sobota, 9 maja 2015

                                   Rozdział.17
                    Nagle znalazłam się, stojąc w samym środku pokoju przed łóżkiem. Nie wiedziałam skąd się tam wzięłam i dlaczego. Ostatnie co pamiętałam to dwie postacie w pokoju u Daniela. Te dwie postacie.... Jedną z nich był Sebastian!!! Ale jak on się tam znalazł. Przecież to nie było możliwe,aby mnie odnalazł. Może ja sobie to wymyśliłam, bo tak na prawdę tego pragnęłam. Ale czy to znaczyło, że umarłam ? Raczej nie. Miałam na sobie szarawą długą togę,ale to nie mogło być Niebo, bo ja znałam to pomieszczenie, którym się znajdowałam. To mój pokój w domu Sebastiana. Tylko co ja tu robiłam? Chcąc coś zrozumieć spojrzałam na łóżku. Leżała na nim dziewczyna o ciemno-brązowych włosach w białej męskiej koszuli, przykryta do pasa. Miała zamknięte oczy, a twarz bladą i widocznie zmęczoną i wygłodzoną. Patrzyłam na nią przez chwilę,aż zrozumiałam w kogo się wpatruję. To byłam ja! Ja tam leżałam nieprzytomna. Ale skoro ja byłam tam co robiłam tu ? Przecież to nie miało najmniejszego sensu. To było niemożliwe. Tak nie mogło być! A, jednak było. Stałam tak osłupiała, nie wiedząc co zrobić. Co się do cholery działo ? Widziałam jak ja oddycham na łóżku i teraz także musiałam oddychać. Więc o co chodziło ? To byłam ja na 100%, ale jakim cudem? Nie umiałam tego zrozumieć. Zaczęłam się bać. Co jeśli utknęłam pomiędzy dwoma światami. Pomiędzy ziemią, a Niebem. Pomiędzy życiem, a śmiercią. Jak ja miałam przenieść się do jednego z nich? Sama nie wiedziałam, do którego chciałabym trafić. Będąc pomiędzy nie czułam już tego bólu, wstydu i upokorzenia i to mi się podobało. Ale czy chciałam zostawić życie ? Chyba tak. Na ziemi nie czekało mnie nic dobrego. To co zrobił mi Daniel wyniszczyło mnie psychicznie. Nie umiałam myśleć o niczym innym jak o śmierci. Chciałam jej i wcale się nie bałam. Ale czy byłam pewna ? Gdyby udało mi się wrócić, co by mnie czekało ? Sebastiana zdradziłam i nie liczyłam na wybaczenie, bo nie zasłużyłam na nie. Rodzice pewnie myśleli, że już dawno leże gdzieś martwa. Nie miałam do czego wracać. A sama na ziemi nie chciałam być, bo wiedziałam, że Daniel by mnie porwał znowu. Nie chciałam już żyć na tym świecie. Chciałam przejść na ten drugi świat, tylko kompletnie nie miałam pojęcia jak to zrobić. Nie miałam zamiaru cały czas stać i nic nie robić. Musiałam coś wymyślić. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam otwarte drzwi,w których nagle pojawiła się postać. Była w długiej czarnej szacie, a jej twarz skrywał cień. Wyglądała przerażająco,a wokół niej unosiła się jakby czarna mgła. Przeszły mnie ciarki, ale nie bałam się. Wskazała palcem, abym ruszyła za nią, a ja poszłam.  Nie miałam nic do stracenia. Gdy doszłam do niej na pół metra odwróciła się i ruszyła przez korytarz, który tak dobrze znałam. Wezbrały mi łzy w oczach. Już tu nie będę z nim! Ta myśl wwiercała się w mój umysł, ale i tak szłam za postacią. Nagle czarna wdowa, jak ją postanowiłam nazwać, zatrzymała się. Stanęłam tuż za nią, nie wiedząc co zrobić.  W ciągu sekundy wszystko zaczęło się rozmywać. Zaczęłam tracić grunt pod nagami, ale nie spadałam. Wręcz przeciwnie, unosiłam się w powietrze. To było nowe uczucie, ale i wspaniałe. To takie niezwykłe. Po parunastu sekundach całkiem straciłam wzrok. Widziałam tylko ciemność i nie wiedziałam co robić. Tamtej postaci także nie widziałam, więc nie mogłam być pewna czy w ogóle tam była. Zaczęłam się lekko bać.Pierwszy raz od zaistnienia tej sytuacji. Starałam się nie panikować i iść przez ciemność, mając nadzieję,że w końcu coś ujrzę. W tym czasie, gdy tak szłam na ślepo myślałam o wszystkim co przeżyłam na ziemi. Co przeżyłam w tamtym domu z Sebastianem. To były najpiękniejsze chwile w moim życiu, które już niestety się nie powtórzą. Serce mi się trochę ściskało, ale nie dopuszczałam do siebie uczuć, ani myśli o nim. Zbyt bolało i zbyt napawało mnie chęcią, aby wrócić na ziemię. Ale wiedziałam, że tam już nigdy nie będzie tak jak było. Za dużo rzeczy się wydarzyło. 
