sobota, 30 maja 2015

                                                         Koniec....
               Przykro mi,ale kończę z tym blogiem. Wiem, że zostało mi pare rozdziałów, ale ja nie dam rady ich wstawić. Po prostu teraz koniec roku i wakacje, a ja nie daję rady. Mam problemy w swoim życiu i muszę je ogarnąć tak jak samą siebie !!! Muszę pogodzić się z tym, że ludzi mają mnie w dupie i żyć dalej po swojemu. Przepraszam was możecie mnie nienawidzić, ale ja już nie będę pisać. Wątpię, abym kiedykolwiek wróciła do pisania blogów. Przepraszam, ale ja już nie mam siły do życia nawet, a co dopiero do bloga. Przykro mi, ale chyba ewidentnie kończę z pisaniem blogów. Przepraszam was wszystkich jeżeli ktoś to czytał. Zrozumcie mnie i wybaczcie. Ja teraz mam inne sprawy i zadania. Nadal chcę pisać, ale jakoś nie mam już do tego, tego czegoś. Sama muszę się uporać ze sobą i ze swoim życiem, bo widzę że na innych nie mogę liczyć (Jest Jeden Wyjątek ♥). Ja wiem, że was zawiodłam. Próbowałam pisać ten rozdział. Zabierałam się do niego nie raz, ale nie wychodzi mi. Po prostu straciłam ten sens. W głowie mam złe myśli i z nimi chcę się uporać, a potem zobaczę. Wątpię abym skończyła historię, więc przepraszam, bo już tu nie wrócę. Bardzo mi przykro. Ja.... powtarzam się wiem, ale już nie mam siły. Myślałam, że zepnę tyłek i napiszę rozdziały, bo zostało ich jeszcze chyba 5, ale nie daję rady, Rozdział 18 napisałam tylko kawałek, a reszty nie mogę. Sama na siebie jestem zła, ale nie mogę dalej przepraszam was. Wybaczcie mi i mam propozycję jeżeli któreś/któraś z was chcę dokończyć historię i mam na nią pomysł to napiszcie śmiało mi czy tu w komentarzu czy do mnie na facebooku   https://www.facebook.com/profile.php?id=100004981806144


Bardzo chętnie wstawię wasz poomysł. Jeszcze raz was strasznie PRZEPRASZAM I ŻEGNAM :'C                                      
                                                                                            Ostatni raz LoVe Is NoT GaMe 

sobota, 9 maja 2015

                                   Rozdział.17
                    Nagle znalazłam się, stojąc w samym środku pokoju przed łóżkiem. Nie wiedziałam skąd się tam wzięłam i dlaczego. Ostatnie co pamiętałam to dwie postacie w pokoju u Daniela. Te dwie postacie.... Jedną z nich był Sebastian!!! Ale jak on się tam znalazł. Przecież to nie było możliwe,aby mnie odnalazł. Może ja sobie to wymyśliłam, bo tak na prawdę tego pragnęłam. Ale czy to znaczyło, że umarłam ? Raczej nie. Miałam na sobie szarawą długą togę,ale to nie mogło być Niebo, bo ja znałam to pomieszczenie, którym się znajdowałam. To mój pokój w domu Sebastiana. Tylko co ja tu robiłam? Chcąc coś zrozumieć spojrzałam na łóżku. Leżała na nim dziewczyna o ciemno-brązowych włosach w białej męskiej koszuli, przykryta do pasa. Miała zamknięte oczy, a twarz bladą i widocznie zmęczoną i wygłodzoną. Patrzyłam na nią przez chwilę,aż zrozumiałam w kogo się wpatruję. To byłam ja! Ja tam leżałam nieprzytomna. Ale skoro ja byłam tam co robiłam tu ? Przecież to nie miało najmniejszego sensu. To było niemożliwe. Tak nie mogło być! A, jednak było. Stałam tak osłupiała, nie wiedząc co zrobić. Co się do cholery działo ? Widziałam jak ja oddycham na łóżku i teraz także musiałam oddychać. Więc o co chodziło ? To byłam ja na 100%, ale jakim cudem? Nie umiałam tego zrozumieć. Zaczęłam się bać. Co jeśli utknęłam pomiędzy dwoma światami. Pomiędzy ziemią, a Niebem. Pomiędzy życiem, a śmiercią. Jak ja miałam przenieść się do jednego z nich? Sama nie wiedziałam, do którego chciałabym trafić. Będąc pomiędzy nie czułam już tego bólu, wstydu i upokorzenia i to mi się podobało. Ale czy chciałam zostawić życie ? Chyba tak. Na ziemi nie czekało