Rozdział. 2.
- Hej jestem James,ale mów mi Jem- odezwał się szatyn stając przede mną. Ocknęłam się i przestałam wpatrywać w Daniela,który stał kawałek dalej pod szkołą i rozmawiał z Nate'm. Dlaczego z niego takie ciacho?
Przenoszę wzrok na chłopaka stojącego przede mną. Ma niebieskie oczy,ale tak czyste jak ocean. A na jego twarzy pojawił się uśmiech, gdy tylko obdarzyłam go spojrzeniem.
- Cześć. Jestem Izzy-odezwałam się spokojnym tonem. Kątem oka, widziałam jak Daniel wchodzi do szkoły. Nawet na mnie nie zerknął. Nienawidzi mnie ! A ja nie mogę przestać, o nim myśleć.Cały czas siedzi w mojej głowie. To męczące,ale nie umiem się go pozbyć. Cały czas się na niego gapię i wychodzę na idiotkę....
Kiedy dwa dni temu byłam w bibliotece i przeglądałam książki, natknęłam się na niego. Widziałam jak gadał o czymś do bibliotekarki, a potem podszedł do regału gdzie ja przeglądałam jakąś grubą księgę. Kiedy tylko mnie zobaczył jego wyraz twarzy się zmienił. Wyglądał jakbym go chciała zabić.Na prawdę. Wziął szybko jakąś książkę i zmył się.Zabolało mnie to, bo nic mu nie zrobiłam. Za co on mnie tak traktował ?....
- Jesteś nowa, tak ?-spytał James wpatrując się we mnie. Nie zdążyłam się odezwać, bo Lucy pojawiła się u mego boku i spiorunowała go wzrokiem. Jego spojrzenie,gdy przeniósł je ze mnie na nią zmieniło się. Z miłego na całkiem lodowate.
- Spadaj, ona jest ze mną-syknęła Lucy obejmując mnie jednym ramieniem.Byłam tak zaskoczona, że nic nie mówiłam.Patrzyłam raz na nią,raz na niego, gdy ci próbowali zabić się wzrokiem. Odchrząknęłam,a oni oboje zerknęli na mnie.
- Idziemy na stołówkę.-powiedziała dziewczyna i pociągnęła mnie w stronę szkoły. Spojrzałam przez ramię na Jem'a, który cały czas wpatrywał się we mnie.
- Miło było poznać-powiedziałam z lekkim uśmiechem i pozwoliłam się pociągnąć do szkoły. Lucy była zdenerwowana, czułam to i widziałam. Ściskała moje ramię, aż bolało i była cała napięta.
- Nie lubisz go,co?-spytałam w stołówce, gdy sięgała po tacę. Wzruszyła ramionami i nałożyła sobie sałatki. Zrobiłam to samo i poszłam za nią do stolika. Szara stołówka nie poprawiała nastroju, ale przynajmniej jak w mojej starej szkole panował tu gwar głosów. Nastolatki śmiali się, kłócili i plotkowali. Jak w normalnej szkole. Szkoda, że to jednak poprawczak.Spojrzałam na Lucy, która próbowała się uspokoić jedząc sałatkę.
- Dlaczego go tak nie lubisz ?-spytałam po chwili ciszy. Spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami i powiedziała spokojnie :
- Jesteś nowa Izzy i nie znasz jeszcze ludzi. Poznasz to zrozumiesz. A Jem nie jest taki milutki jak myślisz- patrzyłam jej w oczy i czułam, że nie kłamie,ale ten chłopak wydawał mi się miły.
- A poza tym widziałam,że przeszkodził ci w wzdychaniu do blondasa-dodała pokazując na mnie widelcem na którym miała kawałek sałaty.
- Nie prawda-zaprzeczyłam od razu, choć wiedziałam, że się rumienię. Głupie poliki !
- Przecież widzę, że ci się podoba. Ale dam ci radę. To dupek i nie warto o nim myśleć-powiedziała i spojrzała za mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam,jak Daniel wchodzi z Nate'm do stołówki. Nasze spojrzenia się spotkały, a on wpatrywał się we mnie. Nie chcąc dać mu oznak, że mi się podoba odwróciłam wzrok i zaczęłam jeść swoją porcję sałatki. Dlaczego tym razem obdarzył mnie spojrzeniem ? Jakiś żart ? Co on wymyślił?
- Siostrzyczko fajny fryz. To tu są fryzjerzy ?-odezwał się Nate stając przy naszym stoliku, a obok niego Daniel. Ciągnął za włosy siostry,a ta była tym zirytowana. Nie patrzyłam na niego tylko na sałatkę. Jednak niemal widziałam,jego chamski uśmieszek.
- Dzięki. Gratulacje dla Izzy- powiedziała Lucy z szerokim uśmiechem wyszarpując swoje włosy z jego palców. Podniosłam wzrok na dziewczynę, chcąc jej przekazać, że nie chcę pochwał,ale było za późno.
- Może z moimi i Daniela też byś coś zrobiła-zwrócił się do mnie Nate, a ja spojrzałam na niego.Nie rozumiem co chciał zmienić.Miał bardzo fajny fryz, a włosów Daniela to bym nie dotykała. Te jego miękkie blond włosy jak u anioła. Pasowały mu, choć nie wiem czy do charakteru.
- Od moich włosów trzymajcie się z dala-odezwał się chłodno Daniel. Czemu jego głos wydaje mi się znajomy? Przecież znam go od nie dawna, a czuję jakbym wcześniej go spotykała, To dziwne.
Nie odpowiadam, bo czuję dreszcze na plecach. O nie, nie tu ! Nie mogę wyjść na wariatkę ! Dyskretne rozglądam się i widzę cień schodzący po suficie. Spuszczam głowę i staram się głęboko oddychać. Nie podejdzie. Nie podejdzie- powtarzam wciąż.
Czuję,jak coś ciągnie mnie za nogawkę. Zerkam dyskretnie i wstrzymuje oddech. Cień uczepił się mojej nogi i wbił w nią pazury. Poczułam kłujący ból w kostce, ale tylko przygryzłam dolną wargę. Nie pokaże się jako wariatka.
- Izzy wszystko okej ?-spytała Lucy dotykając mojego ramienia. Cień momentalnie puścił nogę i wycofał się. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na przyjaciółkę. Chłopaki gdzieś zniknęli i dobrze.
- Tak.Trochę mi się zakręciło w głowie-skłamałam. Ból w kostce już znikał,a ja próbowałam uspokoić drżenie rąk. Co ja im zrobiłam ? Niech mi dadzą spokój !
********************************
Weszłam na ścieżkę na cmentarzu. Miałam na sobie piżamę. Skąd ja się tu wzięłam ? Wiatr owiewał mi twarz i sprawiał, że przechodziły mnie dreszcze. Szłam dalej ścieżką, nie mogąc zawrócić. Pełno starych grobów. Niezadbanych, poniszczonych i zasypanych liśćmi. Koło jednego z nagrobków stał posąg anioła, trzymającego miecz nad sobą jakby szykował się do ataku. Twarz anioła była zimna, jak kamień z,którego został wykuty. Powoli podeszłam do grobu. Ciemność utrudniała mi widoczność. Księżyc schował się za chmurami i nie chciał nic dać światła. Potknęłam się o kamień, ale złapałam równowagę. Zaklęłam pod nosem. Mogliby zadbać o cmentarz. Jest coś takiego jak szacunek dla zmarłego. Ale w poprawczaku chyba nie ma czegoś takiego jak szacunek. Do kogokolwiek czy czegokolwiek. Pewnie pochowano tu to ludzi z czasów wojny. Ciekawe na co poumierali. Od strzału ? Głodu ? Choroby ? A kobiety może od wykorzystywania ich ? Wzdrygnęłam się na to myśl. Nie wyobrażam sobie jak czuły się dziewczyny w tamtych czasach. Musiały chować się przed żołnierzami wroga i brudzić jak świnie, aby ci ich nie wykorzystali.To okropne. Pani od historii w mojej poprzedniej szkole opowiadała, jak dziewczyny brudziły się całe błotem i czymś gorszym, aby ich nie dotykali. Opowiadała jak żołnierze bezkarnie wyciągali młode dziewczyny i kobiety z domów na ulicę i gwałcili. Nie obchodziło ich nic. Robili to dla swojej przyjemności. Najgorsze, że były to często gwałty zbiorowe. Kiedy słuchałam pani miałam dreszcze i nie mogłam zrozumieć jak można takie coś robić, Nadal nie rozumiem ! Tacy ludzie to potwory ! I kiedy teraz przypomniałam sobie to znowu ogarnął mnie smutek. Dobrze, że nie żyję w tamtych czasach. Zabiłabym się gdyby takie coś mnie spotkało. A te kobiety doświadczały tego nie raz chyba,że wykrwawiły się na śmierć, albo wdało się zakażenie. A to nie było rzadkie.