Nagle ujrzałam jakąś plamę. Była zamazana,ale to jedyne światło w tej ciemności, więc szłam w jej stronę. Im byłam bliżej tym plama się powiększała i stawała się bardziej wyraźna. W pewnym momencie mogłam dostrzec drzewa, które powoli traciły liście, co oznaczało nadchodzącą jesień. Po kolejnych krokach zauważyłam pierwsze nagrobki.Z marmuru,z ciemnej skały, z drewna i inne.Zwolniłam na chwilę nie pewna czy dobrze robię. Szłam w stronę cmentarza, który w dodatku wydawał mi się znajomy. Te groby i drzewa... znałam je!. To cmentarz z mojej starej miejscowości, gdzie miałam rodzinny dom. Nie wiedziałam co myśleć. Dlaczego ta postać chciała pokazać mi cmentarz, który tak dobrze znałam. Leżeli tu moi dziadkowie od strony mamy i jedna kuzynka, która zmarła na białaczkę w wieku 15 lat. Lubiłam ją, ale jakoś pogodziłam się z jej śmiercią. Takie było jej przeznaczenie. A teraz chyba i moje. Byłam ciekawa czy ją spotkam. A moich dziadków ? Innych krewnych ? Ciekawe jakby wyglądali? Cieszyliby się ? Czy byli smutni, że się poddałam ? Nie! Na pewno nie byliby smutni,bo byłabym przy nich. A może???
Odegnałam tę myśl i przyspieszyłam kroku, dochodząc do pierwszych nagrobków i mijając je slalomem.  Nie patrzyłam nawet na napisy na nich. Zawsze wprawiało mnie to w melancholię, bo to napis upamiętniający daną osobę, a ja myślałam co gdyby to mój tam widniał. Niedługo się chyba tego dowiem....
Szłam przez cmentarz,mijając znajome groby, aż zobaczyłam zbiorowisko ludzi. Było ich dużo z czego część była ubrana na czarno. Tą cześć kojarzyłam, bo w dużej mierze była to moja rodzina i znajomi rodziców. Było także kilku kolegów z mojej dawnej szkoły. To było dziwne i napawało mnie strachem. Powoli już nie tak pewnie szłam w ich stronę. Ci, których znałam, większość płakała, albo starała się powstrzymać łzy. Ich twarzy wyrażały głęboki smutek i rozpacz. Natomiast druga część, już nie tak liczna była ubrana na biało. Na białych ubraniach widziałam znaki. Podobne do run Nocnych Łowców. Ale.... to nie mogło być prawdą! Przecież biały był strojem pogrzebnym dla Nocnych Łowców, nie dla przyziemnych. Ich był czarny. Podeszłam bliżej, aż zobaczyłam dwie czarne trumny o złotych runach. To nie miało sensu ! Ksiądz odmawiałam modlitwę co dziwne nie po naszemu, ale chyba po łacinie. Nie wiedziałam czemu, aż nie podeszłam do trumien. Zmroziło mnie. Przez pierwsze chwile nie rozumiałam co się dzieję. Nie rozumiałam co mam przed swoimi oczami. W jednej z trumien leżał mój ojciec. Jego siwawe włosy były staranie uczesane, a czarny garnitur idealnie wyprasowany. Zdobiły na nich złote runy. W drugiej zaś leżała moja mama. Ubrana w śliczną czarną suknię i włosy splecione w swój ulubiony warkocz. Ich twarzy były tak blade, ale wyglądały na spokojne. Wpatrywałam się w nich,a w oczach wezbrały mi łzy. Nie!!! To nie mogła być prawda. Wtedy zaczęła do mnie docierać rzeczywistość. Te runy to runy żałobne, a ci ludzie byli ubrani na biało, bo byli na pogrzebie Nocnych Łowców. Moich rodziców Nocnych Łowców!!! Nie chciałam w to wierzyć. Nagle ugięły się pode mną kolana i runęłam na ziemię, opadając na kolana. Wbiłam palce w zimną ziemię i starałam się uspokoić. Łzy ciekły po moich policzkach, zamazując pole widzenia. Nie !!! Nie !!! Nie!!! Nie zgadzam się!!! Chciałam z tamtą uciec. Chciałam zapomnieć o tym co zobaczyłam. Chciałam, aby to była tylko bajka. Aby to nie było prawdą! Jednak w głębi duszy, wiedziałam, że to  była prawda.Nie umiałam się uspokoić moje serce rozrywał ogromny ból, którego chciałam się pozbyć. Nie umiałam przestać szlochać. Nie umiałam się z tym pogodzić. 
