poniedziałek, 22 grudnia 2014

                                       Rozdział.7.
           -Daniel co ty tu robisz ?-spytałam podciągając nogi i kołdrę pod brodę. Usiadł na brzegu łóżka wpatrując się we mnie. Miał na sobie zwykłą koszulkę i skórzaną kurtkę. Ciacho trzeba to przyznać, ale pamiętałam co mi zrobił! I dlaczego uciekłam ! Niech sobie nie myśli, że mu się tak dam.
-Przepraszam cię za wszystko-powiedział skruszony patrząc mi w oczy. Daniel przeprosił ?? Tego jeszcze nie było. Chyba koniec świata.
- A co to się stało, że nagle przepraszasz ?Myślisz, że wtedy się zabawisz ? Od razu sobie odpuść.-powiedziałam sucho. Nie wierzyłam w jego słowa. Za bardzo mnie zranił. Nie zapomnę tego. Niech sobie mówi co chcę, ja już mu po prostu nie wierzę. Najlepiej niech stąd zniknie!
- Nie...ja... po prostu.... Chyba...-jąkał się Daniel. To do niego nie podobne. Czyżby był chory. Chyba na głupotę.
 Złapał moją dłoń i nie chciał puścić. Ścisnął ją mocno i kiedy jej nie wyrywałam uśmiechnął lekko. Niech sobie nie wyobraża nic. I tak mu nie wybaczyłam.
- Izzy ja cię kocham-wyznał, a mnie zatkało. On to powiedział ? Powiedział to ! Ale skąd mogę wiedzieć, że nie kłamał ??? Przecież to Daniel/Aleks. On był zawsze dobry w kłamstwie, a ja mu wierzyłam we wszystko. A teraz moje serce znów przyspieszyło, choć nie chciałam tego. Ja go nienawidzę !! Nie kocham !!! Zranił mnie. Upokorzył. Chciał wykorzystać i zabawić się ! A moje durne serce, wciąż reaguje na niego i jego słowa. To idiotyzm. Nie mogę ! Przecież on mnie nie kocha. Nie kocha. A może ???
Nie zdążam nic powiedzieć, bo Daniel całuję mnie i przewala na łóżko. Mój  rozum znikł zabierając rozsądek. Zostało tylko serce, które waliło domagając się jego. Uległam. Całował mnie, a ja odwzajemniłam pocałunki. Wplotłam dłonie w jego włosy i pociągnęłam lekko jak zawsze. Było jak kiedyś. Czułam ogromne pożądanie, choć w sercu teraz pojawił się dziwny ból. Ten sam, który czułam, gdy on mi powiedział, że możemy się tylko "bawić".  Nagle Daniel przestał i spojrzał na mnie. Był strasznie blady. Oddychał szybciej niż ja. Jego ręce spoczywały na mojej talii. A nie na tamtym miejscu jak to zwykle robił. Coś tu nie gra! Pocałował mnie jeszcze raz po czym wstał.
- Coś ci jest ?-spytałam. W moim głosie była troska, której nie powinno być. Przecież to Daniel czy tam Aleks !! To on się mną bawił ! Zostawił! A potem znowu chciał się zabawić !!! Jaka ja jestem głupia!
- Nie nic-odpowiedział słabszym głosem niż zwykle. Patrzyłam na niego. Widziałam,że coś mu jest.
- Nie kłam. Gadaj-rozkazałam, a on uśmiechnął się. Następnie dotknął pierścienia i rozmył się w powietrzu nim zdążyłam cokolwiek zrobić czy powiedzieć. Po prostu znikł. Co tu się do cholery wydarzyło !?!?!? Jak ja mogłam znowu się mu poddać ?!? Następnym razem po prostu go zabiję. Nie mogę non stop się zapominać. Ja go nienawidzę !!! A moje durne serce samo nie wie co robić. Wpierw wali szybciej, a potem znów pojawia się ten okropny ból, który czułam w poprawczaku. Chcę o nim zapomnieć !!! Nie kocham go !!!!