mnie nic dobrego. To co zrobił mi Daniel wyniszczyło mnie psychicznie. Nie umiałam myśleć o niczym innym jak o śmierci. Chciałam jej i wcale się nie bałam. Ale czy byłam pewna ? Gdyby udało mi się wrócić, co by mnie czekało ? Sebastiana zdradziłam i nie liczyłam na wybaczenie, bo nie zasłużyłam na nie. Rodzice pewnie myśleli, że już dawno leże gdzieś martwa. Nie miałam do czego wracać. A sama na ziemi nie chciałam być, bo wiedziałam, że Daniel by mnie porwał znowu. Nie chciałam już żyć na tym świecie. Chciałam przejść na ten drugi świat, tylko kompletnie nie miałam pojęcia jak to zrobić. Nie miałam zamiaru cały czas stać i nic nie robić. Musiałam coś wymyślić. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam otwarte drzwi,w których nagle pojawiła się postać. Była w długiej czarnej szacie, a jej twarz skrywał cień. Wyglądała przerażająco,a wokół niej unosiła się jakby czarna mgła. Przeszły mnie ciarki, ale nie bałam się. Wskazała palcem, abym ruszyła za nią, a ja poszłam.  Nie miałam nic do stracenia. Gdy doszłam do niej na pół metra odwróciła się i ruszyła przez korytarz, który tak dobrze znałam. Wezbrały mi łzy w oczach. Już tu nie będę z nim! Ta myśl wwiercała się w mój umysł, ale i tak szłam za postacią. Nagle czarna wdowa, jak ją postanowiłam nazwać, zatrzymała się. Stanęłam tuż za nią, nie wiedząc co zrobić.  W ciągu sekundy wszystko zaczęło się rozmywać. Zaczęłam tracić grunt pod nagami, ale nie spadałam. Wręcz przeciwnie, unosiłam się w powietrze. To było nowe uczucie, ale i wspaniałe. To takie niezwykłe. Po parunastu sekundach całkiem straciłam wzrok. Widziałam tylko ciemność i nie wiedziałam co robić. Tamtej postaci także nie widziałam, więc nie mogłam być pewna czy w ogóle tam była. Zaczęłam się lekko bać.Pierwszy raz od zaistnienia tej sytuacji. Starałam się nie panikować i iść przez ciemność, mając nadzieję,że w końcu coś ujrzę. W tym czasie, gdy tak szłam na ślepo myślałam o wszystkim co przeżyłam na ziemi. Co przeżyłam w tamtym domu z Sebastianem. To były najpiękniejsze chwile w moim życiu, które już niestety się nie powtórzą. Serce mi się trochę ściskało, ale nie dopuszczałam do siebie uczuć, ani myśli o nim. Zbyt bolało i zbyt napawało mnie chęcią, aby wrócić na ziemię. Ale wiedziałam, że tam już nigdy nie będzie tak jak było. Za dużo rzeczy się wydarzyło. 
Nagle ujrzałam jakąś plamę. Była zamazana,ale to jedyne światło w tej ciemności, więc szłam w jej stronę. Im byłam bliżej tym plama się powiększała i stawała się bardziej wyraźna. W pewnym momencie mogłam dostrzec drzewa, które powoli traciły liście, co oznaczało nadchodzącą jesień. Po kolejnych krokach zauważyłam pierwsze nagrobki.Z marmuru,z ciemnej skały, z drewna i inne.Zwolniłam na chwilę nie pewna czy dobrze robię. Szłam w stronę cmentarza, który w dodatku wydawał mi się znajomy. Te groby i drzewa... znałam je!. To cmentarz z mojej starej miejscowości, gdzie miałam rodzinny dom. Nie wiedziałam co myśleć. Dlaczego ta postać chciała pokazać mi cmentarz, który tak dobrze znałam. Leżeli tu moi dziadkowie od strony mamy i jedna kuzynka, która zmarła na białaczkę w wieku 15 lat. Lubiłam ją, ale jakoś pogodziłam się z jej śmiercią. Takie było jej przeznaczenie. A teraz chyba i moje. Byłam ciekawa czy ją spotkam. A moich dziadków ? Innych krewnych ? Ciekawe jakby wyglądali? Cieszyliby się ? Czy byli smutni, że się poddałam ? Nie! Na pewno nie byliby smutni,bo byłabym przy nich. A może???
Odegnałam tę myśl i przyspieszyłam kroku, dochodząc do pierwszych nagrobków i mijając je slalomem.  Nie patrzyłam nawet na napisy na nich. Zawsze wprawiało mnie to w melancholię, bo to napis upamiętniający daną osobę, a ja myślałam co gdyby to mój tam widniał. Niedługo się chyba tego dowiem....