Ocknęłam się potrząsając głową. Uklękłam przy grobie i odgarnęłam liście z nagrobka. "SEBASTIAN BRIEL". Ciekawe czy to był żołnierz czy zwykły nastolatek ? Jak zginął ? Oczyściłam grób, ale nie było daty śmierci. Nic prócz jego imienia i nazwiska.Może nie wiadomo kiedy zmarł....
Nagle usłyszałam. jakby coś się odłamywało. Spojrzałam w górę, na posąg i przeraziłam się. Był na nim cień, który.... wyszczerzył do mnie swoje kły. Nie zdążyłam uciec, bo posąg momentalnie przygniótł mnie do ziemi. Moje plecy zderzyły się z twardą ziemią. Ciężka rzeźba anioła przygniotła mnie, a ja czułam jej ciężar na każdej części ciała. Wierzgałam nogami, ale nic to nie dało. Moje ręce przygniotły ramiona anioła. Strasznie bolało oddychanie, bo moją klatkę piersiową przygniatał jego ciężki tors. Z trudem brałam kolejne oddechy. Cień usiadł zadowolony na przewalonym posągu dodając ciężaru. A myślałam,że one nie ważą.
Patrzyłam przerażona jak wyszczerza kły i pochyla się nade mną. Próbowałam uciec, ale na marne. Jego kły zbliżyły się do mojej szyi i zatopiły w niej. Poczułam ogromny ból i krzyknęłam pozbywając się resztek tlenu z płuc. Cień, a raczej zjawa zaczął szarpać moje gardło. Czułam ciepłą krew płynąca z rany po moim ramieniu. Zaczęło mi się robić słabo, a wtedy zjawa oderwała się od mojej szyi. Spojrzała na mnie samymi oczodołami przekrzywiając głowę na bok. Jakby oceniając swoje dzieło.Po chwili jednym szybkim ruchem wbiła kły w drugą stronę szyi, a ja poczułam, że tracę wszelki siły. Życie ze mnie uchodzi !...
*************************
Stałam pod drzwiami sali do lekcji wychowania fizycznego. Czyli budynku, który wyglądał jak kościół. Po koszmarze nocnym obudziłam się cała spocona i drżąca. Nie mogłam się uspokoić. Siedziałam na łóżku rozglądając się po pokoju. Nie zasnęłam już tylko siedziałam tak. Co to miało być ? Czułam się jakby to była prawda. Ten ból był tak realny. Jak to mógł być sen ?! Kiedy dotknęłam swojej szyi była cała i gładka, bez żadnych szram. Ale co jeżeli kolejnym razem umrę we śnie ? Co wtedy ? Przecież te cienie czekają na moją śmierć ! Tylko dlaczego po prostu mnie nie zabiją tylko bawią się mną. Co ja jestem winna? A może one się mszczą za Aleksa ??? Ale to przecież cień go zabił nie ja !!! Jakim prawem chcą mnie wykończyć ?! Ja nie daję rady, Psychika mi siada. Mam ochotę załatwić to za nich. Przestać się męczyć!!!
- Daniel Briel siłownia-powiedział nasz opiekun pan Scott. Otrząsnęłam się czekając aż mnie wywołała. Wiem,że jest tu basen i błagałam w duszy, aby tam mnie przydzielono.Mogłabym odreagować w wodzie. Zawsze to mi pomagało.
-Lucinda Bane basen. Nathaniel Bane siłownia- powiedział trener znużonym głosem. Nate i Daniel zadowoleni weszli do budynku, a za nimi Lucy,która także wydała się usatysfakcjonowana przydziałem. Proszę basen, proszę basen-powtarzałam jak mantrę ściskając ręce w pięści. Nie było zbyt ciepło, a on to przedłużał. Po nocnym koszmarze miałam dość dworu i zimna. Chciałam się znaleźć w wodzie i pomyśleć.
- Isabell Cames..... basen-powiedział po chwili, a mi ulżyło. Jedna dobra rzecz ! Chociaż tyle. Weszłam do środka i skierowałam się do drzwi z napisem "Szatnia damska basen". Stanęłam przy szafce z moim numerem i wyjęłam niebieski kostium. Szybko przebrałam się w niego i związałam włosy w koński ogon.
Wyszłam na basen i wdychałam. Zapach chloru roznosił się w powietrzu.Uwielbiałam ten zapach. Rozejrzałam się. Basen miał 25 metrów czyli taki na jakim zawsze pływałam. Okna duże i wysokie dawały światło,a woda się mieniła w świetle słonecznym, którego nie było za dużo. Stanęłam w rzędzie gdzie czekali inni. Było parę dziewczyn i chłopaków, którzy na oko nie byli nowi jak ja.
- Pierwsza grupa zająć miejsca-odezwała się surowa trenerka zimnym tonem. Gwizdnęła jakby chciała nam zniszczyć bębenki. Zajęłam miejsce i czekałam na sygnał. Po mojej prawej była Lucy, która szczerzyła się do mnie. Jak zawsze piękna. A po lewej niski chłopak z brązowymi oczami. Wyglądał niewinnie. Co mógł przerąbać ?
Równo z gwizdkiem wleciałam do wody i zaczęłam płynąć. Moje ręce wiedziały same co robić, ja nie musiałam się o to martwić. Pozwoliłam sobie na chwilę odetchnienia. Ten sen to tylko sen. Nie mogę non stop bać się tych cieni. One nie mogą mnie zabić. Gdyby mogły już by to zrobiły. Udają, że są wielkie i potężne, ale nie mogą mi nic zrobić. Chcą żebym się ich bała. A ja nie chce im dać tej satysfakcji.
- Wygrywa Isabell!-krzyknęła trenerka gdy dotknęłam ścianki, chcąc dalej płynąć. Tak szybko ? Nie chce wychodzić. Jednak widząc,że wszyscy to robią musiałam wyjść. Niechętnie wspięłam się na drabinkę i wyszłam z wody. Muszę się tego trzymać. Nie dam im się nastraszyć na śmierć!
- Popisówko lepiej uważaj-powiedziała jakaś blondynka zatrzaskując drzwi mojej szafki, omal nie z moimi palcami.
- Takie jak ty źle kończą-dodała złośliwie. Nie wiem czy ona myślała, że zabije mnie wzrokiem ? Dobre sobie. Chciałam się odezwać, ale Lucy była szybsza.
- A takie jak ty w burdelu. Upss to już się stało- odgryzła się Lucy, Dziewczyna spojrzała na nią i uśmiechnęła się chamsko.
-Przynajmniej mnie ktoś chce przelecieć Lucy, nie to co ciebie-powiedziała, a ja nie wierzyłam, że ona to powiedziała. Sama nazwała się dziwką,To normalne ?
- Jakaś ty głupia. Aż mi cię szkoda. Lepiej spadaj Marry-powiedziała pokazując jej kciukiem tylne drzwi. Marry coś mruczała pod nosem i wyszła.
- Czy ona sama nazwała siebie dziwką ?-spytałam z niedowierzaniem powstrzymując śmiech.
- Bo nią jest.Trafiła tu ,bo pobiła swojego klienta kiedy ten nie chciał jej zapłacić.-odpowiedziała z uśmiechem Lucy wycierając włosy. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Żartujesz ?-spytałam,a ta pokiwała głową. Ludzie co to się dzieję? W życiu nie oddałabym się za pieniądze. A ta laska jeszcze się tym szczyciła. To nienormalne !!!
Wyszłam z szatni zamyślona. Nie mogę dawać się tym cieniom czy zjawom. Zwał jak zwał. Muszę coś wymyślić, aby się ich pozbyć ! Tylko jak ? Właśnie...
Nagle zderzyłam się z kimś i upadłam na ziemię na niego. Spojrzałam zaskoczona na... Daniela ! Szlak. Szybko wstałam i wymamrotałam przeprosiny. Patrzyłam na swoje buty, nie chcąc widzieć jego wkurzonej twarzy.
-Spoko.-powiedział miłym głosem. Czy ja na pewno wpadłam na Daniela? Tego chamskiego Daniela ? Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się spotkały. Nie widziałam w nich złości. Właściwie nie widziałam nic. Uśmiechnął się lekko, ale nie chamsko. Odwzajemniłam uśmiech nieśmiało.
-Wiesz, że mogę cię oskarżyć o prześladowanie?-spytał z szerszym uśmiechem.
- Nie prześladuję cię. Ja tylko...- zaczęłam się tłumaczyć, ale on mi przerwał swoim śmiechem. Śmiechem,który skądś znałam.
- Jak zawsze się tłumaczysz.To był żart-powiedział szeroko uśmiechnięty. Czy ja śnię? Gdzie ten Daniel,który pokazał mi środkowy palec? Ten,który nie odzywał się do mnie i unikał mnie ? Co się stało, że nagle jest miły i odzywa się ?
- Ej na serio to był żart. Wyglądasz blado, będziesz mdleć ?-zapytał robiąc krok w moją stronę, a ja pokiwałam głową i uśmiechnęłam się.