                                         ******************************
           - Nie smakuje ci ?-spytał Sebastian, gdy siedzieliśmy przy stole w kuchni jedząc jajecznice. Faktycznie nie zjadłam za dużo. Nie mogłam przestać myśleć o tym co było w nocy. To był sen, bo się obudziłam, ale czemu tak go przeżywam. Powinnam o nim nie myśleć. O niczym co z nim związane. Zapomnieć.Tylko to nie takie łatwe. Przez pewien czas byłam z nim szczęśliwa, ale teraz tylko czuję ból na wspomnienie o nim. Muszę w końcu zapomnieć.
- Nie, jest pyszne tylko...-powiedziałam nie dokańczając. Spojrzałam w te jego niebieskie oczy. Nie chciałam go okłamywać. Był taki cudowny. Taki miły i uprzejmy. Taki boski. Nie zasłużył na kłamstwa,ale ja nawet nie wiedziałam jak mu to powiedzieć. Uznałby mnie za świra, a ja nie chcę go stracić. Jest dla mnie ważny. Bardzo go lubię.
- Nie mogłam spać w nocy-dokończyłam po chwili, z lekkim uśmiechem, aby go uspokoić.
- Następnym razem obudź mnie. Nie chcę żebyś była smutna czy sama.-powiedział z uśmiechem kładąc swoją dłoń na mojej, która spoczywała na stole. Przeszły mnie przyjemne dreszcze jak zawsze, kiedy mnie dotykał. Bardzo mi pomagała jego obecność. To, że był. Umiał ze mną rozmawiać, rozbawić mnie i pocieszyć. Wczoraj w Paryżu nawet przez chwilę nie myślałam o dupku. W głowie był tylko Sebastian. To dziwne, bo znam go bardzo krótko, ale czuję,że on mnie rozumie.Nie chcę nic popsuć.
- Okej.-powiedziałam i wzięłam kawałek jajecznicy do ust. Uśmiechnął się i przez chwile siedzieliśmy w milczeniu. Nasze dłonie były razem i chyba żadne z nas nie chciało tego zmieniać.Na pewno nie ja.
- Mam coś dla ciebie-powiedział wstając.
- Wczoraj już mi za dużo dałeś. Co jeszcze ?-spytałam z uśmiechem. Na prawdę wczoraj nakupował mi ciuchów, kosmetyków itp. Co jeszcze mógł mi dać ? Uśmiechnął się przez ramię i wyciągnął coś z kieszeni kurtki.
- Twoja własna stela. Wczoraj ją zamówiłem i rano przysłali-powiedział podając mi czerwoną stelę, na której wił się sztuczny wąż ze srebra. Była piękna.
- Nie musiałeś-powiedziałam biorąc ją w rękę i oglądając.
- Ale chciałem-odpowiedział z uśmiechem. Stał obok mnie i wpatrywał się we mnie. Czułam się onieśmielona. Głupi rumieniec już wychodził na moje poliki.
- A zamówiłeś gdzie? Na allegro ?-spytałam z uśmiechem. Roześmiał się.
- Nie. U Żelaznych Sióstr. Czytałaś to co ci dałem?-spytał, a ja zrobiłam niewinną minkę.
- Nie miałam siły po wczorajszym.-przyznałam ze słodkim uśmiechem.
- Żelazne Siostry zajmują się wyrabianiem dla nas broni, także steli. Tak w skrócie-opowiedział, a ja uśmiechnęłam się.
- Nadrobię zaległości szefie-powiedziałam przykładając stelę do czoła i salutując. Roześmiał się znowu. Uwielbiałam jego śmiech. Tak jak słodki uśmiech na jego twarzy.
- Chcesz pouczyć się run czy wpierw trening ?-spytał po chwili. Zastanowiłam się.
- Chyba wpierw wolę się nauczyć, jak leczyć siniaki i rany, a potem je zdobyć-odpowiedziałam z uśmiechem.
