piątek, 30 stycznia 2015

                                       Rozdział.11.
                      Jego wargi były znajome i ciepłe. Kiedyś kochałam, gdy stykały się z moimi, ale teraz już nie. Przygryzłam jego dolną wargę, odpychając go. Roześmiał się, zlizując kropelkę krwi z ust. Zamruczał, przysuwając się bliżej mnie. Odsunęłam się w górę łóżka i kopnęłam go w szczękę. Zachwiał się i zaskoczony spojrzał na mnie.
- Spadaj stąd szczurze !-krzyknęłam zła.Jak mogłam mu w ogóle pozwolić się dotknąć ?! Jak !?! Przecież kocham tylko Sebastiana!!! Tylko jego!!!
- Ale....- zaczął, ale przerwałam mu.
-Nie ma,ale ! Zrozum to nie kocham cię !-powiedziałam ostro,a po jego twarzy przebiegł wyraz bólu, który zaraz zniknął w jego oczach. Nie chciałam go ranić, ale taka była prawda.
- Ale ja ciebie tak. Wiem, że zachowałem się jak dupek, ale daj mi drugą szanse proszę-powiedział drżącym głosem. Moje serce łamało się na pół, widząc go takiego,ale jak mogłam mu powiedzieć,że może jest szansa, kiedy jej nie było ? To nie miało sensu.
- Przykro mi Daniel, ale nie-powiedziałam stanowczo,a jego twarz znowu przybrała ten nieprzenikniony wyraz. Wstał i, mrucząc coś pod nosem wyszedł z pokoju. Westchnęłam i przejechałam dłońmi po twarzy. Co to miało być ? Jak mógł mnie pocałować ? Jak ja mam to powiedzieć Sebastianowi ??? Stracę go jeżeli się przyznam,a tego nie chce ! Nie mogę mu nic powiedzieć. Tylko czy dam radę żyć z tym poczuciem winy ? Czy Daniel nie wygada ? Oby nie! Boże co ja narobiłam, znowu!! Czy chociaż raz nie może być dobrze !?!
Opadłam nagle zmęczona na łóżko. Co miałam zrobić ? Sebastian uważał,że chcę się z nim tylko kochać. A to nie było prawdą ! Myślał, że nie zależy mi na nim. A mi zależało i to jak bardzo ! Co miałam zrobić z Danielem ? Nie mogłam po prostu powiedzieć, że nie chcę go widzieć, bo musiałabym to uzasadnić, a nie dałabym rady spojrzeć w te niebieski oczy i powiedzieć,że go zdradziłam. Nie umiałam! Nie miałam na to wszystko siły !
Zamknęłam oczy i poczułam łzy na policzkach. Łzy winy i wstydu. Powinnam go od razu wygonić z pokoju ! Nie powinnam pozwolić, aby usiadł obok mnie. Nie powinnam pozwolić, aby cokolwiek mówił. Aby powiedział te słowa. Nie powinnam dać się pocałować! A, jednak zrobiłam to i sama nie wiedziałam czemu !!! Miałam dość samej siebie !!!
                                     **********************************
                Obudziłam się, oddychając ciężko po koszmarze. Czemu mam tak głupie sny!  Tym razem, że zaatakowały nas demony. Ja walczyłam z jednym, a za chwilę ten demon miał twarz Daniela. Co to miało być ?! Uspokajałam oddech, patrząc w sufit.
Podniosłam się i usiadłam na łóżku, sprawdzając godzinę na telefonie. 4 nad ranem. Nie umiem spać bez niego. Śnią mi się wtedy koszmary i mam ochotę płakać. Chciałam, aby mnie objął i uspokoił jak zawsze. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie i spokojnie. A teraz byłam sama w ciemności. Podwinęłam nogi pod brodę i oparłam czoło na kolanach. Usłyszałam, jak ktoś porusza się w drzwiach. Myśląc, że to Daniel gwałtownie podniosłam głowę i spojrzałam na drzwi. Jednak nie on tam stał. Miał on blond włosy anioła i błękitne jak bezkres oceanu oczy. Jego koszula miała trzy rozpięte guziki od góry i ukazywała skrawek umięśnionego torsu, Wpatrywał się we mnie jakby skruszony. Ścisnęło mi się serce z bólu i radości zarazem. Nie wiedziałam jak mam się zachować po ostatniej wymianie zdań.
- Miałaś zły sen ?-zapytał w końcu, robiąc krok do przodu i zamykając drzwi za sobą. Marzyłam, aby znaleźć się w jego ramionach i móc się rozkoszować jego ciepłem i zapachem. Ale nie śmiałam powiedzieć tego w prost. Pokiwałam tylko głową i spuściłam wzrok. Nagle między nami było takie strasznie ciężkie napięcie, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Co zrobić, aby ono znikło.Usłyszałam jak podłoga skrzypi pod jego ciężarem i po chwili poczułam, że jest obok. Spojrzałam w bok.Stał obok łóżka, patrząc na mnie, a w jego oczach widziałam smutek. Nie chciałam tego.
- Wszystko w porządku ?-spytałam lekko zachrypłym głosem. Usiadłam na kolanach i podniosłam się, aby lepiej go widzieć. Jego dłoń lekko przejechała po moim policzku, przyprawiając o dreszcz. Dotknął delikatnie moich ust kciukiem jakby bał się, że mu odmówię. Kochałam go i to się nie zmieni nigdy!!! Wpatrywałam się w niego, czekając na odpowiedzieć.
- Nie. Zachowałem się jak dupek. Przepraszam wcale tak nie myślę-wyznał,a  ja wiedziałam o co mu chodzi. Uśmiechnęłam się i złapałam jego dłoń, która teraz bawiła się kosmykiem moich włosów.
- Rozumiem, ale ja naprawdę cię kocham i chce abyś był szczęśliwy. Chcę pomóc-powiedziałam,a na jego twarzy pojawił się zarys tego anielskiego uśmiechu. Pocałował mnie w czoło i przewrócił na łóżko. Uśmiechnęłam się, gdy usiadł na mnie okrakiem, wpatrując w moje oczy. Wysunęłam się, jednak trochę z pod niego,aby móc usiąść.
- Sam powiedziałeś... Nie chcę abyś tak myślał. Chcę ci pomóc naprawdę-powiedziałam, a on uśmiechnął się szerzej i objął mnie, przyciągając do siebie.
- Aniołku ja tak nie myślę. Byłem zły. Przepraszam ty mi naprawdę pomagasz. Kocham cię Isabell-powiedział z ustami tuż przy moich. Musnął je delikatnie, a mnie przeszły ciarki. Położyłam dłonie na jego koszuli, czując bijące serce pod nią. Schodził pocałunkami po lini szczęki, aż zatrzymał się na szyi. Zaczął tam kreślić wolne pocałunki, co mnie rozpraszało.
-Przez ciebie tracę rezon.-przyznałam,a on się zaśmiał. Jednak ja naprawdę się martwiłam o niego. Wzięłam jego twarz w dłonie i uniosłam, aby spojrzał na mnie.
-Powiedz mi co się stało. Gadałeś z matką ?-spytałam,a on  tylko pokiwał głową. Jego dłonie mocniej zacisnęły się na mojej talii, jakby bał się, że ucieknę albo chociaż odsunę się od niego.
- I co ?-dopytywałam. Wziął głęboki oddech i odwrócił wzrok ode mnie. Nie miał dobrym wieści.
- Chcę,abym pojechał z nimi do Instytutu-odpowiedział po dłuższej chwili,a ja napięłam się. Miał wyjechać. Sam. Zostawić mnie, a ja tego bym nie przeżyła. Ale nie mogłam mu kazać zostać. To była jego rodzina i miał prawo z nią być. Musiał wyczuć mój strach, bo spojrzał na mnie swoimi oczętami i przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Pochylił się w moją stronę,a jego oczy znajdowały się tuż przed moimi.
- Bez ciebie nigdzie nie pojadę-powiedział twardo, a mi trochę ulżyło. Nie chciał mnie zostawić!