Szłam przez cmentarz,mijając znajome groby, aż zobaczyłam zbiorowisko ludzi. Było ich dużo z czego część była ubrana na czarno. Tą cześć kojarzyłam, bo w dużej mierze była to moja rodzina i znajomi rodziców. Było także kilku kolegów z mojej dawnej szkoły. To było dziwne i napawało mnie strachem. Powoli już nie tak pewnie szłam w ich stronę. Ci, których znałam, większość płakała, albo starała się powstrzymać łzy. Ich twarzy wyrażały głęboki smutek i rozpacz. Natomiast druga część, już nie tak liczna była ubrana na biało. Na białych ubraniach widziałam znaki. Podobne do run Nocnych Łowców. Ale.... to nie mogło być prawdą! Przecież biały był strojem pogrzebnym dla Nocnych Łowców, nie dla przyziemnych. Ich był czarny. Podeszłam bliżej, aż zobaczyłam dwie czarne trumny o złotych runach. To nie miało sensu ! Ksiądz odmawiałam modlitwę co dziwne nie po naszemu, ale chyba po łacinie. Nie wiedziałam czemu, aż nie podeszłam do trumien. Zmroziło mnie. Przez pierwsze chwile nie rozumiałam co się dzieję. Nie rozumiałam co mam przed swoimi oczami. W jednej z trumien leżał mój ojciec. Jego siwawe włosy były staranie uczesane, a czarny garnitur idealnie wyprasowany. Zdobiły na nich złote runy. W drugiej zaś leżała moja mama. Ubrana w śliczną czarną suknię i włosy splecione w swój ulubiony warkocz. Ich twarzy były tak blade, ale wyglądały na spokojne. Wpatrywałam się w nich,a w oczach wezbrały mi łzy. Nie!!! To nie mogła być prawda. Wtedy zaczęła do mnie docierać rzeczywistość. Te runy to runy żałobne, a ci ludzie byli ubrani na biało, bo byli na pogrzebie Nocnych Łowców. Moich rodziców Nocnych Łowców!!! Nie chciałam w to wierzyć. Nagle ugięły się pode mną kolana i runęłam na ziemię, opadając na kolana. Wbiłam palce w zimną ziemię i starałam się uspokoić. Łzy ciekły po moich policzkach, zamazując pole widzenia. Nie !!! Nie !!! Nie!!! Nie zgadzam się!!! Chciałam z tamtą uciec. Chciałam zapomnieć o tym co zobaczyłam. Chciałam, aby to była tylko bajka. Aby to nie było prawdą! Jednak w głębi duszy, wiedziałam, że to  była prawda.Nie umiałam się uspokoić moje serce rozrywał ogromny ból, którego chciałam się pozbyć. Nie umiałam przestać szlochać. Nie umiałam się z tym pogodzić. 
- Dziwnie patrzeć na swój pogrzeb-usłyszałam głos, który doskonale znałam od dzieciństwa. Poczułam jeszcze mocniejsze wbicie ostrza w serce. Mimo to podniosłam głowę, przecierając oczy od łez. I ujrzałam ją.Kobietę, która mnie urodziła i wychowała. Moją mamę. Była w białej sukni do ziemi, która jakby lśniła. Jej brązowe włosy były idealnie ułożone, które opadały na jej ramiona. Była tak piękna jak nigdy.
-Mamo-powiedziałam zdławionym głosem, wstając o chwiejnych nogach. Uśmiechnęła się do mnie tym matczynym uśmiechem i rozłożyła ramiona. Podbiegłam do niej i wtuliłam się w nią.Była tak ciepła jak zawsze i pachniała różami.
- Nie płacz dziecko-powiedziała czule, a mi jak na zawołanie pociekły nowe łzy.
-Przepraszam. Przepraszam za wszystko-wykrztusiłam z trudem. Odchyliła mnie trochę i kciukiem uniosła mój podbródek.
-Kochanie nie masz za co. My wszystko rozumiemy. Wiedzieliśmy, że będziesz chciała być Nocnym Łowcą. Nie jesteśmy źli, ale ty musisz żyć dziecko. Nie jest jeszcze twój czas-powiedziała poważnie, a ja zaczęłam kiwać przecząco głową, ale zatrzymała mi ją, biorąc w swoje dłonie.
- Mamo ja nie chcę. Nie mam dla kogo-przyznałam drżącym głosem. Wpatrywała się we mnie z uśmiechem.
-Chodź pokażę ci coś-powiedziała, chwytając moją dłoń. Dałam jej się prowadzić, nie wiedząc dokąd Znów mnie zaczynała otaczać ciemność, ale tym razem była obok mama, więc się nie bałam. Szłam obok niej nic,nie widząc, aż zobaczyłam światło. Tylko to nie takie światło jak pokazują w filmach, gdy ktoś umiera. To świało było jak to zwykle w lampach. A w dodatku im bliżej niego byłam widziałam również ściany i podłogę. Gdy już widziałam w pełni pokój rozpoznałam go. To gabinet w domu Sebastiana. Ścisnęło mi się znowu boleśnie serce, więc zatrzymałam się,ale zaraz mama pociągnęła mnie i zmusiła, abym szła dalej. Weszłam do pomieszczenia na niepewnych nogach. Nie wiedziałam co zrobić. Nie myślałam, że tutaj zaprowadzi mnie moja mama. Po co ? Dlaczego ?
-Mamo co my tu robimy?-spytałam cicho, gdy ona prowadziła mnie dalej przez pokój na korytarz.
-Coś ci pokaże.-odpowiedziała tajemniczo, a ja o nic więcej nie pytałam. Kiedy szliśmy korytarzem zamurowało mnie. Zobaczyłam długo nogą dziewczynę o kruczo czarnych włosach i czarnym stroju obojowym. Przed nią stał chłopak o jasnych włosach i oczach, w których było pełno miłości i smutku. Trzymał ją w ramionach, a ona chyba cicho płakała. Dlaczego ? Dlaczego Lucy płakała w ramionach Jem'a? Zwróciłam głowę w stronę mamy, ale ona pokiwała tylko głową i i pociągnęła mnie dalej, do kolejnych drzwi. Wiem co tam było i nie chciałam tam wchodzić. Zatrzymałam się tuż przed nimi, ale moja mama nie dawała za wygraną. Przeszłą przed drzwi od tak i pociągnęła mnie za sobą. To było dziwne uczucie przejść, przez coś jak.... duch. Tym chyba byłam.  Stanęłam przed łóżkiem, na którym leżało moje ciało i nie mogłam zrozumieć co ja tu robię i dlaczego moje ciało oddycham.
