się wiem, ale już nie mam siły. Myślałam, że zepnę tyłek i napiszę rozdziały, bo zostało ich jeszcze chyba 5, ale nie daję rady, Rozdział 18 napisałam tylko kawałek, a reszty nie mogę. Sama na siebie jestem zła, ale nie mogę dalej przepraszam was. Wybaczcie mi i mam propozycję jeżeli któreś/któraś z was chcę dokończyć historię i mam na nią pomysł to napiszcie śmiało mi czy tu w komentarzu czy do mnie na facebooku   https://www.facebook.com/profile.php?id=100004981806144


Bardzo chętnie wstawię wasz poomysł. Jeszcze raz was strasznie PRZEPRASZAM I ŻEGNAM :'C                                      
                                                                                            Ostatni raz LoVe Is NoT GaMe 

sobota, 9 maja 2015

                                   Rozdział.17
                    Nagle znalazłam się, stojąc w samym środku pokoju przed łóżkiem. Nie wiedziałam skąd się tam wzięłam i dlaczego. Ostatnie co pamiętałam to dwie postacie w pokoju u Daniela. Te dwie postacie.... Jedną z nich był Sebastian!!! Ale jak on się tam znalazł. Przecież to nie było możliwe,aby mnie odnalazł. Może ja sobie to wymyśliłam, bo tak na prawdę tego pragnęłam. Ale czy to znaczyło, że umarłam ? Raczej nie. Miałam na sobie szarawą długą togę,ale to nie mogło być Niebo, bo ja znałam to pomieszczenie, którym się znajdowałam. To mój pokój w domu Sebastiana. Tylko co ja tu robiłam? Chcąc coś zrozumieć spojrzałam na łóżku. Leżała na nim dziewczyna o ciemno-brązowych włosach w białej męskiej koszuli, przykryta do pasa. Miała zamknięte oczy, a twarz bladą i widocznie zmęczoną i wygłodzoną. Patrzyłam na nią przez chwilę,aż zrozumiałam w kogo się wpatruję. To byłam ja! Ja tam leżałam nieprzytomna. Ale skoro ja byłam tam co robiłam tu ? Przecież to nie miało najmniejszego sensu. To było niemożliwe. Tak nie mogło być! A, jednak było. Stałam tak osłupiała, nie wiedząc co zrobić. Co się do cholery działo ? Widziałam jak ja oddycham na łóżku i teraz także musiałam oddychać. Więc o co chodziło ? To byłam ja na 100%, ale jakim cudem? Nie umiałam tego zrozumieć. Zaczęłam się bać. Co jeśli utknęłam pomiędzy dwoma światami. Pomiędzy ziemią, a Niebem. Pomiędzy życiem, a śmiercią. Jak ja miałam przenieść się do jednego z nich? Sama nie wiedziałam, do którego chciałabym trafić. Będąc pomiędzy nie czułam już tego bólu, wstydu i upokorzenia i to mi się podobało. Ale czy chciałam zostawić życie ? Chyba tak. Na ziemi nie czekało mnie nic dobrego. To co zrobił mi Daniel wyniszczyło mnie psychicznie. Nie umiałam myśleć o niczym innym jak o śmierci. Chciałam jej i wcale się nie bałam. Ale czy byłam pewna ? Gdyby udało mi się wrócić, co by mnie czekało ? Sebastiana zdradziłam i nie liczyłam na wybaczenie, bo nie zasłużyłam na nie. Rodzice pewnie myśleli, że już dawno leże gdzieś martwa. Nie miałam do czego wracać. A sama na ziemi nie chciałam być, bo wiedziałam, że Daniel by mnie porwał znowu. Nie chciałam już żyć na tym świecie. Chciałam przejść na ten drugi świat, tylko kompletnie nie miałam pojęcia jak to zrobić. Nie miałam zamiaru cały czas stać i nic nie robić. Musiałam coś wymyślić. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam otwarte drzwi,w których nagle pojawiła się postać. Była w długiej czarnej szacie, a jej twarz skrywał cień. Wyglądała przerażająco,a wokół niej unosiła się jakby czarna mgła. Przeszły mnie ciarki, ale nie bałam się. Wskazała palcem, abym ruszyła za nią, a ja poszłam.  Nie miałam nic do stracenia. Gdy doszłam do niej na pół metra odwróciła się i ruszyła przez korytarz, który tak dobrze znałam. Wezbrały mi łzy w oczach. Już tu nie będę z nim! Ta myśl wwiercała się w mój umysł, ale i tak szłam za postacią. Nagle czarna wdowa, jak ją postanowiłam nazwać, zatrzymała się. Stanęłam tuż za nią, nie wiedząc co zrobić.  W ciągu sekundy wszystko zaczęło się rozmywać. Zaczęłam tracić grunt pod nagami, ale nie spadałam. Wręcz przeciwnie, unosiłam się w powietrze. To było nowe uczucie, ale i wspaniałe. To takie niezwykłe. Po parunastu sekundach całkiem straciłam wzrok. Widziałam tylko ciemność i nie wiedziałam co robić. Tamtej postaci także nie widziałam, więc nie mogłam być pewna czy w ogóle tam była. Zaczęłam się lekko bać.Pierwszy raz od zaistnienia tej sytuacji. Starałam się nie panikować i iść przez ciemność, mając nadzieję,że w końcu coś ujrzę. W tym czasie, gdy tak szłam na ślepo myślałam o wszystkim co przeżyłam na ziemi. Co przeżyłam w tamtym domu z Sebastianem. To były najpiękniejsze chwile w moim życiu, które już niestety się nie powtórzą. Serce mi się trochę ściskało, ale nie dopuszczałam do siebie uczuć, ani myśli o nim. Zbyt bolało i zbyt napawało mnie chęcią, aby wrócić na ziemię. Ale wiedziałam, że tam już nigdy nie będzie tak jak było. Za dużo rzeczy się wydarzyło. 
Nagle ujrzałam jakąś plamę. Była zamazana,ale to jedyne światło w tej ciemności, więc szłam w jej stronę. Im byłam bliżej tym plama się powiększała i stawała się bardziej wyraźna. W pewnym momencie mogłam dostrzec drzewa, które powoli traciły liście, co oznaczało nadchodzącą jesień. Po kolejnych krokach zauważyłam pierwsze nagrobki.Z marmuru,z ciemnej skały, z drewna i inne.Zwolniłam na chwilę nie pewna czy dobrze robię. Szłam w stronę cmentarza, który w dodatku wydawał mi się znajomy. Te groby i drzewa... znałam je!. To cmentarz z mojej starej miejscowości, gdzie miałam rodzinny dom. Nie wiedziałam co myśleć. Dlaczego ta postać chciała pokazać mi cmentarz, który tak dobrze znałam. Leżeli tu moi dziadkowie od strony mamy i jedna kuzynka, która zmarła na białaczkę w wieku 15 lat. Lubiłam ją, ale jakoś pogodziłam się z jej śmiercią. Takie było jej przeznaczenie. A teraz chyba i moje. Byłam ciekawa czy ją spotkam. A moich dziadków ? Innych krewnych ? Ciekawe jakby wyglądali? Cieszyliby się ? Czy byli smutni, że się poddałam ? Nie! Na pewno nie byliby smutni,bo byłabym przy nich. A może???
Odegnałam tę myśl i przyspieszyłam kroku, dochodząc do pierwszych nagrobków i mijając je slalomem.  Nie patrzyłam nawet na napisy na nich. Zawsze wprawiało mnie to w melancholię, bo to napis upamiętniający daną osobę, a ja myślałam co gdyby to mój tam widniał. Niedługo się chyba tego dowiem....
Szłam przez cmentarz,mijając znajome groby, aż zobaczyłam zbiorowisko ludzi. Było ich dużo z czego część była ubrana na czarno. Tą cześć kojarzyłam, bo w dużej mierze była to moja rodzina i znajomi rodziców. Było także kilku kolegów z mojej dawnej szkoły. To było dziwne i napawało mnie strachem. Powoli już nie tak pewnie szłam w ich stronę. Ci, których znałam, większość płakała, albo starała się powstrzymać łzy. Ich twarzy wyrażały głęboki smutek i rozpacz. Natomiast druga część, już nie tak liczna była ubrana na biało. Na białych ubraniach widziałam znaki. Podobne do run Nocnych Łowców. Ale.... to nie mogło być prawdą! Przecież biały był strojem pogrzebnym dla Nocnych Łowców, nie dla przyziemnych. Ich był czarny. Podeszłam bliżej, aż zobaczyłam dwie czarne trumny o złotych runach. To nie miało sensu ! Ksiądz odmawiałam modlitwę co dziwne nie po naszemu, ale chyba po łacinie. Nie wiedziałam czemu, aż nie podeszłam do trumien. Zmroziło mnie. Przez pierwsze chwile nie rozumiałam co się dzieję. Nie rozumiałam co mam przed swoimi oczami. W jednej z trumien leżał mój ojciec. Jego siwawe włosy były staranie uczesane, a czarny garnitur idealnie wyprasowany. Zdobiły na nich złote runy. W drugiej zaś leżała moja mama. Ubrana w śliczną czarną suknię i włosy splecione w swój ulubiony warkocz. Ich twarzy były tak blade, ale wyglądały na spokojne. Wpatrywałam się w nich,a w oczach wezbrały mi łzy. Nie!!! To nie mogła być prawda. Wtedy zaczęła do mnie docierać rzeczywistość. Te runy to runy żałobne, a ci ludzie byli ubrani na biało, bo byli na pogrzebie Nocnych Łowców. Moich rodziców Nocnych Łowców!!! Nie chciałam w to wierzyć. Nagle ugięły się pode mną kolana i runęłam na ziemię, opadając na kolana. Wbiłam palce w zimną ziemię i starałam się uspokoić. Łzy ciekły po moich policzkach, zamazując pole widzenia. Nie !!! Nie !!! Nie!!! Nie zgadzam się!!! Chciałam z tamtą uciec. Chciałam zapomnieć o tym co zobaczyłam. Chciałam, aby to była tylko bajka. Aby to nie było prawdą! Jednak w głębi duszy, wiedziałam, że to  była prawda.Nie umiałam się uspokoić moje serce rozrywał ogromny ból, którego chciałam się pozbyć. Nie umiałam przestać szlochać. Nie umiałam się z tym pogodzić. 
- Dziwnie patrzeć na swój pogrzeb-usłyszałam głos, który doskonale znałam od dzieciństwa. Poczułam jeszcze mocniejsze wbicie ostrza w serce. Mimo to podniosłam głowę, przecierając oczy od łez. I ujrzałam ją.Kobietę, która mnie urodziła i wychowała. Moją mamę. Była w białej sukni do ziemi, która jakby lśniła. Jej brązowe włosy były idealnie ułożone, które opadały na jej ramiona. Była tak piękna jak nigdy.
-Mamo-powiedziałam zdławionym głosem, wstając o chwiejnych nogach. Uśmiechnęła się do mnie tym matczynym uśmiechem i rozłożyła ramiona. Podbiegłam do niej i wtuliłam się w nią.Była tak ciepła jak zawsze i pachniała różami.
- Nie płacz dziecko-powiedziała czule, a mi jak na zawołanie pociekły nowe łzy.
-Przepraszam. Przepraszam za wszystko-wykrztusiłam z trudem. Odchyliła mnie trochę i kciukiem uniosła mój podbródek.