- Ale twoja matka... ona nie będzie chciała mnie tam-powiedziałam, ukrywając żal w głosie. Bałam się, że będzie mu kazać wybierać,a nie mogłam być pewna, że wybierze mnie.
-Będzie musiała. Nie pojadę bez ciebie. Jesteś moim sercem-powiedział, kładąc moją dłoń na swoim sercu.- A bez serca nigdzie się nie ruszę-dokończył,a na mojej twarzy wykwitł uśmiech.
- Ja nie chcę zostać bez ciebie-wyznałam drżącym głosem. Wziął moją twarz w dłonie i pocałował w czubek nosa.
- Albo razem, albo wcale. Tak jej powiem i tyle-obiecał, a ja pocałowałam go. Nie chciał mnie zostawiać !
Wtuliłam się w niego, chowając głowę w jego klatę. Cichy głos w mojej głowie wciąż uparcie powtarzał " Nie zasługujesz na niego. Zdradziłaś go. Okłamałaś. Jak możesz teraz tak po prostu udawać, że nic się nie stało " I chociaż miał rację to nie chciałam teraz o tym myśleć. Nie mogłam mu powiedzieć, bo bym go zraniła. Na razie miał już dość spraw na głowie. Zamknęłam oczy i wdychałam jego zapach. Ciepło jego ciała i ramiona głaszczące mnie po plecach uspokajały mnie i sprawiały, że odpływałam w błogi sen....
                                                       *************************
     Siedziałam na kanapie w salonie obok Sebastiana. Moje ręce leżały płasko na kolanach, a jego dłoń bawiła się moją, robiąc kołka na wierzchu. Byłam cała spięta nadchodzącą rozmową, bo nie wiedziałam jak ona przebiegnie. No i nie wiedziałam co z Danielem. Co jeżeli powie coś ? Oby nie. Nie wiedziałam dlaczego mu pozwoliłam, ale przez tą krótką chwile czułam znowu to co kiedyś. Ale przy Sebastianie było to 10 razy silniejsze. Jednak czułam ogromną winne, bo byłam winna. Zdradziłam go i w dodatku okłamuje. Nie powinnam, ale nie mam odwagi tego wyznać. Zbyt się boję. Poza tym w Instytucie będę musiała widzieć go codziennie. A nie wiedziałam czy to zniose. No, ale jak on chce jechać i próbować naprawić konakt z bratem i matką to ja mu nie mogłam zabronić. Tylko czy......
Nagle do pokoju weszła Charlotte z niepewną miną. Sebastian kiwnął głową, a ona usiadła na jednym z fotelii.
-Rozumiem, że podjąłeś decyzje. Mogę ją poznać ?- spytała ostrożnie kobieta, a chłopak obok mnie spiął się. Czyżby nadal się zastanawiał ? Nie chciałam, aby toczył ze sobą wojnę,a wiedziałam, że robi to. Jedna jego strona chciała spróbować, a druga wciąż się opierała. Tylko, która przeważyła?
- Nie zapomniałem i nigdy nie zapomnę co zrobiłaś-odezwał się w końcu, patrząc jej w oczy. Z jej twarzy powoli odpływały kolory, jakby już znała dalszą część.
- Ale mimo tego, chcę spróbować. Mój ojciec,powiedział co uczynił,ale powiedział,że to nie znaczy, że muszę być potworem. Prosił, abym nie rezygnował z rodziny i osób dla mnie ważnych. A ja chcę chociaż spróbować, jednak niczego ci nie obiecuję-dokończył poważnym tonem, a kąciki ust Charlotte mimowolnie drgnęły. Widziałam, jej dłonie ułożone na kolanach, które lekko drżały. Ale cała postawa mówiła,że jest pewna, silna i poważna. Zupełnie jak u Sebastiana. Tylko małe szczególiki mogły zdradzić co tak naprawdę czuli. Siedziałam, zerkając na Sebastiana. Nie chciałam się odzywać. To była ich rozmowa nie moja. Kobieta spojrzała na mnie i chciała coś powiedzieć, ale wtedy w drzwiach stanął Daniel z szerokim uśmiechem. Zerknął tylko na mnie i ledwo widocznie kiwnął głową, a ja nie wiedziałam czy to ma znaczyć, że nic nie powie czy wręcz odwrotnie. Miałam nadzieję, że to pierwsze.
- To jak możemy się pakować, bo zaczynam podejrzewać, że Nate przerobił mi pokój-powiedział żartem, ale tylko jego matka uśmiechnęła się do niego tym matczynym uśmiechem. Sebastian wpatrywał się raz w nią, a raz w brata. Czekał cierpliwie, aż jego rodzicielka się odezwie.
- To jak Sebastianie ?-zapytała, patrząc na syna. Ten zerknął na mnie i uśmiechnął się uspokajająco i splótł swoją dłoń z moją. Odprężyło mnie to trochę. Ścisnęłam ją i patrzyłam na niego.
- Pojadę, ale nie sam-odpowiedział po chwili twardo, a Charlotte wydała się zaskoczona. Naprawdę myślała,że on nawet o mnie nie pomyśli ? Ja sama się tego bałam, ale wierzyłam, że jednak mnie nie zostawi.
- To znaczy ? Wiesz, że Clave nie będzie zadowolone....
- W dupie mam Clave !-przerwał jej ostro, a Daniel znudzony westchnął i opadł na drugi fotel. Czułam jego zaintrygowany wzrok na sobie. Sebastian chciał coś powiedzieć, ale uprzedził go jego młodszy brat.
- Powiemy Clave, że znalazł  ją w zaułku umierającą i nie myśląc nałożył runy, i okazało się, że jest jedną z nas. Czyż nie tak było ?-zapytał z chytrym uśmieszkiem, a ja zdziwiłam się skąd tyle wie.
- Mniej więcej-powiedziałam sucho pod nosem. Skąd wiedział ? Jakoś musiał się dowiedzieć, tylko jak ?
- Jeżeli będzie trzeba zeznam pod mieczem Anioła.-powiedział, pewnie mój chłopak, a ja ścisnęłam mocno jego dłoń. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Nie uspokoiło mnie to. Czytałam na czym to polega. Dają ci w dłonie miecz Anioła, który zmusza do mówienia prawdy. Nie da się skłamać, trzymając go w dłoniach, a w dodatku to strasznie boli. Nie chciałam, aby to przechodził.
- Inkwizytor może nawet nie chcieć o tym słyszeć. Może lepiej, aby wróciła do siebie-zaproponowała Charlotte, a ja skamieniałam. Nie myślałam o domu, o rodzicach, bo nie chciałam. Wiedziałam,że jestem winna, bo zostawiłam ich bez żadnych wieści, ale ja nie należałam do ich świata. Taka była prawda. Nie wyobrażałam sobie tam wrócić. Za bardzo związałam się z Sebastianem i tym światem. Czułam,że w Świecie Cieni jest moje miejsce. Blondyn ścisnął moją dłoń i powiedział ostro:
- Albo razem, albo w ogóle- Charlotte wydała się zła. Zacisnęła dłonie w pięści i przez dłuższą chwilę milczała. Daniel westchnął poirytowany i oparł łokcie na kolanach, a głowę na dłoniach.
-Będziemy tak tu siedzieć przez wieczność? Co nam szkodzi mamo ? Może się szkolić na Nocną Łowczynię i zdać test-powiedział znudzony, a jego matka spojrzała na niego. Widziałam, że kocha go najmocniej w świecie i jest jej oczkiem w głowie. Całym jej światem. W końcu kobieta odetchnęła i spojrzała na mnie. Choć jej twarz wyrażała spokój, w oczach kryła się złość. Ona mnie nie lubiła na pewno. Z resztą wice wersa.
- Zgoda. W takim razie wyjeżdżamy za godzinę. Przygotujcie się-powiedziała, wstając. Nie dodała nic więcej tylko wyszła z salonu. Sebastian patrzył za nią chwilę, a potem spojrzał na mnie. W jego oczach widziałam ulgę. Na jego ustach wykwitł ten anielski uśmiech. Pocałował mnie w czoło,a potem zamknął oczy.