- Wygrałaś ?-spytał zmieniając temat. Na szczęście. Dobrze, że nie musiałam się tłumaczyć. Czy on się domyśla ???
- Yyyy Tak-odpowiedziałam po chwili.Boże robię z siebie idiotkę !
- Jak zawsze wygrywasz-skomentował z szerokim uśmiechem. Chciałam się spytać skąd wie, ale wtedy pojawił się Nate, a twarz Daniel zmieniła się znowu w zimną. Bez słowa odszedł z kumplem, a ja zostałam sama. Skąd wiedział ? Dlaczego mówił tak jakby znał mnie dużo wcześniej ??? Co to ma być ? Nie rozumiem. Wcześniej był zimny i chamski, a teraz był miły. Dopóki nie pojawił się Nate. O co chodzi ???
********************************
Szłam po terenie poprawczaka. Nie mogłam zasnąć, a nogi same mnie niosły. Nie mogę przestać myśleć o dziwnym zachowaniu Daniela. Co się stało, że tak się zmienił ? Dlaczego normalnie ze mną gadał i żartował ? Czemu, gdy pojawił się Nate z powrotem zrobił się chłodny? Nie rozumiem nic, a muszę sama się przyznać, że chyba się zakochałam. Ale to nienormalne. Nie chciałam mieć nic wspólnego z chłopakami, nie w takich relacjach. Nie po wydarzeniach z Aleksem. A tu proszę zakochuję się w chłopaku, który nawet nie wiem jaki jest. Raz chamski i chłodny, a kiedy indziej miły i zabawny. No i to wrażenie, że go znam ? Dlaczego mam takie uczucie?
Nie powinnam o nim myśleć, ale nie umiem. Może on jest dobry, a tylko udaję chamskiego. W końcu jesteśmy w poprawczaku. A tu jak jesteś miły to po tobie. Może on jest na prawdę cudowny. a nie chamski. Tylko jak mam się o tym przekonać, skoro ledwo co z nim zamieniłam parę zdań.
Nawet nie zorientowałam się kiedy znalazłam się na cmentarzu. Rozejrzałam się. Było przerażająco podobnie jak we śnie. Ale to był tylko koszmarny sen, tak?
Podeszłam bliżej do posągu anioła i zaczęłam mu się przyglądać. Nic nadzwyczajnego.... No i wykrakałam.
Posąg przechylił się i omal na mnie nie spadł, ale ktoś odciągnął mnie. Wylądowałam na ziemi kawałek dalej, a on na mnie. Przerażona krzyknęłam, ale zamknął mi usta ręką. Drugą rękę trzymał na piersi co mnie przeraziło,ale chyba zrozumiał, bo zabrał dłoń i oparł ją przy mojej głowie.
- Nie krzycz,dobrze ?-spytał, a ja rozpoznałam głos. Jego blond włosy wystawały za kaptura.
-Daniel ?-powiedziałam cicho gdy zabrał dłoń. Kiwnął głową wpatrując się we mnie. W jego oczach widziałam troskę i zmartwienie. Nie pasowało mi to do niego.
- Wszystko w porządku ?-spytał z niepokojem w głosie.Kiwnęłam głową. Leżeliśmy tak chwilę, a ja czułam ciepło jego ciała na sobie. Chciałam, żeby mnie pocałował,ale chyba nie miał zamiaru tego robić. Poczułam coś twardego, na moim udzie,ale nie wiedziałam co to i wolałam nie pytać.
-Lepiej stąd idźmy-odezwał się Daniel wstając ze mnie. Poczułam chłód ziemi pod sobą i wiatr na mojej twarz. Daniel podał mi dłoń, a ja wstałam z jego pomocą. Zachwiałam się, a on objął mnie. Złapałam równowagę, ale nie chciałam, aby mnie puszczał. Kiedy mnie dotykał przechodziły mnie przyjemne dreszcze i czułam ciepło w całym ciele.
- Dasz radę ?-spytał przyglądając mi się chcąc ocenić mój stan.Kiwnęłam głową, a on powoli mnie puścił.
- Chodźmy-powiedziałam i ruszyłam przez cmentarz. Szedł obok mnie patrząc przed siebie.
- Widziałeś to na posągu ?-spytałam po dłuższej chwili, gdy doszliśmy na parking. Zerknął na mnie.
- Nic nie widziałem.-odpowiedział chłodno.
- Ale...ten cień...ja-zaczęłam się jąkać.Świetnie zrobiłam z siebie wariatkę, powinnam siedzieć cicho.
- Wymyśliłaś sobie coś-powiedział i odszedł ode mnie. Zostawił mnie samą w nocy na parkingu tuż przy cmentarzu. Cóż za dżentelmen!.....
***********************
Wiem duża przerwa,ale tak to jest. Dużo nauki i sprawdzianów. Mam nadzieję, że się podoba. Za błędy przepraszam. Następny dodam w piątek. I będę tak robić, że rozdział będzie się pojawiał w każdy weekend. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Czekam na wasze opinie :) :*
- LoVe Is NoT GaMe
Będe tutaj dodawać różne posty. Moje przemyślenia na dany temat, opinie książek/filmów. No i nie raz historyjki/opowiadania. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Czekam na wasze komentarze :D Mój poprzedni blog gdyby ktoś chciał zajrzeć -----> http://opowiada-nia.blogspot.com/
sobota, 29 listopada 2014
poniedziałek, 24 listopada 2014
Ogłoszenie
Założyłyśmy razem grupę na Facebooku i bardzo was prosimy o udzielanie się. Będzie nam bardzo miło. Chcemy, aby stronka była naprawdę fajne, ale musicie się na niej udzielać. My nie gryziemy, a każdy komentarz cieszy (nawet negatywny) :* Prośmy was zajrzycie :*https://www.facebook.com/pages/Jestem-t%C4%85-co-igra-z-ogniemJestem-t%C4%85-co-wybra%C5%82-anio%C5%82/836717633017219?notif_t=page_new_likes
sobota, 22 listopada 2014
To nowa historia nie opowiadanie. Wymyśliłam ją jakiś czas temu, ale dopiero teraz postanowiłam wstawić. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Miłego czytania :D
Rozdział. 1.
Szłam przez parking poprawczaka szybkim krokiem. Moi kochani rodzice postanowili mnie nie odprowadzać do drzwi. Kazali wysiąść z samochodu, pożegnali się, a potem szybko odjechali. Jakbym nie wiedziała, że się mnie wstydzą. Kto chciałaby córkę, która jest zamieszana w morderstwo, a w dodatku gada o jakiś niestworzonych postaciach ? Sama miałam siebie dość. Po tym wszystkim nie chciało mi się żyć. Wiedziałam, że to moja wina. Śmierć Aleksa. Wiedziałam, że ja zawiniłam, a wyrok sądu i spojrzenia ludzi potwierdzały to. Zawsze moi rodzice mówili, że zrobią wszystko aby mnie ochronić, ale tu im się nie udało. Nie dali rady i nie winię ich tylko siebie.
Całe wakacje spędziłam na chodzeniu do psychologa, wizytach na komisariacie i w sądzie. Po prostu wakacje marzeń ! I jeszcze te okropne pigułki,które musiałam brać, po protu koszmar. No i najgorsze te przerażające cienie, które mnie nawiedzały. Rozmawiałam o nich z doktorem, ale jak to on ładnie ujął "Masz traumę po przeżyciach i tak broni się twój mózg," Tylko, że ja wiem, że to nie moja wyobraźnia. To jest zbyt realistyczne aby mogło być wytworem mojej głowy. Te ich "dłonie", krzyki i jęki. Szarpanie moim ciałem. To, że mnie dotykają i szarpią nie jest wytworem mojej wyobraźni!!!
Pojawiły się tamtej nocy z Aleksem. Pamiętam jak dostał nożem, a ja idiotka wyjęłam nóż i szlochałam gdy on umierał. Nic nie zrobiłam ! Nic!!! Klęczałam tam i płakałam gdy on konał w męczarniach. Dopiero gdy przyjechała policja ocknęłam się. Oczywiście,że na nożu były tylko moje ślady to od razu uznano mnie za podejrzaną. Po całym śledztwie, wizytach u psychiatry i w sądzie uznano mnie za winą,ale, że to był wypadek. No i tak dostałam 3 lata w poprawczaku. Przepraszam zakładzie dla trudnej młodzieży. Ludzie jak to brzmi ?! Ciekawe jacy inni tu będą i za co ?
Oczywiście dlatego,że mówiłam tak cały czas doktorowi przepisywał mi nowe leki po których czułam się coraz gorzej. Było mi niedobrze,nie mogłam się wyspać no i kręciło mi się w głowie, więc aby przestał mnie truć zaczęłam kłamać jak umiałam. No i udało się. Tydzień temu pozwolił mi je odstawić. Ale i tak musiałam tu trafić. Ciekawe, czy ktoś będzie o mnie myślał z mojego dawnego życia ? Hmm pewnie nie... Ehhh bywa....
