piątek, 31 października 2014

                              Halloween cz.5 
                 Lucy biegła przez las myśląc tylko aby Marta była cała i zdrowa. Daniel był tuż obok niej. Do jej uszu doszedł przeraźliwy dźwięk, który wstrząsnął nią. Był to przerażony krzyk jej przyjaciółki.
- Marta !- krzyknęła i wybiegła z lasu na plaże. A tam omal nie doznała zawału. Jej przyjaciółka patrzyła przerażona na drzewo i krzyczała. Na drzewie był sznur z pętlą a w nim głowa małej dziewczynki. Tej samej co w koszmarze Lucy. Miała rozcięte czoło i poranioną twarz. Cała blada jak marmur i sztywna. Wiatr bujał jej małym ciałem, a oczy dziewczynki były otwarte i całe czerwone. Lucy nie miała zamiaru teraz okazywać przerażenia i  wstrząsu na widok dziewczynki. Momentalnie podbiegła do przyjaciółki i odwróciła ją twarzą do siebie aby nie widziała przeraźliwego widoku.
- Ej już dobrze ! Nic ci nie będzie-uspokajała Lucy Martę. Ta zapłakana przytuliła się do dziewczyny.Brunetka starała się uspokoić blondynkę. Daniel powoli podszedł do drzewa gdzie wisiało dziecko.
- Nie rób tego-pisnęła Lucy. Marta szlochała i trzęsła się w jej ramionach. Daniel odwrócił się w stronę swojej dziewczyny i uśmiechnął do niej po czym wrócił do oglądania martwej dziewczynki. 
- Przepraszam.Miałaś rację Lucy. Miałaś racje. Ja nie chcę umierać- mówiła łamiącym się głosem Marta.
 - Nie umrzesz. Nawet tak nie mów.-powiedziała twardo Lucy.
- Zabiorę was do siebie. Tu nie jest bezpiecznie-powiedział Daniel podchodząc do dziewczyn. Lucy bez słowa pociągnęła przyjaciółkę za sobą.Przez całą drogę Marta nic nie mówiła tylko pociągała nosem. Lucy co chwilę wymieniała spojrzenie z Danielem. Kiedy dojechali do jego mieszkania i weszli Lucy postanowiła, że musi o to spytać.
- Marta wiem, że się boisz, ale musisz nam powiedzieć co się stało-powiedziała siadając obok trzęsącej się na kanapie blondynki.
- Ja...poszłam popływać. I wtedy.... kiedy chciałam wejść do wody pojawiła się ona. Szła po jeziorze...była taka przerażająca. Przypominała te ze zdjęcia w gazecie... ale była taka przerażająca. Nie mogłam się ruszyć.... A wtedy na drzewie pojawiło się to ciało dziewczynki..... Czytałam, że ona i jej matka zaginęły.... Nie wiedziałam co robić.... Przepraszam-powiedziała jąkając się Marta. Lucy poklepała ją po ramieniu i uśmiechnęła się.
- Spokojnie ja też nie chciałam w to wierzyć.-powiedziała Lucy. Daniel stanął nad dziewczynami i podał Marcie kubek z gorącą herbatą.
-Zrobi ci się po tym lepiej-powiedział spokojnie do Marty. Ta wzięła kubek nie patrząc mu w oczy. Wzięła łyka i odetchnęła głęboko.
- Przepraszam Daniel-powiedziała cicho. Daniel otworzył szerzej oczy i usiadł za Lucy biorąc ją za dłoń. Zaskoczyły go słowa dziewczyny tak jak Lucy.
- Za co ? Przecież nic nie zrobiłaś-powiedział spokojnie. Marta podniosła wzrok i spojrzała parze w oczy.
- Nazwałam cię chorym psychicznie. Przepraszam, ja nie chciałam w to wszystko uwierzyć-odpowiedziała blondynka. Daniel wzruszył ramionami.
- Przywykłem. Nawet nie zwróciłem na to uwagi-powiedział obojętnie, a Lucy ścisnęła mocniej jego dłoń i uśmiechnęła się lekko.
- Co teraz ?-spytała Marta po dłużej chwili, a para przestała wpatrywać się sobie w oczy.
- Coś wymyślimy- uspokoiła ją Lucy biorąc ją za rękę. Wtedy telefon dziewczyny zadzwonił a Marta zaskoczona podskoczyła. Szybko przeczytała wiadomość, a jej twarz zrobiła się bledsza.
- Patryk jest w lesie. Zupełnie zapomniałam, że napisałam do niego. Muszę po niego iść-powiedziała wstając, a Lucy od razu wstała tak jak Daniel.