-Mamo czy ja nie żyję ?-zapytałam cicho, patrząc na nią zamiast na łóżko.Zbyt dziwnie się czułam, widząc samą siebie w taki sposób.
- Nie córeczko.Masz wybór-powiedziała spokojnie, a ja spojrzałam jej w oczy i powiedziałam poważnie :
-Chcę iść z wami- jednak ona uśmiechnęła się tylko pobłażliwie i chwyciła mój podbródek. Przekręciła go w stronę łóżka i powiedziała:
-Na pewno ?- gdy zadała to pytanie zobaczyłam jego. Siedział na krześle obok łóżka i ściskał moją bezwładną dłoń. Na jego policzkach co chwila ciekły słone łzy. Jego twarz wykrzywiał wyraz bólu i rozpaczy. Nie mogłam na to patrzeć. Moje serce łamało się na ten widok. Nie mogłam znieść tego widoku. Mój chłopiec, w którym się zakochałam. ten chłopiec, który był jak skała, a teraz szlochał cały czas. A nad kim ? Nade mną. Puściłam moją mamę i ruszyłam, chwiejnym krokiem do niego. Uklękłam przed nim i patrzyłam w jego niebieskie oczy, teraz pełne łez. On nigdy miał nie płakać. Nie z mojego powodu!! Nie chciałam tego!!! Kochałam go!!!
Położyłam dłonie na podłodze i oparłam głowę o jego kolano. Wiedziałam, że nic nie poczuję. Musiałam pomyśleć. Ja nie chciałam go zostawiać. Zakochałam się w nim i on był dla mnie wszystkim. Ale to co się stało a ziemi czy da się to naprawić ??? Bałam się, że nie i po prostu on mnie zostawi. A wtedy co by mi pozostało ? Dosłownie nic!
-Nie odtrąci cię. Kocha cię,a ty jego-powiedziała spokojnie mama. Odwróciłam głowę i spojrzałam na nią. Uśmiechała się. Mi nie było do śmiechu.
- Nie wiem co robić mamo-wyznałam i poczułam świeżę łzy na policzkach. Jeszcze przed chwilą byłam pewna, tego co chciałam zrobić i gdzie pójść. A teraz ? Teraz miałam kompletny mętlik w głowie!!!
- Posłuchaj serca i zdecyduj-poradziła mama, a ja zamknęłam oczy. Musiałam powierzyć wszystko mojemu sercu, wierząc, że dobrze wybierze...
                         ******************************
         Zatrzepotałam kilkakrotnie oczami, aby przyzwyczaić je do światła. Mój zamglony wzrok zaczął się wyostrzać, a ja wpatrywałam się w sufit. Znów zaczęłam czuć cały ból i wstyd po zabawach Daniela. Zamkmęłam oczy, poestrzymując łzy i nadchodzące wspomnienia. Chciałam zacisnąć  dłonie w pięści, ale zamiast tego ścisnęłam kogoś ciepłą dłoń. Momentalnie otworzyłam oczy i przestraszona spojrzałam w bok, wiedząc kogo dłoń to była. Niemyliłam się Sebastian wpatrywał się we mnie, a w jego oczach lśniły świeże łzy, które po chwili znalazły się na jego polikach. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale zabrałko mi głosu. Miałam jakąś gule w gardle, która uniemożliwiała mi mówienie. Spojrzałam w te jego niebieskie jak oceam oczy i momentalnie się rozpłakałam. Ból był zbyt silny, a do niego doszedł jeszcze ten po śnierci rodziców. Nie radziłam sobie i wiedziałam, że sama sobie nie poradze. 
Sebastian wachał się tylko chwilę, a zaraz potem był na łóźku mocno przycisnął mnie do siebie. Przytulił mnie tak mocno jak tego potrzebowałam. To w jakiś sposób pomogło.
-Przepraszam-wyszeptałam cicho w jego koszulke, mocząc ją łzami. Deliktanie chwycił za mój podbródek o uniósł go tak,że skrzyżowałam z nim swoje spojrzenie. 
-A ni mi się waż przepraszać. Nie masz za co. A ten skurwiel zapłaci za to co ci zrobił-powiedział ostro Sebastian. Pokiwałam tylko głową, nie wiedząc co powiedzieć. Kiedy tylko wspomniano o Danielu ja już miałam łzy w oczach i ból rozsadzał mnie od środka. Wtuliłam się w niego z porotem, czując się w jego ramionach bezpiecznie.
-Oni nie żyją prawda?-zapytałam cicho, nie otwierając oczu. Bałam się , że wtedy znowu się rozpłacze.
-Tak przykro mi Izzy.-odpowidział, a ja poczułam bolesne ukłucie w sercu. Mocniej się do niego przytuliłam i już nie powstrzymywał łez.
- Jak zmarli ?- spytałam drżącym głosem, gdy on tulił mnie i pocieszał.