-Kochanie nie masz za co. My wszystko rozumiemy. Wiedzieliśmy, że będziesz chciała być Nocnym Łowcą. Nie jesteśmy źli, ale ty musisz żyć dziecko. Nie jest jeszcze twój czas-powiedziała poważnie, a ja zaczęłam kiwać przecząco głową, ale zatrzymała mi ją, biorąc w swoje dłonie.
- Mamo ja nie chcę. Nie mam dla kogo-przyznałam drżącym głosem. Wpatrywała się we mnie z uśmiechem.
-Chodź pokażę ci coś-powiedziała, chwytając moją dłoń. Dałam jej się prowadzić, nie wiedząc dokąd Znów mnie zaczynała otaczać ciemność, ale tym razem była obok mama, więc się nie bałam. Szłam obok niej nic,nie widząc, aż zobaczyłam światło. Tylko to nie takie światło jak pokazują w filmach, gdy ktoś umiera. To świało było jak to zwykle w lampach. A w dodatku im bliżej niego byłam widziałam również ściany i podłogę. Gdy już widziałam w pełni pokój rozpoznałam go. To gabinet w domu Sebastiana. Ścisnęło mi się znowu boleśnie serce, więc zatrzymałam się,ale zaraz mama pociągnęła mnie i zmusiła, abym szła dalej. Weszłam do pomieszczenia na niepewnych nogach. Nie wiedziałam co zrobić. Nie myślałam, że tutaj zaprowadzi mnie moja mama. Po co ? Dlaczego ?
-Mamo co my tu robimy?-spytałam cicho, gdy ona prowadziła mnie dalej przez pokój na korytarz.
-Coś ci pokaże.-odpowiedziała tajemniczo, a ja o nic więcej nie pytałam. Kiedy szliśmy korytarzem zamurowało mnie. Zobaczyłam długo nogą dziewczynę o kruczo czarnych włosach i czarnym stroju obojowym. Przed nią stał chłopak o jasnych włosach i oczach, w których było pełno miłości i smutku. Trzymał ją w ramionach, a ona chyba cicho płakała. Dlaczego ? Dlaczego Lucy płakała w ramionach Jem'a? Zwróciłam głowę w stronę mamy, ale ona pokiwała tylko głową i i pociągnęła mnie dalej, do kolejnych drzwi. Wiem co tam było i nie chciałam tam wchodzić. Zatrzymałam się tuż przed nimi, ale moja mama nie dawała za wygraną. Przeszłą przed drzwi od tak i pociągnęła mnie za sobą. To było dziwne uczucie przejść, przez coś jak.... duch. Tym chyba byłam.  Stanęłam przed łóżkiem, na którym leżało moje ciało i nie mogłam zrozumieć co ja tu robię i dlaczego moje ciało oddycham.
-Mamo czy ja nie żyję ?-zapytałam cicho, patrząc na nią zamiast na łóżko.Zbyt dziwnie się czułam, widząc samą siebie w taki sposób.
- Nie córeczko.Masz wybór-powiedziała spokojnie, a ja spojrzałam jej w oczy i powiedziałam poważnie :
-Chcę iść z wami- jednak ona uśmiechnęła się tylko pobłażliwie i chwyciła mój podbródek. Przekręciła go w stronę łóżka i powiedziała:
-Na pewno ?- gdy zadała to pytanie zobaczyłam jego. Siedział na krześle obok łóżka i ściskał moją bezwładną dłoń. Na jego policzkach co chwila ciekły słone łzy. Jego twarz wykrzywiał wyraz bólu i rozpaczy. Nie mogłam na to patrzeć. Moje serce łamało się na ten widok. Nie mogłam znieść tego widoku. Mój chłopiec, w którym się zakochałam. ten chłopiec, który był jak skała, a teraz szlochał cały czas. A nad kim ? Nade mną. Puściłam moją mamę i ruszyłam, chwiejnym krokiem do niego. Uklękłam przed nim i patrzyłam w jego niebieskie oczy, teraz pełne łez. On nigdy miał nie płakać. Nie z mojego powodu!! Nie chciałam tego!!! Kochałam go!!!
Położyłam dłonie na podłodze i oparłam głowę o jego kolano. Wiedziałam, że nic nie poczuję. Musiałam pomyśleć. Ja nie chciałam go zostawiać. Zakochałam się w nim i on był dla mnie wszystkim. Ale to co się stało a ziemi czy da się to naprawić ??? Bałam się, że nie i po prostu on mnie zostawi. A wtedy co by mi pozostało ? Dosłownie nic!
-Nie odtrąci cię. Kocha cię,a ty jego-powiedziała spokojnie mama. Odwróciłam głowę i spojrzałam na nią. Uśmiechała się. Mi nie było do śmiechu.
- Nie wiem co robić mamo-wyznałam i poczułam świeżę łzy na policzkach. Jeszcze przed chwilą byłam pewna, tego co chciałam zrobić i gdzie pójść. A teraz ? Teraz miałam kompletny mętlik w głowie!!!
- Posłuchaj serca i zdecyduj-poradziła mama, a ja zamknęłam oczy. Musiałam powierzyć wszystko mojemu sercu, wierząc, że dobrze wybierze...
                         ******************************
         Zatrzepotałam kilkakrotnie oczami, aby przyzwyczaić je do światła. Mój zamglony wzrok zaczął się wyostrzać, a ja wpatrywałam się w sufit. Znów zaczęłam czuć cały ból i wstyd po zabawach Daniela. Zamkmęłam oczy, poestrzymując łzy i nadchodzące wspomnienia. Chciałam zacisnąć  dłonie w pięści, ale zamiast tego ścisnęłam kogoś ciepłą dłoń. Momentalnie otworzyłam oczy i przestraszona spojrzałam w bok, wiedząc kogo dłoń to była. Niemyliłam się Sebastian wpatrywał się we mnie, a w jego oczach lśniły świeże łzy, które po chwili znalazły się na jego polikach. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale zabrałko mi głosu. Miałam jakąś gule w gardle, która uniemożliwiała mi mówienie. Spojrzałam w te jego niebieskie jak oceam oczy i momentalnie się rozpłakałam. Ból był zbyt silny, a do niego doszedł jeszcze ten po śnierci rodziców. Nie radziłam sobie i wiedziałam, że sama sobie nie poradze. 
Sebastian wachał się tylko chwilę, a zaraz potem był na łóźku mocno przycisnął mnie do siebie. Przytulił mnie tak mocno jak tego potrzebowałam. To w jakiś sposób pomogło.
-Przepraszam-wyszeptałam cicho w jego koszulke, mocząc ją łzami. Deliktanie chwycił za mój podbródek o uniósł go tak,że skrzyżowałam z nim swoje spojrzenie. 
-A ni mi się waż przepraszać. Nie masz za co. A ten skurwiel zapłaci za to co ci zrobił-powiedział ostro Sebastian. Pokiwałam tylko głową, nie wiedząc co powiedzieć. Kiedy tylko wspomniano o Danielu ja już miałam łzy w oczach i ból rozsadzał mnie od środka. Wtuliłam się w niego z porotem, czując się w jego ramionach bezpiecznie.
-Oni nie żyją prawda?-zapytałam cicho, nie otwierając oczu. Bałam się , że wtedy znowu się rozpłacze.
-Tak przykro mi Izzy.-odpowidział, a ja poczułam bolesne ukłucie w sercu. Mocniej się do niego przytuliłam i już nie powstrzymywał łez.
- Jak zmarli ?- spytałam drżącym głosem, gdy on tulił mnie i pocieszał.
- Demony zaatakowały ich, ale były one inne od tych, które spotykaliśmy. Jakby mechaniczne- odpowiedział, a ja momentalnie wciągnęłam powietrze z sykiem. To Daniel budował mechaniczne stwory, które miały być lepsze od Nocnych Łowców. Powiedział mi to raz, twierdząc, że gdy już on zostanie władcą to ja będę u jego boku, jako jego króla. Mógł pomarzyć!!! Ale to te istoty zabiły mi rodziców. Poczułam jeszcze wiekszą nienawiść do Daniela. Ja go dorwę i ukaże za wszystko co nawyprawiał!!!
-Tak strasznie mi przykro-wyszeptał Sebastian w moje włosy, a ja schowałam twarz w jego klatę. Opadałam z sił i czułam, że zaraz znów nadejdzie ciemność. Nie chciałam z nią walczyć, bo w ramionach Seby czułam się bezpieczna i nie bałam się tak bardzo co przyniesie mi sen. Pozwoliłam mu się otulić, a sama odpłynęłam do krainy snów.
                             *************************
                 Stałam w dużym gabinecie w domu Sebastiana, który stał za mną i tulił do siebie. Był jedną osobą, która mogła to robić, bo wtedy czułam się bezpieczna. Niestety nadal nie przełamałam się do całowania, bo czułam w ustach smak ust Daniela. Starałam się nie myśleć o tamtych wydarzeniach, ale wiedziałam, że ból pozostanie we mnie do końca życia. Jednak, majac u boku Sebastiana dawałam jakoś radę. Do bólu można było się przyzwyczaić i żyć z nim.
Naprzeciw nas stał Jem i Lucy, którzy trzymali się za ręce. Gdy się obudziłam widziałam również z ich w pokoju. Wyjaśnili mi wszystko,że to Daniel otruł Sebe, a zwalił wszystko na Lucy, bo ta rozbroiła go i dowiedziała się co planuje. Jem od dłuższego czasu to podejrzewał, ale nikt go nie słuchał. Do czasu, aż nie przyszła Lucy. Wtedy zaczęli razem szukać dowodów na Daniela. Dlatego spotkaliśmy ich wtedy w budynku i dlatego Daniel był tak nerwowy. Bał się, że ona wygada wszystko. Niestety nie zdąrzył. No i jakoś w tym czasie ta dwójka została też parą. Cieszyłam się z Lucy szcześcia,bo widziałam, że ta dwójka się kochała.
Lucy, gdy miała okazję przepraszała mnie i pytała czy jest szansa na przyjaźń na co mówiłam, że tak. 
A teraz?  Znajdowaliśmy się w tym pokoju, bo z Instytutu przyszła wiadomość. Charlotte chciała się spotkać ze mną, a Clave przesłuchać mnie i pozostałą trójkę. Nie wiedziałam co myśleć na ten temat, więc myślałam podczas gdy oni dyskutuwali co zrobić.
-  Ale jeżeli nie pojedziemy to nigdy nie ukażą Daniela. A gdy zeznamy pod Mieczem Anioła, bedą musieli uwierzyć. Sebastian to jedyne wyjście jeśli chcesz go dopaść- powiedział spokojnie jak zwykle Jem. Sebastian wpatrywał się we mnie co czułam wyraźnie.
- Nie chce narażać jej na stres-powiedział czule, a ja wiedziałam, że muszę zabrać głos. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam nim straciłam odwage:
-Dam radę, jeźdźmy....
                        ******************************
 Macie nowy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał bo pisze go nad ranem w niedziele. I mam jedno ogłoszenie! Nie wiem kiedy dam kolejny. Powód? Mam sprawy w rodzinie to to na niej muszę się skupić i pomóc teraz najbliższym. Także przepraszam ale nie wiem kiedy dam następny. Postaram się w  ciągu dwóch tygodni, ale nic nie obiecuje :c
                                             -LoVe Is NoT GaMe




