Rozdział.15.
Stałam jak otępiała, wpatrując się w Cichego Brata. Jego niemal marmurowa twarz nie wyrażała żadnych emocji, a w dłoni trzymana strzykawka z jakimś zielonym płynem nawet nie drgnęła.
-Musisz wyjść Isabell-powiedziała Charlotte, wyrywając mnie z odrętwienia. Spojrzałam błagającym wzrokiem na Brata. Nie chciałam w tamtym momencie wychodzić. Chciałam już mieć to za sobą. Wiedziałam,że antidotum może nie zadziałać, ale odsuwałam tą myśl w najdalszy zakątek podświadomości. Była zbyt przerażająca dla mnie.
Niech zostanie. Grigori jest z nią związany bardziej niż z tobą Charlotte. Ona bardzie pomoże niż ty.-odezwał się głos Brata Jeremiasza, którego słowa mnie z szokowały. Po prostu ją wygonił. Kobieta tylko rzuciła mi mrożące krew w żyłach spojrzenie po czym opuściła pokój. Podeszłam na miękkich nogach do boku łóżka Sebastiana. Jego czarne żyły przerażały mnie. Zupełnie jakby zamiast płynącej w nich czerwonej krwi płynął jakiś czarny śluz. Nie wiedziałam co robić. Byłam przerażona myślą o śmierci Sebastiana, ale wiedziałam, że tylko to co było w strzykawce miało szanse go uratować. To była ostatnia szansa dla niego.
Będzie musiał zmierzyć się z najgorszymi koszmarami z podświadomości. Jeżeli nie da rady umrze panno Cames musi to pani wiedzieć. Ja nic więcej nie mogę dla niego zrobić-usłyszałam, gdy strzykawka przysunęła się do głównej żyły w jego przedramieniu. Zamurowało mnie, a w oczach wezbrały łzy. To był decydujący moment. Albo Seba pokona swoje lęki, albo umrze. Ta myśl sprawiła, że ugięły się pode mną kolana. Jednak nie chciałam mdleć. Spięłam wszystkie mięśnie nóg, aby zachować równowagę i patrzyłam na rękę ukochanego. Ostry koniec zagłębił się w żyłę, a Cichy Brat wstrzyknął zawartość, która niemal od razu zaczęła wędrować po żyle, niszcząc czerń. Zupełnie jakby zielona substancja jadła tą czarną. Patrzyłam jak rozchodziła się do mniejszych żył i niszczyła kolejne miejsca z trucizną. Wszystkie wędrowały do jednego miejsca. Do klatki piersiowej gdzie było serce. Czekałam, wpatrując się w czyste żyły Sebastiana i te zatrute. Było coraz bliżej serca, a ja odczuwałam coraz większy strach. Natomiast Brat Jeremiasz stał niewzruszony, zbierając się do wyjścia. Jedna z zatrutych żył zaczęła się oczyszczać. Była to ta prowadząca do serca. Niemal wstrzymałam oddech. Czekałam i czekałam, a zdawało mi się to wiecznością.
W końcu nie było śladu po truciźnie w jego żyłach,ale mi wcale nie było lżej. Nie otwierał oczu. Nie budził się i nie ruszał, więc nie byłam pewna czy już mu lepiej.
Teraz ta najgorsza część- usłyszałam w głowie Cichego Brata, gdy zmierzał do wyjścia. Przeszły mnie dreszcze. Wiedziałam co to znaczy. Nawet nie zerknęłam na niego. Patrzyłam tylko na Sebastiana. Jak jego twarz z szarej znowu robi się blada. Nie była taka jak marmur tylko z odrobiną kolorów. Jego usta zaczynały mieć różowawy kolor, a cały wydawał się spokojny.
Gdy nagle jego twarz wykrzywił wyraz bólu. Nigdy takiego nie widziałam u niego. A jednak wiedziałam, że to co teraz przeżywał w środku było okropnym doświadczeniem. Nie mierzył się z jakimś demonem. On mierzył się z tym czego najbardziej się bał. Rozchylił lekko usta i usłyszałam cichy jęk bólu i rozpaczy, Zaczął cały drżeć, a mnie ogarnęło przerażenie. Pochyliłam się nad nim, starając się go unieruchomić, ale on wciąż się trząsł. Co chwila jęczał z rozpaczy. Złapałam go za rękę i ścisnęłam jak najmocniej umiałam. Musiałam coś zrobić. Łzy ciekły po moich policzkach. Nawet nie zorientowałam się kiedy zaczęłam płakać. Byłam przerażona znowu.