- Demony zaatakowały ich, ale były one inne od tych, które spotykaliśmy. Jakby mechaniczne- odpowiedział, a ja momentalnie wciągnęłam powietrze z sykiem. To Daniel budował mechaniczne stwory, które miały być lepsze od Nocnych Łowców. Powiedział mi to raz, twierdząc, że gdy już on zostanie władcą to ja będę u jego boku, jako jego króla. Mógł pomarzyć!!! Ale to te istoty zabiły mi rodziców. Poczułam jeszcze wiekszą nienawiść do Daniela. Ja go dorwę i ukaże za wszystko co nawyprawiał!!!
-Tak strasznie mi przykro-wyszeptał Sebastian w moje włosy, a ja schowałam twarz w jego klatę. Opadałam z sił i czułam, że zaraz znów nadejdzie ciemność. Nie chciałam z nią walczyć, bo w ramionach Seby czułam się bezpieczna i nie bałam się tak bardzo co przyniesie mi sen. Pozwoliłam mu się otulić, a sama odpłynęłam do krainy snów.
                             *************************
                 Stałam w dużym gabinecie w domu Sebastiana, który stał za mną i tulił do siebie. Był jedną osobą, która mogła to robić, bo wtedy czułam się bezpieczna. Niestety nadal nie przełamałam się do całowania, bo czułam w ustach smak ust Daniela. Starałam się nie myśleć o tamtych wydarzeniach, ale wiedziałam, że ból pozostanie we mnie do końca życia. Jednak, majac u boku Sebastiana dawałam jakoś radę. Do bólu można było się przyzwyczaić i żyć z nim.
Naprzeciw nas stał Jem i Lucy, którzy trzymali się za ręce. Gdy się obudziłam widziałam również z ich w pokoju. Wyjaśnili mi wszystko,że to Daniel otruł Sebe, a zwalił wszystko na Lucy, bo ta rozbroiła go i dowiedziała się co planuje. Jem od dłuższego czasu to podejrzewał, ale nikt go nie słuchał. Do czasu, aż nie przyszła Lucy. Wtedy zaczęli razem szukać dowodów na Daniela. Dlatego spotkaliśmy ich wtedy w budynku i dlatego Daniel był tak nerwowy. Bał się, że ona wygada wszystko. Niestety nie zdąrzył. No i jakoś w tym czasie ta dwójka została też parą. Cieszyłam się z Lucy szcześcia,bo widziałam, że ta dwójka się kochała.
Lucy, gdy miała okazję przepraszała mnie i pytała czy jest szansa na przyjaźń na co mówiłam, że tak. 
A teraz?  Znajdowaliśmy się w tym pokoju, bo z Instytutu przyszła wiadomość. Charlotte chciała się spotkać ze mną, a Clave przesłuchać mnie i pozostałą trójkę. Nie wiedziałam co myśleć na ten temat, więc myślałam podczas gdy oni dyskutuwali co zrobić.
-  Ale jeżeli nie pojedziemy to nigdy nie ukażą Daniela. A gdy zeznamy pod Mieczem Anioła, bedą musieli uwierzyć. Sebastian to jedyne wyjście jeśli chcesz go dopaść- powiedział spokojnie jak zwykle Jem. Sebastian wpatrywał się we mnie co czułam wyraźnie.
- Nie chce narażać jej na stres-powiedział czule, a ja wiedziałam, że muszę zabrać głos. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam nim straciłam odwage:
-Dam radę, jeźdźmy....
                        ******************************
 Macie nowy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał bo pisze go nad ranem w niedziele. I mam jedno ogłoszenie! Nie wiem kiedy dam kolejny. Powód? Mam sprawy w rodzinie to to na niej muszę się skupić i pomóc teraz najbliższym. Także przepraszam ale nie wiem kiedy dam następny. Postaram się w  ciągu dwóch tygodni, ale nic nie obiecuje :c
                                             -LoVe Is NoT GaMe




poniedziałek, 4 maja 2015

                                    Rozdział.16.