poniedziałek, 4 maja 2015

                                    Rozdział.16.

          Za każdym razem, gdy słyszałam przekręcanie dziurki w kluczu ogarniało mnie przerażenie. To on wracał co noc by się "zabawić". Co wieczór miał inny pomysł. Nie raz, bijąc, nie raz czulej (niby), innym razem różne chore pozycje. Co noc robił co mu się podobało chociaż błagałam i szlochałam, aby przestał, aby mnie zostawił lub zabił. Miałam dość czułam się brudna, oszpecona, wykorzystana. A on robił to co noc od ponad dwóch tygodni. Nie miałam już do tego siły, ale nawet nie miałam jak ze sobą skończyć. Cały czas,kiedy byłam sama miałam przywiązane ciasno ręce oraz nogi. Gdy rankiem pojawił się on, aby "zadbać o mnie" to rozwiązywał mnie, ale i tak nie mogłam się ruszać, bo miał przy sobie pistolet. Zamiast serafickiego ostrza miał po prostu rewolwer. Trzymał go tak, abym wiedziała co grozi za nieposłuszeństwo. I tak raz to zrobił. Jednej nocy coś mu się ubzdurało i choć byłam spętana to strzelił do mnie. Gdyby nie to, że akurat zdążyłam się ruszyć to dostałabym prosto w serce, a tam kula trafiła w moje ramię. Oczywiście wielce słodki Daniel zaraz mnie opatrzył, tylko, że ja nadal czuję ten ból, ale gorszy jest to po tym co mi zrobił. Nie umiem teraz myśleć o niczym innym jak o tym co mi zrobił, jak to bolało i co wymyśli na następny raz. Myślał, że może po paru razach się ogarnę i zacznę to lubić, ale tak się nie stało. Za każdym razem kiedy pojawiał się w drzwiach zaraz spinałam się i próbowałam uwolnić. Chyba mu się to podobało, bo zaraz zaczynał mruczeć, a potem zaczynał swoją chorą gierkę. Rozbierał mnie choć i tak nie miałam już za dużo na sobie, a potem robił to na co miał ochotę. Cały czas rzucałam się, kopałam, krzyczałam i szlochałam, ale to na nic. I tak to zrobił. Nigdy nie posłuchał moich błagań zawsze robił co mu się żywnie podobało. A ja natomiast czułam tak ogromny ból, że nie umiałam przestać szlochać. Całe moje ciało drżało, a ja marzyłam tylko o śmierci. Nie chciałam już żyć po tym co on mi robił. Nie miało to dla mnie sensu. Wcześniej wyznawał mi miłość, a teraz robił coś takiego. To dla niego znaczyła miłość ? To było chore!!! Ja nie chciałam takiej miłości !! Ja nie chciałam nic od niego! Nic wspólnego z nim!!!A co za to dostałam ? Wykorzystywanie jak zabawkę co noc. Straciłam już nawet nadzieję, że ktoś mnie uwolni, że ktokolwiek o mnie jeszcze pamięta czy myśli. Dla wszystkich pewnie już umarłam. Z resztą sama tego wtedy chciałam. Nie umiałam myśleć nawet o Sebastianie, bo ogarniał mnie jeszcze większy ból. Zraniłam go, a teraz ten dupek co noc wymierzał mi za to karę. Ha ! Gdyby tak było to okej, ale on to robił, bo twierdził, że jestem jego własnością!! Co chwila powtarzał, że należę do niego itp. Miałam tego wszystkiego dość. Ten ból we mnie był niedowytrzymania i żadne iratze nie mogło go uleczyć. Ja natomiast umierałam kawałek po kawałku coraz szybciej. Nie wiedziałam ile jeszcze zniosę, ale wiedziałam, że prędzej czy później mu się znudzę i zabiję mnie. Marzyłam o tym szczerze, mówiąc. Nie było dla mnie sensu życia po tym co mi robił. Wymyślał coraz bardziej chore zabawy, a ja bałam się do czego w końcu dojdzie.Nie miałam już siły i gdybym tylko miała wolne ręce sama bym siebie zabiła. Nie wiem jak może szkłem od okna, albo wyskakując przez nie. Cokolwiek było lepsze od życia z Danielem i jego chorymi zabawami. Ja już nie chciałam być na tym świecie!!!
                                  *********************************
     Nad ranem do moich uszu doszedł dźwięk przekręcanego klucza, a ja już cała się spięłam. Zamrugałam oczami, aby poprawić wzrok choć i tak mnie piekły od łez wylanych w nocy. Daniel stanął w drzwiach ubrany w dżinsy i szarawe polo. Z lekkim uśmieszkiem podszedł do mnie, niosąc w dłoniach tace. Patrzyłam na niego przerażona, czując coraz to większy ból w całym ciele. Zaczęłam drżeć, gdy usiadł na krawędzi łóżka i dotknął mojego uda. Ścisnął je, przejeżdżając dłonią w górę i w dół z szerokim uśmiechem. Ja natomiast już zaczynałam przeczuć co planuje. Uśmiechnął się szeroko niemal potwornie i położył dłoń na mojej kobiecości. Ścisnął ją, a z moich ust wyrwał się głośny szloch. Spojrzał na mnie i dotknął drugą dłonią polika. Czułam ogromne obrzydzenie, ale nic nie mogłam zrobić. Odwróciłam głowę, aby choć na niego nie patrzeć, ale brutalnie złapał moją twarz i odwrócił do siebie.
-Nie ładnie Izzy-ostrzegł, trzymając moją twarz. Moje przerażenie, które już podobno większe być nie mogło, jednak jeszcze wzrosło. Spięłam wszystkie mięśnie do granic możliwości, a on tylko zaśmiał się. Był to gorzki i przerażający śmiech jakby mordercy z filmów.
-Oj kochanie trzeba się tobą zająć-powiedział z udawaną troską, dotykając mojego rozciętego czoła od jego ostatniej "zabawy". Powoli zabrał dłoń z mojej kobiecości.Nie spuszczał ze mnie wzroku,a  ja czułam narastający ból i obrzydzenie do samej siebie i niego po jego chorych pomysłach. Wstał na moment i wziął coś do rąk z ziemi. Była to miska z zimną wodą i ręcznik. No i co znowu chciał udawać kochającego chłopaka, a nie psychopate jakim był. Było mi nie dobrze,ale nie miałam czym wymiotować. Wszystko zwracałam,więc po jego ostatniej kanapce dostał podziękowanie w formie obrzyganej koszuli. Kiedy tylko jego dłoń sięgnęła za pas dżinsów cofnęłam się przerażona. Ostatnia jego zabawa była z użyciem noża, więc nie chciałam ryzykować. Choć i tak nie wiele bym zrobiła. Wyjął swoją stelę i siłą złapał mój nadgarstek. Zaczął na nim rysować iratze, a ja wierciłam się, chcąc uciec. Na marne. Przy jakimkolwiek jego dotyku czułam ogromny ból, a mój mózg wypominał mi co on wyprawiał ze mną w nocy. Powodowało to, że byłam całkiem wykończona psychicznie i gdyby nie to, że byłam związana zabiłabym się już dawno temu. Zwinnymi ruchami narysował rune po czym zaczął delikatnie obmywać mnie ręcznik
 Wielce kochany psychopata !!! Starałam się jakoś od niego odsunąć, ale gdy tylko próbowałam pokazywał mi swoją broń i ostrzegał, że jej użyje. Bałam się to mało powiedziane. Nie znajdowałam słów na to w jakim byłam stanie. To przekraczało ludzkie pojęcie. Jak on mógł mi to zrobić?!?!?! Miał nie równo pod sufitem, choć to też zbyt delikatnie ujęte. 
Gdy już skończyłam umycie mnie wziął do rąk miske z płatkami i próbował je we mnie wdusić. Jakims cudem przełknęłam pare łyżek, nie zwracając tego. Wpatrywałam się w niego z niekrytym przerażeniem i obrzydzeniem. 
- Kochanie nie patrz tak na mnie, bo dostaniesz kare-ostrzegł mnie lodowatym tonem, a z jego ust nie schodził ten uśmieszek zwycięstwa i dumy. Przeszły mnie kolejne dreszcze i cofnęła się, chcąc być od niego jak najdalej.
-A co możesz mi gorszego zrobić ? Zabić mnie ? To moje marzenie, więc proszę zrób to- syknęłam przez zaciśnięte zęby i sekundę później poczułam siarczysty policzek od niego. Zapiekła mnie skóra na poliku,a z oczu popłynęły świeże łzy.Bolało, ale to pikuś z tym co wyprawiał w nocy. 
-Jesteś moją własnością. MOJĄ rozumiesz?! Nie radze ci o tym zapominać.-powiedział ostro, a ja splunęłam mu w twarz. Robiłam to momentalnie i nie myślałam o konsekwencjach. Tym razem zdenerwowałam go na poważnie co mnie przeraziło. 
-Oberwiesz za to !-krzyknął wściekły i zaraz przygniótł mnie do łóżka. Przeraziłam się i zaczęłam wiercić, chcąc uciec od niego. Na marne. Zaśmiał się sucho i jedna jego dłoń zjechała do mojej kobiecości. Ścisnął ją, a ja jęknęłam z przerażenia. Tylko nie to. Druga jego dłoń zacisnęła się na moich włosach, ciągnąc za nie przez co cicho jęczałam z bólu. Próbowałam się uwolnić, ale na marne. Pochylił się i jego usta zmiażdżyły moje. Bolały mnie jego pocałunku, bo gryzł co chwila moją wargę. Jeden z jego palców znalazł się pod cienkim materiałem majtek,a ja pisnęłam. 
-Błagam-szepnęłam drżącym głosem, czując łzy na policzkach. Zaśmiał się sucho i szybkim ruchem włożył swój palec we mnie. Krzyknęłam z bólu.
-Błagam przestań-zaszlochałam, mając nadzieję, że posłucha.Nie zaczął nim poruszać tak jak zwykle. Oderwał swoje usta od moich i puścił włosy.
-Teraz ci odpuszczę-powiedział, wyjmując palec i wstając. Patrzyłam jak prostuje się, szlochając z przerażenia. Czułam ogromny ból i przerażenie na to co chciał zrobić. 
-Bądź grzeczna, a nie będzie bolało.- poradził, ale ani trochę mu nie uwierzyłam. Przerażał mnie to mało powiedziane. Patrzył na mnie jeszcze chwilę, po czym obrócił się i po prostu wyszedł jak gdyby nigdy nic. Leżałam zdrętwiała ze strachu na łóżku, ze związanymi nogami i rękami. Nie wiedziałam co robić. Chciałam umrzeć. Wiedziałam, że kara będzie w nocy,a tego tak bardzo się bałam.Nie chciałam tego. Nie chciałam już żyć. Tego było za dużo dla mnie. Ten ból rozsadzał mnie od środka, ale nie mógł mnie zabić, bo wciąż oddychałam. Choć tak bardzo nie chciałam.
                                                        ************************
                   Kiedy księżyc pojawił się na niebie w drzwiach pojawił się on. Był w samych bokserkach jak zwykle, a jego ciało zdobiły runy. W ręku trzymał coś co napawało mnie przerażeniem. Bicz. Ze lśniącego drutu. Momentalnie cała się spięłam, próbując się uwolnić. Wyginałam się w łuk co go podniecało, bo zaraz widziałam jak w jego bokserkach coś budzi się do życia. Przeraziło mnie to do końca. Zaczął cicho mruczeć, podchodząc do mnie. Był jak potwór. Co ja mówię on był potworem!!! 
Podszedł do łóżka  z biczem w ręce z tym chytrym uśmieszkiem na ustach. Boże co on zaplanował ? Szybko usiadł na mnie okrakiem, a ja nie mogłam już praktycznie się ruszyć.Zaczęłam płakać przerażona.Nie chciałam, nie chciałam!!! Dotknął czułym gestem mojej twarzy co wywołało dreszcze. 
-Przestań uważać mnie za potwora. Ze mną będziesz szczęśliwa,uwierz-powiedział i szybkim ruchem włożył wolną rękę pod majtki. Jeden jego palec znalazł się we mnie,a ja pisnęłam, szlochając głośniej. Zaczął nim szybko poruszać, nie starając się być delikatny przy tym. Wiłam się pod nim z bólu co chwila,krzycząc i szlochając. To cholernie bolało! Dlaczego ja ?!? Po chwili dołączył do niego drugi palec, a potem trzeci a ja już nie wytrzymywałam z bólu. 
-Błagam przestań!-powtarzałam co chwilę,ale on mnie nie słuchał.
Nagle szybkim ruchem wyjął palce ze mnie, ale ja wiedziałam, że to nie koniec. Wiedziałam, że on dopiero się rozkręca.
-Wiesz, że za ranek musi być kara-powiedział, a ja zaszlochałam głośno.
-Błagam nie-zaszlochałam, wiedząc, że i tak to nic nie da. Nie myliłam się. Zaśmiał się sucho, przejeżdżając głodnym biczem po moim ciele.
- Wstawaj-rozkazał.
                                                       *****************************
 Leżałam cała zdrętwiała z bólu na plecach. Jego chora zabawa przeszła wszelkie miary. Całe plecy miałam zakrwawione od bicza, tak jak brzuch i jedną długą na szyi. Ból przewyższał każdy poprzedni,a ja już nie dawałam rady nawet oddychać. Miałam nadzieje, że wykrwawię się do rana i wreszcie umrę. Kiedy tylko się podniosłam krzyknęłam z bólu. Chciałam już umrzeć i tylko ta myśl krążyła mi po głowie. 
Nagle usłyszałam przekręcenie klucza w zamku. Nie !!! Nie nie to nie mogło być to!!! Niech on da mi święty spokój!!!! Ja już więcej nie chce!!!! Przekręciłam z trudem głowę i ujrzałam dwie postacie w drzwiach. Nie!! Co on wymyślił??? Co tym razem ??? A może on chciał się mnie pozbyć ?!?! Błagam niech to będzie to!!! Dwie postacie ruszyły w moją stronę, a ja przerażona zaczęłam rzucać, się na łóżku, starając się uwolnić. Na nic. Byłam zbyt mocno przywiązana. Widziałam czarne stroje i po posturze wiedziałam, że to mężczyźni. Czułam coraz większy ból,który rozsadzał mnie od środka.
-Zabij mnie!!!!- zaczęłam krzyczeć resztkami sił, gdy postacie były niemal obok mnie. Przez łzy miałam cały obraz zamazany.  Rzucałam się na łóżku i powtarzałam te dwa słowa, marząc aby je spełnili. Jeden z tych chłopaków pochylił się nade mną i dotknął polika. O dziwo nie cofnęłam się. Rozpoznałam ten dotyk,ale nie wierzyłam, że to mogła być prawda. On momentalnie odwiązał moje ręce i przygarnął do siebie, zamykając w ciasnym uścisku.
-Proszę- szepnęłam resztką sił, po czym zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego, zapominając na moment o bólu. Ale nie miałam dość siły. Teraz mogłam umrzeć, tylko już chyba tego nie chciałam.
- Już dobrze. Jestem tu. Nie zostawiaj mnie. Zabiorę cię stąd- usłyszałam jego cudowny głos, za którym tak tęskniłam.Rozpłakałam się na dobre i zamknęłam oczy. Teraz już mogłam umrzeć. Poczułam, że dłużej nie dam rady utrzymać przytomności. Ciemność wzywała mnie do siebie, a ja wcale się jej nie bałam. Chciałam zapomnieć on tym wszystkim i odejść. Po prostu odejść. I przestałam z tym walczyć. Oddałam się ciemności i resztką sił wyszeptałam do Sebastiana, tulącego mnie.
-Przepraszam cię- po czym po prostu usnęłam.
                                   ***************************
               Przepraszam was, że tak długo i chyba powinnam ostrzec przed treściami +18,ale zapomniałam. Cóż oto nowy rozdział i przepraszam, że dopiero teraz,ale jak widze brak aktywności to odechciewa mi się pisania. Błagam komentujcie. Chociaż krótki komentarz zawsze daje mi motywacje, że warto. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to i poczekacie do następnego rozdziału, bo obiecuję go dać najpóźniej w weekend. Chcę wam wynagrodzić, więc postaram dawać się częściej rozdział tak aby do wakacji skończyć, bo mam jeszcze trzy inne historie, które chciałabym dodać, ale nie wiem jaką pierwszą. Dlatego, gdy dojdę do końca tej historii dam wam krótkie opisy i stwierdzicie, którą chcecie czytać.Mam nadzieję, że będziecie się udzielać i przepraszam jeszcze raz. Teraz już na prawdę wracam do was i na bloga. Wybaczcie i poczekajcie do weekendu na następny rozdział. Pozdrawiam :* Buziaki :***** 
                                                                       -LoVe Is NoT GaMe