- Nie.Nie możesz iść. Ja pójdę wy tu poczekajcie. Nie gaście światła i bądźcie spokojne-powiedział Daniel i wziął kurtkę z fotela. Lucy ścisnęła go za dłoń i spojrzała w jego oczy. Wiedział, że boi się o niego. Dotknął jej polika i uśmiechnął się pocieszająco.
- Zaraz wrócę. Nic mi nie będzie. Za dwadzieścia minut jestem..-powiedział i pocałował ją w czoło- Z Patrykiem- dodał patrząc na Martę z uśmiechem. Ta uśmiechnęła się lekko i usiadła na kanapie. Lucy niechętnie puściła jego dłoń i pozwoliła mu odejść.
- Będzie dobrze-powiedziała do przyjaciółka choć sama nie wierzyła w te słowa....
                                                  ***************************
         -Miał być za dwadzieścia minut, a mija już czterdzieści.-powiedziała Lucy wstając.
- Co masz zamiar zrobić ?-spytała Marta zaniepokojona.
- Idę po niego. Zostań będę miała telefon. Zadzwonię jak ich znajdę -powiedziała dziewczyna zakładając kurtkę.
- Nie nie zostawiaj mnie.-powiedziała histerycznie Marta. Lucy uśmiechnęła się pocieszająco i zapięła kurtkę pod szyję.
- Wrócę. Nie panikuj-powiedziała i ruszyła do drzwi. Nie słuchała próśb przyjaciółki. Zamknęła drzwi mieszkania i ruszyła biegiem po schodach.  Była przerażona w głowie miała same najgorsze scenariusze. Czuła łzy cisnące się do oczu, ale wiedziała, że nie może teraz się rozkleić.
    Biegła co sił w nagach i w duchu dziękowała, za katowanie na lekcjach wychowania fizycznego.
 Zwolniła biegu i rozejrzała się po lesie szukając, któregoś z chłopaków. Zobaczyła jak z oddali biegnie w jej stronie chłopak z blond grzywą. Przerażony wpadł na nią, a ona ledwo utrzymała równowagę.
- Co jest ?! Co się stało ?! Gdzie Daniel ?!-krzyknęła przerażona. Patryk miał na swojej bluzce krew, a z czoła kapała mu krew.
- Tam-pokazał na miejsce skąd przybiegł.
- Dobra. Jedź do Marty do domu Daniela-powiedziała i nie czekając dłużej ruszyła biegiem.
   Zobaczyła jak Daniel stoi do niej plecami i wpatruje się w coś za drzewem. Nie była wstanie się ruszyć zbyt się bała. Zobaczyła jak za drzewa wyłania się ta sama kobieta. Była w białej podartej suknie całej we krwi. W ręce trzymała nóż. Jej twarz cała w ranach i z masą krwi. Lucy zdążyła tylko krzyknąć gdy duch napadł na Daniela i znikł. Daniel zaczął krzyczeć i jęczeć z bólu. Zaczął się rzucać po ziemi krzycząc.Lucy nie mogła patrzeć jak jej ukochany cierpi. Rzuciła się w jego stronę i upadła przy nim na kolana.
-Daniel. Daniel to ja-mówiła starając się go uspokoić. Jednak on odepchnął ją jęcząc "Nie". Dziewczyna nie dała za wygraną. Znów przy nim uklękła, ale krzyknęła przerażona, a na widok jej chłopaka. Płakał, ale zamiast łez z jego oczu wypływała krew.  Była blady jak marmur. Nagle znieruchomiał i zamknął oczy.
- Daniel!-krzyknęła przerażona Lucy. Dotknęła jego zakrwawionego polika. Wciąż krwawił z oczu.
Otworzył oczy, ale to nie były jego oczy. Te były czerwone i wyrażały rządzę mordu. Lucy odskoczyła i stanęła na równe nogi. Chłopak wpatrywał się w nią czerwonymi oczami i uśmiechał złowieszczo.
-Skarbie chodź do mnie- głos także nie należał do niego. Ten wywoływał ciarki na plecach dziewczyny i brzmiał jakby ktoś paznokciami drapał o tablicę.
-Zostaw go ! Zostaw !-krzyknęła przerażona Lucy cofając się. Chłopak wstał, a w jego ręku był nóż. Ruszył w stronę dziewczyny, a ta zerwała się biegiem do ucieczki. Nie odbiegła daleko,bo Daniel szarpnął ją za ramię i upadła na ziemię. Momentalnie usiadł na niej okrakiem tak, że nie mogła się ruszyć. Uśmiechał się do niej złowieszczo, a w ręku trzymał nóż. Pochylił się i nożem przejechał po jej kurtce rozcinając ją.
- Proszę cię-powiedziała płacząc.Nie powstrzymała łez. Była zbyt przerażona. Patrzyła w czerwone oczy Daniela i wiedziała, że to nie on. Jednak nie mogła w to uwierzyć. Pochylił się i przystawił nóż do jej szyi. Poczuła zimno metalu na swojej szyi i jęknęła. Nie wierzyła, że Daniel może ją skrzywdzić, Tylko,że to nie był on.