- Dziwnie patrzeć na swój pogrzeb-usłyszałam głos, który doskonale znałam od dzieciństwa. Poczułam jeszcze mocniejsze wbicie ostrza w serce. Mimo to podniosłam głowę, przecierając oczy od łez. I ujrzałam ją.Kobietę, która mnie urodziła i wychowała. Moją mamę. Była w białej sukni do ziemi, która jakby lśniła. Jej brązowe włosy były idealnie ułożone, które opadały na jej ramiona. Była tak piękna jak nigdy.
-Mamo-powiedziałam zdławionym głosem, wstając o chwiejnych nogach. Uśmiechnęła się do mnie tym matczynym uśmiechem i rozłożyła ramiona. Podbiegłam do niej i wtuliłam się w nią.Była tak ciepła jak zawsze i pachniała różami.
- Nie płacz dziecko-powiedziała czule, a mi jak na zawołanie pociekły nowe łzy.
-Przepraszam. Przepraszam za wszystko-wykrztusiłam z trudem. Odchyliła mnie trochę i kciukiem uniosła mój podbródek.
-Kochanie nie masz za co. My wszystko rozumiemy. Wiedzieliśmy, że będziesz chciała być Nocnym Łowcą. Nie jesteśmy źli, ale ty musisz żyć dziecko. Nie jest jeszcze twój czas-powiedziała poważnie, a ja zaczęłam kiwać przecząco głową, ale zatrzymała mi ją, biorąc w swoje dłonie.
- Mamo ja nie chcę. Nie mam dla kogo-przyznałam drżącym głosem. Wpatrywała się we mnie z uśmiechem.
-Chodź pokażę ci coś-powiedziała, chwytając moją dłoń. Dałam jej się prowadzić, nie wiedząc dokąd Znów mnie zaczynała otaczać ciemność, ale tym razem była obok mama, więc się nie bałam. Szłam obok niej nic,nie widząc, aż zobaczyłam światło. Tylko to nie takie światło jak pokazują w filmach, gdy ktoś umiera. To świało było jak to zwykle w lampach. A w dodatku im bliżej niego byłam widziałam również ściany i podłogę. Gdy już widziałam w pełni pokój rozpoznałam go. To gabinet w domu Sebastiana. Ścisnęło mi się znowu boleśnie serce, więc zatrzymałam się,ale zaraz mama pociągnęła mnie i zmusiła, abym szła dalej. Weszłam do pomieszczenia na niepewnych nogach. Nie wiedziałam co zrobić. Nie myślałam, że tutaj zaprowadzi mnie moja mama. Po co ? Dlaczego ?
-Mamo co my tu robimy?-spytałam cicho, gdy ona prowadziła mnie dalej przez pokój na korytarz.
-Coś ci pokaże.-odpowiedziała tajemniczo, a ja o nic więcej nie pytałam. Kiedy szliśmy korytarzem zamurowało mnie. Zobaczyłam długo nogą dziewczynę o kruczo czarnych włosach i czarnym stroju obojowym. Przed nią stał chłopak o jasnych włosach i oczach, w których było pełno miłości i smutku. Trzymał ją w ramionach, a ona chyba cicho płakała. Dlaczego ? Dlaczego Lucy płakała w ramionach Jem'a? Zwróciłam głowę w stronę mamy, ale ona pokiwała tylko głową i i pociągnęła mnie dalej, do kolejnych drzwi. Wiem co tam było i nie chciałam tam wchodzić. Zatrzymałam się tuż przed nimi, ale moja mama nie dawała za wygraną. Przeszłą przed drzwi od tak i pociągnęła mnie za sobą. To było dziwne uczucie przejść, przez coś jak.... duch. Tym chyba byłam.  Stanęłam przed łóżkiem, na którym leżało moje ciało i nie mogłam zrozumieć co ja tu robię i dlaczego moje ciało oddycham.