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

                             Rozdział.15.
        Stałam jak otępiała, wpatrując się w Cichego Brata. Jego niemal marmurowa twarz nie wyrażała żadnych emocji, a w dłoni trzymana strzykawka z jakimś zielonym płynem nawet nie drgnęła.
-Musisz wyjść Isabell-powiedziała Charlotte, wyrywając mnie z odrętwienia. Spojrzałam błagającym wzrokiem na Brata. Nie chciałam w tamtym momencie wychodzić. Chciałam już mieć to za sobą. Wiedziałam,że antidotum może nie zadziałać, ale odsuwałam tą myśl w najdalszy zakątek podświadomości. Była zbyt przerażająca dla  mnie.
Niech zostanie. Grigori jest z nią związany bardziej niż z tobą Charlotte. Ona bardzie pomoże niż ty.-odezwał się głos Brata Jeremiasza, którego słowa mnie z szokowały. Po prostu ją wygonił. Kobieta tylko rzuciła mi mrożące krew w żyłach spojrzenie po czym opuściła pokój. Podeszłam na miękkich nogach do boku łóżka Sebastiana. Jego czarne żyły przerażały mnie. Zupełnie jakby zamiast płynącej w nich czerwonej krwi płynął jakiś czarny śluz. Nie wiedziałam co robić. Byłam przerażona myślą o śmierci Sebastiana, ale wiedziałam, że tylko to co było w strzykawce miało szanse go uratować. To była ostatnia szansa dla niego.
Będzie musiał zmierzyć się z najgorszymi koszmarami z podświadomości. Jeżeli nie da rady umrze panno Cames musi to pani wiedzieć. Ja nic więcej nie mogę dla niego zrobić-usłyszałam, gdy strzykawka przysunęła się do głównej żyły w jego przedramieniu. Zamurowało mnie, a w oczach wezbrały łzy. To był decydujący moment. Albo Seba pokona swoje lęki, albo umrze. Ta myśl sprawiła, że ugięły się pode mną kolana. Jednak nie chciałam mdleć. Spięłam wszystkie mięśnie nóg, aby zachować równowagę i patrzyłam na rękę ukochanego. Ostry koniec zagłębił się w żyłę, a Cichy Brat wstrzyknął zawartość, która niemal od razu zaczęła wędrować po żyle, niszcząc czerń. Zupełnie jakby zielona substancja jadła tą czarną. Patrzyłam jak rozchodziła się do mniejszych żył i niszczyła kolejne miejsca z trucizną. Wszystkie wędrowały do jednego miejsca. Do klatki piersiowej gdzie było serce. Czekałam, wpatrując się w czyste żyły Sebastiana i te zatrute. Było coraz bliżej serca, a ja odczuwałam coraz większy strach. Natomiast Brat Jeremiasz stał niewzruszony, zbierając się do wyjścia. Jedna z zatrutych żył zaczęła się oczyszczać. Była to ta prowadząca do serca. Niemal wstrzymałam oddech. Czekałam i czekałam, a zdawało mi się to wiecznością.
W końcu nie było śladu po truciźnie w jego żyłach,ale mi wcale nie było lżej. Nie otwierał oczu. Nie budził się i nie ruszał, więc nie byłam pewna czy już mu lepiej.
Teraz ta najgorsza część- usłyszałam w głowie Cichego Brata, gdy zmierzał do wyjścia. Przeszły mnie dreszcze. Wiedziałam co to znaczy. Nawet nie zerknęłam na niego. Patrzyłam tylko na Sebastiana. Jak jego twarz z szarej znowu robi się blada. Nie była taka jak marmur tylko z odrobiną kolorów. Jego usta zaczynały mieć różowawy kolor, a cały wydawał się spokojny. 
Gdy nagle jego twarz wykrzywił wyraz bólu. Nigdy takiego nie widziałam u niego. A jednak wiedziałam, że to co teraz przeżywał w środku było okropnym doświadczeniem. Nie mierzył się z jakimś demonem. On mierzył się z tym czego najbardziej się bał. Rozchylił lekko usta i usłyszałam cichy jęk bólu i rozpaczy, Zaczął cały drżeć, a mnie ogarnęło przerażenie. Pochyliłam się nad nim, starając się go unieruchomić, ale on wciąż się trząsł. Co chwila jęczał z rozpaczy. Złapałam go za rękę i ścisnęłam jak najmocniej umiałam. Musiałam coś zrobić. Łzy ciekły po moich policzkach. Nawet nie zorientowałam się kiedy zaczęłam płakać. Byłam przerażona znowu.
- Sebastian błagam nie opuszczaj mnie. Rozumiesz wróć błagam!! To nie prawda! Musisz to pokonać! Proszę misiu walcz! Nie zostawiaj mnie!!! To tylko koszmar senny!-powiedziałam łamiącym się głosem. Chciałam go obudzić,ale wiedziałam, że nie dam rady. On sam musiał się obudzić z tego snu. Ale musiał mieć na to dość siły.
- To tylko sen-powtórzyłam szeptem. Czułam jak opuszczała mnie cała siła.
 Nagle znieruchomiał. Przestał się trząść, a jego twarz była bez wyrazu. Spanikowałam i już myślałam o najgorszym. gdy on nagle zamrugał oczami. Powoli otworzył je, mrugając nimi, aby przyzwyczaić je do światła. Po chwili jego dłoń splotła się z moją, a on spojrzał na mnie. Na jego ustach malował się ten piękny i anielski uśmiech. Jego niebieskie oczy patrzyły na mnie z tą niezwykłą miłością. Rozpłakałam się na dobre, ale tym razem ze szczęścia. On wrócił! Wrócił do mnie! Mój Sebastian! Tyle uczuć się we mnie wlewało, że omal nie upadłam na kolana. Czułam tak wielką radość i ulgę jak nigdy.
- Izzy-szepnął,ale to był ten głos. Jego głos. Z moich ust wyrwał się szloch, a on niemal od razu przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam się w jego nagą klate i zamknęłam oczy. Nie mogłam uwierzyć, że on naprawdę wrócił. Wdychałam jego zapach i wsłuchiwałam się w równomierne bicie jego serca. Czułam się całkowicie szczęśliwa. Otulił mnie swoimi silnymi ramionami i mocno przytulił. Jakby bał się, że zniknę. Nie miałam takiego zamiaru.Nie chciałam nawet na sekundę go zostawiać.
- Tak bardzo tęskniłam-wyszeptałam w jego klatkę piersiową.
-Ja też. Kocham cię-odpowiedział lekko drżącym głosem. Zaraz poczułam świeże łzy na policzkach i szybsze bicie serca.
-Ja ciebie też-odpowiedziałam, podnosząc wzrok i patrząc mu  w oczy. Teraz już miałam wszystko. Z mojego serca spadł jeden kamień zastąpiony szczęściem.
                  *******************************
      Po parunastu minutach prywatności przebyła cała reszta. Wszyscy byli radośni. Tylko na twarzy Daniela widziałam coś fałszywego. Nie wiedziałam czemu. Przecież wydawał się taki smutny, gdy Sebastian był nieprzytomny. Taki załamany. Udawał ? Raczej nie. To jego brat. Może chodziło o mnie ? O to co powiedziałam. Ale ja musiałam to zrobić. Nie kochałam go i tyle! Miałam tylko nadzieje, że nie przyjdzie mu do głowy, aby powiedzieć o tym Sebastianowi. Wiedziałam, że ja muszę to powiedzieć, ale nie chciałam w tamtym momencie, gdy dopiero co wyzdrowiał. Zostawiłby mnie,a  ja tego nie chciałam. Unikałam patrzenia na niego, bo zaraz łapały mnie wyrzuty sumienia i wina. Byłam winna, ale nie miałam odwagi się do tego przyznać przed nim. Wiem jakby go to zabolało, a tego za żadne skarby nie chciałam. Już dość wycierpiał.  
Kiedy już zdali relacje z tego co działo się podczas jego "odpoczynku" jak to ujął Nate wszyscy poszli na kolacje, a ja musiałam się przebrać w czyste ubrania. Naprawdę moje ciuchy zasłużyły na porządne pranie. Zamknęłam za sobą drzwi i momentalnie podeszłam do szafy. Wzięłam czystą bieliznę, fioletowy top na ramiączkach i czarne rurki. Weszłam do łazienki i szybko umyłam się. Zaraz ubrałam świeżą bieliznę i wysuszyłam moje brązowe włosy. Spięłam je w koka i założyłam czyste ciuchy. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam znośnie. Worki pod oczami nie były prawie widoczne,a ślady po łzach już znikały. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Miałam z powrotem Sebastiana! 
Wyszłam z łazienki i od razu mnie zamurowało. Na środku mojego pokoju stał on. Jego włosy były potargane,a czarna koszulka unosiła się pod wpływem szybkiego oddechu. Patrzył na mnie zimnym wzrokiem,a dłonie zaciskał w pięści. Chciałam coś powiedzieć, ale tylko stałam jak posąg. Ogarnął mnie strach. Był zły. Bardzo. Widziałam go tylko parę razy takiego i nie kończyło to się zwykle dobrze.
- Każ mi zrobić wszystko. Skoczyć z mostu, podpalić się. Zrobię to, ale nie każ mi...-zaczął, idąc w moją stronę. Ze strachu nie mogłam się ruszyć. Stanął tuż przede mną i zlustrował mnie wzrokiem. Poczułam gęsią skórkę pod wpływem jego wzroku na sobie.
- Ale nie każ mi przestać cię kochać, bo tego nie umiem.-dokończył lodowatym tonem.
-Ale ja nigdy cię nie pokocham-wykrztusiłam z siebie zdławionym głosem. Wiedziałam, że te słowa były błędem. Momentalnie w jego oczach pojawiła się furia. Nie zdążyłam nawet krzyknąć. Złapał mnie za włosy i rzucił o łóżku. Uderzyłam głową o ramę i momentalnie straciłam przytomność. Zdążyłam usłyszeć tylko trzask drzwi, a potem dałam się pochłonąć ciemności...
                 ****************************
      Obudziłam się po parunastu minutach, Czułam kujący ból z tyłu głowy i lekkie zawroty, ale nie zwróciłam na to uwagi. Daniel był w furii, a w takim stanie mógł zrobić wszystko. Byłam przerażona, że powiedział coś Sebastianowi. Przecież on by mi nie wybaczył nigdy! Ja nie chciałam go stracić. Nie mogłam. Za dużo dla mnie znaczył. Na chwiejących się nogach wstałam z łóżka i ruszyłam do drzwi. Musiałam się czegoś łapać, bo inaczej bym upadła. Stanęłam na chwilę i wzięłam kilka głębokich oddechów. Oddychaj nic się nie stało-powtarzałam sobie non stop, idąc do pokoju mojego chłopaka. 
Drzwi były uchylone, więc po prostu weszłam do środka. Sebastian stał w dżinsach i koszulce pod oknem. Był plecami do mnie, ale miałam złe przeczucia. Od razu poczułam bolesne kłucie w sercu. Coś mi nie grało. Powoli na palcach podeszłam do niego i przytuliłam się do jego pleców. Momentalnie spiął się cały i wypuścił powietrze ze świstem. Odwrócił się do mnie i cofnął się, odpychając mnie od siebie.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś ?-zapytał lodowatym tonem. Nigdy nie powiedział do mnie czegokolwiek w ten sposób. Poczułam się jakby ktoś strzelił mi z liścia w twarz.
-Czego?-spytałam lekko drżącym głosem. Spojrzał na drzwi za mną. Zupełnie jakby nie umiał spojrzeć mi w oczy.
- Że całowałaś się z Danielem-wyrzucił z siebie ostro, a ja aż się cofnęłam. Powiedział mu! Powiedział! Kilka razy otwierałam i zamykałam usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co.
- Więc to prawda. Jak mogłaś ?!-spytał zimnym tonem, ale słyszałam w nim ogromny ból. To ja to sprawiałam. Ja sprawiłam, że on cierpiał. Znienawidziłam siebie za to. 
- Ja...Sebastian to nie tak...
- Przestań się tłumaczyć ! Wiem, że go całować. Nie mówię o wakacjach, ani o poprawczaku. Mówie u mnie i tu w Instytucie.-przerwał mi prawie,krzycząc. Znów poczułam jakby dał mi w twarz. Ale zasłużyłam.
-Przepraszam ja nie chciałam. Nie wiem czemu to zrobiłam,ale....
- Nie ma,ale. Kocham cię i wiesz o tym,a ty co zrobiłaś ? Skoro wolisz jego to mogłaś mówić od razu. Nie wracałabym tu!-powiedział ostro, a ja poczułam łzy w oczach. Nie chciałam o ranić. Nie chciałam, ale zrobiłam to.
- Sebastian prosze....ja tylko ciebie....
- Nie!!! Nie kończ! Wyjdź! Ja chcę być sam!-przerwał mi. Zobaczyłam coś co sprawiło, że moje serce ostatecznie pękło na pół. Po jego policzku ciekła łza,a zaraz za nią następne. On nigdy nie płakał. A ja do tego doprowadziłam!
-Przepraszam....Seba...
-Wyjdź!!!-powiedział, popychając mnie do drzwi. Nie wiedziałam co zrobić, ale widząc jego łzy, wiedziałam, że zostając sprawie mu więcej bólu. Wybiegłam,więc z jego pokoju. Nie pobiegłam do swojego pokoju tylko skierowałam się do głównego wyjścia z Instytutu. Skierowałam się do ogrodu,a tam znalazłam kryjówkę w najbardziej oddalonym jego zakątku. Usiadłam tam i podciągnęłam nogi pod kolana, szlochając. Zniszczyłam wszystko. Zraniłam go. Nie było nikogo innego winnego, tylko ja! Nie powinnam dać pocałować się Danielowi! Nie powinnam robić mu nadziei! Nie powinnam w ogóle z nim rozmawiać! Tyle błędów, przez co straciłam osobę, którą kochałam. 
Moje serce z każdym uderzeniem wypominało mi to, a ja z trudem brałam oddech. Zupełnie jakby paliły mnie płuca z winy. Z trudem oddychałam, choć wolałam umrzeć. Wszystko,aby nie czuć tego bólu w sercu. Był nie do wytrzymania i zjadał mnie od środka. Nie umiałam już myśleć racjonalnie.
Na miękkich nogach wstałam i ruszyłam ścieżką prowadzącą do bramy Instytutu.Nie myślałam wcale to moje nogi miały władze, a nie ja, Nie wiedziałam co robię. 
Doszłam do bramy i chwyciłam za klamkę, gdy poczułam ukłucie czegoś ostrego na szyi. Nim zdążyłam zareagować poczułam jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a zaraz za nimi wzrok. Poczułam jeszcze tylko czyiś mocny i stanowczy uścisk,a potem  świat zaczął wirować.
-Moja-usłyszałam syk czyjegoś głosu w uchu, po czym całkowicie straciłam świadomość. 
                                                        ***************************
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale raz, że szkoła dwa że miałam lenia i pisałam dwie inne historie, które także planuje potem dawać na bloga i mam nadzieje, że będziecie czytać. A po trzecie od paru dni łapał mnie dół z powodów osobistych. Omal nie dostałam depresji, ale jedna osoba mnie z tego wyciągnęła <3 Tak więc oto nowy rozdział. Przepraszam z góry za błędy i mam nadzieje, ze pomimo wszystko się spodobał. Zapraszam was do komentowania, bo to naprawdę pomaga mi i daje motywacje.  Następny rozdział postaram się dodać w ciągu 2 tygodni. 
                                                                                 -LoVe Is NoT GaMe