- Panno Cames raczy pani zrobić to co cała reszta-odezwał się surowym tonem pan Scott nasz opiekun. Dość stary facet o krótkim siwych włosach i umięśnionej (jak na swój wiek) posturze.
Co ja miałam zrobić !? Rozejrzałam się po reszcie nowych skazańców. Była tu typowa blondynka ubrana w różowe ciuszki i chłopak o włosach czarnych jak węgiel. Mmm ciacho z niego trzeba przyznać... No i paru innych, którzy niczym się nie wyróżniali. Spanikowana patrzyłam na plakietkę naszego opiekuna myśląc gorączkowo czego chciał.Wtedy chłopak szturchnął mnie łokciem i pokazał na pudło stojące przy opiekunie."PRZEDMIOTY ZAKAZANE". No a jakby inaczej.
Spojrzałam do środka pudła: żyletki, noże, scyzoryki, komórki....itp. Chwila komórki ??? Żarty sobie robicie ! Nie ma mowy!
-Lepiej wyrzuć wszystko, oni cię tu przeszukają do naga-odezwał się chłopak stojąc obok mnie z uśmieszkiem. Kiwnęłam posępnie głową i niechętnie wyciągnęłam telefon z kieszeni dżinsów. Wyłączyłam go nie sprawdzając wiadomości i wrzuciłam do pudła. No świetnie jak w średniowieczu ! Co im komórki przeszkadzają ? Jak ja mam tu wytrzymać ? Wszystko takie szare. W oknach kraty, na murze poprawczaka jest drut kolczasty. Prócz tego widziałam dorosłych chodzących w tą i z powrotem. To poprawczak czy więzienie !? W sumie to taki więzienie, dla nie pełnoletnich. Trzeba będzie to ogarnąć. W sumie nie powinnam się odzywać. Większość ludzi ma mnie za morderczynię, a ja się z nimi chyba zgadzam, Nic nie zrobiłam aby go uratować ! Nic! Głupia wyjęłam nóż, chociaż uczyłam się, że nie wolno tego nigdy robić.....
- Dobrze. Oto wasze rzeczy.- powiedział pan Scott i dał każdemu nasze torby.A no tak je też przeszukano nim pozwolono nam je zabrać. Prócz mojej torby jest na niej gruba książka, plan lekcji i zajęć obowiązkowych. Podał każdemu klucz z jego numerem pokoju, a potem bez słowa odszedł. Cudownie ! Jak my mamy trafić? Jestem tu pierwszy raz, a budynek jest naprawdę duży. Jak mam trafić do pokoju numer.... "13". Stałam przy pudle myśląc co robić, aby się nie ośmieszyć. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Blondynka barbie przepchnęła się obok mnie i dumnym krokiem weszła do budynku ze swoją torbą. Oczywiście różą. Co za lalka ! Typowa barbie. Duże cycki, długie nogi, nienaganna figura, super włosy i ciuchy jak od projektanta. Co ona zrobiła, że tu trafiła ? Okradła sklep ? A może ktoś sprzątnął jej ulubioną parę butów i go za to zabiła ? Takie laski umieją się pobić o głupie kolczyki. Mnie nigdy nie kręciło do takich ciuchów czy biżuterii. Nosiłam zwykłe dżinsy, bluzki i nie raz sukienki, ale to odświętnie. Nie lubiłam pokazywać swoich nóg. Ta to nie ma się czego wstydzić...
- Jestem Nate-odezwał się chłopak. Ughh to on jeszcze nie poszedł ?? Czułam się przy nim dziwnie i zestresowana. Nie należałam do dziewczyn, które często mają kontakty z płcią przeciwną. Zawsze byłam przy nich nieśmiała. Aleks był wyjątkiem. Jak go poznałam od razu go polubiłam i zaufałam. Była dla mnie naprawdę ważny! Czułam coś do niego,a nie umiałam powiedzieć czy to tylko przyjaźń czy coś więcej. Nigdy się nie dowiem co on o mnie myślał.
Odwróciłam się do chłopaka, który przedstawił się jako Nate. Uśmiechał się do mnie szeroko. Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie, a ja czułam się coraz bardziej nieswojo. Jak ciacho się na ciebie tak gapi to masz od razu rumieńce. Tak jak ja teraz. Szlak!
- Jestem Isabell-przedstawiłam się i nawet zdobyłam na lekki uśmiech,
- Więc Izzy pomóc ci trafić do pokoju. Jestem dobrym przewodnikiem-zaproponował. Nie to. że był zły, ale chciałam już aby sobie poszedł. Nie byliśmy w szkole tylko w poprawczaku ! A ja nie miałam zamiaru zawiązywać tu żadnych specjalnych znajomości.
- Nie dzięki, trafię sama-powiedziałam chłodno. Szlak mogłabym być choć trochę milsza. Jego uśmiech zmalał.
- No dobrze. Jak coś to jestem do usług. Pokój 23-powiedział i odszedł do budynku. Po co on mi mówił numer jego pokoju? Co on myślał, że chce się zabawić z poprawczaku ?! Ludzie czemu faceci mają w głowie tylko jedno ? Czy oni nie umieją o niczym innym gadać ?
Westchnęłam poirytowana i spojrzałam w zachmurzone niebo. Zaraz będzie padać stwierdziłam po chmurach. Zebrałam się w sobie i zacisnęłam dłonie w pięści. Dam radę, dam radę. Wzięłam torbę i ruszyłam do budynku,
W środku nie było lepiej. Szare ściany. Było chłodno,a lampy na sufitach nie dawały za dużo światła. Ruszyłam korytarzem szukając drzwi z numerem 13.
W końcu je znalazłam. Otworzyłam je i weszłam. Cóż powiedzieć pokój jak pokój w poprawczaku. Zielonkawe ściany, łóżko z białą pościelą, biurko i lampka na nim. Była też komoda na ubrania oraz drzwi do łazienki. Przynajmniej łazienkę mam swoją. Położyłam klucze, książkę i plan na biurko,a torbę rzuciłam obok komody. Potem się rozpakuję. Usiadłam na łóżku, a sprężyny zaskrzypiały. A czego by się spodziewać? Raczej nie luksusów. Co ja mam zrobić?Rozejrzałam się po pokoju i podeszłam o okna. Normalne bonus. Mam widok na cmentarz. Świetnie. Miejsce,którego nienawidzę, bo tam jest najwięcej tych zjaw będę teraz widzieć co dzień. Jak ja nienawidzę tych zjaw!
Westchnęłam poirytowana i podeszłam do biurka. Książka,którą dostaliśmy to "Zbiór zasad i obowiązków". No jakby inaczej. To ma chyba 1000 stron. Nie no czytam książki, ale nie durne zasady. Może kiedyś się do tego zabiorę.Może.....
Przeszedł mnie zimny dreszcz po całym ciele, a włosy na karku stanęły dęba. Spięłam się cała... Nie, nie dajcie mi spokój ! Zobaczyłam jak pod drzwiami wpełza cień.Cały czarny jak otchłań, Tylko pazury,którymi drapał podłogę wyróżniały się. Zaczęłam się przerażona cofać, nie mogąc oderwać od niego wzroku.Moje plecy boleśnie zderzyły się z parapetem, a ja syknęłam. Cień dotarł do nogawki moich spodni. Znów zaczął wydawać te straszne dźwięki. Tysiąc razy gorsze od drapania po tablicy paznokciami. Moje bębenki chciały pęknąć. Zaczął wchodzić po mojej nodze, wbijając w nią boleśnie pazury. Jęknęłam i zaczęłam wierzgać nogami chcąc go zrzucić.
-Wynoś się!-krzyknęłam i próbowałam oderwać go od mojej nogi. W końcu kopnęłam nogą do, której się uczepił w ścianę, a ten przez nią przeniknął i zniknął. Odetchnęłam z ulgą i złapałam się za nogę. Ała! Usiadłam na łóżku i podciągnęłam nogawkę dżinsów. Były ślady po pazurach, ale już znikały, choć doszły do krwi. Zawsze tak było. Rany po nich bardzo szybko się goiły. Spuściłam nogawkę i rozmasowałam nogę. Ile można ? Czego one chcą !? Ja już tego nie wytrzymuje !
**************************
Zwlekam się łóżka. To drugi dzień mojego pobytu w poprawczaku. Niestety tutaj też nie mogę pospać. Za chwilę mam pierwszą lekcje. Podchodzę do planu lekcji i patrzę co mam pierwsze. Fizyka. Bosko ! Przedmiot, którego nigdy nie umiałam. Podchodzę do komody i ubieram czyste ciuchy, Czarną bluzkę i dżinsy. Czeszę włosy w lustrze w łazience. Swoją drogą łazienka nie jest najgorsza. Mam prysznic, umywalkę i toaletę. No i lustro. Nawet całe! Nie jest tak strasznie brudno, więc da się przeżyć.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam jak zwykle. Duże zielone oczy, brązowe włosy do połowy pleców, twarz jak zawsze blada. No i lekkie wory pod oczami. Kiedy ja się ostatni raz wyspałam ? Chyba przed śmiercią Aleksa. Odwróciłam wzrok od odbicia w lustrze i wyszłam z łazienki. Wzięłam książkę od fizyki i pierwszy lepszy zeszyt i wyszłam z pokoju. Szlak ! Jak mam trafić do szkoły ? Internat jest w innym budynku, a ja za bardzo nie wiem jak wczoraj trafiłam do pokoju.