- Gołąbki nie przy mnie-powiedział ze skwaszoną miną Daniel. Spojrzał na brata, a ten uśmiechnął się półgębkiem. Widziałam, że zależy mu na bracie. Zawsze tak jest. Niby rodzeństwo się kłóci, bije i nie znosi, ale jak dochodzi co do czego to starszy oda życie za młodszego. Taka dziwna miłość rodzeństwa.
- Dobra dobra bąbel idź się pakuj-powiedział Sebastian tym typowym braterskim tonem. Daniel uśmiechnął się jakoś tak inaczej. Szczerze ? Może. Uśmiechnęłam się,a gdy tylko drzwi się za nim zamknęły spytałam:
-Bąbel ?
- Tak go kiedyś nazywałem, bo non stop robił bąble. Wszędzie. W herbacie, wannie. Wszędzie-powiedział z uśmiechem, a ja się roześmiałam.
- No nieźle-skomentowałam, a on nadal uśmiechał się szeroko. Czule odgarnął kosmyk moich włosów za ucho, pochylając się w moją stronę.
- Czyli wyjeżdżamy ?-zapytał, jakby sam nie był pewny. Pokiwałam głową, a on lekko musnął moje wargi, przyprawiając o dreszcze.
                                           *************************************
            Instytut był ogromny i przypominał trochę mi świątynie Sagrada Familie z lekcji historii czy geografii. Długie, strzeliste wieże. Zbudowany z kilku może kilkunastu pięter z mnóstwem okien. Całość wykonana z ciemnego kamienia. Wyglądał jak stara średniowieczna budowla, połączona z Sagradą Familią. Był piękny i przerażający zarazem. Na około niego był mur, a za nim ogród. Widać, że ktoś zajmował się dbaniem o niego, bo kwiaty i krzewy pięknie wyglądały,a trawa była przycięta. Do głównym drzwi z jakiegoś ciemnego drewna, prowadziły masywne schody.A na samych drzwiach, było pełno run. Mój umysł sam podpowiadał, że to runy ochronne. Pewnie służyły do ukrywania Instytutu przed wzrokiem ludzi i uniemożliwiały wejście podziemnym do środka. Z tego co wyczytałam, pomiędzy Nocnymi Łowcami, a Podziemnymi trwał rozejm,ale wiadomo, że nie każdy go przestrzegał. A to było zabezpieczenie.
Gdy szliśmy po schodach, poczułam dłoń Sebastiana na swojej. Splotłam ją ze swoją i ścisnęłam. Od wyruszenia bramą milczał i wydawał się myślami miliony kilometrów stron. Pewnie myślał o swoim dzieciństwie. Nie chciałam, aby cierpiałam. Ale nie wiedziałam co mogę zrobić. Mówienie mu "nie myśl o tym" nie miało sensu, bo wiem, że to nic nie da. Mogłam tylko go wspierać, pocieszać i trwać przy nim.
 Charlotte stanęła przed drzwiami, dotykając ich,a te rozpoznając jej dotyk otworzyły się. Chłopak obok mnie spiął się,ale spokojnym krokiem wszedł do środka, ze mną u bogu. Wnętrze było ogromne. To był sam korytarz, a wielkości mojego salonu, kuchni i łazienki. Po prawej stronie znajdowały się szerokie kręcone schody. Co parę stopni w ścianie była lampa w kształcie pochodni. Na wprost nas prowadził długi korytarz i nie mogłam dostrzec co w nim się znajduję. Natomiast po lewej były dwie pary drzwi. Ciekawe, gdzie prowadziły ? Może kiedyś się dowiem. Podłoga z ciemnego drewna,a ściany o ciemno-bordowym kolorze. Całość była... mroczna,ale tak żyli Nefilim. Czarny to ich kolor do polowań i nie lubili zbytnio jasnych kolorów. Trochę dziwne, ale ja też nie przepadałam za jaskrawymi kolorami. Usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach. Gdy tylko nas zauważyła zatrzymała się. Miała na sobie krótkie dżinsowe spodenki i czerwoną bokserkę. Jej ramiona, dekolt i nogi znaczyły runy. Jej piękne czarne włosy sięgały do ramion. Postawa jak u każdego Nocnego Łowcy była czujna i opanowana. Spojrzała prosto w moje oczy,a ja poczułam jak cała się spinam. Lucy. Nie widziałam, jej od pobytu w poprawczaku,a  tamtego okresu wolałabym nie wspominać. Nie powiem polubiłam ją, ale ona także mnie okłamała. Nie myślałam o niej, bo wtedy pojawiały mi się myśli o Danielu, a chciałam o nim zapomnieć. No cóż.. chciałam, ale się nie udało. Teraz będę musiała go znosić codziennie.Jakoś muszę się z tym uporać,ale co z Lucy ? Nie brałam nawet takiej opcji pod uwagę, że znowu ją spotkam,ale cóż....
- Lucindo proszę zaprowadź pannę Cames do swojego pokoju-powiedziała sztywno Charlotte, a po twarzy dziewczyny przeszedł grymas złości.
- Nie nazywaj mnie mnie tak mówiłam-syknęła i podeszła do mnie.
- A co z Grigorim ?-zapytała oschle, a ja musiałam chwilę pomyśleć, aby ogarnąć o kim mówiła. Sebastian wziął nazwisko ojca. Grigori. A Daniel i jego matka swoje czyli Briel.
- Ja się zajmę bratem, przy okazji sprawdzę czy nie muszę zabić Nate'a-powiedział z tym chamskim uśmiechem Daniel. Unikałam patrzenia na niego, bo wiedziałam, że co rusz wgapia się we mnie. Lucy pociągnęła mnie za ramie,a  ja odruchowo przylgnęłam do Sebastiana. Ten uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
-Znajdę cie nie martw się-szepnął mi do ucha, a ja trochę się uspokoiłam. Niechętnie puściłam jego dłoń i ruszyłam za Lucy z opuszczoną głową.Nie wiedziałam, jak się przy niej zachować.
- To co przerzuciłaś się na starszego-odezwała się dziewczyna, obok mnie, gdy szłyśmy schodami. Zerknęłam na nią. Uśmiechała się, więc uznałam to za żart. Również się uśmiechnęłam. Włożyłam ręce do kieszeni dżinsów. O czym mam z nią gadać?
- Ej, ale powiesz mi coś szczerze ?-zapytała po chwili poważnie. Kiwnęłam głowę i spojrzałam na nią, ale ona unikała mojego wzroku.
- Możemy się jeszcze przyjaźnić?- spytała po chwili lekko drżącym głosem. Zależało jej ? Nie wiedziałam co powiedzieć. W poprawczaku dobrze mi się z nią przyjaźniło. Choć różniłyśmy się to... no nie wiem fajnie mieć przyjaciółkę. A w sumie ona nie mogła powiedzieć kim jest, bo zostałaby ukarana. Z resztą ja pewnie i tak bym nie uwierzyła. Więc może....
- Tak-odpowiedziałam po dłuższej chwili, a ona odetchnęła z ulgą, uśmiechając się do mnie.
-To dobrze, bo lubię cię Iz-wyznała,a ja uśmiechnęłam się.
- Ja ciebie też Lucy-powiedziałam. Zatrzymała się przed pokojem z numerem "69".
- To twój pokój. Mój jest na końcu korytarza jakby coś-powiedziała, a ja uśmiechnęłam się i bez słowa weszłam do środka.
Pokój miał ściany w kolorze bordowym,a podłogę z jasnej deski. Na środku stało duże łóżko,a po bokach szafki nocne. Dostałam też komode, biurko i drzwi pewnie do łazienki. Bez większego zastanowienia padłam na łóżko i zamknęłam oczy. Niby nie robiłam nic specjalnego, ale czułam się wyczerpana. Nim zdążyłam się obejrzeć sama opłynęłam w sen...
                                             **************************************
                 Obudziło mnie pukanie do drzwi. Myślałam, że to Sebastian, więc wstałam, przecierając oczy. Z ociąganiem podeszłam do drzwi po drodze, zapalając światło.Otworzyłam je i zaniemówiłam, na widok osoby w drzwiach. To nie był Sebastian,a Nate. Ale czego on mógł chcieć po 5 w nocy ?! Spojrzałam na niego zaspanym wzorkiem,a on wydał mi się dziwnie speszony.