poniedziałek, 23 marca 2015

                                        Rozdział.14.
              Po jakiejś sekundzie wrócił mi rozum i momentalnie oderwałam się od niego, stając na równe nogi. Nie mogłam uwierzyć co właśnie zrobiłam, Daniel patrzył na mnie zdziwiony, dotykając dolnej wargi, którą przygryzłam, odrywając się od niego.
-Co ja wyprawiam?-zapytałam samą siebie na głos. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie zrobiłam. Zrobiło mi się nagle nie dobrze. Jak mogłam. Zachowałam się jak zwykła szmata. Chłopak wstał szybko, widząc mnie i podszedł do mnie. Próbowałam mnie objąć, ale cofnęłam się, zabraniając mu.
-Nie!-powiedziałam gwałtownie, gdy zrobił kolejny krok.
-O co chodzi ? Myślałem,że ty tego chcesz. Isabell wiesz, że cię kocham-powiedział spokojnie, wpatrując się we mnie, a ja poczułam jak miękną pode mną kolana. Nie! On nie mógł! Ja tego nie chciałam! Nie czułam tego do niego! Nie kochałam go! A jego słowa trafiały mnie prosto w serce i sprawiały,że chciałam się rozpłakać, bo to tak bolało. Zamknęłam na chwilę oczy, biorąc głęboki oddech. Wiedziałam,że przypatruje się mi, ale ja nie mogłam mu spojrzeć w oczy. To co miałam mu powiedzieć wiedziałam, że złamie mu serce, ale musiałam być szczera. Musiałam przestać dawać mu nadzieje, która nigdy nie przerodziłaby się w prawdę. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam oczy, zaciskając dłonie w pięści.
-Nie. Daniel to złe. Zrozum, że ja kocham twojego brata-powiedziałam twardo i nie patrząc na niego ruszyłam do drzwi. Kiedy już chciałam je zamknąć usłyszałam jego głos pozbawiony jakichkolwiek emocji.
- Czy jest jakaś szansa...
- Przestań mnie kochać Daniel-wcięłam mu się ostro i zamknęłam drzwi. Wiedziałam,że te słowa go zabolały, ale nie chciałam żadnych nadziei mu dawać. Nie kiedy wiedziałam, że nigdy go nie pokocham. Moje serce było całe Sebastiana i tylko jego!
Nagle poczułam się bardzo ciężka. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, a w głowie huczało jakby ktoś walił o nią patelnią. Zakręciło mi się i upadłabym, gdybym nie przytrzymała się ściany. Zrobiłam to drugi raz, Drugi raz. Jestem zwykłą szmatą. Jak mogłam to powtórzyć ?- W głowie miałam tylko takie myśli. Chciało mi się płakać z winny, z nerwów i bólu. Chciałam tylko, aby Sebastian wrócił do mnie i żebym mogła już być z nim szczęśliwa. Bez żadnego Daniela i Charlotte. Bez żadnych trucizn i zdrad. Bez tego wszystkiego, Tylko nasza dwójka i jakaś przytulna chatka zdala od wszystkiego.
Nogi same poprowadziły mnie do pokoju Sebastiana, gdzie usiadłam na krześle i po prostu się rozpłakałam. Znowu. Już przestałam liczyć ile razy płakałam od jego wypadku. Łzy same leciały, a ja nie wiedziałam jakich emocji dokładnie są. Wstydu ? Złości na samą siebie ? Wyrzutów sumienia ? Bezradności ? Winny? Smutku ? Nie wiedziałam i to wszystko mnie przerastało.
Chwyciłam jego zimną dłoń i spojrzałam na bladą jak marmur twarz. Z każdą minutą, godziną i dniem widać było jak powoli ucieka z niego życie. Nie wiedziałam czy walczy tam w środku, ale miałam nadzieję,że tak. Że mnie nie zostawi jak obiecał. Ścisnęłam jego dłoń w nadziei, iż odpowie mi uściskiem,ale nic z tego.
-Przepraszam cie-szepnęłam łamiącym się głosem i wpatrywałam się w niego, próbując powstrzymać  łzy.
Siedziałam tak jakiś czas po prostu, myśląc aż drzwi się otworzyły i stanęła w nich rudowłosa Clary. Widząc mnie spoważniała zaraz. Miała na sobie strój Nocnych Łowców do polowania, miecz w dłoni i resztę ekwipunku w pasie przyczepionym na biodrach,
- Co jest ?-spytałam od razu poważnie, przenosząc wzrok na nią. Zerknęła tylko na Sebastiana i zaraz odpowiedziała.
- Charlotte każe nam sprawdzić jedną posiadłość. Podobno jest tam wysoka aktywność demoniczna. Masz iść z nami-odpowiedziała, a mnie przeszły dreszcze. Moje pierwsze polowanie i to bez Sebastiana. Bałam się, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać. Nocni Łowcy nie okazują strachu. Są silni, twardzi i nigdy nie okazują strachu czy łez przy innych. Są z kamienia.
- Idę.-powiedziałam tylko i wstałam. Spojrzałam na ukochanego. Teraz, gdy tylko patrzyłam na niego łapała mnie ogromne poczucie winny. Musiałam mu powiedzieć jak tylko się obudzi. Miałam z nim być szczera,więc będę. Nie mogłam go okłamywać. Zerknęłam jeszcze raz po czym podeszłam do Clary. Ta nagle przytuliła mnie. Byłam tak zaskoczona, że tylko stałam jak wryta, nie ruszając się.
-Będzie dobrze-powiedziała z pocieszającym uśmiechem. Chciałam jej wykrzyczeć,że się myli. Że wcale nie będzie. Że on może umrzeć. Że mam dość tych głupich pocieszających słów, bo one mi nic nie dawały. Mimo to powiedziałam tylko:
-Wiem-po czym wyszłam z pokoju.
             **************************
 Weszliśmy do starej opuszczonej fabryki. Musiał tu kiedyś być zakład, ale teraz wyglądał niczym z horroru. Pobite szyby w oknach i skrzypiąca podłoga. Wiszące z sufitu długie pajęczyny z pająkami i w dziwnym ciemnym kolorze. Wszelkim światłem było słońce wlewające się przez dziurawy dach i okna. Na podłodze jakaś ciemna substancja i ślad stóp,ale nie wyglądały one na ludzkie. No i ciche odgłosy z wnętrze budynki. Jęki, skrzypienie i otwierane drzwi. Sceneria idealna dla horroru.
Szłam za całą trójką. Nate szedł na środku, rozmawiając z pozostałą dwójką po boku. Nie miałam ochoty widzieć Daniela, więc trzymałam się z tyłu, obserwując pomieszczenie. Musiałam być czujna. Nie chciałam zginąć z pazur demona. Choć wtedy byłoby łatwiej.
- Dobra tu się rozdzielamy. Clary idziesz z Izzy,a ja z Danielem-zdecydował Nate, a ja podziękowałam mu w duchu,że nie każe mi iść razem z Danielem w parze. Chyba bym nie wytrzymała. Nie umiałam mu spojrzeć w oczy po tym co się stało i co powiedziałam. Clary uśmiechnęła się, szturchając mnie w ramie. Jakimś cudem zdobyłam się na cień uśmiechu. Nie chciałam, aby wszyscy czuli się smutni czy dziwnie przy mnie. Ja byłam winna tym co zrobiłam, ale nie mogłam przekładać złości z siebie na innych.
- Panie mają parter,a  my piętro-dodał Nate i pociągnął swojego parabatai za sobą. Spojrzałam na Clary, a ta tylko pokiwała głową. Nagle zrobiła się strasznie poważna. Z wesołej rudowłosej dziewczyny w twardą, poważną i czujną Nocną Łowczynię. Ruszyłam cicho korytarzem, prowadzącym najbardziej w głąb budynku. Tutaj było jeszcze ciemnej, ale runiczne światło z kamienia rudej dawało światło, więc nie wpadałam co chwila na leżące na podłodze kawałki przedmiotów. Runa bezszelestnego poruszania się bardzo teraz pomagała. 
Szłam blisko ściany z dłonią na czubku miecza w pochwie. Clary wyprzedziła mnie w pewnym momencie i nie próbowałam się z nią spierać. Miała większe doświadczenie niż ja. Pokazała mi ruchem ręki, abym weszła za nią do jednego z pokoi co uczyniłam od razu. Dziewczyna rozejrzała się tylko i przeszła do pokoju obok przez drzwi. Ja jednak zatrzymałam się w tym pierwszym. Podeszłam do biurka i choć było ciemno to widziałam stosy notatek. Zaczęłam je przeglądać, starając się coś rozczytać, ale nie szło mi to dobrze. Widziałam jakieś rysunki, obliczenia i krótkie notki. Ciekawiło mnie o co chodziło,ale w ciemności nie widziałam za dużo. Nagle do moich uszu dobiegł przeraźliwy krzyk. Dziewczęcy krzyk Clary. Momentalnie dobyłam miecza i wbiegłam do drugiego pokoju. Zobaczyłam dziewczynę, która leżała na podłodze, próbując się podnieść. Jej miecz leżał obok. 
-Uważaj!-krzyknęła, pokazując za mnie. Odruchowo przygotowałam się i obróciłam na pięcie, wołając imię miecza i wykonując ruch ostrzem i przecinając ciemną bestie na pół. Krzyknęła tylko przeraźliwie nie ludzkim głosem i prysnęła na mnie swoją posoką, po czym zniknęła. Otrzepałam się z krwi demona i podeszłam do Clary, która zdąrzyła już się podnieść i otrzepywała zakurzony strój.
-Nieźle-pochwaliła z uśmiechem. Sięgnęła po swoją broń, a potem rozejrzała się po pokoju.
- Jeszcze jakiś ?-spytałam mocniej, chwytając miecz. Co dziwne podczas ataku krew zaczęła mi szybciej krążyć, a świat zwolnił tak, że zobaczyłam obrzydliwą twarz stwora,a potem jak rozcięłam go na pół. Może to dziwne, ale sprawiło mi to satysfakcje i radochę. Jakbym dostała coś słodkiego. To dziwne, ale tak było.
Nagle usłyszałam czyiś śmiech. Śmiech chłopaka, który skądś znałam. Pamiętałam ten dźwięk, choć długo go nie słyszałam. Obróciłam się w stronę drzwi i zastygłam jak posąg. W drzwiach stało z szerokim uśmiechem chłopak. Ubrany w elegancką koszulę i spodnie. Jego ciemne włosy były krócej obcięte niż przy ostatnim spotkaniu, a przy kołnierzyku na skórze widać było skrawek świeżej malinki. Ciekawe skąd ją miał ? Otworzyłam szeroko oczy i lekko rozchyliłam usta ze zdziwienia. Clary stanęła obok mnie podobnie zszokowana jak ja.
- Co ty tu robisz ?-powiedziała zimnym tonem, trzymając w ręce miecz. Jem uśmiechnął się jeszcze szerzej i spojrzał na mnie, a w jego oczach zobaczyłam coś dziwnego czego nie umiałam rozszyfrować. 
- A zwiedzam z towarzyszką-odpowiedział rozbawiony. Chciałam spytać niby z kim, bo mój szok lekko znikł, ale wtedy u jego boku pojawiła się ona. Miała długie czarne włosy teraz lekko lokowane, jej oczy niemal błyszczały, patrząc na niego, a czerwona sukienka piękne uwydatniała jej figurę i pokazywała znaki na ciele. Spojrzała na mnie i znów zobaczyłam to co u Jem'a, ale nie umiałam powiedzieć co to było.
- Ty z nim ?-uprzedziłam w pytaniu Clary. Uśmiechnęła się do mnie.
- Tak dałam mu szanse, bo zasłużył na to. Ale Izzy musimy pogadać-powiedziała, wpatrując się we mnie, ale ja nie miałam siły by udawać miłą. Jem, widząc moją minę objął Lucy jedną ręką w pasie.
- To prawda ty go otrułaś ?-spytałam zła. Czułam, jak ostrze w moich dłoniach piecze mnie.  Lucy chciała odpowiedzieć, ale wtedy za nami pojawiła się dwójka chłopaków. Daniel był widocznie zły i nie próbował tego ukryć. Natomiast jego parabatai wyglądał,jakby ktoś dał mu z liścia w twarz. Podszedł do Clary, nie odrywając wzroku od siostry.
- Co ty.... z nim... Jak... Jak mogłaś ?!-zapytał zły. Jem posłał mu ostrzegawcze spojrzenie, po czym zwrócił uwagę na wkurzonego blondyna obok Nate'a. Lucy również na niego zerknęła i jakby się speszyła. Szepnęła coś do chłopaka obok.
- Dobra dość. Zdradzili powinni być postawieni przed Clave!-wybuchł Daniel i chciał podejść do pary, ale wtedy ci się cofnęli i pojawiła się mgła. Daniel wbiegł w nią, ale nie wpadł na nic. Przeleciał i upadłby gdyby nie lata treningów. Zaczął klnąć na wszystko i wszystkich, nie zwracając uwagi na nas. Zdziwiło mnie, że aż tak zareagował. Zwykle był opanowany. Coś musiało naprawdę go zdenerwować,ale nie chciało mi się wierzyć, że to Lucy. Może chodziło o mnie? Pewnie tak. Zerknęłam w stronę Nate'a, który stał jak posąg blady jak marmur. Clary szeptała mu coś na ucho, ale on jakby był w innym świecie. Nie chciałam tak stać i czekać, więc podeszłam z powrotem do biurka, wyjmując kamień z kieszeni Daniela. Nawet nie zwrócił na mnie uwagi co mnie trochę cieszyło. W moich dłoniach zaraz rozjaśnił. Ułożyłam go tak, że widziałam dokładnie co pisało na kartkach. Były tam szkice jakiś istot z metalu, obliczenia czegoś i notatki. Najbardziej zdziwiło mnie jedno. Jedna notatka:
    "Trucizna od Marylina. Wstrzyknąć do belki i naprowadzić cel nad nią.
                Wymówić zaklęcie i uciekać od belki." 
Byłam kompletnie rozbita. To naprawdę była ona ???
- Co masz ?-odezwał się nagle chłodno Daniel, wyrywając mi papier z dłoni. Przeczytał go szybko i znów zaklął pod nosem.
- Szmata to naprawdę ona-powiedział głośno, tak że Nate usłyszał. Ocknął się nagle i podszedł do parabatai. Coś mu się nie spodobało, ale nic nie powiedział. Wziął tylko rękę swojej dziewczyny i spojrzał na chłopaka obok siebie.
-Wracajmy- powiedział krótko, a nikt nie ważył się zaprzeczyć. Wszyscy zgodnie ruszyliśmy do wyjścia. Miałam dość tego dnia. Chciałam już wrócić i paść na łóżko.  
                                                                                                                             **********************************
           Całą drogę do Instytutu milczeliśmy. Nikt nic nie mówił. Panowała ciężka i smutna atmosfera. Nie dziwiłam się. Po tym spotkaniu mi też nie było do śmiechu.
- Jak ona mogła po tym co jej zrobił ?-spytał sucho Nate, patrząc na splecione palce jego i Clary. Rudowłosa spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno. Szliśmy korytarzami Instytutu. Daniel gdzieś zniknął. 
- Może się zakochała. To, że ją zranił nie znaczy, że jest zły. Nie chciał wtedy wbić jej tego szkła. Nie myślał był dzieckiem-odpowiedziała spokojnie, a ja słuchałam ich tylko, idąc za nimi. Czyli Jem kiedyś zranił Lucy szkłem. Tak wywnioskowałam po ich wymianie zdań.
-Bronisz go ?-zapytał zły chłopak.
-Nie Nate ja tylko mówię jak jest. Ona zrozumie zobaczysz-odpowiedziała, zbliżając się do niego. Nate mruknął coś w odpowiedzi,ale ja nie słuchałam już, bo zobaczyłam jak Charlotte znikła za drzwiami pokoju Sebastiana. Ogarnęła mnie radość mieszana z przerażeniem. Mogło chodzić, że Sebastian wyzdrowiał lub wręcz przeciwnie, że jest jeszcze gorzej. Przerażona to drugą myślą przepchnęła się w stronę pokoju. Kiedy tylko stanęłam w drzwiach zobaczyłam zniecierpliwioną Charlotte, stającą przy łóżku i po drugiej stronie Cichego Brata. Pochylał się nad nieprzytomnym Sebą, którego twarz była teraz szara, a żyły były o wiele bardziej widoczne niż wcześniej. Czarne żyły, które kojarzyły mi się z demonami. Ze śmiercią!
- Co jest ?-spytałam zdławionym głosem, a Brat nawet nie drgnął. Ja natomiast poczułam łzy w oczach. To co usłyszałam w mojej głowie było jakby ktoś zrzucił kamień z mojego serca, który był tam od wielu dni..... 
                  Mamy antidotum. Musimy je podać 
                                                   ***********************
            Wiem, że zawiesiłam, ale odwieszam. Mam nadzieję,że się podoba. Za wszystkie błędy przepraszam, ale nie miałam siły sprawdzać. Chciałam tylko dać wam rozdział. Mam nadzieje, że was nie zawiodłam i że nie jesteście bardzo źli. Mam nadzieję, że będziecie komentować, bo to naprawdę duża motywacja dla mnie. Postaram się dodać rozdział w ciągu tygodnia, ale nic nie obiecuje. Przepraszam za przerwę i błędy. Pozdrawiam :***
                                                                                       -LoVe Is NoT GaMe 





środa, 11 marca 2015

          UWAGA !!! 

        Z powodu iż nie ma tutaj aktywności i braku komentarzy tracę wenę, więc puki co zawieszam bloga. Nie wiem wrócę na pewno,ale na co najmniej dwa tygodnie przestaje dodawać posty. 