- Błagam Daniel, ja cię kocham-powiedziała. Chłopak uniósł nóż nad głowę dziewczyny i opuścił.......
                                         ***************************
                 Kiedy tylko Marta zobaczyła Patryka w drzwiach rzuciła mu się na szyję.
- Bałam się, że coś ci się stanie-powiedziała w jego koszulę. Patryk przytulił ją uspokajając się.
- Nic mi nie jest-odpowiedział.
- A gdzie Lucy i Daniel ?-spytała patrząc za plecy Patryka. Zobaczyła jednak tylko ciemność w korytarzu.
- Nie wiem. W lesie-odpowiedział.
- Co ? Musimy tam jechać -powiedział Marta odrywając się od chłopaka. Ruszyła szybko korytarzem, przerażona tym co może się stać z jej przyjaciółką....
                                                **************************
                Nóż wbił się w ziemię tuż obok szyi dziewczyny. Ta zaskoczona otworzyła oczy i spojrzała na chłopaka, który znów płakał krwią. Zszedł z Lucy uklęknął obok na ziemi. Wbił ręce w ziemie i zaczął krzyczeć. Lucy była przerażona. Widziała jak jak chłopak cierpi. Przerażona uklękła obok niego.
- Daniel. Proszę walcz. Nie poddawaj się jej!-powiedziała. Chłopak wciąż krzyczał, a dziewczyna zobaczyła jak na twarzy pojawiają mu się rany. Skóra zaczęła mu schodzić ukazując gdzieniegdzie kości. Wszędzie lała się krew. Lucy krzyknęła przerażona. Dotknęła pleców chłopaka,które były mokre nie tylko od potu ale i od krwi.
- Proszę cię! Nie daj jej się!- krzyknęła. Daniel spojrzał na nią twarzą,  na której wisiała skóra ukazując kości. Oczy zaczęły blednąć.  Nim Lucy mogła zareagować Daniel wypowiedział jedno słowo :
- Przepraszam- i wbił nóż w swój brzuch. Z jego gardła wydał się okropny dźwięk jakby jakby darto mu struny.Zobaczyła jak coś czarnego wychodzi z ust chłopaka i znika w górze.
 Przestał krzyczeć i trząść się. Upadł głową na jej nogi.
- Daniel błagam nie zostawiaj mnie !- szlochała przerażona. Jej chłopak oddychał z każdym oddechem coraz słabiej. Lucy płakała nie chciała aby on umierał. Złapała jego rękę,a on ją ścisnął.
- Nie możesz ! Nie możesz mnie zostawić. Ja cię kocham !-powiedziała zła na cały świat.Wtedy za drzew wyłoniła się Marta.
- Tu są !... Patryk dzwoń po karetkę !-krzyknęła i podbiegła do przyjaciółki.  Uklękła obok przyjaciółki i dotknęła jej ramienia, a drugą dłonią chciała wyciągnąć nóż z brzucha chłopaka.
- Nie ! Tylko dlatego jeszcze nie umarł !-krzyknęła przerażona. Głaskała twarz Daniela, chcąc zatrzymać go przy sobie.
- Lucy.... kocham....cie-usłyszała z trudem słowa Daniela. Potem już jego uścisk dłoni zelżał, klatka piersiowa poruszała się coraz słabiej. Lucy zaczęła szlochać, wciąż błagając aby z nią został.
                                                     *******************************
                            Karetka zabrała Daniela, a przerażona Lucy pojechała do szpitala z Patrykiem i Martą. Chociaż, ta ją cały czas pocieszała nic to nie dawało. Myślała tylko Danielu. Nie chciała go stracić. On pozwolił się opętać, aby ją uratować. Zrozumiała jego plan. Miał pozwolić się opętać,a potem zabić ducha w sobie. Lucy płakała na myśl, że może mu się to udało.                                             W szpitalu dziewczyna, czekała całe 5 godzin na zakończenie operacji chłopaka. Nawet gdy jej tata przyjechał nie miała siły mu wytłumaczyć. Zajęła się tym Marta. Ojciec wpierw nie wierzył, ale potem chciał pocieszyć Lucynę. Jednak ta chodziła tylko od ściany do ściany pod blokiem operacyjnym i czekała. Gdy w końcu wyszedł lekarz Lucy ścisnęło się gardło. Miał na fartuchu mnóstwo krwi.