- Kocie pomóc ci ?-odzywa się dziewczyna za mną. Jest piękna. Ma długie nogi i figurę modelki. Czarne włosy i brązowe oczy. Jest bardzo podobna do tego chłopaka z wczoraj.... jak on miał.... Nate! Ubrana w dżinsy i top z dużym dekoltem. Oczywiście czarne.
- Jestem Lucy-dodaje z uśmieszkiem jak Nate'a.
- Isabell i nie jestem kotem-odpowiedziałam chłodno. Nienawidzę jak ktoś mówi do mnie "kocie". Nie jestem kotem! Mam 17 lat !
- Aa. To ciebie poznał mój braciszek. Wpadłaś mu w oko Izzy- powiedziała Lucy. Czyli to rodzeństwo. I są razem w poprawczaku. Dziwne! Ale spoko co mi do tego....
- Nie obrażaj się. Choć oprowadzę cię- powiedziała i wzięła mnie pod ramię. Byłam tak zaskoczona, że nawet się nie sprzeciwiłam. Może to dobry pomysł. Przynajmniej nie zgubię się.
-Jesteśmy przy budynku szkolnym. Wybudowany w bla, bla, bla wcześniej niż II wojna światowa. Podobno wcześniej był to burdel-powiedziała Lucy kiedy szłyśmy obok dużego szarego budynku z popękanymi murami. No i oczywiście kratami w oknach.
- To chodźmy na lekcje-zaproponowałam. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Nie. Jeszcze się nie zaczęły. Pokaże ci boisko przynajmniej ono nie jest w takim stanie-powiedziała dziewczyna i pociągnęła mnie za sobą.
Boisko faktycznie było lepiej zadbane. Choć nie tak jak w moim dawnym liceum. Trybuny miały większość krzesełek, a trawa była skoszona. Opadłam na krzesło obok Lucy, a ona patrzyła w niebo. Dzisiaj choć trochę przebijało się słońce. Była na prawdę piękna.Ciekawe za co tu trafiła. Rozejrzałam się i moją uwagę przykuł blondyn podparty o bramkę i rozmawiający z bratem dziewczyny. Był na prawdę przystojny. Nie wiem co się ze mną działo, ale czułam, że go znam. Ale skąd ? W życiu go nie widziałam! Chłopak chyba dostrzegł, że się na niego gapię, bo również się na mnie spojrzał i uśmiechnął. Ten uśmiech wydawał mi się tak znajomy, że zakuło mnie serce. Skądś pamiętałam ten uśmiech,Ale skąd ? Uśmiechnęłam się do niego i patrzyliśmy tak na siebie przez dłuższą chwilę. Jego oczy sprawiają, że na twarz znów wypływa mi rumieniec, a serce kuje boleśnie....
Nagle jego uśmiech staję się chamski, a potem on.... pokazuje mi środkowy palec i odwraca się. Co ???Zawstydzona spuszczam wzrok na swoje dłonie. Co to miało być ? Co ja zrobiłam ? Idiotka!
- Co do cholery ? A nie ważne chodź pokaże ci salę gimnastyczną-odzywa się Lucy ciągnąc mnie znowu. Ona też to widziała. Jaki wstyd !
- Ej Danielem się nie przejmuj. To dupek i tyle-powiedziała po chwili gdy szłyśmy do budynku, który wyglądał jak kościół. Na prawdę ! Duże okna, cały z cegły. Z witrażami. Ciekawe czy to kiedyś był kościół ? Lucy puściła mnie i podeszła do drzwi. Szarpała za nie i próbowała otworzyć, ale na nic. W końcu zrezygnowana odwraca się do mnie i mówi :
- Zamknięte. No i cię nie utopię-żartuje z szerokim uśmiechem- Ej żartuje. Nie jestem mordercą-dodaje podchodząc bliżej mnie.
- To mi ulżyło-mówię z uśmiechem.
*******************************
- No to gadaj. Jak tu trafiłaś co przeskrobałaś ?-pyta Lucy leżąc na trybunach i patrząc w niebo. Jej pytanie zatkało mnie. Nie chciałam mówić o tym co się stało na początku wakacji. Nie mówiłam o tym nikomu chyba, że ktoś sam się dowiedział. Co miałabym powiedzieć ?Na moich oczach ktoś lub coś zamordowało mojego prawie chłopaka ? Pewnie to brzmi bardzo normalnie.
Starałam się zapomnieć o tamtym i żyć dalej, ale teraz wspomnienia zaczęły mnie nachodzić i znów poczułam ten ból w sercu. Romantyczna randka z Aleksem. Nasze żarty. Trzymanie się za ręce. Potem całowanie z namiętnością w zaułku.Jego dłonie na moim ciele, a potem jak cień wbił w jego brzuch nóż. Jak upadliśmy, a on przygniótł mnie do ziemi. Jak potem trzymałam go w ramionach umierającego i jak wyciągnęłam nóż. Jego ostatnie spojrzenie....
Nie dość ! Nie wracaj do tego to nic nie da ! -znagliłam siebie. Nie powinnam myśleć o tym co było. To mi nie pomoże.
- Dobra... Twoje włosy. Przyznaj się jakiej farby użyłaś-odezwała się po chwili Lucy siadając i zaplatając końcówki moich włosów na palec. Odetchnęłam, że nie nalegała. Uśmiechnęłam się. To prawda uwielbiałam swoje brązowe włosy, które miały naturalnie jaśniejsze końcówki.
- Żadnej. Są takie naturalnie-odpowiedziałam. Jej czarne włosy są piękne. Proste i długie. Zawsze takie chciałam. Nie to,że moje lekkie loki mi się nie podobały, ale wolałam mieć proste włosy.
-Zazdroszczę, też bym takie chciała- przyznała lekko ciągnąc mnie za kosmyk.
- Twoje są piękne. Tak jak ty śliczna- powiedziałam z uśmiechem,
- Chola chola, czy ty mnie podrywasz ? Bo wiesz, lubię cię, ale nie jesteś moja liga-zażartowała uśmiechając się szeroko.
- Ani ty moją -powiedziałam
- Dobra. Słyszałam, że dobrze obcinasz, więc zrób mi taki fryz-powiedziała pokazując mi kartkę. Fryzura do ramion. Bardzo by jej pasowała, ale skąd ona wiedziała, że lubię obcinać włosy. Wiedzieli o tym tylko rodzice, bo nie raz ich obcinałam, moja dawna przyjaciółka Magda, która nie odzywa się do mnie od wakacji no i Aleks,ale on nie żyję. Więc skąd ?
-Skąd wiesz ?-zapytałam.
- Przejrzałam twoje akta-odpowiedziała bez wahania patrząc mi w oczy. Czyli wie?
- Ale nie było nic dlaczego tu trafiłaś. Tylko "decyzja sądu"-dodała uspokajając mnie. Odetchnęłam z ulgą. Ale nie miałam ochoty jej strzyc.Cały czas myślałam o dziwnym zachowaniu Daniela. No i ogólnie o nim.
- No to co ? Obcinaj-powiedziała podając mi kartkę.
- Nie mam nawet czym-broniłam się. Wyjęła nożyczki z kieszeni i podała mi je.
- Dawaj. -zachęciła mnie. Westchnęłam i wzięłam głęboki oddech. Spojrzałam na fryzurę na kartce i zaczęłam ciąć piękne i długie włosy Lucy.
-Bosko !Jesteś świetna !Dziękuje!-krzyknęła uradowana Lucy przeglądając się w lusterku. Fryzura faktycznie wyszła bardzo ładna i pasowała jej.
- Nie ma za co-powiedziałam oddając jej nożyczki z uśmiechem,
- Dobra, idźmy na fizykę, bo dostanie nam się-powiedziała rozradowana Lucy i wstała z trybun. Dostrzegłam na jej ramieniu podłużną bliznę.
-Skąd ją masz ?-spytałam, nim zdążyłam ugryźć się w język. Spojrzała na swoje ramię, a potem na mnie.
- Pamiętasz jak na ciebie nie naciskałam ?-spytała,a ja pokiwałam głową- Więc wiesz-powiedziała i ruszyła po trybunach w stronę szkoły, a ja za nią....