- Okej. To pójdę po książkę i zaczniemy-powiedział i wyszedł z kuchni. Czy on musi być taki cudowny ? Jest taki miły, mądry, szczery, pomocny, zabawny, cudowny, wspaniały, boski. Można wymieniać w nieskończoność. A ja nie powinnam ! Dość !
          Po paru godzinach rysowania run na kartce umiałam parę. Runę bezszelestności, siły, prędkości, widzenia po zmroku i iratze. A Sebastian ma anielską cierpliwość to stwierdziłam. Ilekroć się pomyliłam on nie krzyczał tylko pokazywał znowu. Nawet nie westchnął ani razu czy przewrócił oczami. Po prostu anioł!
- To może teraz spróbujesz na skórze ?-spytał Sebastian, a ja spojrzałam w jego błękitne oczy.
- A co jak się pomylę ?-spytałam niepewna. Nie wiedziałam czy to po prostu zniknie, czy coś gorszego ? Wolałam nie ryzykować.
- To poboli i przestanie. Dalej spróbuj na mnie-zaproponował podciągając rękaw bluzki.
- Dawaj iratze-powiedział z zachęcającym uśmiechem.
- Nie masz żadnych ran.-powiedziałam i nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć on podszedł do szuflady i wyciągnął nóż. Przeciął sobie przedramię dość głęboko. Z rany zaczęła lecieć krew, a ten stał nad zlewem. Podeszłam do niego.
- Co ty robisz głupku ?-spytałam, a on uśmiechnął się szeroko.
- Teraz musisz mnie uleczyć, bo się wykrwawię-odpowiedział, a ja wyciągnęłam stelę.
-Nie musiałeś, są inne runy-powiedziałam, ale już złapałam jedną dłonią jego rękę, a drugą zaczęłam rysować staranie iratze.
- Ale akurat tą chciałem-odpowiedział, a ja spojrzałam na niego zabierając stelę.
-Dobrze ?-spytałam , a on spojrzał na swoją rękę.Przejechał palcem po runie, a potem nagle upadł na ziemię trzęsąc się. Zaczęłam krzyczeć przerażona i padłam na kolana obok niego. Łzy poleciały mi po polikach. Co mam zrobić ? Nie znam się. Krzyczałam jego imię, a on nagle znieruchomiał. Nie nie może umrzeć ! To nie może być prawda !Nie on ! Błagam !!!
Zobaczyłam jak jego klatka piersiowa unosi się ze śmiechu i drży. Śmiał się !
-Ty głupku omal nie dostałam zawału-powiedziałam bijąc go lekko w pierś. Śmiał się nadal i spojrzał na mnie.
- Czemu płakałaś ?-spytał już poważniej z troską. Uśmiechnęłam się do niego. Sama nie wiedziałam czemu.
- Bo myślałam, że cię zabiłam, a nie umiem stąd wyjść-zażartowałam, a on uśmiechnął się szeroko. Dotknął mojego polika i otarł czule moje łzy.
- Już nie będę tak żartował. Nie chcę żebyś płakała-powiedział z tym anielskim uśmiechem. Uśmiechnęłam się do niego.
- Ale dobrze czy źle ?-spytałam, a on roześmiał się.
-Dobrze, idealnie-powiedział pokazując dłoń. Iratze już zaczęło znikać razem z raną. Wstał i pomógł mi.
-Przepraszam za to-powiedział patrząc w moje oczy.
-Nic się nie stało, tylko następnym razem sama cię zabiję za takie coś-powiedziałam z uśmiechem kładąc dłonie na jego umięśnionej klacie.
-Zgoda-zgodził się.- To teraz trening ?-spytał, a ja pokiwałam głową z szerokim uśmiechem. Coś czułam, że będzie dużo siniaków.
                                              ***********************************
            Po treningu sztuk walk i walki mieczami mam dość. Moje mięśnie straciły siły.Siniaków nie mam, bo Sebastian narysował mi już chyba 15 iratze. Ale już czuję te jutrzejsze zakwasy. Nie wstanę z łóżka. Marzę tylko o gorącej kąpieli,ale Sebastian kazał mi jeszcze wejść na belkę ponad dwa metry nad ziemią. A ja mam lęk wysokości.