Przepraszam,ale skoro nikt nie czyta i komentuje to mi się jakoś odechciewa pisania. Przykro mi :/
Przepraszam i mam nadzieję, że jednak szybko wrócę :*
                                                                            - LoVe Is NoT GaMe 

czwartek, 26 lutego 2015

                                              Rozdział.13.
       Zbudziło mnie czyjeś poszturchiwanie w ramię. Odkąd parę dni temu Cichy Brat przekazał mi diagnozę nie odstępowałam Sebastiana na krok. Cały czas myślałam, że to okaże się pomyłką. Jednak on ani razu się nie obudził. Leżał tak bez ruchy cały blady i chłodny, jakby umierał. Nie! On nie mógł umrzeć ! Odrzuciłam od siebie tę myśl od razu.
W Instytucie panował ponury nastrój. Charlotte cały czas rozmawiała z Cichymi Braćmi, szukając leku. Nate i Daniel zajmowali się swoimi sprawami,a dodatkowo ten pierwszy był widocznie szczęśliwy. Zazdrościłam mu, bo mój ukochany leżał zatruty i nie mogłam nic zrobić, aby się obudził. W dodatku dotarła do mnie wiadomość, że to nie był zwykły wypadek,a pułapka. Nie wiadomo było tylko na kogo. Nie miałam już na to siły, ale wciąż wierzyłam, że on do mnie wróci.
   Spojrzałam w górę i zobaczyłam twarz Daniela. Jego oczy wyrażały troskę i smutek. Sama nie wiedziałam czy był szczery czy nie. Wpatrywał się we mnie z dłonią na moim ramieniu. Przez to wszystko zapomniałam,że on też został ranny.
- Idź odpocznij. Ja tu posiedzę-powiedział spokojnie, siadając na drugim krześle przy łóżku. Pokiwałam przecząco głową. Jakaś dziwna gula stanęła mi w gardle i nie mogłam nic mówić. W dodatku mój głos był ochrypły od łez wylanych po nocach ze strachu.
- No idź. On by nie chciał, abyś się wykończyła- spróbował znowu, a ja spojrzałam na śpiącą twarz Sebastiana. Wyglądał tak spokojnie, że aż można by uwierzyć, że po prostu śpi. Niestety tak nie było. Ścisnęłam znowu jego chłodną dłoń, którą cały czas trzymałam, ale nic się nie wydarzyło.
-Wiem-mruknęłam pod nosem,wiedząc, że usłyszał.
- Ale i tak nie pójdziesz, prawda ?-spytał, znając odpowiedź. Mimowolnie kąciki moich ust drgnęły. Trochę mnie znał.
- Dobra.- poddał się i spojrzał na brata widocznie zamyślony.
-Wiesz jak to się stało ?- spytał po dłuższej chwili, a ja pokiwałam przecząco głową. Znałam tylko fakt, że belka nad altanką była przecięta i dlatego się zawaliła. No i, że drewno było zatrute. Daniel westchnął, przeczesując swoje blond włosy. Spojrzał mi prosto w oczy i zaczął mówić:
- Rozmawialiśmy i weszliśmy do altanki.Gadaliśmy o wszystkim i o niczym, ale Sebastian był widocznie zamyślony. Wciąż wpatrywał się w dach altanki. Myślałem, że nie ma ochoty na rozmowę ze mną, ale teraz wiem, że on coś przeczuwał. Tylko czemu nie powiedział!-przerwał na chwilę. Jego głos załamał się na chwilę, ale zaraz się opanował i znów mówił spokojnym tonem bez emocji - Potem wszystko stało się tak szybko. Pamiętam tylko,że usłyszeliśmy trzask,a  potem Sebastian odepchnął mnie tak, że zleciałem po schodach altanki  na ziemię. Sam... nie zdążył. Usłyszałem tylko cichy jęk,a potem film mi się urwał.-dokończył, a ja myślałam. Oczywiście! Sebastian zawsze ratował innych, nie myśląc o sobie. Nie byłam na niego zła. Ani na Daniela. Tylko po prostu moje serce z każdym oddechem dawało mi odczuć straszny ból, a ja miałam dość.
- Nie ty zatrułeś belki-powiedziałam, ale on chyba uznał to za pytanie, bo zaraz odpowiedział.
- Nie! Nigdy bym nie zrobił tego bratu. Może nasza matka uważała go za potwora, ale dla mnie on nim nie jest. Jest moim starszym bratem, który zawsze musi zgrywać bohatera-powiedział z kwaśnym uśmiechem, patrząc na brata. Coś w jego głosie i oczach sprawiło, że uwierzyłam w jego słowa.
- On nie może odejść-szepnęła do siebie i poczułam świeże łzy na policzkach, Myślałam,że już nie miałam czym płakać. Znowu się pomyliłam. Momentalnie poczułam ramiona chłopaka przytulające mnie. Nie odepchnęłam go. Tak bardzo potrzebowałam się w kogoś wtulić. Schowałam twarz w jego koszulkę i płakałam,
- Ej nie płacz no. On cię nie zostawi. Zbyt ważna dla niego jesteś.-powiedział, a ja tylko pokiwałam głową, podnosząc wzroku. Po chwili chwycił mnie za podbródek i uniósł twarz do góry tak, że musiałam patrzeć mu w oczy.
- Nie pozwoli, aby to ja cię miał-dodał z uśmieszkiem. Sama również lekko się uśmiechnęłam. Jednak po chwili odsunęłam się od niego. Jakoś tak zrobiło się dziwnie.
- To co pójdziesz się wyspać ?-zapytał,zerkając na mnie z boku. Poddałam się. Sen był mi potrzebny, bo ledwo co ustawałam na nogach.
- Zgoda, ale jakby cokolwiek się stało masz mnie budzić rozumiesz ?-spytałam,a on zasalutował jak żołnierz. Wstałam, więc i na chwiejnych nogach i wyszłam z pokoju.
Jakimś cudem dotarłam do swojego bez upadku. Zamknęłam drzwi za sobą i bezwiednie padłam na łóżko. Teraz kiedy byłam sama opadłam całkiem z sił. Przestałam udawać twardą. Po prostu się rozkleiłam. Łzy ciekły strumieniami po mojej twarzy, a ja ich nie powstrzymywałam. Nie miałam po co i nie miałam na to siły. Wiedziałam z komody nasze wspólne zdjęcie z Paryża i przycisnęłam je do piersi, zanosząc się szlochem. Tak bardzo bolała mnie ta niepewność i strach. Chciałam tylko, aby on ułożył się obok mnie, objął i przytulił. Szepnął uspokajające słówka i pocałował w czoło. Tak bardzo pragnęłam jego obecności!
Po pewnym czasie moje powieki stały się strasznie ciężkie, a oczy piekły mnie od łez. Powoli traciłam świadomość, odpływając w sen.
      **********************************
      Daniel siedział na krześle obok łóżka z nieprzytomnym Sebastianem. Wpatrywał się w niego,ale z jego oczu,ani twarzy nie szło nic wyczytać. Była po prostu bez wyrazu. Jego kąciki ust drgnęły jakby chciał się roześmiać.
- Czy ty zawsze musisz zgrywać takiego bohatera ?-zapytał z wyrzutem, wiedząc, że mu nie dostanie odpowiedzi.
- Zawsze byłeś tym silniejszym, mądrzejszym i lepszym Nocnym Łowcą, ale teraz widzę co innego..-zamilkł na chwilę, rozglądając się i upewniając, że jest sam w pokoju. Po chwili znów spojrzał na brata i kontynuował:
- Ale teraz jesteś taki słaby. Taki bezbronny-mówił niemal z zachwytem na te słowa.
-Tak łatwo byłoby cię wykończyć, Tak łatwo-powiedział rozmarzony, chwytając za sztylet u swojego boku.
- Ale nie... Nie mogę. Isabell by mnie znienawidziła. Poczekam. Jestem cierpliwy,a wątpię, aby znaleźli antidotum na tą twoją truciznę- uznał oschle, a na jego ustach błąkał się sarkastyczny uśmieszek. W jego oczach czaił się zapał i coś jeszcze co wcale nie było dobre. Wpatrywał się w brata, a w jego wzroku nie było ani trochę żalu czy współczucia.
- Spokojnie poczekamy i wyprawimy się ceremonię na którą zasługujesz. I nie martw się..-zaczął, kładąc dłoń na chłodnym ramieniu Sebastiana. Czuł ledwo dostrzegalne ciepło od jego ciała,które coraz bardziej znikało. Wygasało z niego tak jak jego życie.
- Nie martw się zajmę się Izzy-dokończył z szerokim uśmiechem na ustach, myśląc na tym co będzie mógł zrobić.
- Będzie ze mną miała jak w niebie.W końcu mamy tą samą krew. Nie zazna różnicy. A ja zaopiekuję się nią. Będzie moja-powiedział te ostatnie słowa z naciskiem, jakby chciał koniecznie, aby wszyscy go usłyszeli i zrozumieli. Wpatrywał się w brata w tym zwycięskim uśmiechem na ustach i mnóstwem myśli w głowie.
- Jest tylko moja-wyszeptał, patrząc na swoje dłonie.
             ********************************
      Obudził mnie ruch za mną na łóżku. Zaspana obróciłam się i ujrzałam męską sylwetkę, wpatrującą się we mnie. Jego złote włosy były lekko mokre, a ciało wciąż blade, choć widać było, że już biło od niego ciepło. Niezwykle błękitne oczy wpatrywały się we mnie z miłością i tęsknotą. Moje serce momentalnie przyspieszyło, a ja gwałtownie usiadłam, nie zwracając uwagi na to, że jestem w samym staniku.