- Nate wszystko okej ?-spytałam, a on przyjrzał mi się uważnie, a potem zlustrował pokój dokładnie, jakby, szukając kogoś prócz mnie. O co mu chodziło ? 
W końcu powrócił wzrokiem do mojej twarzy i wziął głęboki wdech po czym spytał niepewnie:
-Możemy pogadać ?
                                           ******************************
              I tak oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie ma dużo błędów i podoba się. Czekam na wasze odpowiedzi ! I kolejny postaram dodać się w tygodniu, choć niczego nie obiecuje! :* Liczę, że bardzo źli nie jesteście i wybaczycie mi to, że dopiero dziś :* I przepraszam, za błędy nie miałam siły poprawiać. Sprawy osobiste :*
                                                                                           -LoVe Is NoT GaMe







niedziela, 25 stycznia 2015

                           Związek na odległość 

Małe oderwanie od historii, abyście nie mieli cały czas rutyny. Na marginesie rozdział obiecuje dodać do piątku ! A teraz dzisiejszy temat: Związek na odległość.
Łatwy to on nie jest. Odczuwasz jego wady, gdy potrzebujesz wtulić się w kogoś i zapomnieć o wszystkim. To, że nie można się widywać na co dzień. Przytulać, całować i rozmawiać normalnie to nie oznacza, że nie warto ! WARTO!!!! Jeżeli się kogoś kocha to naprawdę można znieść chyba wszystko. Przynajmniej ja. Wiadomo strasznie się tęskni. Marzy o tym, aby już móc być razem ! Aby móc się tulić, rozmawiać, całować i co tam jeszcze wymyślimy.
Nie mówie, że to bajka jak każdy wolałabym, aby być z nim/nią na codzień. Czasem ma się dość i łapię się doła, ale (przynajmniej u mnie) to tylko ta jedna osoba umie mi poprawić humor i sprawić, że znów mam uśmiech. Mam nadzieje, że u innych jest tak samo:*
Ale dla mnie to też jest taki dowód. Bo po co spędzać z kimś każdą wolną chwile, pisząc czy gadając przez telefon/skype, a nawet zarywać nocki aby pogadać chwile, gdy się nic do tej osoby nie czuje ???? Dla mnie to dowód, że jednak mu zależy na mnie! Inni już by mieli mnie dość, a on nie w dodatku zawsze mnie zrozumie co jest rzadkie. Ale okej o mnie dość. Ja chcę tylko powiedzieć, że jeśli się kogoś KOCHA i UFA BEZGRANICZNIE to odległość nie jest tak straszną przeszkodą, a wierność nie jest wyczynem !!!  I zapewnie was o czymś TA SYTUACJA NIE BĘDZIE TRWAĆ WIECZNIE!!!!!!
A wyobrażacie sobie radość, gdy się spotkacie? To szczeście ? Czy to nie jest warte tego ? Bo dla mnie jest !!!
Ja się nie poddam, bo po prostu nie umiem żyć bez niego. I jeżeli ktoś kto jest w tej samej sytuacji czyta to ,to życzę ci powodzenia i trzymam kciuki za was :*

                                                               **************
Nie rozpisałam się bardzo,bo to by nie miało ładu i składu. Z resztą cieżko napisać wszystko co by się chciało. Mam nadzieje, że bardzo źli nie jesteście. Rozdział jak mówiłam pojawi się do piątku :* Czekam na wasze przemyślenia na ten temat i w ogóle.
I jak macie jakiś pomysł na temat, który moge opisać to walcie śmiało tutaj prosze:*** 
                                                                                      - LoVe Is NoT GaMe

środa, 21 stycznia 2015

                                           Rozdział.10.
                            Leżałam z głową na ramieniu Sebastiana. Oddychał równomiernie, a jego dłoń bawiła się moimi lokami. Uśmiechnęłam się i podniosłam głowę, patrząc mu w oczy.
- Nie zasługuje....
- Przestań!-przerwałam mu, wiedząc co chciał powiedzieć. Przyłożyłam mu palec do ust, aby nic nie mówił.
-Zasługujesz naprawdę. Kocham cię i to się nie zmieniło, rozumiesz ?-powiedziałam pewnie, a on się uśmiechnął. Złapał moją dłoń i pocałował ją delikatnie co i tak przyprawiło mnie o dreszcze.
- Ja ciebie też kocham skarbie-zapewnił, a ja uśmiechnęłam się. Przybliżyłam głowę, chcąc go pocałować. Kołdra zsunęła się niżej ukazując moje nagie piersi. Zaczerwieniłam się, a on delikatnie dotknął ich ciepłymi dłońmi. Pocałował mnie lekko przygryzając dolną wargę. Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają i staje w nich rozradowany Daniel.
- Dobry ptaszki !-powiedział sztucznie słodko. Pisnęłam i momentalnie okryłam się kołdrą pod brodę. Na twarzy chłopaka pojawił się ten irytujący chamski uśmiech. Jaki ćwok !
- Wyjdziesz sam w ciągu 3 sekund, albo ja cię stąd wyrzucę-powiedział ostro Sebastian, a jego brat oparł się o framugę drzwi dłonie, krzyżując na piersi. Uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Podoba mi się ten widok. Mogę dołączyć ?-zapytał,a chłopak obok mnie zdenerwował się. Czułam to, bo napinał mięśnie prawie do granic możliwości.
- 3 sekundy-powiedział oschle wychodząc z łóżka w samych bokserkach. Jak to możliwe to nie wiem.
- A lubiłeś trójkąciki-powiedział widocznie zadowolony z siebie. Ani trochę mu nie wierzyłam. Denerwował mnie i to bardzo.
- Wyjdź !-powiedział zdenerwowany Sebastian, a Daniel wzniósł ręce do góry w geście kapitulacji. Mrugnął do mnie jeszcze, a potem zniknął za drzwiami. Sebastian odetchnął głęboko i spojrzał, na mnie. Uśmiechnęłam się. Na twarzy wciąż miałam rumieńce.
- Ja... to był tylko raz-przyznał, a ja dopiero po chwili zrozumiałam o co mu chodzi. Zaskoczył mnie. Uśmiech zszedł z mojej twarzy, a on zmartwiony usiadł koło mnie i wziął moją dłoń. Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak. Kilka razy otwierał i zamykał usta, aż ja się odezwałam.
- Wszystko w porządku. Zaskoczyłeś mnie tylko-przyznałam, ściskając jego ciepłą dłoń. Nie wiedział co powiedzieć. Widziałam w jego niebieskim oczach wstyd i niepewność.
-Ale nie planujesz już tego ?-spytałam otwarcie,a on od razu pokiwał przecząco głową co mnie uspokoiło.
- Nigdy. Tylko z tobą chce kochanie-zapewnił, a ja pocałowałam go krótko w usta. Odwzajemnił pocałunek, ale po chwili westchnął i oparł swoje czoło o moje.
- On tu wróci. Nie da nam spokoju. Jest wścibski zawsze był-powiedział po chwili patrząc w moje oczy. Uśmiechnęłam się, a on pocałował mnie w czoło, wstając.
- Lepiej zejdźmy, bo spali kuchnię-powiedziałam, a on się uśmiechnął. Kochałam ten jego uśmiech. Kochałam jego.
- Ubiorę się i dojdę-powiedziałam, a on się uśmiechnął. Szybko założył czyste dżinsy i koszulkę. Podszedł do mnie pocałował i wyszedł z pokoju, abym mogła się ubrać. Zrobiłam to bardzo szybko. Jakoś jednego dnia przeniosłam tu swoje ciuchy,ale nie wszystkie. Założyłam krótkie dżinsowe spodenki i bluzkę na ramiączkach w kolorze niemal jak oczy mojego ukochanego. Szybko przed lustrem ogarnęłam włosy związując je w kucyk na górze głowy. Nie malowałam się, bo nie wyglądałam tragicznie. Założyłam baletki i wyszłam na korytarz. Sebastian czekał przy schodach z tym anielskim uśmiechem, który pojawiał się,gdy patrzył na mnie. Jego uśmiech wywoływał u mnie uśmiech i nijak nie mogłam go powstrzymać. Nawet nie próbowałam.