          Za każdym razem, gdy słyszałam przekręcanie dziurki w kluczu ogarniało mnie przerażenie. To on wracał co noc by się "zabawić". Co wieczór miał inny pomysł. Nie raz, bijąc, nie raz czulej (niby), innym razem różne chore pozycje. Co noc robił co mu się podobało chociaż błagałam i szlochałam, aby przestał, aby mnie zostawił lub zabił. Miałam dość czułam się brudna, oszpecona, wykorzystana. A on robił to co noc od ponad dwóch tygodni. Nie miałam już do tego siły, ale nawet nie miałam jak ze sobą skończyć. Cały czas,kiedy byłam sama miałam przywiązane ciasno ręce oraz nogi. Gdy rankiem pojawił się on, aby "zadbać o mnie" to rozwiązywał mnie, ale i tak nie mogłam się ruszać, bo miał przy sobie pistolet. Zamiast serafickiego ostrza miał po prostu rewolwer. Trzymał go tak, abym wiedziała co grozi za nieposłuszeństwo. I tak raz to zrobił. Jednej nocy coś mu się ubzdurało i choć byłam spętana to strzelił do mnie. Gdyby nie to, że akurat zdążyłam się ruszyć to dostałabym prosto w serce, a tam kula trafiła w moje ramię. Oczywiście wielce słodki Daniel zaraz mnie opatrzył, tylko, że ja nadal czuję ten ból, ale gorszy jest to po tym co mi zrobił. Nie umiem teraz myśleć o niczym innym jak o tym co mi zrobił, jak to bolało i co wymyśli na następny raz. Myślał, że może po paru razach się ogarnę i zacznę to lubić, ale tak się nie stało. Za każdym razem kiedy pojawiał się w drzwiach zaraz spinałam się i próbowałam uwolnić. Chyba mu się to podobało, bo zaraz zaczynał mruczeć, a potem zaczynał swoją chorą gierkę. Rozbierał mnie choć i tak nie miałam już za dużo na sobie, a potem robił to na co miał ochotę. Cały czas rzucałam się, kopałam, krzyczałam i szlochałam, ale to na nic. I tak to zrobił. Nigdy nie posłuchał moich błagań zawsze robił co mu się żywnie podobało. A ja natomiast czułam tak ogromny ból, że nie umiałam przestać szlochać. Całe moje ciało drżało, a ja marzyłam tylko o śmierci. Nie chciałam już żyć po tym co on mi robił. Nie miało to dla mnie sensu. Wcześniej wyznawał mi miłość, a teraz robił coś takiego. To dla niego znaczyła miłość ? To było chore!!! Ja nie chciałam takiej miłości !! Ja nie chciałam nic od niego! Nic wspólnego z nim!!!A co za to dostałam ? Wykorzystywanie jak zabawkę co noc. Straciłam już nawet nadzieję, że ktoś mnie uwolni, że ktokolwiek o mnie jeszcze pamięta czy myśli. Dla wszystkich pewnie już umarłam. Z resztą sama tego wtedy chciałam. Nie umiałam myśleć nawet o Sebastianie, bo ogarniał mnie jeszcze większy ból. Zraniłam go, a teraz ten dupek co noc wymierzał mi za to karę. Ha ! Gdyby tak było to okej, ale on to robił, bo twierdził, że jestem jego własnością!! Co chwila powtarzał, że należę do niego itp. Miałam tego wszystkiego dość. Ten ból we mnie był niedowytrzymania i żadne iratze nie mogło go uleczyć. Ja natomiast umierałam kawałek po kawałku coraz szybciej. Nie wiedziałam ile jeszcze zniosę, ale wiedziałam, że prędzej czy później mu się znudzę i zabiję mnie. Marzyłam o tym szczerze, mówiąc. Nie było dla mnie sensu życia po tym co mi robił. Wymyślał coraz bardziej chore zabawy, a ja bałam się do czego w końcu dojdzie.Nie miałam już siły i gdybym tylko miała wolne ręce sama bym siebie zabiła. Nie wiem jak może szkłem od okna, albo wyskakując przez nie. Cokolwiek było lepsze od życia z Danielem i jego chorymi zabawami. Ja już nie chciałam być na tym świecie!!!
                                  *********************************
     Nad ranem do moich uszu doszedł dźwięk przekręcanego klucza, a ja już cała się spięłam. Zamrugałam oczami, aby poprawić wzrok choć i tak mnie piekły od łez wylanych w nocy. Daniel stanął w drzwiach ubrany w dżinsy i szarawe polo. Z lekkim uśmieszkiem podszedł do mnie, niosąc w dłoniach tace. Patrzyłam na niego przerażona, czując coraz to większy ból w całym ciele. Zaczęłam drżeć, gdy usiadł na krawędzi łóżka i dotknął mojego uda. Ścisnął je, przejeżdżając dłonią w górę i w dół z szerokim uśmiechem. Ja natomiast już zaczynałam przeczuć co planuje. Uśmiechnął się szeroko niemal potwornie i położył dłoń na mojej kobiecości. Ścisnął ją, a z moich ust wyrwał się głośny szloch. Spojrzał na mnie i dotknął drugą dłonią polika. Czułam ogromne obrzydzenie, ale nic nie mogłam zrobić. Odwróciłam głowę, aby choć na niego nie patrzeć, ale brutalnie złapał moją twarz i odwrócił do siebie.
-Nie ładnie Izzy-ostrzegł, trzymając moją twarz. Moje przerażenie, które już podobno większe być nie mogło, jednak jeszcze wzrosło. Spięłam wszystkie mięśnie do granic możliwości, a on tylko zaśmiał się. Był to gorzki i przerażający śmiech jakby mordercy z filmów.