- Sebastian?-spytałam niepewnie, przyglądając się uważnie postaci w ciemności. Na jego twarzy wykwitł ten anielski uśmiech, a moje serce niemal wyskoczyło z klatki piersiowej.
- Kochana-odpowiedział lekko ochrypłym głosem, a ja nie wytrzymałam.To był on! Poczułam łzy na policzkach, ale nie wycierałam ich. To były łzy ulgi i szczęścia. Chyba.
 Momentalnie rzuciłam się na niego, zarzucając ręce na szyję i oplatając. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie i przycisnął do siebie. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy, wdychając jego cudowny zapach. Głaskał mnie po plecach, chowając głowę w moje splątane włosy. Jego oddech łaskotał mnie w szyję, a ja uśmiechałam się lekko. Powoli przestawałam płakać, ciesząc się,że on tu był.
-Tak strasznie cię kocham-wyszeptałam, unosząc głowę i patrząc w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło co przyprawiło mnie o dreszcze. Kciukiem otarł moje zaschnięte łzy, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- Ja ciebie mocniej Isabell-odpowiedział i musnął moje usta swoimi. Poczułam fale ciepła wlewającą się we mnie. Oddałam pocałunek, wplątując ręce w jego złote włosy.
- Tęskniłem-wyszeptał, przerywając pocałunek i kładąc głowę w zagłębieniu mojej szyi. Pocałował ją tam delikatnie, a ja zadrżałam. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy. Poczułam jego dłonie na mojej pupie. Podniosły mnie i wygodnie ułożyły na jego kolanach. Czułam się bezpieczna i spokojna, a wyczerpanie wzięło górę.
- Bałam się, że mnie zostawisz-przyznałam, ziewając. Poczułam jeszcze kilka łez, ale byłam już na granicy świadomości.
- Nigdy cię nie opuszczę obiecuję-usłyszałam jeszcze pewny głos Sebastiana, a potem zasnęłam w ramionach ukochanego, czując spokój...
           Gwałtownie usiadłam na łóżku, rozglądając się po pokoju. Byłam całkiem sama. Objęłam się dłońmi, drżąc z zimna. Znowu zaczęłam płakać. To był tylko sen. Tylko sen. Teraz czułam jeszcze większy ból w sercu. Tęsknota i pustka sprawiały, że każdy oddech brałam z trudem. Miałam ochotę przestać oddychać. Ale nie mogłam.  Szybko wstałam, wycierając łzy z polików i ubierając bluzkę. Założyłam szybko balerinki i wyszłam z pokoju. 
Po cichu otworzyłam drzwi pokoju Sebastiana i weszłam do środka. Na krześle siedział Daniel, z głową opartą o dłoń. Przysnął. Spojrzałam na ukochanego. Jego twarz była teraz szara,a ciało blade. Wszystkie żyłki odznaczały się wyraźnie. Złote włosy jakby zblakły i były całe poplątane. Serce łamało mi się coraz bardziej, widząc go takiego. Powstrzymałam, jednak łzy cisnące się do oczu i na palcach podeszłam do łóżka.
- Daniel-powiedziałam delikatnie, szturchając go w ramię. Podniósł głowę i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Hej-powiedział zaspany.
-Hej. Dzięki,że przy nim siedziałeś-odpowiedziałam, a on uśmiechnął się szerzej, przeciągając się przy czym napiął swoje mięśnie. Nie zwróciłam, jednak na to uwagi, bo wpatrywałam się w twarz Sebastiana.
-Nie ma za co. Ale teraz pójdę chyba się odświeżyć-powiedział, wstając i klepiąc mnie w ramię. Uśmiechnęłam się lekko, ale wyglądało to na grymas.
-Okej-powiedziałam tylko, a on przyjrzał mi się uważnie.
- Nie martw się wyjdzie z tego- pocieszył mnie i wyszedł. Westchnęłam i spojrzałam z powrotem na śpiącego chłopaka. Ścisnęłam jego dłoń i trzymałam tak, czekając na jakiś cud.
-Śniłeś mi się. Mam nadzieję, że to byłeś naprawdę ty i dotrzymasz słowa-wyznałam drżącym głosem. Ścisnęło mi się gardło z bólu,a z oczu poczułam łzy. Cholera! Ile można było płakać!?
- Cholera Sebastian nie daję rady, rozumiesz ? Kocham cię, a twoja nieobecność mnie wykańcza. Ja wiem, że to nie twoja wina, ale błagam wróć do mnie. Znajdź w sobie siłę i zwalcz to cholerstwo. Wróć, błagam-powiedziałam łamiącym się głosem, kładąc głowę na jego zimnej klacie. Czułam słabe bicie serca, które już ledwo dawało sobie radę z trucizną. Cisi Bracia musieli znaleźć antidotum. Musieli! On nie mógł umrzeć! Nie mógł mnie zostawić! 
Siedziałam tak długi czas, aż drzwi otworzyły się z trzaskiem. Stanął w nich zdenerwowany Daniel.
- Co jest ?-spytałam, przyglądając mu się uważnie. Był nieźle zdenerwowany.
- Lucy odeszła-odpowiedział tylko, opadając na krzesło obok mojego. Zerknęłam na niego z boku zdziwiona. 
- Jak to odeszła ?-spytałam niepewna, a on westchnął i podał mi kartkę."Było fajnie, ale mam dość. Żyjcie sobie jak tam chcecie, ale beze mnie" Przeczytałam, otwierając coraz szerzej oczy. Ona na serio od nas odeszła! Jak mogła ? Czemu ? Co jej się stało ???
- Widziałeś ją ? Rozmawiałeś ?-zapytałam po chwili, oddając mu kartkę. Wzruszył ramionami, patrząc na litery.
- Nie. Kartka była na jej drzwiach. Nie rozumiem czemu-powiedział z wyrzutem. Wpatrywałam się w niego, widząc, że jest zły.
- Ej wszystko okej ?-spytałam po chwili. Zszokowało mnie to, ale nie miałam siły na zamartwianie się nią. Starczył mi strach o Sebastiana.
-Nie wiem. Znałem ją od małego, ale bardziej martwię się o Nate'a. Muszę mu to powiedzieć- odpowiedział bez emocji,a ja poklepałam go po plecach.
- Iść z tobą ?-zapytałam, a on pokiwał przecząco głową. Wstał i zdenerwowany wyszedł, a ja znowu zostałam sama. 
           *************************************
     Po paru godzinach zaczęłam przysypiać. Za oknem było już ciemno, a ja nie słyszałam żadnych odgłosów z korytarza. Nie wiedziałam jak poszło z Nate'm, a martwiłam się. Jeszcze więcej smutku to już przegięcie. Czułam wyrzuty sumienia, wstając z krzesła i puszczając dłoń ukochanego.
Spojrzałam jeszcze raz na szarą twarz Sebastiana i skierowałam się do wyjścia. Chociaż wciąż pamiętałam to co zrobił mi Daniel to teraz nie miałam siły, aby go znienawidzić. Miałam nadzieję, że on zrozumiał i przestanie kombinować. Nie chciałam jakiś kłótni, ani nieprzyjemnych scen. 
          Po tym jak usłyszałam "Proszę" weszłam do pokoju Daniel i rozejrzałam się niepewnie. Jego pokój był taki jak Sebastiana tyle, że z masą plakatów na ścianie i bałaganem na biurku. 
- Coś nie tak ?- spytał, wpatrując się we mnie. Pokiwałam głową i podeszłam do łóżka.
- A jak poszło z Nate'm ?-zapytałam, siadając obok niego. Teraz zauważyłam, że nie miał na sobie koszulki. Jego wyrzeźbione mięśnie były kuszące, ale wciąż nie były lepsze od Sebastiana. Nigdy nie będą.
- Tak sobie. Niby nic go nie zabolało, ale ja wiem swoje. Parabatai nie oszuka-stwierdził głosem bez emocji. Przyjrzałam mu się uważnie, a on uśmiechnął się do mnie, przysuwając się.
- Cieszę się, że przyszłaś.-przyznał, kładąc dłoń na moim udzie. Spięłam się, ale nic nie zrobiłam.
- Izzy wiesz ja....-zamilkł na chwilę, a ja spojrzałam prosto jego oczy. Pochylił głowę i nagle jego usta zmiażdżyły moje. Poczułam dreszcze na to doznanie i zapomniałam się. Odwzajemniałam pocałunek, a on przygryzł moją dolną wargę. Jęknęłam mimowolnie, a ona uniósł mnie tak, że usiadłam okrakiem na jego nogach. Wplótł dłonie w moje włosy i pogłębił pocałunek.
                                              ***************************
   Przepraszam, że tak długo, ale nie będę kłamać. Po prostu miałam załamke i nie chciało mi się nic pisać. Gdy już mój kotek poprawił mi humor to nie miałam dostępu do lapka. Także dopiero dzisiaj nowy rozdział. Przepraszam was i postaram się, aby już te moje załamania nie wpływały na blog. Jeszcze raz przepraszam.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i czekam na wasze opinie. Naprawdę każdy komentarz to więcej weny dla mnie. Także proszę o komentarze i szczere opinie. Możecie po mnie jechać do woli. :*
Ps. Przepraszam za błędy. A następny rozdział postaram się dodać w ciągu tygodnia.
                                                                                        - LoVe Is NoT GaMe