- Sebastian błagam nie opuszczaj mnie. Rozumiesz wróć błagam!! To nie prawda! Musisz to pokonać! Proszę misiu walcz! Nie zostawiaj mnie!!! To tylko koszmar senny!-powiedziałam łamiącym się głosem. Chciałam go obudzić,ale wiedziałam, że nie dam rady. On sam musiał się obudzić z tego snu. Ale musiał mieć na to dość siły.
- To tylko sen-powtórzyłam szeptem. Czułam jak opuszczała mnie cała siła.
Nagle znieruchomiał. Przestał się trząść, a jego twarz była bez wyrazu. Spanikowałam i już myślałam o najgorszym. gdy on nagle zamrugał oczami. Powoli otworzył je, mrugając nimi, aby przyzwyczaić je do światła. Po chwili jego dłoń splotła się z moją, a on spojrzał na mnie. Na jego ustach malował się ten piękny i anielski uśmiech. Jego niebieskie oczy patrzyły na mnie z tą niezwykłą miłością. Rozpłakałam się na dobre, ale tym razem ze szczęścia. On wrócił! Wrócił do mnie! Mój Sebastian! Tyle uczuć się we mnie wlewało, że omal nie upadłam na kolana. Czułam tak wielką radość i ulgę jak nigdy.
- Izzy-szepnął,ale to był ten głos. Jego głos. Z moich ust wyrwał się szloch, a on niemal od razu przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam się w jego nagą klate i zamknęłam oczy. Nie mogłam uwierzyć, że on naprawdę wrócił. Wdychałam jego zapach i wsłuchiwałam się w równomierne bicie jego serca. Czułam się całkowicie szczęśliwa. Otulił mnie swoimi silnymi ramionami i mocno przytulił. Jakby bał się, że zniknę. Nie miałam takiego zamiaru.Nie chciałam nawet na sekundę go zostawiać.
- Tak bardzo tęskniłam-wyszeptałam w jego klatkę piersiową.
-Ja też. Kocham cię-odpowiedział lekko drżącym głosem. Zaraz poczułam świeże łzy na policzkach i szybsze bicie serca.
-Ja ciebie też-odpowiedziałam, podnosząc wzrok i patrząc mu w oczy. Teraz już miałam wszystko. Z mojego serca spadł jeden kamień zastąpiony szczęściem.
*******************************
Po parunastu minutach prywatności przebyła cała reszta. Wszyscy byli radośni. Tylko na twarzy Daniela widziałam coś fałszywego. Nie wiedziałam czemu. Przecież wydawał się taki smutny, gdy Sebastian był nieprzytomny. Taki załamany. Udawał ? Raczej nie. To jego brat. Może chodziło o mnie ? O to co powiedziałam. Ale ja musiałam to zrobić. Nie kochałam go i tyle! Miałam tylko nadzieje, że nie przyjdzie mu do głowy, aby powiedzieć o tym Sebastianowi. Wiedziałam, że ja muszę to powiedzieć, ale nie chciałam w tamtym momencie, gdy dopiero co wyzdrowiał. Zostawiłby mnie,a ja tego nie chciałam. Unikałam patrzenia na niego, bo zaraz łapały mnie wyrzuty sumienia i wina. Byłam winna, ale nie miałam odwagi się do tego przyznać przed nim. Wiem jakby go to zabolało, a tego za żadne skarby nie chciałam. Już dość wycierpiał.
Kiedy już zdali relacje z tego co działo się podczas jego "odpoczynku" jak to ujął Nate wszyscy poszli na kolacje, a ja musiałam się przebrać w czyste ubrania. Naprawdę moje ciuchy zasłużyły na porządne pranie. Zamknęłam za sobą drzwi i momentalnie podeszłam do szafy. Wzięłam czystą bieliznę, fioletowy top na ramiączkach i czarne rurki. Weszłam do łazienki i szybko umyłam się. Zaraz ubrałam świeżą bieliznę i wysuszyłam moje brązowe włosy. Spięłam je w koka i założyłam czyste ciuchy. Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam znośnie. Worki pod oczami nie były prawie widoczne,a ślady po łzach już znikały. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Miałam z powrotem Sebastiana!