********************
Mam nadzieję, że się wam spodobał. To pierwszy rozdział, a jest około 20.Czekam na wasze komentarze. W tygodniu powinien pojawić się drugi, ale nic nie obiecuję. Miałam ten dać wczoraj, ale miałam depresję i nie mogłam się skupić. Przepraszam i mam nadzieję,że się spodoba :*
-LoVe Is NoT GaMe
Rozdział. 1.
Szłam przez parking poprawczaka szybkim krokiem. Moi kochani rodzice postanowili mnie nie odprowadzać do drzwi. Kazali wysiąść z samochodu, pożegnali się, a potem szybko odjechali. Jakbym nie wiedziała, że się mnie wstydzą. Kto chciałaby córkę, która jest zamieszana w morderstwo, a w dodatku gada o jakiś niestworzonych postaciach ? Sama miałam siebie dość. Po tym wszystkim nie chciało mi się żyć. Wiedziałam, że to moja wina. Śmierć Aleksa. Wiedziałam, że ja zawiniłam, a wyrok sądu i spojrzenia ludzi potwierdzały to. Zawsze moi rodzice mówili, że zrobią wszystko aby mnie ochronić, ale tu im się nie udało. Nie dali rady i nie winię ich tylko siebie.
Całe wakacje spędziłam na chodzeniu do psychologa, wizytach na komisariacie i w sądzie. Po prostu wakacje marzeń ! I jeszcze te okropne pigułki,które musiałam brać, po protu koszmar. No i najgorsze te przerażające cienie, które mnie nawiedzały. Rozmawiałam o nich z doktorem, ale jak to on ładnie ujął "Masz traumę po przeżyciach i tak broni się twój mózg," Tylko, że ja wiem, że to nie moja wyobraźnia. To jest zbyt realistyczne aby mogło być wytworem mojej głowy. Te ich "dłonie", krzyki i jęki. Szarpanie moim ciałem. To, że mnie dotykają i szarpią nie jest wytworem mojej wyobraźni!!!
Pojawiły się tamtej nocy z Aleksem. Pamiętam jak dostał nożem, a ja idiotka wyjęłam nóż i szlochałam gdy on umierał. Nic nie zrobiłam ! Nic!!! Klęczałam tam i płakałam gdy on konał w męczarniach. Dopiero gdy przyjechała policja ocknęłam się. Oczywiście,że na nożu były tylko moje ślady to od razu uznano mnie za podejrzaną. Po całym śledztwie, wizytach u psychiatry i w sądzie uznano mnie za winą,ale, że to był wypadek. No i tak dostałam 3 lata w poprawczaku. Przepraszam zakładzie dla trudnej młodzieży. Ludzie jak to brzmi ?! Ciekawe jacy inni tu będą i za co ?
Oczywiście dlatego,że mówiłam tak cały czas doktorowi przepisywał mi nowe leki po których czułam się coraz gorzej. Było mi niedobrze,nie mogłam się wyspać no i kręciło mi się w głowie, więc aby przestał mnie truć zaczęłam kłamać jak umiałam. No i udało się. Tydzień temu pozwolił mi je odstawić. Ale i tak musiałam tu trafić. Ciekawe, czy ktoś będzie o mnie myślał z mojego dawnego życia ? Hmm pewnie nie... Ehhh bywa....
- Panno Cames raczy pani zrobić to co cała reszta-odezwał się surowym tonem pan Scott nasz opiekun. Dość stary facet o krótkim siwych włosach i umięśnionej (jak na swój wiek) posturze.
Co ja miałam zrobić !? Rozejrzałam się po reszcie nowych skazańców. Była tu typowa blondynka ubrana w różowe ciuszki i chłopak o włosach czarnych jak węgiel. Mmm ciacho z niego trzeba przyznać... No i paru innych, którzy niczym się nie wyróżniali. Spanikowana patrzyłam na plakietkę naszego opiekuna myśląc gorączkowo czego chciał.Wtedy chłopak szturchnął mnie łokciem i pokazał na pudło stojące przy opiekunie."PRZEDMIOTY ZAKAZANE". No a jakby inaczej.
Spojrzałam do środka pudła: żyletki, noże, scyzoryki, komórki....itp. Chwila komórki ??? Żarty sobie robicie ! Nie ma mowy!
-Lepiej wyrzuć wszystko, oni cię tu przeszukają do naga-odezwał się chłopak stojąc obok mnie z uśmieszkiem. Kiwnęłam posępnie głową i niechętnie wyciągnęłam telefon z kieszeni dżinsów. Wyłączyłam go nie sprawdzając wiadomości i wrzuciłam do pudła. No świetnie jak w średniowieczu ! Co im komórki przeszkadzają ? Jak ja mam tu wytrzymać ? Wszystko takie szare. W oknach kraty, na murze poprawczaka jest drut kolczasty. Prócz tego widziałam dorosłych chodzących w tą i z powrotem. To poprawczak czy więzienie !? W sumie to taki więzienie, dla nie pełnoletnich. Trzeba będzie to ogarnąć. W sumie nie powinnam się odzywać. Większość ludzi ma mnie za morderczynię, a ja się z nimi chyba zgadzam, Nic nie zrobiłam aby go uratować ! Nic! Głupia wyjęłam nóż, chociaż uczyłam się, że nie wolno tego nigdy robić.....
- Dobrze. Oto wasze rzeczy.- powiedział pan Scott i dał każdemu nasze torby.A no tak je też przeszukano nim pozwolono nam je zabrać. Prócz mojej torby jest na niej gruba książka, plan lekcji i zajęć obowiązkowych. Podał każdemu klucz z jego numerem pokoju, a potem bez słowa odszedł. Cudownie ! Jak my mamy trafić? Jestem tu pierwszy raz, a budynek jest naprawdę duży. Jak mam trafić do pokoju numer.... "13". Stałam przy pudle myśląc co robić, aby się nie ośmieszyć. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Blondynka barbie przepchnęła się obok mnie i dumnym krokiem weszła do budynku ze swoją torbą. Oczywiście różą. Co za lalka ! Typowa barbie. Duże cycki, długie nogi, nienaganna figura, super włosy i ciuchy jak od projektanta. Co ona zrobiła, że tu trafiła ? Okradła sklep ? A może ktoś sprzątnął jej ulubioną parę butów i go za to zabiła ? Takie laski umieją się pobić o głupie kolczyki. Mnie nigdy nie kręciło do takich ciuchów czy biżuterii. Nosiłam zwykłe dżinsy, bluzki i nie raz sukienki, ale to odświętnie. Nie lubiłam pokazywać swoich nóg. Ta to nie ma się czego wstydzić...
- Jestem Nate-odezwał się chłopak. Ughh to on jeszcze nie poszedł ?? Czułam się przy nim dziwnie i zestresowana. Nie należałam do dziewczyn, które często mają kontakty z płcią przeciwną. Zawsze byłam przy nich nieśmiała. Aleks był wyjątkiem. Jak go poznałam od razu go polubiłam i zaufałam. Była dla mnie naprawdę ważny! Czułam coś do niego,a nie umiałam powiedzieć czy to tylko przyjaźń czy coś więcej. Nigdy się nie dowiem co on o mnie myślał.
Odwróciłam się do chłopaka, który przedstawił się jako Nate. Uśmiechał się do mnie szeroko. Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie, a ja czułam się coraz bardziej nieswojo. Jak ciacho się na ciebie tak gapi to masz od razu rumieńce. Tak jak ja teraz. Szlak!
- Jestem Isabell-przedstawiłam się i nawet zdobyłam na lekki uśmiech,
- Więc Izzy pomóc ci trafić do pokoju. Jestem dobrym przewodnikiem-zaproponował. Nie to. że był zły, ale chciałam już aby sobie poszedł. Nie byliśmy w szkole tylko w poprawczaku ! A ja nie miałam zamiaru zawiązywać tu żadnych specjalnych znajomości.
- Nie dzięki, trafię sama-powiedziałam chłodno. Szlak mogłabym być choć trochę milsza. Jego uśmiech zmalał.
- No dobrze. Jak coś to jestem do usług. Pokój 23-powiedział i odszedł do budynku. Po co on mi mówił numer jego pokoju? Co on myślał, że chce się zabawić z poprawczaku ?! Ludzie czemu faceci mają w głowie tylko jedno ? Czy oni nie umieją o niczym innym gadać ?
Westchnęłam poirytowana i spojrzałam w zachmurzone niebo. Zaraz będzie padać stwierdziłam po chmurach. Zebrałam się w sobie i zacisnęłam dłonie w pięści. Dam radę, dam radę. Wzięłam torbę i ruszyłam do budynku,
W środku nie było lepiej. Szare ściany. Było chłodno,a lampy na sufitach nie dawały za dużo światła. Ruszyłam korytarzem szukając drzwi z numerem 13.