- Nie musiałeś czekać-powiedziałam, podchodząc do niego i, całując go w polik. Wziął mnie za rękę i westchnął.
-Nie chcę być z nim sam na sam. Przy tobie umiem się kontrolować, ale jak on zacznie coś gadać to nie ręczę za siebie- przyznał, a ja mocniej ścisnęłam jego ciepłą dłoń. W głosie był lekki gniew, który rzadko się pojawiał i ból. Nie lubiłam tego tonu Sebastiana, ale rozumiałam dlaczego tak mówił.
- Będę cię pilnować kotku-powiedziałam, a on pocałował mnie w czoło. Zaczął schodzić po schodach,a ja za nim. Widocznie był trochę rozluźniony, ale nadal widziałam, że wspomnienia go nachodzą i męczą. Nie wiedziałam co zrobić, aby mu pomóc. Nie chciałam, aby cierpiał.
Nagle Sebastian zatrzymał się gwałtownie na ostatnim stopniu, a ja omal nie wpadłam na niego. Jego mięśnie całe się napięły, a twarz zrobiła się blada jak marmur.Patrzył na otwarte drzwi kuchni, w których było widać jak Daniel zajada naleśniki z szerokim uśmiechem. Wiedziałam, że to nie na brata tak zareagował. Po chwili przy stole pojawiła się kobieta. Miała długie brązowe włosy o odcień jaśniejsze od moich i piwno-złote oczy. Miała na sobie bluzkę z krótkim rękawkiem, a jej ramiona oplatały różne czarne runy. Domyśliłam się, że jest Nocnym Łowcą. Miała podobne rysy twarzy do Sebastiana.... 
I właśnie mnie olśniło. Ta kobieta to była jego matka. Dlatego Sebastian tak skamieniał, bo to kobieta, która przed laty go zostawiła. Spojrzałam na chłopaka, dotykając jego ramienia.
-Sebastian wszystko gra ?-spytałam  czule, ale on nie odpowiedział.Stał i wpatrywał się uparcie w kobiecie. Jego twarz nie wyrażała emocji, ale ja widziałam wszystko w oczach. Ból, rozpacz, gniew, złość. nienawiść, miłość, tęsknotę. Nigdy nie widziałam tylu mieszających się uczuć,
 Usłyszałam stukanie obcasów o podłogę i po chwili stała przed nami ta sama kobieta z lekkim uśmiechem.
- Synku-powiedziała wesołym głosem, chcąc go uściskać, ale on się cofnął i omal nie wywrócił na schodach.
- Nie jestem twoim synem, on siedzi tam-odezwał się suchym głosem, wskazując na Daniela, który pomachał nam widelcem z nabitym kawałkiem naleśnika i tym swoim uśmiechem. Sebastian patrzył na matkę zimnym wzrokiem, a ręce skrzyżował na piersi.
- Sebastianie zawsze byłeś i jesteś moim synem-powiedziała spokojnie kobieta, kładąc dłoń na jego. Nie ruszył się, ale nie okazał żadnych uczuć.
- Co się stało ? Clave się dowiedziało i chcę mnie zabić ? A może zrobić eksperymenty ? A może nadchodzi wojna, a wy chcieć mnie wykorzystać, aby oszukać demony ? Nie piszę się ! Więc wynoś się stąd Charlotte!-powiedział ostro Sebastian. Nie, zwracając uwagi na nikogo przepchnął się obok mnie i kobiety, i ruszył do salonu. Zatrzasnął za sobą drzwi. Chciałam ruszyć za nim, ale zatrzymała mnie kobieta.
- Każ mu ze mną porozmawiać-powiedziała sucho do mnie, a ja wyrwałam się z jej uścisku. Wkurzała mnie ta kobieta tak jak jej młodszy syn.
- Nic mu nie będę kazać-powiedziałam  i ruszyłam do salonu, gdzie był mój chłopak.
       Siedział na sofie z twarzą w dłoniach.Oddychał szybciej i płyciej, a jego mięśnie były całe napięte. Podeszłam do niego i usiadłam obok kładąc dłoń na jego ramieniu.Wzdrygnął się, ale nie zabrał dłoni.
- Nie musisz z nią rozmawiać.-powiedziałam,a on tylko westchnął. Położył dłonie na kolanach, ale wpatrywał się w podłogę.
- Kotku? Powiedz coś-powiedziałam ,dotykając jego dłoni.Myślałam, że ją splecie z moją jak zawsze, ale nie zrobił tego.
- Chcę zostać sam-powiedział sucho.
- Seba ja chcę......
- Chcę być sam-powtórzył ostro. Zaskoczyło mnie to i odsunęłam się kawałek.
- Zrozum pieprzenie nic mi nie pomoże.Chcę zostać sam zrozum ! Twoje pocieszanie w łóżku się nie sprawdzi !-dodał sucho,a ja poczułam ukłucie bólu w sercu. Jak mógł tak powiedzieć ? Przecież ja nigdy by tak nie zrobiła!
- Ja.... nie myślałam.....-zaczęłam się jąkać, nie wiedząc co powiedzieć. Zabolało mnie to. W oczach miałam łzy. Zerknął na mnie,a potem znów na podłogę.
- Wyjdź-powiedział tylko,a ja nie wiedziałam co robić. Nie chciałam go zostawiać,ale on nie chciał najwidoczniej mojej obecności. Wstałam więc, powstrzymując łzy i wyszłam z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
                           ***************************
             Siedziałam w pokoju Sebastiana po turecku na łóżku, rozmyślając. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie wierzyłam, że on to powiedział.A, jednak słyszałam to na własne uszy. Dlaczego on tak powiedział ??? Przecież ja go kocham i chcę aby był szczęśliwy za wszelką cenę! Nie ważne czy ja będę przez to cierpieć,ale on ma być szczęśliwy !!! Dlaczego on powiedział,że pieprzenie ???? Czy on myśli,że tylko dlatego z nim jestem ?!?!?!! 
Moje rozmyślenia przerwał Daniel, wchodzący do pokoju.
-Czego ?-powiedziałam sucho, zerkając na niego. Byłam zła na to,że się pojawił. Że przypomniał przeszłość Sebastianowi. Że znowu musiałam go znosić, choć za każdym razem, gdy go widziałam bolało mnie serce. A po słowach Seby bolało jeszcze mocniej. 
- Pogadać- odpowiedział, podchodząc do łóżka i siadając na nim przede mną. Nie chciałam być z nim w jednym pomieszczeniu. Chciałam, aby zniknął z mojego i Sebastiana życia. 
- O czym ? Po co ty tu przyjechałeś ?-spytałam ostro, a on wpatrywał się we mnie. Jednak jego wzrok zjeżdżał na mój dekolt i usta. Rzadko kiedy patrzył w moje oczy.
- Bo chciałem cię zobaczyć. Tęskniłem-wyznał, a w jego głosie słyszałam ból. Tylko, że nie wierzyłam mu ani trochę.
- Nie miałeś kogo pieprzyć ? Nie było chętnych ? Ty biedaku-powiedziałam ironicznie, patrząc zimnym wzrokiem na niego.
- Nie. Ja zrozumiałem, że....-umilkł jakby nie mogło mu to przejść przez gardło. Nie byłam cierpliwa nie po dzisiejszym dniu.
- Że ???- spytałam zniecierpliwiona, a on spojrzał mi w oczy. Naprawdę moje oczy. Szkoda tylko, że nie czułam tego co kiedyś. Tylko wzrok Sebastiana tak działał.
- Że cię kocham- powiedział w końcu, a mnie zamurowało. On chyba żartował ?!?! Co on sobie myślał ?!?!
Nie zdążyłam mu odpowiedzieć, bo złapał mnie mocno za kark i pochylił się. Nim zdążyłam się wyrwać zmiażdżył moje wargi swoimi.....