-I co teraz ?-spytałam patrząc w dół, lekko kręciło mi się w głowie, choć to nie strasznie wysoko.
- Teraz skacz-powiedział,a mnie zmroziło. Chyba sobie żarty robił. Skoczyć bez niczego. Bez asekuracji czy liny. Noga na bank złamana.
- Żartujesz ? Zapomnij!-krzyknęłam trzymając się podpory. Uśmiechnął się do mnie z dołu. Stał tuż pode mną i uśmiechał się szeroko. Nie skoczę !
- Dawaj zaufaj mi ! Złapię cię !-krzyknął rozkładając ramiona. Ufałam mu, ale skoczyć !? To jakiś obłęd. Połamię się na bank. Ale przecież jest iratze ! A kit tam. Przesunęłam się kawałek i zrobiłam krok do przodu.
 Nawet nie zdążyłam krzyknąć, bo już znalazłam się w ramionach Sebastiana. Kręciło mi się w głowie i potknęłam się. Upadliśmy na ziemię. Ja na niego. Śmiał się, a ja razem z nim. Wpatrywałam się  w jego błękitne oczy, a on w moje. Żadne z nas nic nie mówiło. Obejmował mnie w talii, a moje dłonie były na jego klacie. Czułam się bezpieczna w jego ramionach. Nie chciałam, aby ta chwila się kończyła.Moje serce biło o wiele szybciej. O wiele niż przy Danielu. Ręce mi drżały jak całe ciało. Pochyliłam się. Czułam jego zapach. Morza i słonej wody z miętą. Tak cudownie pachniał. Czułam jego serce, które także biło o wiele szybciej. Pod impulsem pocałowałam go. Jego wargi były miękkie, ciepłe i przyjemne Odwzajemnił pocałunek i wplótł dłonie w moje rozpuszczone włosy. Pocałunki były czułe i zarazem namiętne. Całował tak cudownie, a ja chciałam więcej tych pocałunków.Chciałam całego jego ! Zamknęłam oczy i nadal go całowałam, a on mnie. Jego ręce były w moich włosach. Było tak cudownie, aż do mojej głowy nie wkradł się obraz Daniela. Obiecałam przecież sobie. Obiecałam nie zakochiwać się w Nocnych Łowcach ! I choć tak bardzo chciałam słuchać serca to tym razem na złość górę wziął rozum. Oderwałam się od niego i szybko wstałam. Oddychałam szybciej i chciałam tylko znów go pocałować, Znów poczuć smak jego ust.
- Przepraszam.... ja.... nie chciałam-wyjąkałam i nie czekając, aż coś powie wybiegłam z sali.
Wpadłam do pokoju i zamknęła drzwi. Padłam na łóżko chowając głowę w poduszkę. Co ja wyprawiam ??? Teraz kiedy tego chce to uciekam ? Jaka ze mnie idiotka ! Gdyby nie to, że Daniel mnie zranił nie przerwałabym tego.Przecież ja tego chciałam ! Chciałam ! Dlaczego teraz nagle rozum się odezwał ?! Wszystko się spieprzyło ! Jak ja mam mu spojrzeć w oczy ? Jak to wyjaśnić ?!? Co jeżeli on też jest jak Daniel ???? Nie przeżyję tego po raz drugi !!!
                                                         *****************************
                Szłam ciemnym lasem, którego nie rozpoznawałam. Nigdy tu nie byłam. Na pewno nie w tym okręgu. Co się dzieję ? Jak ja tu trafiłam ? Drzewa otaczały mnie z każdej strony, a ich gałęzie jakby sięgały po mnie chcąc złapać i zabić. Pomiędzy krzewami wydawało mi się jakby czyjeś czerwone oczy wpatrywały się  we mnie. Miliony par oczu czyhających na mnie i moje życie.