-Oj kochanie trzeba się tobą zająć-powiedział z udawaną troską, dotykając mojego rozciętego czoła od jego ostatniej "zabawy". Powoli zabrał dłoń z mojej kobiecości.Nie spuszczał ze mnie wzroku,a  ja czułam narastający ból i obrzydzenie do samej siebie i niego po jego chorych pomysłach. Wstał na moment i wziął coś do rąk z ziemi. Była to miska z zimną wodą i ręcznik. No i co znowu chciał udawać kochającego chłopaka, a nie psychopate jakim był. Było mi nie dobrze,ale nie miałam czym wymiotować. Wszystko zwracałam,więc po jego ostatniej kanapce dostał podziękowanie w formie obrzyganej koszuli. Kiedy tylko jego dłoń sięgnęła za pas dżinsów cofnęłam się przerażona. Ostatnia jego zabawa była z użyciem noża, więc nie chciałam ryzykować. Choć i tak nie wiele bym zrobiła. Wyjął swoją stelę i siłą złapał mój nadgarstek. Zaczął na nim rysować iratze, a ja wierciłam się, chcąc uciec. Na marne. Przy jakimkolwiek jego dotyku czułam ogromny ból, a mój mózg wypominał mi co on wyprawiał ze mną w nocy. Powodowało to, że byłam całkiem wykończona psychicznie i gdyby nie to, że byłam związana zabiłabym się już dawno temu. Zwinnymi ruchami narysował rune po czym zaczął delikatnie obmywać mnie ręcznik
 Wielce kochany psychopata !!! Starałam się jakoś od niego odsunąć, ale gdy tylko próbowałam pokazywał mi swoją broń i ostrzegał, że jej użyje. Bałam się to mało powiedziane. Nie znajdowałam słów na to w jakim byłam stanie. To przekraczało ludzkie pojęcie. Jak on mógł mi to zrobić?!?!?! Miał nie równo pod sufitem, choć to też zbyt delikatnie ujęte. 
Gdy już skończyłam umycie mnie wziął do rąk miske z płatkami i próbował je we mnie wdusić. Jakims cudem przełknęłam pare łyżek, nie zwracając tego. Wpatrywałam się w niego z niekrytym przerażeniem i obrzydzeniem. 
- Kochanie nie patrz tak na mnie, bo dostaniesz kare-ostrzegł mnie lodowatym tonem, a z jego ust nie schodził ten uśmieszek zwycięstwa i dumy. Przeszły mnie kolejne dreszcze i cofnęła się, chcąc być od niego jak najdalej.
-A co możesz mi gorszego zrobić ? Zabić mnie ? To moje marzenie, więc proszę zrób to- syknęłam przez zaciśnięte zęby i sekundę później poczułam siarczysty policzek od niego. Zapiekła mnie skóra na poliku,a z oczu popłynęły świeże łzy.Bolało, ale to pikuś z tym co wyprawiał w nocy. 
-Jesteś moją własnością. MOJĄ rozumiesz?! Nie radze ci o tym zapominać.-powiedział ostro, a ja splunęłam mu w twarz. Robiłam to momentalnie i nie myślałam o konsekwencjach. Tym razem zdenerwowałam go na poważnie co mnie przeraziło. 
-Oberwiesz za to !-krzyknął wściekły i zaraz przygniótł mnie do łóżka. Przeraziłam się i zaczęłam wiercić, chcąc uciec od niego. Na marne. Zaśmiał się sucho i jedna jego dłoń zjechała do mojej kobiecości. Ścisnął ją, a ja jęknęłam z przerażenia. Tylko nie to. Druga jego dłoń zacisnęła się na moich włosach, ciągnąc za nie przez co cicho jęczałam z bólu. Próbowałam się uwolnić, ale na marne. Pochylił się i jego usta zmiażdżyły moje. Bolały mnie jego pocałunku, bo gryzł co chwila moją wargę. Jeden z jego palców znalazł się pod cienkim materiałem majtek,a ja pisnęłam. 
-Błagam-szepnęłam drżącym głosem, czując łzy na policzkach. Zaśmiał się sucho i szybkim ruchem włożył swój palec we mnie. Krzyknęłam z bólu.
-Błagam przestań-zaszlochałam, mając nadzieję, że posłucha.Nie zaczął nim poruszać tak jak zwykle. Oderwał swoje usta od moich i puścił włosy.
-Teraz ci odpuszczę-powiedział, wyjmując palec i wstając. Patrzyłam jak prostuje się, szlochając z przerażenia. Czułam ogromny ból i przerażenie na to co chciał zrobić. 
-Bądź grzeczna, a nie będzie bolało.- poradził, ale ani trochę mu nie uwierzyłam. Przerażał mnie to mało powiedziane. Patrzył na mnie jeszcze chwilę, po czym obrócił się i po prostu wyszedł jak gdyby nigdy nic. Leżałam zdrętwiała ze strachu na łóżku, ze związanymi nogami i rękami. Nie wiedziałam co robić. Chciałam umrzeć. Wiedziałam, że kara będzie w nocy,a tego tak bardzo się bałam.Nie chciałam tego. Nie chciałam już żyć. Tego było za dużo dla mnie. Ten ból rozsadzał mnie od środka, ale nie mógł mnie zabić, bo wciąż oddychałam. Choć tak bardzo nie chciałam.
                                                        ************************
                   Kiedy księżyc pojawił się na niebie w drzwiach pojawił się on. Był w samych bokserkach jak zwykle, a jego ciało zdobiły runy. W ręku trzymał coś co napawało mnie przerażeniem. Bicz. Ze lśniącego drutu. Momentalnie cała się spięłam, próbując się uwolnić. Wyginałam się w łuk co go podniecało, bo zaraz widziałam jak w jego bokserkach coś budzi się do życia. Przeraziło mnie to do końca. Zaczął cicho mruczeć, podchodząc do mnie. Był jak potwór. Co ja mówię on był potworem!!! 