                          ***************************
            -Sebastian porozmawiaj ze mną-powiedziała przed drzwiami Charlotte. Stała tam od godziny i próbowała, aby syn ją wpuścił. W końcu usłyszała jak ktoś przekręca klucz i drzwi się uchylają. Kobieta otworzyła je szerzej i weszła do środka. Jej pierworodny siedział na kanapie z dłońmi na kolanach i wpatrzony w podłogę.
- Masz 5 minut, potem nie chce cię więcej widzieć- powiedział chłopak, patrząc w jej oczy. Było w nich zimno, które skrywało ogromne cierpienie. 
- Wiem, że nie chcesz mnie znać, ale zrozum, że byłam przerażona- powiedziała spokojnie, siadając obok syna.
-Ty byłaś ? Byłem małym chłopcem. Miałem niecałe 4 lata ! Nie wiedziałem dlaczego. Dlaczego potem ojciec zaczął wymagać ode mnie tak wielu rzeczy. Dlaczego się nade mną znęcał ! Byłaś moją matką do cholery powinnaś mnie chronić, a nie pozwalać mu na to!- powiedział ostro Sebastian, patrząc w jej oczy. Na jej twarzy pojawił się szok. Nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Ojciec powiedział mi co robił. Co zrobił ze mnie. Że popełnił błędy, ale nie muszę być demonem. A potem skonał ! Gdzie ty byłaś ?! Gdzie byłaś przez te wszystkie lata ?!?! Nie było cię!!!! Dla ciebie liczy się tylko Daniel, wiec mnie zostaw w spokoju.- dodał po chwili zimnym tonem. Oddychał szybciej. Przez lata nauczył się maskować emocje i teraz to mu się przydało. Jego rodzicielka siedziała zszokowana, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Wiem. Myślałam, że zabił mi dziecko a stworzył potwora. Ale pomyliłam się. Przepraszam. Pozwól mi to naprawić. Pojedź z nami do Instytutu i zacznijmy od nowa.- powiedziała w końcu. Sebastian poczuł jakby ktoś wbijał mu nóż w serce. Tęsknił za poczuciem, że ma rodzinę, ale nie umiał uwierzyć Charlotte.
- Pojedziesz z nami ?-spytała po dłuższej chwili ciszy, a Sebastian uspokoił się i spojrzał w oczy matki......
                                                ************************************
  Przepraszam, że tak długo. Mam troche do roboty i staram się dodawać, gdy tylko mam czas. Przepraszam was. Mam nadzieję, że się podoba i nie ma dużo błędów. Ostatni wątek to nowość, ale czasem będzie się pojawiać. Mam nadzieje, że dacie swoje opinie.:****
                                                                                                 -LoVe Is NoT GaMe 




sobota, 10 stycznia 2015

                                     Rozdział.9.
                    Usiadłam gwałtownie na łóżku cała zapłakana.Nie mogłam przestać szlochać. Starałam się uspokoić, gdy poczułam jego silną dłoń na ramieniu.Spojrzałam w jego błękitne oczy. Był cały i zdrowy,a to był tylko koszmar! Tylko sen! Nic mu nie jest!
 Wpatrywał się we mnie, a ja przytuliłam się do jego klaty.Była ciepła i silna. Objął mnie silnymi ramionami,a ja poczułam się bezpieczna. Świeże łzy już nie leciały,a ja przestałam się tak trząść. Przykrył mnie kołdrą wciąż tuląc.
-Powiesz mi co się stało ?-zapytał po chwili,a ja spojrzałam w jego spokojną twarz. W oczach zobaczyłam zmartwienie. Otarł moje łzy kciukiem, a ja się uśmiechnęłam na ten gest. Cały strach wyparował, gdy mnie przytulił. Czułam się bezpieczna i szczęśliwa.
- Zły sen-odpowiedziałam, a on pocałował mnie w czoło co przyprawiło mnie o dreszcze.
-Opowiesz mi ?-spytał,a ja z powrotem przytuliłam się do niego. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech.
- Byliśmy tutaj. Coś cię zraniło. Narysowałam ci iratze, ale ono nie zadziałało, nie wiem czemu. Umierałeś,a ja nie mogłam nic zrobić. Płakałam tylko i błagałam abyś został. To było takie realne i straszne-opowiedziałam mu, a on mocniej mnie przytulił.
- Nigdy mnie nie stracisz obiecuje. To był tylko sen, a ja zawsze będę przy tobie-powiedział pewny siebie,a ja podniosłam głowę i pocałowałam go.Zawsze wiedział co powiedzieć, aby mnie uspokoić. Uśmiechnęłam się do niego i położyłam głowę na jego klatę.
- Śpij skarbie. Będę tutaj-powiedział, a ja zamknęłam oczy uśmiechając się delikatnie.
-Zawsze-wyszeptał, a ja poczułam się całkowicie spokojna. To był tylko sen. Tylko sen. Sebastian jest cały i zdrowy.Jest przy mnie, a ja go nie oddam. Nigdy !!!
                         ****************************
                    Przetarłam oczy ręką i usiadłam na łóżku, przeciągając się jak kot. Spojrzałam na Sebastiana. Wpatrywał się we mnie z szerokim uśmiechem. Zapomniałam, że byłam tylko w halce, w kolorze oceanu. Nie za dużo zakrywała.
-Spałeś w ogóle ?-spytałam,a on usiadł i pocałował mnie krótko,ale i tak przebiegły mnie dreszcze.
- Coś tam spałem, ale wolałem patrzeć na ciebie-odpowiedział, a ja uśmiechnęłam się do niego.
-A co źle wyglądam ?-spytał z uśmiechem, a ja roześmiałam się. Przeczesałam ręką jego złociste włosy i powiedziałam :
-Jak anioł- wydał się zaskoczony na moment,ale nie zdążyłam spytać, bo na dole rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Spojrzałam na drzwi. Zaczynałam się bać.A już w ogóle po moim koszmarze.
- Co to było ?-spytałam cicho, patrząc na drzwi.
- Nie wiem. Sprawdzę-powiedział Sebastian, wstając. Chwyciłam go mocno za dłoń i nie chciałam puścić. Miał na sobie tylko bokserki, ale to nie oto chodziło. Bałam się o niego. Nie chciałam aby ryzykował. Spojrzał  na mnie tymi niebieskimi oczami i uśmiechnął się kojąco.
- Wszystko będzie dobrze. Wrócę za chwilę-powiedział,ale ja i tak go nie puściłam.
- Boje się o ciebie-wyznałam drżącym głosem, a on pochylił się i wziął moją twarz w dłonie. Wpatrywałam się w jego oczy jak ocean. Czułam jego ciepły oddech na moich ustach.
- Nie bój się. Nic mi nie będzie. Wrócę obiecuje-zapewnił i pocałował mnie. Spojrzał na mnie jeszcze raz, a ja puściłam jego dłoń. Odgarnął kosmyki moich włosów za ucho i pocałował w czoło.
- Wszystko okej-zapewnił i wyszedł. Patrzyłam jak zamykają się za nim drzwi. Bałam się o niego, bo nie wiedziałam kto może być na dole.Wstałam i zaczęłam chodzić po pokoju czekając aż wróci. Żeby czymś się zająć pościeliłam jego łóżka. Wtedy zorientowałam się, że jestem w samej halce. Podeszłam do jego komody i założyłam jego niebieską koszulę w kratę. Zapięłam ostatni guzik oglądając się w lustrze. Uwielbiałam chodzić w jego koszulach. Były tak przyjemnie miękkie i pachniały jak on. Oceanem i miętą. Kochałam ten zapach.
Chodziłam wciąż po pokoju starając się nie panikować. Tylko, że minęło już ponad 20 minut, a ja miałam dość czekania. Nie słyszałam z dołu żadnych odgłosów i nie wiedziałam czy się cieszyć czy martwić.  Postanowiłam sprawdzić co się dzieje, bo jeszcze chwila a zaczęłabym rwać sobie włosy z głowy. Szłam nasłuchując czegokolwiek. Usłyszałam pierwsze oznaki kłótni, gdy schodziłam powoli po schodach.