Szłam szybko,aż zobaczyłam coś. Czyjeś ciało. Bardzo znajome. Tył koszuli był czerwony, a wokół niego była kałuża czerwonej cieczy. Podbiegłam do niego i przewróciłam na plecy ! Nie ! Tylko nie Sebastian !!!
Z rany na brzuchu sączyła się krew, a jego oddech był ledwo dostrzegalny. Objęłam go i przytuliłam. Nie pozwolę mu odejść !!! Wyciągnęła stelę i przyłożyłam ja do jego brzucha. Uśmiechnął się do mnie tym anielskim uśmiechem, a ja poczułam łzy na policzkach. Przyłożyłam końcówkę steli do skóry, na jego brzuchu i zaczęłam rysować. Jednak nagle czyiś bicz owinął się wokół mojego nadgarstka i pociągnął moja dłoń wyrzucając stelę kawałek dalej. Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam Lucy z biczem w dłoni. Co ona tu robi ?
- Ty go zraniłaś !?-spytałam zła, a ona uśmiechnęła się lekko. Przechyliła głowę jak pies, który czegoś nie rozumie.
- On umarł, nic nie zrobisz Izzy-stwierdziła. Nie wierzyłam jej. Czułam, jak słabo unosiła się jego klatka piersiowa. Położyłam go na ziemi i podbiegłam  po stelę, jednak Lucy zagrodziła mi drogę.
- Daj mi go uratować !-krzyknęłam błagającym tonem. Łzy ciekły po moich policzkach. Byłam przerażona.
- Nie. On nie może żyć ! Daj mu umrzeć, tak będzie lepiej-powiedziała kładąc dłoń, na moim ramieniu. Strzepnęłam ją i odepchnęłam na bok.
- Bo co ? Bo będę mogła być dziwką twojego brata ?! Zapomnij!-krzyknęłam biegnąc z powrotem do umierającego chłopaka. Jednak bicz Lucy owinął się na mojej kostce i pociągnął na ziemię. Upadłam i momentalnie próbowałam się podnieść. Jednak jej bicz uniemożliwiał mi to. Uklękła przede mną patrząc na mnie z troską.
- Nie chce ci nic robić,ale on naprawdę musi umrzeć-powiedziała, a ja oplułam jej twarz i wyplątałam się z jej biczu. Wstałam, ale ona złapała mnie za gardło i rzuciła o drzewo. Osunęłam się na ziemię. Podniosłam się, ale było za późno.Lucy podeszła do ciała Sebastiana i mówiąc coś owinęła bicz o jego szyję. Po czym pociągnęła....
- Nie!!!!!-krzyknęłam siadając na łóżku. Nie mogłam spokojnie oddychać. Cały czas się trzęsłam. Łzy strachu leciały po moich polikach, To tylko sen.Tylko koszmar! Jednak nie mogę się uspokoić. To było takie realistyczne i przerażające ! Sebastian umierający. Lucy... Nie to za dużo dla mnie. Nie zasnę sama. Boję się ! Po prostu boję się !!!
 Wyszłam łóżka i na boso szłam przez pokój. Mój rozum milczy i niech tak zostanie. Tylko serce ma prawo coś mówić. Chcę tylko pewności, że z nim wszystko w porządku. Podeszłam do drzwi jego pokoju i zawahałam się. Co jeżeli nie śpi ? Co jeżeli będzie tak jak we śnie ? Nie!! Nawet tak nie myślę !
Przekręciłam gałkę i stanęłam w mroku pokoju. Przez światło księżyca, które wlewało się przez okno widziałam jego spokojnie śpiącego na łóżku. Leżał na boku i widziałam jego twarz. Piękną i anielską jak zawsze.Wszystko z nim okej ! Jednak ja nie chcę sama spać. Nie zasnęłabym ! Podeszłam na bosych palcach do łóżka i wpełzłam do jego łóżka po drugiej stronie. Przykryłam się jego kołdrą i leżałam stykając się z nim plecami. Poczułam, że poruszył się i napięłam się cała. Co powie??