- Udało nam się. Pan Daniel przeżył. Leży teraz na ojomie.-powiedział lekarz uśmiechając się do dziewczyny.
- Chłopak ma niezwykła wolę walki-dodał. Lucy serce zaczęło szybciej bić, a skręcony żołądek trochę się rozkręcił.
- Czy mogę do niego pójść ?-spytała Lucyna.
- Tak. Tylko proszę go nie  budzić-odpowiedział lekarz. Dziewczyna kiwnęła głową i poszła za doktorem.
 Zobaczyła go w jednym z pokoi. Spał na łóżku i wyglądał tak spokojnie, że Lucy serce się radowało. Na twarzy nie było żadnych ran po tamtym. Tylko jedna na skroni, która teraz była zszyta i zakryta opatrunkiem. Miał kołdrę do pasa i dziewczyna widziała bandaże na jego brzuchu. Był blady, ale to normalne po utracie takiej ilości krwi. Miał podłączone różne rurki do żył. W jednej była na pewno krew.
Usiadła cichutko na krześle obok i złapała jego dłoń.
-Ty idioto. Nigdy więcej tego nie rób.Nie wolno ci mnie zostawić. Kocham cię Daniel-powiedziała. Ścisnęła jego rękę i wpatrywała się w jego śpiącą twarz. Uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą. Teraz będzie dobrze. Coś wymyślą i wszystko dobrze się skończy.
-Lucyna?- usłyszała słabo swoje imię we śnie. Od razu rozpoznała ten głos i się zbudziła. Podniosła  głowę ze szpitalnego łóżka i spojrzała prosto w oczy chłopaka. Patrzył na nią i widziała łzy w jego oczy. Ona sama czuła, że już płaczę. Ze szczęścia.
- Nigdy już tak nie rób, bo sama cię zabiję-powiedziała z uśmiechem. Daniel uśmiechnął się i ścisnął jej dłoń.
-Dobrze-powiedział słabym głosem. Przesunął się na łóżko pomimo sprzeciwu Lucy i bólu. Usiadła obok niego i przytuliła się do niego, a on odetchnął głęboko. 
- Wiesz, że ten duch nie wróci. Pozbyłem się go-powiedział Daniel,a Lucy mocniej się przytuliła do niego, a wspomnienie tamtych wydarzeń. Wychodząca czarna mgła z jego ust.
- Wiem i omal nie umarłeś-powiedziała drżącym głosem.
-Nie umrę. Kocham cię Lucynko-powiedział Daniel. Podniosła głowę i pocałowała go. Przeszedł ją dreszcz jak zawsze.
-Ja ciebie też Danielku-odpowiedziała z uśmiechem.....
                     *******************************        
Oj wiem. Nie aż takie straszne, ale taki pomysł miała. Mam nadzieję, że się spodobało! Czekam na wasze opinie. Na prawdę czekam ! :D Przepraszam, że dziś, a nie wczoraj. Za dużo na głowie. Ale było słodyczy mmmm :P 


Ps. Wesołego HALLOWEEN Buuuuuuuu :D 










1 komentarz:

  1. No i pięknie :D
    Mnie tam nie przeszkadza ten rozdział. Wystarczy, że Daniel omal nie zginął.
    Cudowne zakończenie :*
    Czekam na kolejne opowiadanie:D

    Dużo weny i żelków życzę
    Żelcio

    Ps. Zapraszam do mnie na.... coś dziwnego :P

    OdpowiedzUsuń