sobota, 14 lutego 2015

                                Sekret Nate'a

                                       No skoro dziś Walentynki to życzę
                         Wam bardzo dużo szczęścia miłości !!! 
 Abyście znaleźli swoje drugie połówki i byli z nimi szczęśliwi !!
 Jak najmniej kłótni,a  jak najwięcej uśmiechu na twarzach !!!!

No i moja niespodzianka. Jak wiadomo Nate rozmawiał o czymś z Isabell. Specjalnie nie pisałam co, bo chciałam to ukryć, ale mamy Walentynki to mogę dać. To takie oderwane i pisane z innej perspektywy opowiadanie. Mam nadzieję, że dzięki temu nie zabijecie mnie za rozdział 12 :D No dobrze więcej was nie męczę tylko daję opowiadanie :*

       Nate był bardzo zestresowany. Stał na środku polany, a za nim była przygotowana cała niespodzianka. Mały stolika nakryty czerwonym obrusem i białą zastawą. Stał także wazon z czerwonymi różami. Stolik był przygotowany dla dwóch osób. Za nim  stał piękny biały łuk opleciony krzewami białych i czerwonych róż. Dróżka od wejścia lasu, aż do samego krzesła była wysłana płatkami róż. Nate wszystko sam przygotował, a teraz stał pośrodku, ściskając za kieszeń marynarki. Ubrał się odświętnie w czarny garnitur i białą koszulę z jedwabiu. Włosy gładko zaczesał do tyłu. Ręce mu drżały w oczekiwaniu. Wpatrywał się w wyjście na polanę, czekając na nią. Zaczął przestąpywać z nogi na nogę. Rano zostawił jej liścik przy łóżku, aby ubrała się ładnie i przyszła na ich polanę. Wiedziała, gdzie ma przyjść, bo od małego tam biegali i trenowali. 
W końcu ją ujrzał. Wyszła na skraj lasu ubrana w piękną, krótką fioletową sukienkę bez ramiączek. Jej blond rozpuszczone włosy rozwiewał wiatr. Uwielbiał się w nie wtulać.  Na jej widok  na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech tak jak na jej. Powoli szła w jego stronę. Wpatrywał się zauroczony,a  serce waliło mu coraz szybciej Zrób to. Zrób to-powtarzało mu z każdym uderzeniem. Opuścił dłonie wzdłuż ciała i cierpliwie czekał. 
Kiedy tylko znalazła się na odległości jego ręki złapał ją w delikatnie w pasie i przyciągnął do siebie. Pochylił się i złożył delikatny pocałunek na jej zaróżowionych ustach. Odwzajemniła go i wplotła dłonie w jego włosy jak zawsze. Całowali się jeszcze chwilę, aż ona odchyliła głowę i spojrzała za niego z szerokim uśmiechem.
- Co to za okazja ?-zapytała ciekawa, patrząc mu w oczy, a on uśmiechnął się zagadkowo i pocałował ją w czoło.
- Bez okazji. Chciałem sprawić ci niespodziankę.Podoba się ?-spytał, a on zarzuciła mu ręce na szyję i mocno pocałowała.
- Bardzo-szepnęła z ustami przy jego ustach. Uśmiechnął się, trzymając ją w ramionach. Trzymając ją przy sobie miał swój cały świat. Nic więcej nie potrzebował i był tego pewny !
- Może wpierw zjemy to co przygotowałem-zaproponował, a ona się roześmiała. Złapał ją za rękę i poprowadził do stolika. Jak przystało na dżentelmena pomógł zająć jej miejsce, a potem sam usiadł naprzeciw. 
                  ********************************
           Przez całą kolację rozmawiali i śmiali się ze wszystkiego. Uwielbiał widzieć jej uśmiech i słyszeć jej śmiech. Kochał ją i wiedział, że zawsze tak będzie. Gdy skończyli w końcu jeść tylko gwiazdy dawały im światło i mała świeczka zapalona na stoliku. Nate splótł swoją dłoń z jej przez stół i wziął głęboki oddech. Pudełko w jego kieszeni boleśnie domagało się wyjścia na świat. Powoli wstał wciąż, trzymając jej dłoń. Stanął przed nią i uklęknął, wyciągając czerwone pudełko w kształcie serca.
-Nate co ty....- Clary zamilkła na widok pudełka. Wpatrywała się w twarz swojego chłopaka, a w jej oczach wezbrały łzy. Nate zatopił się w jej oczach i stracił mowę. Jednak po chwili wrócił na ziemię. Kciukiem otworzył pudełko, a w jego środku był rodowy pierścień jego rodziny. Taka była tradycja Nocnych Łowców. Przełknął ślinę i zaczął mówić:
- Clarisso kocham cię i zawszę tak będzie obiecuje. I chciałbym spytać się czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie ?-zapytał drżącym z emocji głosem.  Clary była tak szczęśliwa, że żadne słowa nie chciały przejść jej przez gardło. Nate wpatrywał się w jej oczy, a w jego pojawiał się niepokój i obawa. Chciał coś powiedzieć, ale wtedy ona uśmiechnęła się szeroko i ścisnęła jego dłoń.
-Oczywiście, że za ciebie wyjdę-powiedziała głosem tak pełnym szczęścia. Chłopak założył pierścień na palec dziewczyny, a potem wziął ją w ramiona, tuląc strasznie mocno ze szczęścia. Schował głowę, wdychając jej cudny zapach. Pocałował ją w szyję delikatnie ssąc,a ona zachichotała. Złapała za jego podbrudek i uniosła do góry. Pochylił się i pocałował ją bardzo namiętnie. Wtedy cały świat znikł, a zostali tylko oni dwoje. Nic innego się nie liczyło. Ich miłość zapełniała cały ich świat!