Wyszłam z łazienki i od razu mnie zamurowało. Na środku mojego pokoju stał on. Jego włosy były potargane,a czarna koszulka unosiła się pod wpływem szybkiego oddechu. Patrzył na mnie zimnym wzrokiem,a dłonie zaciskał w pięści. Chciałam coś powiedzieć, ale tylko stałam jak posąg. Ogarnął mnie strach. Był zły. Bardzo. Widziałam go tylko parę razy takiego i nie kończyło to się zwykle dobrze.
- Każ mi zrobić wszystko. Skoczyć z mostu, podpalić się. Zrobię to, ale nie każ mi...-zaczął, idąc w moją stronę. Ze strachu nie mogłam się ruszyć. Stanął tuż przede mną i zlustrował mnie wzrokiem. Poczułam gęsią skórkę pod wpływem jego wzroku na sobie.
- Ale nie każ mi przestać cię kochać, bo tego nie umiem.-dokończył lodowatym tonem.
-Ale ja nigdy cię nie pokocham-wykrztusiłam z siebie zdławionym głosem. Wiedziałam, że te słowa były błędem. Momentalnie w jego oczach pojawiła się furia. Nie zdążyłam nawet krzyknąć. Złapał mnie za włosy i rzucił o łóżku. Uderzyłam głową o ramę i momentalnie straciłam przytomność. Zdążyłam usłyszeć tylko trzask drzwi, a potem dałam się pochłonąć ciemności...
****************************
Obudziłam się po parunastu minutach, Czułam kujący ból z tyłu głowy i lekkie zawroty, ale nie zwróciłam na to uwagi. Daniel był w furii, a w takim stanie mógł zrobić wszystko. Byłam przerażona, że powiedział coś Sebastianowi. Przecież on by mi nie wybaczył nigdy! Ja nie chciałam go stracić. Nie mogłam. Za dużo dla mnie znaczył. Na chwiejących się nogach wstałam z łóżka i ruszyłam do drzwi. Musiałam się czegoś łapać, bo inaczej bym upadła. Stanęłam na chwilę i wzięłam kilka głębokich oddechów. Oddychaj nic się nie stało-powtarzałam sobie non stop, idąc do pokoju mojego chłopaka.
Drzwi były uchylone, więc po prostu weszłam do środka. Sebastian stał w dżinsach i koszulce pod oknem. Był plecami do mnie, ale miałam złe przeczucia. Od razu poczułam bolesne kłucie w sercu. Coś mi nie grało. Powoli na palcach podeszłam do niego i przytuliłam się do jego pleców. Momentalnie spiął się cały i wypuścił powietrze ze świstem. Odwrócił się do mnie i cofnął się, odpychając mnie od siebie.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś ?-zapytał lodowatym tonem. Nigdy nie powiedział do mnie czegokolwiek w ten sposób. Poczułam się jakby ktoś strzelił mi z liścia w twarz.
-Czego?-spytałam lekko drżącym głosem. Spojrzał na drzwi za mną. Zupełnie jakby nie umiał spojrzeć mi w oczy.
- Że całowałaś się z Danielem-wyrzucił z siebie ostro, a ja aż się cofnęłam. Powiedział mu! Powiedział! Kilka razy otwierałam i zamykałam usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co.
- Więc to prawda. Jak mogłaś ?!-spytał zimnym tonem, ale słyszałam w nim ogromny ból. To ja to sprawiałam. Ja sprawiłam, że on cierpiał. Znienawidziłam siebie za to.
- Ja...Sebastian to nie tak...
- Przestań się tłumaczyć ! Wiem, że go całować. Nie mówię o wakacjach, ani o poprawczaku. Mówie u mnie i tu w Instytucie.-przerwał mi prawie,krzycząc. Znów poczułam jakby dał mi w twarz. Ale zasłużyłam.
-Przepraszam ja nie chciałam. Nie wiem czemu to zrobiłam,ale....