-Mamo czy ja nie żyję ?-zapytałam cicho, patrząc na nią zamiast na łóżko.Zbyt dziwnie się czułam, widząc samą siebie w taki sposób.
- Nie córeczko.Masz wybór-powiedziała spokojnie, a ja spojrzałam jej w oczy i powiedziałam poważnie :
-Chcę iść z wami- jednak ona uśmiechnęła się tylko pobłażliwie i chwyciła mój podbródek. Przekręciła go w stronę łóżka i powiedziała:
-Na pewno ?- gdy zadała to pytanie zobaczyłam jego. Siedział na krześle obok łóżka i ściskał moją bezwładną dłoń. Na jego policzkach co chwila ciekły słone łzy. Jego twarz wykrzywiał wyraz bólu i rozpaczy. Nie mogłam na to patrzeć. Moje serce łamało się na ten widok. Nie mogłam znieść tego widoku. Mój chłopiec, w którym się zakochałam. ten chłopiec, który był jak skała, a teraz szlochał cały czas. A nad kim ? Nade mną. Puściłam moją mamę i ruszyłam, chwiejnym krokiem do niego. Uklękłam przed nim i patrzyłam w jego niebieskie oczy, teraz pełne łez. On nigdy miał nie płakać. Nie z mojego powodu!! Nie chciałam tego!!! Kochałam go!!!
Położyłam dłonie na podłodze i oparłam głowę o jego kolano. Wiedziałam, że nic nie poczuję. Musiałam pomyśleć. Ja nie chciałam go zostawiać. Zakochałam się w nim i on był dla mnie wszystkim. Ale to co się stało a ziemi czy da się to naprawić ??? Bałam się, że nie i po prostu on mnie zostawi. A wtedy co by mi pozostało ? Dosłownie nic!
-Nie odtrąci cię. Kocha cię,a ty jego-powiedziała spokojnie mama. Odwróciłam głowę i spojrzałam na nią. Uśmiechała się. Mi nie było do śmiechu.
- Nie wiem co robić mamo-wyznałam i poczułam świeżę łzy na policzkach. Jeszcze przed chwilą byłam pewna, tego co chciałam zrobić i gdzie pójść. A teraz ? Teraz miałam kompletny mętlik w głowie!!!
- Posłuchaj serca i zdecyduj-poradziła mama, a ja zamknęłam oczy. Musiałam powierzyć wszystko mojemu sercu, wierząc, że dobrze wybierze...
                         ******************************
         Zatrzepotałam kilkakrotnie oczami, aby przyzwyczaić je do światła. Mój zamglony wzrok zaczął się wyostrzać, a ja wpatrywałam się w sufit. Znów zaczęłam czuć cały ból i wstyd po zabawach Daniela. Zamkmęłam oczy, poestrzymując łzy i nadchodzące wspomnienia. Chciałam zacisnąć  dłonie w pięści, ale zamiast tego ścisnęłam kogoś ciepłą dłoń. Momentalnie otworzyłam oczy i przestraszona spojrzałam w bok, wiedząc kogo dłoń to była. Niemyliłam się Sebastian wpatrywał się we mnie, a w jego oczach lśniły świeże łzy, które po chwili znalazły się na jego polikach. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale zabrałko mi głosu. Miałam jakąś gule w gardle, która uniemożliwiała mi mówienie. Spojrzałam w te jego niebieskie jak oceam oczy i momentalnie się rozpłakałam. Ból był zbyt silny, a do niego doszedł jeszcze ten po śnierci rodziców. Nie radziłam sobie i wiedziałam, że sama sobie nie poradze. 
Sebastian wachał się tylko chwilę, a zaraz potem był na łóźku mocno przycisnął mnie do siebie. Przytulił mnie tak mocno jak tego potrzebowałam. To w jakiś sposób pomogło.
-Przepraszam-wyszeptałam cicho w jego koszulke, mocząc ją łzami. Deliktanie chwycił za mój podbródek o uniósł go tak,że skrzyżowałam z nim swoje spojrzenie. 
-A ni mi się waż przepraszać. Nie masz za co. A ten skurwiel zapłaci za to co ci zrobił-powiedział ostro Sebastian. Pokiwałam tylko głową, nie wiedząc co powiedzieć. Kiedy tylko wspomniano o Danielu ja już miałam łzy w oczach i ból rozsadzał mnie od środka. Wtuliłam się w niego z porotem, czując się w jego ramionach bezpiecznie.
-Oni nie żyją prawda?-zapytałam cicho, nie otwierając oczu. Bałam się , że wtedy znowu się rozpłacze.