W końcu je znalazłam. Otworzyłam je i weszłam. Cóż powiedzieć pokój jak pokój w poprawczaku. Zielonkawe ściany, łóżko z białą pościelą, biurko i lampka na nim. Była też komoda na ubrania oraz drzwi do łazienki. Przynajmniej łazienkę mam swoją. Położyłam klucze, książkę i plan na biurko,a torbę rzuciłam obok komody. Potem się rozpakuję. Usiadłam na łóżku, a sprężyny zaskrzypiały. A czego by się spodziewać? Raczej nie luksusów. Co ja mam zrobić?Rozejrzałam się po pokoju i podeszłam o okna. Normalne bonus. Mam widok na cmentarz. Świetnie. Miejsce,którego nienawidzę, bo tam jest najwięcej tych zjaw będę teraz widzieć co dzień. Jak ja nienawidzę tych zjaw!
Westchnęłam poirytowana i podeszłam do biurka. Książka,którą dostaliśmy to "Zbiór zasad i obowiązków". No jakby inaczej. To ma chyba 1000 stron. Nie no czytam książki, ale nie durne zasady. Może kiedyś się do tego zabiorę.Może.....
Przeszedł mnie zimny dreszcz po całym ciele, a włosy na karku stanęły dęba. Spięłam się cała... Nie, nie dajcie mi spokój ! Zobaczyłam jak pod drzwiami wpełza cień.Cały czarny jak otchłań, Tylko pazury,którymi drapał podłogę wyróżniały się. Zaczęłam się przerażona cofać, nie mogąc oderwać od niego wzroku.Moje plecy boleśnie zderzyły się z parapetem, a ja syknęłam. Cień dotarł do nogawki moich spodni. Znów zaczął wydawać te straszne dźwięki. Tysiąc razy gorsze od drapania po tablicy paznokciami. Moje bębenki chciały pęknąć. Zaczął wchodzić po mojej nodze, wbijając w nią boleśnie pazury. Jęknęłam i zaczęłam wierzgać nogami chcąc go zrzucić.
-Wynoś się!-krzyknęłam i próbowałam oderwać go od mojej nogi. W końcu kopnęłam nogą do, której się uczepił w ścianę, a ten przez nią przeniknął i zniknął. Odetchnęłam z ulgą i złapałam się za nogę. Ała! Usiadłam na łóżku i podciągnęłam nogawkę dżinsów. Były ślady po pazurach, ale już znikały, choć doszły do krwi. Zawsze tak było. Rany po nich bardzo szybko się goiły. Spuściłam nogawkę i rozmasowałam nogę. Ile można ? Czego one chcą !? Ja już tego nie wytrzymuje !
**************************
Zwlekam się łóżka. To drugi dzień mojego pobytu w poprawczaku. Niestety tutaj też nie mogę pospać. Za chwilę mam pierwszą lekcje. Podchodzę do planu lekcji i patrzę co mam pierwsze. Fizyka. Bosko ! Przedmiot, którego nigdy nie umiałam. Podchodzę do komody i ubieram czyste ciuchy, Czarną bluzkę i dżinsy. Czeszę włosy w lustrze w łazience. Swoją drogą łazienka nie jest najgorsza. Mam prysznic, umywalkę i toaletę. No i lustro. Nawet całe! Nie jest tak strasznie brudno, więc da się przeżyć.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam jak zwykle. Duże zielone oczy, brązowe włosy do połowy pleców, twarz jak zawsze blada. No i lekkie wory pod oczami. Kiedy ja się ostatni raz wyspałam ? Chyba przed śmiercią Aleksa. Odwróciłam wzrok od odbicia w lustrze i wyszłam z łazienki. Wzięłam książkę od fizyki i pierwszy lepszy zeszyt i wyszłam z pokoju. Szlak ! Jak mam trafić do szkoły ? Internat jest w innym budynku, a ja za bardzo nie wiem jak wczoraj trafiłam do pokoju.
- Kocie pomóc ci ?-odzywa się dziewczyna za mną. Jest piękna. Ma długie nogi i figurę modelki. Czarne włosy i brązowe oczy. Jest bardzo podobna do tego chłopaka z wczoraj.... jak on miał.... Nate! Ubrana w dżinsy i top z dużym dekoltem. Oczywiście czarne.
- Jestem Lucy-dodaje z uśmieszkiem jak Nate'a.
- Isabell i nie jestem kotem-odpowiedziałam chłodno. Nienawidzę jak ktoś mówi do mnie "kocie". Nie jestem kotem! Mam 17 lat !
- Aa. To ciebie poznał mój braciszek. Wpadłaś mu w oko Izzy- powiedziała Lucy. Czyli to rodzeństwo. I są razem w poprawczaku. Dziwne! Ale spoko co mi do tego....
- Nie obrażaj się. Choć oprowadzę cię- powiedziała i wzięła mnie pod ramię. Byłam tak zaskoczona, że nawet się nie sprzeciwiłam. Może to dobry pomysł. Przynajmniej nie zgubię się.
-Jesteśmy przy budynku szkolnym. Wybudowany w bla, bla, bla wcześniej niż II wojna światowa. Podobno wcześniej był to burdel-powiedziała Lucy kiedy szłyśmy obok dużego szarego budynku z popękanymi murami. No i oczywiście kratami w oknach.
- To chodźmy na lekcje-zaproponowałam. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Nie. Jeszcze się nie zaczęły. Pokaże ci boisko przynajmniej ono nie jest w takim stanie-powiedziała dziewczyna i pociągnęła mnie za sobą.
Boisko faktycznie było lepiej zadbane. Choć nie tak jak w moim dawnym liceum. Trybuny miały większość krzesełek, a trawa była skoszona. Opadłam na krzesło obok Lucy, a ona patrzyła w niebo. Dzisiaj choć trochę przebijało się słońce. Była na prawdę piękna.Ciekawe za co tu trafiła. Rozejrzałam się i moją uwagę przykuł blondyn podparty o bramkę i rozmawiający z bratem dziewczyny. Był na prawdę przystojny. Nie wiem co się ze mną działo, ale czułam, że go znam. Ale skąd ? W życiu go nie widziałam! Chłopak chyba dostrzegł, że się na niego gapię, bo również się na mnie spojrzał i uśmiechnął. Ten uśmiech wydawał mi się tak znajomy, że zakuło mnie serce. Skądś pamiętałam ten uśmiech,Ale skąd ? Uśmiechnęłam się do niego i patrzyliśmy tak na siebie przez dłuższą chwilę. Jego oczy sprawiają, że na twarz znów wypływa mi rumieniec, a serce kuje boleśnie....
Nagle jego uśmiech staję się chamski, a potem on.... pokazuje mi środkowy palec i odwraca się. Co ???Zawstydzona spuszczam wzrok na swoje dłonie. Co to miało być ? Co ja zrobiłam ? Idiotka!
- Co do cholery ? A nie ważne chodź pokaże ci salę gimnastyczną-odzywa się Lucy ciągnąc mnie znowu. Ona też to widziała. Jaki wstyd !
- Ej Danielem się nie przejmuj. To dupek i tyle-powiedziała po chwili gdy szłyśmy do budynku, który wyglądał jak kościół. Na prawdę ! Duże okna, cały z cegły. Z witrażami. Ciekawe czy to kiedyś był kościół ? Lucy puściła mnie i podeszła do drzwi. Szarpała za nie i próbowała otworzyć, ale na nic. W końcu zrezygnowana odwraca się do mnie i mówi :
- Zamknięte. No i cię nie utopię-żartuje z szerokim uśmiechem- Ej żartuje. Nie jestem mordercą-dodaje podchodząc bliżej mnie.
- To mi ulżyło-mówię z uśmiechem.
*******************************
- No to gadaj. Jak tu trafiłaś co przeskrobałaś ?-pyta Lucy leżąc na trybunach i patrząc w niebo. Jej pytanie zatkało mnie. Nie chciałam mówić o tym co się stało na początku wakacji. Nie mówiłam o tym nikomu chyba, że ktoś sam się dowiedział. Co miałabym powiedzieć ?Na moich oczach ktoś lub coś zamordowało mojego prawie chłopaka ? Pewnie to brzmi bardzo normalnie.
Starałam się zapomnieć o tamtym i żyć dalej, ale teraz wspomnienia zaczęły mnie nachodzić i znów poczułam ten ból w sercu. Romantyczna randka z Aleksem. Nasze żarty. Trzymanie się za ręce. Potem całowanie z namiętnością w zaułku.Jego dłonie na moim ciele, a potem jak cień wbił w jego brzuch nóż. Jak upadliśmy, a on przygniótł mnie do ziemi. Jak potem trzymałam go w ramionach umierającego i jak wyciągnęłam nóż. Jego ostatnie spojrzenie....
Nie dość ! Nie wracaj do tego to nic nie da ! -znagliłam siebie. Nie powinnam myśleć o tym co było. To mi nie pomoże.
- Dobra... Twoje włosy. Przyznaj się jakiej farby użyłaś-odezwała się po chwili Lucy siadając i zaplatając końcówki moich włosów na palec. Odetchnęłam, że nie nalegała. Uśmiechnęłam się. To prawda uwielbiałam swoje brązowe włosy, które miały naturalnie jaśniejsze końcówki.