- Co do chole...-zamilkł patrząc na mnie. Nie chciałam się odwrócić. Nie chciałam widzieć jego reakcji. Co bym zobaczyła ? Smutek ? Złość ? Wyrzuty ? Czekałam, aż mnie wyrzuci,ale tego nie zrobił. Zamiast tego przysunął się do mnie i objął jedną dłonią. Jego klatka dotykała moich pleców tak,że czułam bicie jego serca. Przyspieszone bicie serca. Przysunął mnie blisko do siebie i objął mocno w talii. Przytulił się do mnie. Jego głowa schowała się w zagłębieniu mojej szyi, a jego oddech muskał moją szyję tak, że czułam dreszcze. Czułam się bezpieczna. Teraz przy nim. W jego ramionach. Tulona przez niego. Strach gdzieś uciekł. Został tylko spokój i szczęście. Nic więcej nie chcę ! Nie myślałam, co powiem rano. Po prostu zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tym, że jest tak blisko mnie......
                                                     ******************
 Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się wam podoba. 
Powiem wam szczerze, że nie wiem kiedy dam kolejny rozdział, bo wiadomo święta. Mam trochę do roboty i nie wiem kiedy uda mi się znaleźć czas. Na pewno nie do czwartku, a potem zobaczę, Postaram się dać przed nowym rokiem ! Wiadomo porządki, potrawy, objechanie rodziny i sprzątanie. Trochę mi to zajmie, więc nie wiem kiedy będę miała czas i siłę dać kolejny. Jednak mam nadzieję, że uda mi się w weekend. 
Tak,więc czekam na wasze komentarze i opinie. Przepraszam za błędy. :*** 
                                                                                          - LoVe Is NoT GaMe


4 komentarze:

  1. Rozdział jak zawsze super :D Wesołych Świąt życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój rozkład uczuć podczas czytania wyglądał mniej więcej tak:
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    GAŁY NA WIERZCHY, KOPARA NA ZIEMI
    DEZORIENT NA TWARZY
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    SZCZERZĘ ZĄBKI
    No, to tak mniej więcej :D Świetny rozdział, zakochałam się po raz kolejny w Sebastianie, znienawidziłam Daniela/Alexa iii... no, przechodzę do dalszej lekcji :P
    Naaaaaaareszcie!!! Żelcio czyta i myśli "oho, wreszcie jakaś robota" :D Dzisiejsza lekcja brzmi tak:

    Temat: Interpunkcja.

    1. Po napisaniu rozdziału należy go sprawdzić, by nie znalazły się w nim błędy typu kropka po zdaniu pytającym, przykład: "Czyżby był chory.", które powinniśmy zamienić na "Czyżby był chory?"
    2. Przed słowami określającymi ruch, które kończą się na -ąc, -ący, itp. ZAWSZE stawiamy przecinek, przykład: "-Daniel co ty tu robisz ?-spytałam podciągając nogi i kołdrę pod brodę. Usiadł na brzegu łóżka wpatrując się we mnie.", które powinniśmy zamienić na: "-Daniel co ty tu robisz ?-spytałam, podciągając nogi i kołdrę pod brodę. Usiadł na brzegu łóżka, wpatrując się we mnie."

    No, to na tyle by było. Kolejnych nie będę się czepiać z prostej przyczyny - czytałam wczoraj na telefonie i nie mam sił, żeby przeglądać cały tekst w poszukiwaniu tego, co mi się wczoraj rzuciło w oczy. No i nie chcę cię zniechęcać do mojej osoby :D
    Mam nadzieję, że nie jesteś zła za wykładzik ;)
    Na koniec nadmienię, że rozdział napisałaś słusznej długości.
    Żelcio jest z ciebie dumny :,)
    Czekam na nn :)

    Dużo weny i żelków życzę
    Żelcio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :D Te opierdziele się przydają, zapamiętam i poprawię się. Bo szczerze nie znam tak dobrze zasad interpunkcji. Ale poprawię się obiecuje :*
      Cieszę się, że się podoba :D

      Usuń