-Tak przykro mi Izzy.-odpowidział, a ja poczułam bolesne ukłucie w sercu. Mocniej się do niego przytuliłam i już nie powstrzymywał łez.
- Jak zmarli ?- spytałam drżącym głosem, gdy on tulił mnie i pocieszał.
- Demony zaatakowały ich, ale były one inne od tych, które spotykaliśmy. Jakby mechaniczne- odpowiedział, a ja momentalnie wciągnęłam powietrze z sykiem. To Daniel budował mechaniczne stwory, które miały być lepsze od Nocnych Łowców. Powiedział mi to raz, twierdząc, że gdy już on zostanie władcą to ja będę u jego boku, jako jego króla. Mógł pomarzyć!!! Ale to te istoty zabiły mi rodziców. Poczułam jeszcze wiekszą nienawiść do Daniela. Ja go dorwę i ukaże za wszystko co nawyprawiał!!!
-Tak strasznie mi przykro-wyszeptał Sebastian w moje włosy, a ja schowałam twarz w jego klatę. Opadałam z sił i czułam, że zaraz znów nadejdzie ciemność. Nie chciałam z nią walczyć, bo w ramionach Seby czułam się bezpieczna i nie bałam się tak bardzo co przyniesie mi sen. Pozwoliłam mu się otulić, a sama odpłynęłam do krainy snów.
                             *************************
                 Stałam w dużym gabinecie w domu Sebastiana, który stał za mną i tulił do siebie. Był jedną osobą, która mogła to robić, bo wtedy czułam się bezpieczna. Niestety nadal nie przełamałam się do całowania, bo czułam w ustach smak ust Daniela. Starałam się nie myśleć o tamtych wydarzeniach, ale wiedziałam, że ból pozostanie we mnie do końca życia. Jednak, majac u boku Sebastiana dawałam jakoś radę. Do bólu można było się przyzwyczaić i żyć z nim.
Naprzeciw nas stał Jem i Lucy, którzy trzymali się za ręce. Gdy się obudziłam widziałam również z ich w pokoju. Wyjaśnili mi wszystko,że to Daniel otruł Sebe, a zwalił wszystko na Lucy, bo ta rozbroiła go i dowiedziała się co planuje. Jem od dłuższego czasu to podejrzewał, ale nikt go nie słuchał. Do czasu, aż nie przyszła Lucy. Wtedy zaczęli razem szukać dowodów na Daniela. Dlatego spotkaliśmy ich wtedy w budynku i dlatego Daniel był tak nerwowy. Bał się, że ona wygada wszystko. Niestety nie zdąrzył. No i jakoś w tym czasie ta dwójka została też parą. Cieszyłam się z Lucy szcześcia,bo widziałam, że ta dwójka się kochała.
Lucy, gdy miała okazję przepraszała mnie i pytała czy jest szansa na przyjaźń na co mówiłam, że tak. 
A teraz?  Znajdowaliśmy się w tym pokoju, bo z Instytutu przyszła wiadomość. Charlotte chciała się spotkać ze mną, a Clave przesłuchać mnie i pozostałą trójkę. Nie wiedziałam co myśleć na ten temat, więc myślałam podczas gdy oni dyskutuwali co zrobić.
-  Ale jeżeli nie pojedziemy to nigdy nie ukażą Daniela. A gdy zeznamy pod Mieczem Anioła, bedą musieli uwierzyć. Sebastian to jedyne wyjście jeśli chcesz go dopaść- powiedział spokojnie jak zwykle Jem. Sebastian wpatrywał się we mnie co czułam wyraźnie.
- Nie chce narażać jej na stres-powiedział czule, a ja wiedziałam, że muszę zabrać głos. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam nim straciłam odwage:
-Dam radę, jeźdźmy....
                        ******************************
 Macie nowy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał bo pisze go nad ranem w niedziele. I mam jedno ogłoszenie! Nie wiem kiedy dam kolejny. Powód? Mam sprawy w rodzinie to to na niej muszę się skupić i pomóc teraz najbliższym. Także przepraszam ale nie wiem kiedy dam następny. Postaram się w  ciągu dwóch tygodni, ale nic nie obiecuje :c
                                             -LoVe Is NoT GaMe




1 komentarz:

  1. Rozdzial ten jak i poprzedni bardzo mi sie podobał ;)
    Mam nadzieje ze nic poważnego się nie stało i że łatwo uda się ci wrócić do nas i do pisania czyli do normy bez poważnych problemów :*

    OdpowiedzUsuń