Podszedł do łóżka  z biczem w ręce z tym chytrym uśmieszkiem na ustach. Boże co on zaplanował ? Szybko usiadł na mnie okrakiem, a ja nie mogłam już praktycznie się ruszyć.Zaczęłam płakać przerażona.Nie chciałam, nie chciałam!!! Dotknął czułym gestem mojej twarzy co wywołało dreszcze. 
-Przestań uważać mnie za potwora. Ze mną będziesz szczęśliwa,uwierz-powiedział i szybkim ruchem włożył wolną rękę pod majtki. Jeden jego palec znalazł się we mnie,a ja pisnęłam, szlochając głośniej. Zaczął nim szybko poruszać, nie starając się być delikatny przy tym. Wiłam się pod nim z bólu co chwila,krzycząc i szlochając. To cholernie bolało! Dlaczego ja ?!? Po chwili dołączył do niego drugi palec, a potem trzeci a ja już nie wytrzymywałam z bólu. 
-Błagam przestań!-powtarzałam co chwilę,ale on mnie nie słuchał.
Nagle szybkim ruchem wyjął palce ze mnie, ale ja wiedziałam, że to nie koniec. Wiedziałam, że on dopiero się rozkręca.
-Wiesz, że za ranek musi być kara-powiedział, a ja zaszlochałam głośno.
-Błagam nie-zaszlochałam, wiedząc, że i tak to nic nie da. Nie myliłam się. Zaśmiał się sucho, przejeżdżając głodnym biczem po moim ciele.
- Wstawaj-rozkazał.
                                                       *****************************
 Leżałam cała zdrętwiała z bólu na plecach. Jego chora zabawa przeszła wszelkie miary. Całe plecy miałam zakrwawione od bicza, tak jak brzuch i jedną długą na szyi. Ból przewyższał każdy poprzedni,a ja już nie dawałam rady nawet oddychać. Miałam nadzieje, że wykrwawię się do rana i wreszcie umrę. Kiedy tylko się podniosłam krzyknęłam z bólu. Chciałam już umrzeć i tylko ta myśl krążyła mi po głowie. 
Nagle usłyszałam przekręcenie klucza w zamku. Nie !!! Nie nie to nie mogło być to!!! Niech on da mi święty spokój!!!! Ja już więcej nie chce!!!! Przekręciłam z trudem głowę i ujrzałam dwie postacie w drzwiach. Nie!! Co on wymyślił??? Co tym razem ??? A może on chciał się mnie pozbyć ?!?! Błagam niech to będzie to!!! Dwie postacie ruszyły w moją stronę, a ja przerażona zaczęłam rzucać, się na łóżku, starając się uwolnić. Na nic. Byłam zbyt mocno przywiązana. Widziałam czarne stroje i po posturze wiedziałam, że to mężczyźni. Czułam coraz większy ból,który rozsadzał mnie od środka.
-Zabij mnie!!!!- zaczęłam krzyczeć resztkami sił, gdy postacie były niemal obok mnie. Przez łzy miałam cały obraz zamazany.  Rzucałam się na łóżku i powtarzałam te dwa słowa, marząc aby je spełnili. Jeden z tych chłopaków pochylił się nade mną i dotknął polika. O dziwo nie cofnęłam się. Rozpoznałam ten dotyk,ale nie wierzyłam, że to mogła być prawda. On momentalnie odwiązał moje ręce i przygarnął do siebie, zamykając w ciasnym uścisku.
-Proszę- szepnęłam resztką sił, po czym zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego, zapominając na moment o bólu. Ale nie miałam dość siły. Teraz mogłam umrzeć, tylko już chyba tego nie chciałam.
- Już dobrze. Jestem tu. Nie zostawiaj mnie. Zabiorę cię stąd- usłyszałam jego cudowny głos, za którym tak tęskniłam.Rozpłakałam się na dobre i zamknęłam oczy. Teraz już mogłam umrzeć. Poczułam, że dłużej nie dam rady utrzymać przytomności. Ciemność wzywała mnie do siebie, a ja wcale się jej nie bałam. Chciałam zapomnieć on tym wszystkim i odejść. Po prostu odejść. I przestałam z tym walczyć. Oddałam się ciemności i resztką sił wyszeptałam do Sebastiana, tulącego mnie.
-Przepraszam cię- po czym po prostu usnęłam.
                                   ***************************
               Przepraszam was, że tak długo i chyba powinnam ostrzec przed treściami +18,ale zapomniałam. Cóż oto nowy rozdział i przepraszam, że dopiero teraz,ale jak widze brak aktywności to odechciewa mi się pisania. Błagam komentujcie. Chociaż krótki komentarz zawsze daje mi motywacje, że warto. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to i poczekacie do następnego rozdziału, bo obiecuję go dać najpóźniej w weekend. Chcę wam wynagrodzić, więc postaram dawać się częściej rozdział tak aby do wakacji skończyć, bo mam jeszcze trzy inne historie, które chciałabym dodać, ale nie wiem jaką pierwszą. Dlatego, gdy dojdę do końca tej historii dam wam krótkie opisy i stwierdzicie, którą chcecie czytać.Mam nadzieję, że będziecie się udzielać i przepraszam jeszcze raz. Teraz już na prawdę wracam do was i na bloga. Wybaczcie i poczekajcie do weekendu na następny rozdział. Pozdrawiam :* Buziaki :***** 
                                                                       -LoVe Is NoT GaMe