- Żadnej. Są takie naturalnie-odpowiedziałam. Jej czarne włosy są piękne. Proste i długie. Zawsze takie chciałam. Nie to,że moje lekkie loki mi się nie podobały, ale wolałam mieć proste włosy.
-Zazdroszczę, też bym takie chciała- przyznała lekko ciągnąc mnie za kosmyk.
- Twoje są piękne. Tak jak ty śliczna- powiedziałam z uśmiechem,
- Chola chola, czy ty mnie podrywasz ? Bo wiesz, lubię cię, ale nie jesteś moja liga-zażartowała uśmiechając się szeroko.
- Ani ty moją -powiedziałam
- Dobra. Słyszałam, że dobrze obcinasz, więc zrób mi taki fryz-powiedziała pokazując mi kartkę. Fryzura do ramion. Bardzo by jej pasowała, ale skąd ona wiedziała, że lubię obcinać włosy. Wiedzieli o tym tylko rodzice, bo nie raz ich obcinałam, moja dawna przyjaciółka Magda, która nie odzywa się do mnie od wakacji no i Aleks,ale on nie żyję. Więc skąd ?
-Skąd wiesz ?-zapytałam.
- Przejrzałam twoje akta-odpowiedziała bez wahania patrząc mi w oczy. Czyli wie?
- Ale nie było nic dlaczego tu trafiłaś. Tylko "decyzja sądu"-dodała uspokajając mnie. Odetchnęłam z ulgą. Ale nie miałam ochoty jej strzyc.Cały czas myślałam o dziwnym zachowaniu Daniela. No i ogólnie o nim.
- No to co ? Obcinaj-powiedziała podając mi kartkę.
- Nie mam nawet czym-broniłam się. Wyjęła nożyczki z kieszeni i podała mi je.
- Dawaj. -zachęciła mnie. Westchnęłam i wzięłam głęboki oddech. Spojrzałam na fryzurę na kartce i zaczęłam ciąć piękne i długie włosy Lucy.
-Bosko !Jesteś świetna !Dziękuje!-krzyknęła uradowana Lucy przeglądając się w lusterku. Fryzura faktycznie wyszła bardzo ładna i pasowała jej.
- Nie ma za co-powiedziałam oddając jej nożyczki z uśmiechem,
- Dobra, idźmy na fizykę, bo dostanie nam się-powiedziała rozradowana Lucy i wstała z trybun. Dostrzegłam na jej ramieniu podłużną bliznę.
-Skąd ją masz ?-spytałam, nim zdążyłam ugryźć się w język. Spojrzała na swoje ramię, a potem na mnie.
- Pamiętasz jak na ciebie nie naciskałam ?-spytała,a ja pokiwałam głową- Więc wiesz-powiedziała i ruszyła po trybunach w stronę szkoły, a ja za nią....
********************
Mam nadzieję, że się wam spodobał. To pierwszy rozdział, a jest około 20.Czekam na wasze komentarze. W tygodniu powinien pojawić się drugi, ale nic nie obiecuję. Miałam ten dać wczoraj, ale miałam depresję i nie mogłam się skupić. Przepraszam i mam nadzieję,że się spodoba :*
-LoVe Is NoT GaMe
sobota, 8 listopada 2014
Miłość
Dla jednych przywodzi na twarz uśmiech i wspomnienia, a dla innych ból i łzy w oczach. Temat kontrowersyjny,bo dla jednych, jest czymś cudownym, a dla innych bólem. Ciężko powiedzieć...Jest cudowna,gdy dwie osoby czują ją do siebie. Jeżeli znajdzie się tą drugą połówkę to warto o nią walczyć. Nie można się poddawać. To na prawdę wspaniałe uczucie. Różnie się je opisuję : Motylki w brzuchu. uśmiechanie się na każdą rzecz kojarzoną z nim/nią, takie ściskanie w żołądku, gdy mówi 'Kocham cie", wieczny uśmiech gdy jest obok itd.
To wspaniałe mieć osobę na której, zawsze można polegać. Ta osoba nie jest tylko gdy jest dobrze. Jest też gdy masz zły dzień, coś się wydarzyło. Chce abyś była/a szczęśliwy/a. Sam o siebie się nie martwi, ale bardzo martwi się o nią/jego. Jeżeli jedno z nich cierpi drugie także. JEST Z TOBĄ NA DOBRE I NA ZŁE!
Nie ma definicji to takiej miłości. Nie da się jej opisać jednym słowem. Jedni rozpisują się na kilka stron lub mówią godzinami inni nie umieją ubrać tego w słowa. To cudowne. Mieć kogoś na zawsze, kochać, ufać... PRZECIEŻ BEZ PRZYJAŹNI NIE MA MIŁOŚCI. Każda miłość to i przyjaźń ! Można się tak rozpisywać, ale sama nie jestem za dobra w tym.
Jeżeli masz te drugą połówkę, to walcz o nią. Nie ważne co się dzieje, WALCZ. Jeżeli wiesz, że to z nim/nią chcesz być do końca życia, to nie rezygnuj z powodu przeszkód. Niektórzy boją się związku na odległość. Jest strasznie trudny,ale jeżeli ufa się na 100% i kocha to warto! Nie poddawajcie się walczcie o miłość i marzenia. Musicie dążyć do ich spełnienia, bo samo nic się nie stanie. !On żyje dla ciebie, ty żyjesz dla niego
I choć nie zawsze zgoda jest w domu
Nie oddasz go nigdy w życiu, nikomu
To cudne uczucie mieć kogoś blisko
Kogoś, kto znaczy dla ciebie wszystko
Kogoś, kto zrobi co tylko może
By tylko tobie z nim było dobrze
Ceń go nad życie i kochaj czule,
By on ci również mógł powiedzieć „dziękuję” "
Gorzej już jest,jeżeli druga nie odwzajemnia uczucia. Wtedy strasznie się cierpi. Widząc tą osobę chciałoby się podejść przytulić, ale nie można, bo ta osoba nie czuje tego co ty. Niestety tak też jest. Strasznie się wtedy cierpi. Samotność i ból doprowadzają to różnych rzeczy. Mogą doprowadzić do tragedii. Ale jeżeli ta osoba nie czuje tego co ty, to może powinnaś/eś spróbować zapomnieć o nim/niej. Nie warto być cały czas smutać i cierpieć. ŻYCIE MA SIĘ JEDNO. ŻYJ NIM TAK ABY BYĆ SZCZĘŚLIWĄ/YM. Wiem teraz to pewnie będą słowa typu "A ty wiesz co to za ból ?" "łatwo powiedzieć"itp. Owszem wiem. Teraz już nie,ale przeżyłam to. Teraz myślę,że to nie była miłość. Cierpiałam, płakałam,ale w końcu zaczęłam ogarynać się.Miałam już tego dość. Starałam się nie myśleć. Wiem na początku to może być trudne. Ale nie można się poddawać na starcie. Jeżeli teraz nie udało się to może ktoś inny czeka na ciebie,bo cię kocha. Może nawet nie wiesz o tym. Ja wiem to strasznie boli takie uczucie, ale nie warto całe swoje życie przez nie marnować. ŻYCIE MA SIĘ JEDNO I NIE WIADOMO KIEDY BĘDZIEMY MUSIELI ODEJŚĆ Z TEGO ŚWIATA, WIĘC ŻYJ TAK ABY NA KONIEC MÓC POWIEDZIEĆ "BYŁO ZAJEBIŚCIE".
Zamiast cały czas myśleć o nim/niej zacznij żyć. Zacznij spotykać się z przyjaciółmi,korzystać z życia (bez przeginania :)). Próbuj zapomnieć. Podobno czas leczy rany. Prawda jest taka,że nigdy do końca ich nie uleczy, ale pomoże. Z czasem przestaniesz tak odczuwać ten ból. Zaczniesz zapominać. A w szybszym może ci pomóc przyjaciel/przyjaciółka. Każdy się sparzył lub sparzy,ale to nie powód by rezygnować. Jednemu uda się za pierwszym razem znaleźć tę drugą połówkę, a innym za 10! Ale nie można się poddać. To zbyt cudowne uczucie. Każdy powinien go doświadczać!!!
Ja wiem niektórzy mówią, że miłość jest śmiercią, ale ja się z tym nie zgadzam. To właśnie początek życia. Kochać to nie znaczy niszczyć czy zabijać. Fakt można zostać zranionym, a to boli. Ale miłość to nie tylko motylki w brzuchu,uśmiechy,pocałunki, cudowne chwile to także niepewność,strach, czasem ból i zranienie, POŚWIĘCENIE.
Niestety w naszych czasach ciężko o prawdziwą miłość, choć zdarza się !!!
JA KTO JA : NIGDY NIE MÓW NIGDY. MOŻE TERAZ NIE NADSZEDŁ TEN CZAS......
NA WSZYSTKO JEST CZAS I PORA...........
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