- Nie ma,ale. Kocham cię i wiesz o tym,a ty co zrobiłaś ? Skoro wolisz jego to mogłaś mówić od razu. Nie wracałabym tu!-powiedział ostro, a ja poczułam łzy w oczach. Nie chciałam o ranić. Nie chciałam, ale zrobiłam to.
- Sebastian prosze....ja tylko ciebie....
- Nie!!! Nie kończ! Wyjdź! Ja chcę być sam!-przerwał mi. Zobaczyłam coś co sprawiło, że moje serce ostatecznie pękło na pół. Po jego policzku ciekła łza,a zaraz za nią następne. On nigdy nie płakał. A ja do tego doprowadziłam!
-Przepraszam....Seba...
-Wyjdź!!!-powiedział, popychając mnie do drzwi. Nie wiedziałam co zrobić, ale widząc jego łzy, wiedziałam, że zostając sprawie mu więcej bólu. Wybiegłam,więc z jego pokoju. Nie pobiegłam do swojego pokoju tylko skierowałam się do głównego wyjścia z Instytutu. Skierowałam się do ogrodu,a tam znalazłam kryjówkę w najbardziej oddalonym jego zakątku. Usiadłam tam i podciągnęłam nogi pod kolana, szlochając. Zniszczyłam wszystko. Zraniłam go. Nie było nikogo innego winnego, tylko ja! Nie powinnam dać pocałować się Danielowi! Nie powinnam robić mu nadziei! Nie powinnam w ogóle z nim rozmawiać! Tyle błędów, przez co straciłam osobę, którą kochałam.
Moje serce z każdym uderzeniem wypominało mi to, a ja z trudem brałam oddech. Zupełnie jakby paliły mnie płuca z winy. Z trudem oddychałam, choć wolałam umrzeć. Wszystko,aby nie czuć tego bólu w sercu. Był nie do wytrzymania i zjadał mnie od środka. Nie umiałam już myśleć racjonalnie.
Na miękkich nogach wstałam i ruszyłam ścieżką prowadzącą do bramy Instytutu.Nie myślałam wcale to moje nogi miały władze, a nie ja, Nie wiedziałam co robię.
Doszłam do bramy i chwyciłam za klamkę, gdy poczułam ukłucie czegoś ostrego na szyi. Nim zdążyłam zareagować poczułam jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a zaraz za nimi wzrok. Poczułam jeszcze tylko czyiś mocny i stanowczy uścisk,a potem świat zaczął wirować.
-Moja-usłyszałam syk czyjegoś głosu w uchu, po czym całkowicie straciłam świadomość.
***************************
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale raz, że szkoła dwa że miałam lenia i pisałam dwie inne historie, które także planuje potem dawać na bloga i mam nadzieje, że będziecie czytać. A po trzecie od paru dni łapał mnie dół z powodów osobistych. Omal nie dostałam depresji, ale jedna osoba mnie z tego wyciągnęła <3 Tak więc oto nowy rozdział. Przepraszam z góry za błędy i mam nadzieje, ze pomimo wszystko się spodobał. Zapraszam was do komentowania, bo to naprawdę pomaga mi i daje motywacje. Następny rozdział postaram się dodać w ciągu 2 tygodni.
-LoVe Is NoT GaMe
Jest już 29 kwietnia... kiedy bedzie kolejny rozdzial tego zajebistego opowiadania ?
OdpowiedzUsuńChciałam dodać już dawno ale cisza na blogu, więc nie dawałam. Obiecuję w takim razie dać jutro lub najpóźniej we wtorek :* Mam nadzieje, że wytrzymasz. Dziękuje że chociaż ktoś się zainteresował :** Pozdrawiam :***
UsuńŚwietne opowiadanie gratuluję pomysłu...
UsuńNie zwracam uwagi na błędy i mało mi one przeszkadzają szczerze mówiąc...
Fabuła jest jak dla mnie w porządku tylko jedyne co mnie "razi" to imiona... Przez wzgląd na to iz czytałam DA utożsamiam je z bohaterami x tej serii...
A poza tym powiem tak... Nie piszesz dla innych tylko dla siebie wiec jeśli masz chceci czas i wene to pisz i wstawiaj to tu... Ja nie zaglądam często żeby mieć do przeczytania wiecej niz rozdział bo wolę poczekać dłużej i poczytać więcej ;)
No to dużo weny życzę :*