- Mówiłem, że nie chcę cie znać !!!-usłyszałam zdenerwowanego Sebastiana w kuchni.
- To także mój dom !-usłyszałam odpowiedź. Zamarłam przed drzwiami kuchni. Znałam ten głos. I nienawidziłam go. Ale to nie mógł być on !!! Nie mógł !
- Nie twój odkąd...- Sebastian zamarł w pół zdania widząc mnie w drzwiach. A ja wlepiałam się w nich. Sebastian przyciskał Daniela do ściany kuchni, a ten śmiał się non stop. Jak idiotka, którym był. Spojrzał na mnie i odwrócił głowę. O czyżby nagle się wstydził!? Wpatrywałam się w nich przerażona nie wiedząc co zrobić. Co tu się działo ?! Mój chłopak momentalnie puścił Daniela, który osunął się na ziemie oddychając głęboko. Nie patrzyłam na niego tylko na blondyna stojącego przede mną i wpatrującego się w moje zielone oczy.
- Co się stało ?-spytałam odzyskując mowę. Wziął moją dłoń i trzymał ją robiąc koła kciukiem na jej wierzchu.
- Przylazł tu choć mu zabroniłem.-odpowiedział ze złością w głosie zerkając na chłopaka, który teraz opierał się plecami o blat poprawiając koszulkę. Jaki idiota ! Ja nie chciałam go już nigdy widzieć, a on znowu się pojawia !
- To także mój dom-powtórzył sucho Daniel zerkając na mnie choć na niego nie patrzyłam.
 -Nie! Nie od kiedy zwiałeś z .!!!-wybuchnął Sebastian, a ja cofnęłam się o krok zaskoczona jego wybuchem. Zamilkł i spojrzał na mnie.
- Powiedz. No dokończ. Powiedz jej wreszcie prawdę braciszku-powiedział to ostatnie zdanie z chamskim uśmieszkiem akcentując każdą sylabę. Zmroziło mi krew w żyłach. Brat ? Oni są rodzeństwem ???
- Idź mi z oczu !-powiedział zły Sebastian, a Daniel tylko wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni.
- Będę u siebie-zawołał przez ramię wychodząc, a Seba westchnął.Podszedł do blatu i oparł się o niego dłońmi plecami do mnie.
-Powiesz mi o co tu chodzi ?-spytałam spokojnie choć byłam całkowicie rozbita. Dlaczego mi nie powiedział ??!
- To prawda jest moim bratem. Młodszym o 2 lata. Uciekł z naszą matką i teraz ona nagle sobie przypomniała o mnie-powiedział oschle, ale słyszałam w jego głosie ból. Wiedziałam, że cierpi, ale kompletnie się pogubiłam.
- Mówiłeś, że twoja mama nie żyje kłamałeś ?-spytałam podchodząc bliżej i zatrzymując się tuż przed jego plecami.
- Bo dla mnie umarła, gdy mnie zostawiła. Ale tak naprawdę to żyję. Przepraszam,że cię okłamałem-powiedział skruszony, a ja przytuliłam się do niego od tyłu, splatając dłonie na jego klatce piersiowej. Nałożył swoje dłonie na moje i ścisnął. Wiedziałam, że cierpi, a nie chciałam tego. Okej okłamał mnie, ale rozumiem go. Przeżył dużo i nie chciał o tym mówić. Rozumiem jego postępowanie i chciałam mu pomóc.
-Nic się nie stało. Przykro mi. A co z nim zrobisz ?-spytałam, a on odwrócił się twarzą do mnie. Objął mnie i przytulił chowając głowę w moich włosach, Jego oddech łaskotał moją szyję co przyprawiało mnie o dreszcze.
- Niech zostanie na razie. A ja muszę pomyśleć sam-odezwał się po chwili patrząc w moje oczy. Pokiwałam głową, a on pocałował mnie w czoło.
 -Ufam ci. Wrócę niedługo. Uważaj na siebie-powiedział, a ja uśmiechnęłam się.
- Będę obiecuje-powiedziałam, a on puścił mnie i podszedł do ściany. Patrzyłam jak rysuje runę i pojawia się brama. Przeszedł przez nią i zostałam sama. No nie całkiem sama. Był jeszcze chłopak, którego szczerze nienawidziłam. Niestety musiałam jakoś to przeżyć. Nie mogłam na siłę kazać mówić Sebastianowi. Jeżeli to chciał pomyśleć to dobrze tylko bałam się, aby czegoś sobie nie zrobił. Westchnęłam i pozbierałam w sobie całą odwagę i samokontrolę. Nie mogłam dać mu się sprowokować. Nie dam mu tej satysfakcji. Ruszyłam po schodach do góry. Zaczekam w pokoju Sebastiana, aż wróci i ustali co robimy z nieproszonym gościem. Chciałam wejść do pokoju kiedy usłyszałam, że ktoś przewrócił się w jednym z pokoi. Chociaż bardzo chciałam to olać, to nie umiałam i ruszyłam w stronę tego pokoju. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Daniela siedzącego na łóżku bez bluzki, co mnie już nie ruszało odkąd miałam Sebastiana. Wyczuł chyba mnie, bo odwrócił głowę i spojrzał na mnie.
- Czegoś szukasz ?-zapytał sucho,a ja się zdenerwowałam. Po co ja tu przychodziłam?
- Dlaczego tu przylazłeś ?-spytałam ostro. Chciałam znać odpowiedź. Skoro nie było mojego chłopaka to mogłam mojego byłego wypytać. Ludzie co to za plątanina !?
- Odwiedzić brata,ale spodziewałem się milszego powitania-powiedział z tym chamskim uśmiechem, który prawie nie znikał z jego twarzy. Coraz bardziej mnie denerwował, ale nie okazywałam tego. Chociaż najchętniej wykopałabym go przez okno.
-Mogłeś to przewidzieć. Czego się spodziewałem po tym jak zostawiła go wasza matka, a ty z nią ?-powiedziałam chamsko. A co? Jak on mi tak ja mu!
- Widzę, że jesteś obeznana. A wiesz czemu odeszła ? Powiedział ci? Jasne, że nie, bo wie, że wtedy cię straci-powiedział oschle,a ja ścisnęłam ręce pięści, aby mu nie przyłożyć. Co on wygadywał ?!
- Nie powiedział, to ty powiedz-zażądałam ostro, a on się roześmiał.
-Ciekawska jak zwykle. Ciekawe dlaczego mój brat tak polubił przyziemną ? Może mu zaimponowałaś w czymś hmmm?-zapytał przekrzywiając głowę i patrząc na mnie. Zapomniałam,że byłam w koszuli Sebastiana, a pod tym była tylko halka. Jednak nie chciałam mu dać nic po sobie poznać i skrzyżowałam dłonie na piersi i zrobiłam pewną postawę.
- Nie twój interes. I nie jestem przyziemną, a Nocnym Łowcą-powiedziałam dumna z siebie, a gdy zobaczyłam jego pełną szoku minę od razu mi powrócił humor. A taka mała niespodzianka dla niego.
- Oj biedny chłopczyk nie wiedział ?-spytałam sarkastycznie z uśmieszkiem.
- Niby jakim cudem. Przemienił cię ?Nie ma kielicha!-powiedział zdenerwowany Daniel. Zawsze się denerwował, gdy czegoś nie wiedział lub nie rozumiał. A mi to dawało teraz satysfakcje i radochę.
- Nie przemienił. Byłam nią zawsze, a ty tego nie zauważyłeś-odpowiedziałam, a on spojrzał w okno.
-Tylko tak ci mówi, żebyś nie była smutna. Ach cudowny Sebuś-powiedział ironią, a ja się zdenerwowałam.
- Jakbym nie była to bym nie przeżyła nakładania run-powiedziałam, pokazując nadgarstek gdzie miałam runę. Spojrzał i znowu na jego twarzy odmalowało się zaskoczenie.
- Szczęścia życzę z moim kochanym braciszkiem. Umie zadowolić co nie ? Tylko uważaj lubi więcej niż jedną osobę z łóżku-powiedział, a we mnie zawrzało ze złości. Jak ten pacan śmiał tak mówić ?!?
- Zamknij się lepiej.-powiedziałam sucho,a ten uśmiechnął się chamsko widząc. że się zdenerwowałam.
- Ojoj nie denerwuj się,bo zmarszczek dostaniesz. Mówię ci jak jest. Nocny Łowca z krwią demona ma różne pomysły-powiedział,a mnie zamurowało. Jednak nawet na chwilę mu nie uwierzyłam. Sebastian nie zachowywał się jak ktoś kto może mieć krew demona w sobie. Zachowywał się jak anioł.
- Nie pieprz farmazonów. On jest Nocnym Łowcą. Jak już to ty masz krew demona.-powiedziałam ostro. Miałam ochotę przywalić mu w ten jego łeb, aby przestał się tak uśmiechać. Ale stałam twardo nie chcąc dać mu tej satysfakcji.
- Nie. Nasz ojczulek podawał matce krew demona, gdy ta była w ciąży z Sebastianem. Dlatego ma w sobie krew demona. Nie kłamie. Uciekła ze mną, bo wiedziała, że wyrośnie z niego potwór, jakiego nasz ojciec sobie wymarzył. Pewnie szkoli go nadal na przywódcę-powiedział oschle Daniel,a ja miałam dość. To nie mogła być prawda.
- Wiem, że mi nie wierzysz.Zapytaj sobie jego.On ci powie,że to prawda. Ale potem ja chcę z nim gadać.Nasza matka chciała, abym  mu coś przekazał-dodał,a ja miałam dość. Jakbym tam jeszcze chwilę postała to rzuciłabym się na niego z gołymi rękami. Wyszłam szybkim krokiem i poszłam do pokoju Sebastiana. To nie mogła być prawda! Przecież Sebastian się tak nie zachowuje !!! On nigdy nic nie zrobił co mogłoby by wskazywać,że ma krew demona! To chore żarty Daniela!!!
                        ******************************
                       Siedziałam na łóżku w pokoju Sebastiana czytając kodeks Nocnych Łowców. Nie szło mi to dobrze, bo non stop wracałam do tego co mi powiedział Daniel. Nie wierzę mu ani trochę. A jednak nie mogłam  przestać o tym myśleć. Cały czas coś podpowiadało mi,że to prawda, ale ja nie chciałam w to uwierzyć. Nagle moje rozmyślenia przerwał dźwięk wchodzenia po schodach. Momentalnie odłożyłam książkę na stolik i wyszłam z pokoju. Sebastian stał na szczycie schodów patrząc na mnie z tym anielskim uśmiechem. Może nie powinnam,ale tak bardzo się za nim stęskniłam, że nie mogłam się powstrzymać. Podbiegłam do niego i przytuliłam się bardzo mocno do niego. Zachwiał się lekko, ale zaraz objął mnie ramionami i przytulił. Schował głowę w moich moich włosach, a jego oddech muskał moją skórę przyprawiając o dreszcze.
-Już dobrze-wyszeptał, a ja uśmiechnęłam się do jego koszuli.
- Co z Danielem ?On mówi..-nie zdążyłam dokończyć, bo na korytarzu pojawił się Daniel, a Seba cały się napiął.
- Że jestem potworem-dokończył za mnie z tym chamskim i pewnym siebie uśmiechem. Odchyliłam się i przesunęłam na bok wciąż w objęciach mojego chłopaka.
-Tak jestem wiem o tym-powiedział spokojnie Sebastian,a mnie zamurowało. Wiedział ??? Wiedział,ale on się tak nie zachowuje. Nawet jego brat wydał się zaskoczony.
- W takim razie nie będę musiał cię przekonywać,że to prawda. To mam jeszcze jedną wiadomość -zapowiedział, a Sebastian westchnął i skinął, aby mówił.
- Nasza matka, chce z tobą gadać
- Nie!-powiedział od razu ostro chłopak trzymający mnie. Był cały napięty, a ja nie miałam odwagi się odezwać.
- Ona chce tu przyjechać-powiedział Daniel.
- Zapomnij ! Ty jesteś mimo wszystko moim bratem i możesz zostać, ale jej nie chcę tu widzieć !!!-powiedział ostatecznie i puścił mnie. Szybkim krokiem nawet się nie oglądając wszedł do pokoju i zamknął drzwi. Patrzyłam za nim oniemiała ze zdziwienia. On się nie zachowywał jak demon. Nie zabijał niewinnych! Nie cieszył się z cierpienia innych i ich bólu ! On był przeciwieństwem demona !!!
- Przekonaj go.Nasza matka chce go zobaczyć-odezwał się Daniel, a ja zerknęłam na niego. Wkurzał mnie. Po co on się tu pojawiał ?!
- Nie. To jego decyzja, a ja się mu nie dziwie-odpowiedziałam sucho i ruszyłam do drzwi pokoju Sebastiana. Nie zostawię go samego. Nie ma takiej opcji. Muszę z nim porozmawiać.
- Sebastian to ja-powiedziałam, pukając do drzwi.Nie usłyszałam nic, a nie chciałam odpuścić. Więc po prostu nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi. W pokoju było na pół ciemno.Sebastian siedział na łóżku z twarzą w dłoniach. Widziałam, że jest zmartwiony i załamany. Wiedziałam, że to wszystko go boli.
- Nie będę cię zmuszał czy przekonywał-odezwał się spokojnie nie patrząc na mnie. O nie, nie zostawię go !!! Podeszłam powoli i stanęłam przy łóżku.
-Do czego ?-spytałam patrząc na niego. Jednak on nawet na mnie nie zerknął. Opuścił dłonie na kolana i wpatrywał się w nie.
-Żebyś mnie nie zostawiała.Rozumiem,że nie chcesz mnie znać-odpowiedział neutralnym  głosem,ale ja słyszałam w nim ból. Usiadłam obok niego i położyłam moją dłoń na jego.
- Nie zostawię cię. Ja cię kocham i to się nigdy nie zmieni-zapewniłam go. Splótł moją dłoń ze swoją i zaczął robić kółka na jej wierzchu swoim kciukiem.
- Ja ciebie tez kocham, ale ja naprawdę mam w sobie krew demona. Daniel nie kłamał.Mój ojciec powiedział mi,że popełnił ogromny błąd podając go matce, ale dodał też, że nie muszę być potworem-powiedział, a ja położyłam głowę na jego ramieniu. Byłam zmęczona całym tym dniem.
- Ale ty nie jesteś potworem. Jesteś Sebastian najcudowniejszy chłopak jakiego znam. Jesteś aniołem-powiedziałam i zobaczyłam kątem oka na jego ustach delikatny uśmiech.
- Nie geny o nas świadczą, lecz my sami-powiedziałam, a on wreszcie spojrzał na mnie swoimi niebieskimi jak ocean oczami.
- Naprawdę nadal mnie kochasz ?-zapytał z nadzieję, a ja dotknęłam dłonią jego ciepłego policzka.
-Naprawdę. Kocham cie-zapewniałam go z uśmiechem. Pochylił się i musnął moje wargi swoimi co przyprawiło mnie o dreszcz.
- Ja ciebie też-odpowiedział i pocałował mnie pewniej, trzymając moją twarz w swoich ciepłych i silnych dłoniach...
                       ********************************
Wiem, że długo musieliście czekać, ale naprawdę nie miałam czasu i siły. Jak już chciałam wstawić to nie miałam dostępu do laptopa. Przepraszam was. Mam nadzieję, że bardzo się nie gniewacie i, że rozdział się podoba. Przepraszam, że tyle musieliście czekać na kolejną notkę z rozdziałem.Wiem, że pewnie denerwowałyście się na mnie. Przepraszam ! I zapowiadam, że teraz rozdziały mogą pojawiać się raz dwa razy w tygodniu, bo wiadomo szkoła i nauka. Następny postaram się dodać w tygodniu, o ile nie będę miała dużo do nauki. Czekam na wasze komentarze :**
                                                                               - LoVe Is NoT GaMe